Bezbożnictwo w Polsce/Rozdział VII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Mieczysław Skrudlik
Tytuł Bezbożnictwo w Polsce
Data wydania 1935
Wydawnictwo Księgarnia i Drukarnia Katolicka Sp. Akc.
Druk Księgarnia i Drukarnia Katolicka Sp. Akc.
Miejsce wyd. Katowice
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


Rozdział VII.
WOLNOMYŚLICIELE, MASONERJA
I BOLSZEWIZM

Na szczególną uwagę zasługują wycieczki „Myśli Wolnej“ na temat inercji, bezładu i bezczynności masonerji polskiej.
Stosunek masonerji do bolszewizmu i organizacyj bezbożniczych przechodził fazy różnorodne, od ścisłego współdziałania do wyraźnej niechęci i wzajemnej obawy.
Kwestją tą zajął się przed kilku laty książę Northumberland. Artykuły jego, drukowane w miesięczniku „The National Review“, dają odpowiedź na dwa zasadcze pytania, niepokojące dzisiaj cały świat cywilizowany, mianowicie, czem jest bolszewizm i gdzie należy szukać jego źródeł.
„Bolszewizm jest szczytowem wzniesieniem się buntu, który lęgnął się poprzez pokolenia przeciw cywilizacji chrześcijańskiej“ — pisze ks. Northumberland — „jest przejawem straszliwej choroby, która działa przez stulecia w łonie społeczeństw europejskich. Bolszewizm w swem założeniu nie jest systemem gospodarczym lub politycznym, zadaniem jego jest zniszczenie cywilizacji.“
„Celem bolszewizmu jest starcie religji z powierzchni ziemi. Bolszewizm kładzie nacisk na absolutną niemożność pogodzenia chrystjanizmu z komunizmem. Komunista jako taki musi się ogłaszać za nieprzyjaciela Jezusa Chrystusa.“
W ten sam sposób scharakteryzował ruch bolszewicki i jego istotne cele, głęboki znawca Rosji dzisiejszej, Anglik Ch. Sarolea, profesor uniwersytetu w Edynburgu.
Podobnie ujął stosunek bolszewizmu do religji prawosławny metropolita Eulogjusz:
„Chrześcijanie nie zdają sobie sprawy, że III-cia Międzynarodówka nie jest wyłącznie formą organizacji politycznej lub społecznej. To destrukcyjna doktryna, skierowana przeciwko zasadom religji w ogóle, a chrześcijaństwa w szczególności. Oto dlaczego walka z tem złem powinna być prowadzona przedewszystkiem na religijnym froncie. Wezwaniu komunistów do wojny cywilnej trzeba przeciwstawić sztandar solidarności chrześcijańskiej.“
Równie jasno oświetlił cele bolszewizmu kardynał Mercier:
„Treść ideologji komunistycznej jest następująca: złamać równowagę chrześcijańską, pracowicie osiągniętą przez dwadzieścia wieków cywilizacyjnych, rozjudzić stronę cielesną człowieka przez zaspokojenie wszystkich żądz. Do osiągnięcia tego celu rząd komunistyczny dąży wszelkiemi rozporządzalnemi środkami, pragnąłby planowo, metodycznie zniszczyć siły duchowe i moralne, które stanowią przeszkodę przy przesiąkaniu doktryn komunistycznych w masy“ (z przedmowy do książki „La IIIme Internationale contre le Christianisme“, Paryż 1925).
Słowa metropolity i wielkiego prymasa Belgji posiadają pełne uzasadnienie w enuncjacjach przewódców bolszewizmu, w uchwałach kongresów i zjazdów oraz w rozporządzeniach i poczynaniach rządu angielskiego, który przejawy życia religijnego traktuje jako zbrodnię stanu.
Wszelka społeczność cywilizowana opiera się na dwu podstawach: religji i rodzinie, a zatem te dwa ośrodki siły są głównym celem bolszewickiego ataku.
