Byronizm i skottyzm w „Konradzie Wallenrodzie“/IV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ujejski
Tytuł Byronizm i skottyzm w „Konradzie Wallenrodzie“
Data wydania 1923
Wydawnictwo Krakowska Spółka Wydawnicza
Druk Drukarnia „Czasu“
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
IV

A teraz pora z kolei przekonać się, czy poza sprawami zewnętrznej i wewnętrznej kompozycji niema też wpływu Scotta w samem łonie treści Konrada Wallenroda, czy niema też i reminiscencyj lektury skottowskich epyljonów w różnych tej treści szczegółach; słowem trzeba zrewidować tekst poematu Mickiewicza ze Scottem w ręku, tak jakeśmy to poprzednio uczynili z Byronem. Przedewszystkiem jednak uprzytomnijmy sobie jeszcze, że bardzo dużo znaczący punkt zbliżenia do Scotta, a oddalenia od Byrona, tworzy w Konradzie Wallenrodzie fakt, że jest on powieścią historyczną. Wszakże Byron ani zmysłu historycznego, ani zamiłowania przeszłości nigdzie w swych powieściach nie okazał. Tymczasem Mickiewicz — choć mu Litwini i Krzyżacy XIV w. tylko za parawan dla aktualnej idei służyli, – bardzo usilnie starał się o to, żeby stosunki ich wzajemne przedstawić zgodnie z prawdą, lub przynajmniej z podaniem dziejowem, i powoływał się na źródła w przypisach à la Walter Scott. Czynił to zaś z prawdziwem upodobaniem, nie dla zamydlenia oczu tylko, i choć przedmowę układał, z wyraźną dla nas dzisiaj intencją zwrócenia uwagi cenzury na historyczną stronę utworu, żeby ją odwrócić od politycznej, to przecież niemniej wszystko, co w niej powiedział, powiedział serjo. W tem narzekaniu wajdeloty, że „wśród żałosnego spółrodaków jęku, często przeszłości głosu nie dosłyszy“, jest głęboki akcent szczerości samego poety. Gdy zaś pisał w zakończeniu przedmowy, że dzieje dawnej Litwy „przedstawiają z tego względu szczęśliwy dla poezji zawód, że poeta, opiewający ówczesne wypadki, samym tylko przedmiotem historycznym, zgłębieniem rzeczy i kunsztownem wydaniem zajmować się musi, nie przywołując na pomoc interesu, namiętności lub mody czytelników“, — to wprawdzie w tych słowach właśnie mieści się główny w stosunku do cenzury podstęp, ale wolno chyba wierzyć, że byłby Mickiewicz stokroć wolał te same słowa napisać tak szczerze, jak szczerze podobne bardzo słowa napisał W. Scott w przedmowie do Pani Jeziora:

I had always thought the old Scottish Gael highly adapted for poetical composition. The feuds and political dissensions, which, half a century earlier, would have rendered the richer and wealthier part of the Kingdom indisposed to countenance a poem, the scene of which was laid in the Highlands, were now sunk in the generous compassion which the English, more than any other nation, feels for the misfortunes of an honourable foe.

