Biała róża (Szkice nocne)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Tarnowski
Tytuł Biała róża
Pochodzenie Poezye Studenta Tom III
Data wydania 1865
Wydawnictwo F. A. Brockhaus
Miejsce wyd. Lipsk
Źródło Skany na Commons
Inne Cały Szkice nocne
Pobierz jako: Pobierz Cały Szkice nocne jako ePub Pobierz Cały Szkice nocne jako PDF Pobierz Cały Szkice nocne jako MOBI
Cały tom III
Pobierz jako: Pobierz Cały tom III jako ePub Pobierz Cały tom III jako PDF Pobierz Cały tom III jako MOBI
Indeks stron

BIAŁA RÓŻA.
I.

Stary dworzec z modrzewiu — otoczon lipami,
Nad gankiem Częstochowska z dzieciątkiem Marya,
Dokoła mnóstwo kwiecia bujnie się rozwija,
Lipy szemrzą – zachodzi słońce za górami,
W ogródku trzmieli wielki modrzew już zgrzybiały,
Otoczon wianuszkiem krzaków białej róży,
U stóp modrzewia starzec drzymie posiwiały…
A na licach ma znaki przeszłej życia burzy —
Włos jego już gołębią popleśniał siwizną
Na czole groza — piękną przeorana blizną —
Przy nim anielskie dziewczę z tęsknotą na czole,
Ze smutkiem w modrem oku głębokiem jak morze.

Jej uśmiech tak uroczy jak wiosenne zorze,
Cudne jakąś boleścią spojrzenie sokole...
 Jej duszo młoda czystsza niż ta róża biała,
Której listki ze smutnym uśmiechem obrywa,
Alabaster jej czoła dziwnym ogniem pała,
Nitka niebieskich żyłek bladą skroń opływa —
Gdzieś daleko jej myśli odbiegły dziecinne,
Starzec się zbudził — lica jej już były inne...


II.

Dźwiękami poloneza grzmi świetlana sala —
Długim wieńcem się wiją pary kołujące,
Starce, matrony, dziewie postacie śmiejące,
Tłum młodzi, suną, płyną, jak wezbrana fala —
O! jakież żywe wieńca tego, barwy, kwiaty —
Białe wąsy, i bielsze drżą łona z warkoczy,
Kwiaty w rosie brylantów, w barwach tęczy szaty,
A wśród nich nad brylanty gwieżdżą dziewic oczy —
Siwy starzec rej wiedzie —
Klasnął w dłoń!... a koła
W dwie długie się gerlandy rozplotły u czoła...
W orszaku niewiast w bieli przesuwa dziewica,
Jak cichy anioł śmierci z tęsknotą u czoła,
Na jej skroni z róż wieniec, lecz jej lica
Bardziej smętne — anielskie bardziej od anioła...
Dłoń jej ujął młodzieniec, idą — śród par wiela —
Wzrok jego dziki tonie w jej omglonem oku.
On polonez szkieletów w ludzi czyta wzroku...
Spójrzeli raz na siebie — śród tłumu wesela
Raz pierwszy i ostatni — to za wieki całe!...
On znikł — a ona dłoniach targa róże białe...


III.

Wieczór — cisza wiosenna, niebo drży gwiazdami
Gdzieś w dali hymn słowiczy kona w kwiatów woni,
Ten sam modrzew otoczon białemi rożami,
Dzwon wieczorny rozbrzmiewa swe jęki po błoni...
To samo dziewczę u stóp modrzewia starego,

Boskie, jak miłość pierwsza, nieśmiertelna, bratnia,
U nóg jej młodzian smutny, spójrzenia orlego,
Znać idzie w świat daleki — to chwila ... ostatnia ...
Dokoła cisza — jęki dzwonu już skonały,
Nad niemi stare lipy swój pacierz szeptały!...
On klęcząc dłoń jej drżącą do swej piersi tulił,
Ona drugą we włosach na czole mu składa,
I wzrok jej cichym bólem duszę swą spowiada
Bólem, którym szał serca jego się rozczulił…
I łza jej na pochmurne upadła mu czoło,
A on drugą z jej oka pochwycił ustami
I dłoń jak do przysięgi wzniósł nad róż tych koło,
A dusze były ciche jak niebo z gwiazdami...
I jeszcze raz — ostatniem w nią spójrzał spójrzeniem,
Anioł wiosny swych skrzydeł otoczył ich cieniem!...