„Żadna rewolucja nie jest możliwa dotąd, dopóki istnieje rodzina i uczucia rodzinne“ — głosi uchwała kongresu komunistycznego z dnia 16 listopada I924 r. „Niech kobieta jaknajprędzej oswobodzi się od swojego ogniska domowego, niech nie znosi więcej jarzma macierzyństwa“, pisała „Humanité“ z dnia 8 listopada 1924 r. „Trzeba w kobiecie zniszczyć instynkt miłości macierzyńskiej. Kobieta, która kocha dzieci, jest tylko suką, samicą“, mówią uchwały kongresu moskiewskiego z dnia 16 listopada 1924 r.
Ze zbioru pism Trockiego widać, że sprawa podstaw ekonomicznych lub politycznych komunizmu niewiele go obchodzi, podobnie oświadczył Lenin H. G. Welss'owi, że rodzaj rządu nie był dlań sprawą najważniejszą. Dla Lenina i Trockiego głównym celem było zniszczenie religji i życia rodzinnego. Wszystko, co słyszeliśmy o okrucieństwach, rzeziach, torturach, czerezwyczajce — jest prawdą, ale to nie jest rzecz główna, gdyż podobne zjawiska nie są nowością. Nowością jest dążenie do zniesienia różnicy pomiędzy życiem ludzkiem a zwierzęcem. Nie jest słusznem twierdzenie, że bolszewizm jest tylko powrotem do barbarzyństwa, gdyż nawet dzicy ludzie mają jakąś religję i jakieś życie rodzinne, a bolszewizm dąży do rozstroju całkowitego.[1]
Według księcia Northumberland bolszewizm jest to odwieczna walka ciemnych, tajemniczych mocy przeciwko Bogu, Kościołowi, duchowi ludzkiemu i podstawom organizacyj społecznych.
Kwestję źródeł sił bolszewizmu ujął wymieniony autor następująco:
„Ludzie, kierujący bolszewizmem, nie przedstawiają się jako szczególnie zręczni. A jednak wpływy bolszewizmu są większe, niż siła komunizmu na świecie.“
„Ale może warto przypomnieć, że już w roku 1776 istniał tajny związek „Illuminatów“ w Niemczech, który wpłynął na masonerję francuską, a wpływy te przyczyniły się do zwyrodnienia rewolucji francuskiej w wielu objawach. Tajne związki miały także swe znaczenie w ruchach 1848 r. oraz w rozstroju komuny francuskiej 1871. I dzisiaj istnieją tajne stowarzyszenia masońskie, zdecydowanie wywrotowe.
Wyłania się przeto pytanie, czy w masonerji kontynentalnej (romańskiej), która jest znana jako wylęgarnia doktryn przewrotowych, nie znaleźlibyśmy prawdziwego źródła bolszewizmu i ukrytej ręki, kierujacej dzialalnością Trzeciej Międzynarodówki.
W masonerji, w jej odgałęzieniach romańskich tkwią źródła wpływów i sił bolszewizmu, stwierdza książę Northumberland. To jest ukryta, stara sprężyna przewrotów społecznych i religijnych, zmierzających do wydarcia Boga z dusz ludzkich i przekreślenia serc i sumień.
Wobec religji, Kościoła — masonerja jest organizacją szatana, wobec narodu kuźnią zdrady, a cywilizacji europejskiej grozi zagładą — jak niegdyś hordy Atylli, Tamerlana i Dżingishana.
Na kongresie III-ciej Międzynarodówki w Moskwie (w roku 1923) zapadła uchwała, wzywająca komunistów do wystąpienia z lóż masońskich.
Cóż to znaczyło? Czyżby komuniści dobrowolnie chcieli zrezygnować z tych różnorodnych korzyści, które dawał im kontakt z siecią międzynarodówki masońskiej?
Masonerja nie jest organizacją jednolitą. Nurtowały w niej zawsze prądy bardzo różnorodne, często krańcowo sobie sprzeczne. Uchwała III-ciej Międzynarodówki dowodziła, że w roku 1923 zarysował się w masonerji nowy, potężny rozłam.