Gdyby nie to, że przedmowę tę dodał Scott dopiero do wydania The Lady of the lake z r. 1830, a więc już w dwa lata po ukazaniu się Wallenroda, możnaby myśleć, że podobieństwo tego jej ustępu z przytoczonym wyżej ustępem przedmowy Mickiewicza[1] nie jest przypadkowe. Ale bo też i przypadek ten jest sam przypadkową konsekwencją innego przypadkowego podobieństwa, mianowicie podobieństwa między stosunkiem Szkocji i Anglji a stosunkiem zarówno starej Litwy do Krzyżaków, jak i nowej Polski do Rosji. I już też to samo mogło narzucać Mickiewiczowi po obiorze tematu pełno reminiscencyj poezji szkockiego barda, to samo mogło sprawić, że byronizm mocno pomieszał się w procesie twórczym ze skottyzmem, że mu się w kompozycji dał przygnieść, i że przy Wallenrodzie stanął, jako równorzędna niemal figura, Leander Albanus, — nie taki, jakiego przedstawiały historyczne źródła[2], ale przekształcony w ostatniego litewskiego minstrela — w Halbana wajdelotę.
Na to, że ten „ostatni w Litwie wajdelota“ jest rodzonym bratem „ostatniego minstrela“ szkockiego, — zwrócił już uwagę prof. Windakiewicz i udowodnił w zestawieniach szczegółowych. The last of all the Bards was he / Who sung of Border chivalry („Niech wam ostatni w Litwie wajdelota / Nuci ostatnią litewską piosenkę“) — And I, alas survive alone – („Samotny w obcej ziemi zestarzałem, / Śpiewak, niestety, śpiewać nie mam komu“) — Here paus’d the Harp;...the master...gazing timid on the crowd, / He seem’d to seek in every eye, / If they approv’d his minstrelsy („Umilknął starzec i dokoła słucha, / Czy Niemcy dalej pozwolą mu śpiewać“). Przytoczenia powyższe wyjęte są z początku i z zakończenia pierwszej pieśni Ostatniego Minstrela i (środkowe) z zakończenia pieśni czwartej. Nie są to jednak (jakby ze studjum Windakiewicza wynikało) analogje w obu poematach jedyne. Wszakże w szóstej pieśni Ostatniego Minstrela mamy ucztę, do której zasiadają both Scots and Southern chiefs — podobnie jak w Wallenrodzie komtury krzyżackie i „litewskie pany“ z Witoldem na czele, przy której: Steward and squire with heedful haste / Marshall’d the rank of every guest — tak jak w Wallenrodzie „młodzi giermkowie stoją do posługi kołem“ za rycerzami, przy której wreszcie odbywają się również zawody śpiewacze. Po pieśni Alberta Grahama na temat: Love was still the lord of all — następuje pieśń barda Fitzgravera, o którym słyszymy, że regardless of the tyrant’s frown / His harp call’d wrath and vengeance down. A choć pieśń, którą tutaj śpiewa (o ukazaniu Surrey’owi ducha jego umiłowanej w czarodziejskiem zwierciedle przez mędrca Corneliusa) — nic wspólnego z temi uczuciami niema, to zato w tym hymnie na cześć szkockiej ojczyzny, od którego się cała ta szósta pieśń poematu zaczyna, i zwłaszcza w anatemie rzuconej na tych, co uczucia miłości kraju swego nie znają, znajdziemy ducha tego samego, który tchnie z ust „starego wieszcza“ litewskiego. W inwektywie jego przeciwko Witoldowi: „Ale po śmierci, Niemcy, wy to wiecie... i t. d.“ to samo drży oburzenie, co w tych słowach ostatniego minstrela:

If such there breathe, go, mark him well...
...............
High though his titles, proud his name,
Boundless his wealth as wish can claim;
Despite those titles, power, and pelf,
The wretch, concentred all in self,
Living, shall forfeit fair renown,
And, doubly dying, shall go down
To the vile dust, from whence he sprung,
Unwept, unhonour’d and unsung.

Popisy śpiewaków przy ucztach są jednym z ulubionych efektów W. Scotta i spotykamy je zarówno w jego powieściach poetyckich, jak i prozaicznych. O takiej uczcie w The Lord of the isles wspomnieli ogólnie tylko i mimochodem profesorowie Windakiewicz i Bruchnalski, nad szczegółami się nie zatrzymując. Tymczasem i tutaj zasługują na uwagę pewne analogje, zwłaszcza między zachowaniem się gospodarzy uczt: pana wysp i Konrada.

„Brother of Lorn“, with huried voice
He (Ronald) said, „and you fair lords, rejoice...“

„Cieszmy się“, rzecze (Konrad), „cóżto bracia moi,
Także rycerzom cieszyć się przystoi?...“

Ważniejsze jest jednak to, że jak Konrad „siedział milczący z pochyloną głową...“

Różne uczucia w nagłych błyskawicach
Po rozpalonych krzyżują się licach,
Coraz to groźniej czoło mu się chmurzy... itd.

tak też i:

The Island Chieftain feasted high,
But there was in his troubled eye
A gloomy fire, and on his brow
Now sudden flush’d, and faded now
Emotions such, as draw their birth
From deeper source than festal mirth.
By fits he paused, and harper’s strain
And jester’s tale went round in vain...

Przyszła zaś wreszcie i taka chwila, gdy — jak Konrad „na środek skoczy“ i „podaj mi lutnię, puhary nalewaj!“ wołać pocznie — tak i Ronald, pan wysp, from the table sprang – „Fill me the mighty cup!“ he said.

Dodać tu jeszcze można, że pieśń (o klamrze Lorna), którą wśród tej uczty śpiewa bard, zawiera zaczepki pod adresem goszczących na niej braci Bruce i sprawia, że młodszy z nich, Edward, odczuwa to podobnie, jak Witold skierowane do siebie słowa wajdeloty.

As glares the tiger on his foes...
............
Now on the Bard, now on his Lord
So Edward glared and grasp’d his sword. —

(Witold) Zsiniał, pobladnął, znowu się czerwienił,

Dręczy go równie i gniew i sromota.
Nakoniec, szablę ściskając u boku
Idzie, zdziwioną gromadę roztrąca,
Spojrzał na starca... i t. d.