IV.

Załośnie szumi jesień — tumanem roznosi
Chmury liści po drogach od drzew oderwane,
Nad rzekę, z skał sił w lasach czarny klasztor wznosi,
W nim brzmię dzwony chrapliwe — stare — z dział ulane —
W nim słychać chór niewieścich głosów, co wezbrany
Płynie przy lampach co dzień ku stwórcy wszechświata,
Tam w dni świętlane z chórem głosów brzmią organy,
I chór dziewcząt sierotek z kadzidłem się splata...
I grobowo w tych murach, każdy krok swe brzmienia
Potraja w korytarzy, załomach sklepienia —
Cicha cela klasztorna — ściany jej sklepione
Krzyż — i obraz Teresy świętej zawieszony,
W trupiej głowie światełko drga niedopalone,
A na oknie u kraty, białych róż wazony...
W tej celi głos niebieski, muzyki organów!...
Przy nich w zakonnych szatach niewiasta o! młoda,
Z pod rąk jej płyną tony jak jej źrenic woda
Czyste!... skrzydłem boleści tam do Pana panów...
Twarz jak marmur — spokojna — muzyki westchnieniem
Za Polskę duszy swojej modli się cierpieniem!...


V.

Zima wyje wilczemi wichrów odgłosami,
Konarami drzew szarpią burze rozszalałe,
W wichrach płyną odgłosy dzwonów rozdźwiękami
Oh! głosy dzikie, straszne, ponure, zbolałe...
Chór dziewic z gromnicami niesie na ramionach
Trumnę — w niej śni niewiasta, cicha uśmiechnięta
Ciało usnęło w kruczych klasztoru znamionach,
A dusza archanielska, przebolała, święta!...
Krzyż czarny trzyma lekko w swej uśpionej dłoni,
Wieniec cierni z róż białych, oplótł marmur skroni,
W dali — wzgórek tumanem śniegów zasypany,
Na nim posąg boleści ... ta postać młodziana!
Pierś się miota, wiatr szarpie mu płaszcza łachmany,
A uśmiech ust zaciętych, przerazi szatana...
On stoi — z góry patrzy na orszak, pogrzebu
Co się sunie, wiatr niesie śpiewem i światłami,
Sunie się, znika — dzwony wzbiły głos ku niebu
Świat przed wzrokiem mu piekła obleciał iskrami,
U nóg jego broń palna z pogardą rzucona
Za orszakiem jak skrzydła — wyciągnął ramiona...


VI.

Cichy — słoneczny ranek — cmętarz w szacie wiosny
Jak ogród otoczony murem ... tak spokojnie!...
Czasem tylko słowika zabrzmi głos żałośny,
Lub brzęk pszczoły nad falą mogił gdzieś przepada,
Chaos krzyków! Ten stoi — ten padł — ten upada,
A drzewa się schylają, w puch kwietniowy strojnie,
Jak panny młode!...
W kwiatach leżą trupie głowy
W których wygrzewa węże promień słońc majowy...
Kwiaty podnoszą główki z pod brylantów rosy,
Skowronek się w błękitów unosi niebiosy...
Mur namiętnie się bluszczem chwiejącym otoczył,
Jakby tylko co z niego Romeo zeskoczył...

Taka błogość spoczynek mogił opromienia,
Jak gdyby się umarli lękali wskrzeszenia...
W śródku cmętarza, gdzie się brzoza rozpłakała,
Czarny krzyż — pod krzyżem:
Kwitnie róża biała...



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Tarnowski.