Do niedawna masonerja była związkiem, w całem tego słowa znaczeniu — burżuazyjno-kapitalistycznym. Do szeregów swych wciągała jedynie elitę, jednostki, zajmujące wybitne stanowiska w życiu publicznem. Masonerja bynajmniej nie dążyła do wcielenia szerokich mas w swe szeregi.
Zwalczając Kościół i ustroje, oparte na historycznym porządku rzeczy, masonerja w ruchach socjalno-społecznych widziała jedynie siły pomocnicze. Aby podporządkować tłumy swym wpływom, wciągała ich przewódców do lóż. W ten sposób poddawała organizacje i partje polityczne swemu kierownictwu, a w istocie rzeczy zmierzała do wytworzenia grupy wybranych, którzy faktycznie rządziliby światem.
Tym układem rzeczy i temi celami — tłumaczą się fakty pozornie sobie sprzeczne, jak np. zgodne współdziałanie pod kierownictwem masonerji grup wyznających programy wręcz sobie przeciwne, jak konserwatystów, obszarników, kapitalistów, przedstawicieli wielkiego przemysłu z „obrońcami“ proletarjatu, socjalistami i komunistami.
Programy i różnice interesów stanowych i partyjnych traktowane były w lożach jedynie jako środek, prowadzący do właściwego celu, umożliwiający utworzenie międzynarodowej, tajnej organizacji, rządzącej światem.
W chwili ustalenia się potęgi bolszewickiej przewódcy przewrotu rosyjskiego, wyszkoleni w lożach masońskich i od nich uzależnieni, poczuli się panami sytuacji i podjęli próbę narzucenia masonerji swej supremacji.
Taka była geneza ostatniego rozłamu w masonerji, który określić należy jako starcie dwóch kierunków: umiarkowanego i skrajnego.
Faktem jest, że prawe skrzydło masonerji (loże angielskie i loże kontynentalne, uzależnione od lóż brytyjskich) odnoszą się wrogo do bolszewizmu.
Znamiennym przejawem potęgującego się zaostrzenia stosunków był artykuł, pomieszczony w organie wolnomyślicieli polskich:
„Jeśli filozofja masońska posiadała wogóle jakąbądź treść, to można ją uważać za ideologję jednej z nielegalnych organizacyj, przy pomocy których wybijająca się na czoło burżuazja przed stu laty walczyła przeciwko feodalizmowi. W miarę jednak przeżywania się tej walki, w miarę tego, jak rewolucja burżuazyjna wypierała resztki przeżytków feodalnych — pańszczyznę, monarchję, przywileje Kościoła katolickiego itp. — masoneria również stawała się przeżytkiem.
Ten szczątkowy charakter masonerji stał się jeszcze wyraźniejszy wówczas, gdy burżuazja, jako klasa już panująca, zawarłszy blok z feodalami i podporządkowawszy sobie monarchję, np. w byłem cesarstwie niemieckiem, ruszyła zwartą ławą przeciwko groźnemu dla całego świata starego ruchowi robotniczemu. Od tej chwili masonerja stała się czynnikiem zdecydowanej reakcji społecznej. Masonerja zachodnio-europejska tylko póty buńczucznie wymyślała Kościołowi, póki było to potrzebne reprezentowanym w niej grupom burżuazyjnym. Dziś jednak zagrożone interesy burżuazji oczekują sukursu ze strony Kościoła. Dziś więc i masonerja śpiewa na cześć sojuszu faszystowsko-katolickiego i gotowa jest bodaj pocałować w nogę papieża. Jest to tembardziej znamienne, że pakt faszystowsko-watykański jest śmiertelnym ciosem, zadanym do niedawna tak potężnej masonerji włoskiej.“ („Myśl“ nr. 41, r. 1928.)
Znakomity znawca kwestji masońskiej, jezuita ks. Muckerman, traktuje rozdźwięk pomiędzy masonerją a przedstawicielami regimu bolszewickiego jako przejaw pogłębiającej się rozbieżności i zapowiedź ostrej walki.