Wreszcie wspomnę tutaj, że słowa, któremi później Halban żegna mającego umrzeć Konrada, słowa:

...ażebym sławę twego czynu
Zachował światu, rozgłosił na wieki.
Obiegę Litwy wsi, zamki i miasta;
Gdzie nie dobiegę, pieśń moja doleci;
Bard dla rycerzy w bitwach, a niewiasta
Będzie ją w domu śpiewać dla swych dzieci...

że te słowa brzmią jak dalekie echo słów, które mi w zakończeniu tej samej pieśni drugiej poematu Scotta błogosławi Roberta Bruce stary opat:

Bless’d in thy deeds and in thy fame,
What lengthen’d honours wait thy name!
In distant ages, sire to son
Shall tell thy thale of freedom won
And teach his infants, in the use
Of earliest speech, to falter Bruce.

Ale nie wyczerpaliśmy jeszcze kwestji uczty i roli, jaką wśród niej odgrywają pieśniarze i pieśni. Jak wiadomo, z przypisu Mickiewicza do w. 425 i 426 Grażyny mamy prawo sądzić, że pomysł takiej uczty poddały mu jego źródła historyczne. Nawet do wprowadzenia w roli śpiewaka przedstawiciela ujarzmionego narodu, który wobec ujarzmicieli sławi przeszłość swojej ojczyzny, upoważniał poetę Becker, opowiadając w swoim Versuch einer Geschichte der Hochmeister in Preussen o podobnym występie pruskiego pieśniarza Rixela. Rzecz prosta jednak, że z chwilą powstania tego pomysłu nastąpiło zaraz naturalne, nieuniknione niemal kojarzenie się z nim reminiscencyj podobnych uczt w utworach W. Scotta, w których się przecież Mickiewicz rozczytywał oddawna con amore. Reminiscenje te, nieświadomie zresztą, musiały oddziaływać na szczegóły całego obrazu, bądźto podsuwając je, bądź dopełniając tym lub owym drobiazgiem, bądź wreszcie stając się pobudką do rozwinięcia z większą siłą czegoś, co u Scotta występuje z mniejszą i do przystowania tego uczuciowo i technicznie do naczelnych idei poematu. Tę ostatnią rolę np. mogła tutaj odegrać uczta u Mac-Ivora w Waverley’u, na której analogję z ucztą u Wallenroda zwrócił uwagę prof. Wojciechowski[3]. Przypomieć rodakom przeszłość — The deeds of our sires, — zawstydzić potomków, i swoim własnym bolem i wstydem zagrzać ich do czynu, wreszcie nawrócić jednego z gości, który służy wrogom, — oto cele zarówno śpiewającego na uczcie u wodza szkockiego starego barda Mac Murough’a i wzmacniającej jego apel siostry gospodarza, Flory, — jak i pieśni Wajdeloty na uczcie u Wallenroda. Oczywiście, sytuacja ma tutaj inny dramatyczny charakter już przez sam fakt, że stary Litwin występuje wobec Krzyżaków, podczas gdy Mac Murough i Flora śpiewają wśród swoich, że na miejscu kapitana Edwarda Waverley’a jest Witold, i wreszcie, że czyn o który idzie, to czyn — Wallenrodowy.
Darmo szukałbyś przytem u któregokolwiek ze śpiewaków Scotta tego poczucia mocy własnej, którą grzmi pieśń Halbana, tej woli potęgi, która archanielskiemi skrzydłami w niej szumi i archanielskim przemawia głosem. Co tylko można u Scotta znaleźć — i to już nie u jego bardów, ale u niego samego, barda nad bardami, — to ten sam co w pieśni Wajdeloty stosunek poety do „pieśni gminnej“.

Słuchałem piosnek — nieraz kmieć stuletni
Trącając kości żelazem oraczem,
Stanął i zagrał na wierzbowej fletni
Pacierz umarłych, lub rymowym płaczem
Was głosił, wielcy ojcowie — bezdzietni...
.................
Jako w dzień sądny z grobowca wywoła
Umarłą przeszłość trąba archanioła,
Tak na dźwięk pieśni, kości z pod mej stopy
W olbrzymie kształty zbiegły się i zrosły.
Z gruzów powstają kolumny i stropy,
Jeziora puste brzmią licznemi wiosły,
I widać zamków otwarte podwoje,
Korony książąt, wojowników zbroje,
Śpiewają wieszcze, tańczy dziewic grono...
Marzyłem cudnie — srodze mię zbudzono!

Tak mówi wajdelota, a nie trzeba dodawać, że nietylko wajdelota Halban, ale i wajdelota Mickiewicz.
Otóż posłuchajmy teraz, co mówi W. Scott w zakończeniu introdukcji do pieśni III-ej Marmiona:

(I)...marvell’d as the aged hind
With some strange tale bewitch’d my mind
Of forayers, who with headlong force
Down from that strength had spurr’d their horse,
Their southern rapine to renew,
Far in the distant Cheviots blue,
And home returning, fill’d the hall
With revel, vassal-rout and brawl.
Methought that still, with trump and clang,
The gateway’s broken arches rang;
Methougt grim features seam’d with scars
Glared through the window’s rusty bars,
And ever, by the winter hearth
Old tales I heard of woe or mirth,
Of lovers’ slights, of ladies’, charms,
Of witches’ spells, of warriors’ arms...

Można i tu przeciwstawić rozlewnej muzyce słów Scotta lapidarną moc akordów Mickiewicza, ale niepodobna zaprzeczyć bardzo bliskiej analogji sentymentu i obrazów. Jak zaś widać i z tego, i z wszystkich poprzednich zestawień, głównym ośrodkiem, skupiającym koło siebie reminiscencje mniej lub więcej wyraźne lektury Scotta, jest właśnie postać „ostatniego w Litwie wajdeloty“, co zresztą mocniej jeszcze tylko musi nas utwierdzać w przekonaniu, że i cały pomysł tej postaci mamy do zawdzięczenia nie komu innemu, tylko „ostatniemu minstrelowi“ wielkiego piewcy z Abbotsfordu.

Co się tyczy innych postaci poematu Mickiewicza, to choćby się można doszukać także i z niemi wiążących się analogij w poezji Scotta, — wystąpią one w każdym razie w mierze już bardzo skromnej. „Powieść o Aldony losach“ najbardziej jeszcze przypomina ustęp ósmy czwartej pieśni Pana wysp. Słowa:

Then tell, how with their chieftain came
In ancient times a foreign dame
To yonder turret grey...

i potem, gdy czytamy, że:

...oft, when moon on ocean slept,
That lovely lady sate and wept
Upon the castle-wall,
And turn’d her eye to southern chmes,
And thought perchance of happier times,
And touch’d her lute by fits und sung
Wild ditties in her native tongue...

i gdy jeszcze zaraz potem słyszymy, że były to dla tych, do których uszu te piosnki z wieży dolatywały: the sounds, as of a captive lone, / That mourns her woes in tongue unknown, — wszystko to może się nam wydać bardzo bliskiem temu, co z drugiej pieśni Wallenroda wiemy o Aldonie. Ale przecież sytuacja ogólna Edyty of Lorn jest zupełnie inna, i ona sama nic też wspólnego z Aldoną nie ma.
Ma natomiast pewne rysy wspólne Mortham z Rokeby z Konradem. Przynajmniej to, co opowiada o nim w III, 22 Bertrand Risingham bandycie Denzilowi, zgadza się pod niejednym względem z tem, co o Konradzie wiedzą w chwili „Obioru“ Krzyżacy. ...I knew him long, yet ne’er / Knew him that joyous cavalier, / Whom youthful friends and early fame / Call’d soul of galantry and game („Konrad nie słynął w przydwornym nacisku / Gładkością mowy, składnością ukłonów“) — A moody man he sought our crew / Disparate and dark whom no one knew; / And rose, as men with us must rise, / By scorning life and all its ties /...On his sad brow nor mirth nor wine / Could e’er one wrinkled knot untwine — („Konrad światowej nie lubił pustoty, / Konrad pijanej nie dzielił biesiady“) — Formost he fought in every broil („W bitwach na czele, pierwszy był na murach, / Pierwszy zahaczał pohańców okręty“) — Then scornful turn’d him from the spoil... („Ani swej broni dla podłego zysku / Nie przedał w służbę“ itd.). — Podobieństwa tych charakterystyk zaprzeczyć, zdaje się, nie można. Można tylko powiedzieć, że jest to podobieństwo czysto powierzchowne, że przyczyny podobnego zachowania się tych dwu ludzi w pewnych okresach ich życia są zupełnie różne, i że pomysł takiej kreacji poetyckiej, jak Wallenrod, powstał z pewnością bez jakiejkolwiek zależności od kreacji Morthama, choćby nawet nieświadome reminiscencje jego charakterystyki w sumowaniu ogólnej charakterystyki Konrada przez Krzyżaków mogły coś zaważyć. W każdym razie warto było i o tej analogji tutaj wspomnieć, choćby dla zaznaczenia, że na upartego możnaby się wpływu Scotta dopatrywać nawet tam, gdzie wpływ Byrona okazał się najoczywistszym.


Przypisy

  1. który, nawiasem mówiąc, w roku następnym dodał do niej również i komplement dla zwycięskiego najeźdźcy.
  2. Postać to zresztą zmyślona (zob. Bruchnalski, l. c. str. 103).
  3. „Pamiętnik literacki“ 1918.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ujejski.