„Socjalizm i komunizm“, zaznacza wymieniony autor, „mimo ideowego i praktycznego poparcia, jakiego doznaje ze strony wolnomularstwa, dziś występuje z surowemi represjami przeciwko lożom, jak to miało miejsce w Szwajcarji i w Sowietach.“
Antymasońskie wystąpienia rządu sowieckiego i organizacyj od niego uzależnionych — posiadają podkład głębszy. Tarcia pomiędzy masonerją a bolszewizmem wyłoniły się na tle różnicy ideologii.
Cele bliższe tych dwóch organizacyj są pozornie identyczne:
„Moi bracia“ — głosi oficjalny biuletyn Wielkiej Loży Francji (październik 1922, s. 263) — „pozwólcie mi wyrazić nadzieję, że masonerja, która tyle uczyniła dla wyemancypowania ludzkości i której historia zawdzięcza wszystkie rewolucje pośród narodów, potrafi również wywołać tą największą rewolucję, która będzie rewolucją międzynarodową. Ta rewolucja właśnie jest najbliższem zadaniem masonerji.“
Te same cele przyświecają wprawdzie także twórcom i przewódcom bolszewizmu, jednakże nowy porządek rzeczy w programie masonerji przedstawia się zgoła inaczej, zmontowany jest na innych podstawach.
Masonerja ubóstwiła człowieka, natomiast bolszewizm zmierza do wyrównania ludzi na poziomie stada zwierząt.
Wiarę masonerji w człowieka, w siłę i wielkość jego rozumu, doskonale odzwierciedla przemówienie przewodniczącego konwentu „brata“ Victor-Mennier'a:
„Posiadamy wiarę, lecz nie tę wiarę w jakąś potęgę nadprzyrodzoną, pozaziemską, nadludzką, zrodzoną przez potrzeby ignorancji i interesy tyranji. Posiadamy wiarę w nas samych, w naszą siłę, w naszą wolę, w naszą odwagę. Wiemy, że człowiek, który na początku świata koczował słaby, nagi i bezbronny, padając ofiarą wszelkich wrogich sił przyrody, musiał ulec uczuciu strachu i stworzył sobie bałwany, poza któremi usiłował znaleźć schronienie. Lecz czasy te minęły... Jesteśmy wierzącymi, wierzącymi w przyszłość ludzkości, wierzymy, że praca ludzka rozwiąże wszystkie zagadnienia, usunie wszystkie przeszkody, otworzy wrota wiodące ku ideałowi.
Gdyby chodziło o ujęcie w jedną formułę naszego credo, aby je przeciwstawić wyznaniu wiary dawnych religij, to powiedziałbym co następuje:
Wierzę w człowieka, w człowieka wszechmogącego, władcę przestrzeni, w człowieka, którego genjusz stworzył cuda, wobec których cuda dawnych mitologij wydają się śmieszne i nikłe. Wierzę w człowieka, którego praca wydała wkońcu z gleby, zapłodnionej przez pracę wieków, wspaniałe plony prawdy, sprawiedliwości, światła i miłości...“ (Biuletyn Wielkiej Loży Francji, październik 1922).
W słowach Victor-Mennier'a pulsuje zapał wielkiej rewolucji francuskiej. Zapał naiwny i śmieszny w stosunku do rzeczywistości.
Jakże teraz przedstawia się credo bolszewickie? Przytoczymy tutaj słowa Adolfa Kliszewicza, autora wspaniałego studjum „Średniowiecze a teraźniejszość“:
„W systemie bolszewickim niema zupełnie miejsca dla indywidualności ludzkiej, dlatego też konsekwentnym wywodem jego musi być zupełne pochłonięcie jednostki ludzkiej przez kolektyw, zupełna utrata przez nią praw indywidualnych, złączonych z uznaniem jej bezwzględnej wartości — na rzecz Molocha jednostki zbiorowej, również bezjakościowej, jak sama jednostka ludzka, i nie tworzącej żadnej wyższej formy zbiorowości, żadnego „reale“, ale będącej tylko mechanicznem skupieniem ludzi pod rządami wyłonionej przez ten kolektyw tyrańskiej władzy.“
„Człowiek jest tu tylko numerem, nie posiada swego oblicza, bo nie posiada duszy i niema Boga, przed którym może mieć swe oblicze.“
Jak widzimy, credo masonerji jest krańcowo różne od creda bolszewickiego.
„Bolszewizm jest dla ludu tem samem, czem masonerja dla sfer inteligentnych“ — pisała niedawno p. Helena Romer. Jest to ujęcie powierzchowne.
Masonerja wyrosła na podłożu cywilizacji europejskiej, bolszewizm jest pomiotem wschodu.
Masonerja wierzy i stara się rozentuzjazmować ludzkość wiarą w jej przyszłość, w ciągły postęp.
W przyszłości świata, według creda bolszewickiego, niema ani jednego momentu jaśniejszego: „Zasada walki o byt w systemie bolszewickim ma znaczenie przejściowe, oznacza ona tylko walkę ze wszystkiemi jednostkami, opierającemi się bolszewickiej niwelacji, oraz z wszystkimi wyznawcami religji chrześcijańskiej; po zwyciężeniu ich ma nastąpić ostateczne, mechaniczne zjednoczenie całej ludzkości przy jednym żłobie, poczem walka o byt ma ustać zupełnie“ (Kliszewicz).
Z ustaniem tej walki wygasają — rzecz prosta — wszystkie źródła energji duchowej. Jest coś przerażającego w tych bolszewickich obrazach przyszłości, coś co przenika grozą i bezgranicznym wstrętem na skutek całkowitej niwelacji wszelkich wartości duchowych i indywidualnych.
W miejsce Boga i religji objawionej masonerja wprowadza wiarę w genjusz ludzki, w przyszłość ludzkości. Bolszewizm jako cel jedyny i ostateczny wysuwa wspólny żłób dla ludzkiego stada.
Zarówno masonerja jak i bolszewizm posiadają aspiracje i tendencje uniwersalne. W takich warunkach starcie pomiędzy temi dwoma kierunkami było naturalną koniecznością rzeczy.
Wielka podpalaczka świata, twórczyni przewrotów i rewolucyj — masonerja — poczęła odczuwać skutki niwelującego pożaru, wznieconego jej ręką.
Czy loże wysnują z tego odpowiednie ideowe i praktyczne wnioski?
Walka z religją objawioną i historycznym porządkiem rzeczy jest zasadniczem wskazaniem i celem masonerji, celem, który uzgadnia jej front z frontem bolszewickim.
Gdyby masonerja walkę tę zawiesiła lub zlikwidowała, straciłaby rację bytu. To też pogłoski na temat prób pojednania — czy też zbliżenia masonerji do Kościoła są rezultatem jedynie taktycznych posunięć lóż poszczególnych, pozbawionym wszelkiego głębszego znaczenia.
Problem Kościoła, masonerji i bolszewizmu — jest to, mówiąc językiem „braci“ — zagadnienie walki do ostatniego tchu. Formując przez szereg lat wspólnie z bolszewizmem front przeciwko Kościołowi, masonerja spostrzegła, że jej sprzymierzeniec nietylko nie przejawia chęci podporządkowania się rozkazom lóż, lecz iż gotuje się do walnej z nią rozprawy.
Niepokój, który ujawnił się w masonerji naskutek uświadomienia sobie istotnego stanu rzeczy, znalazł wyraz w nerwowych posunięciach lóż na terenie politycznym. Posunięcia te „bajka gminna“ wyolbrzymiła do zamierzeń zorganizowania pod auspicjami masonerji paneuropejskiej militarnej ekspedycji karnej przeciwko Sowietom.
Faktem jest, że masonerja cofa się przed naporem bolszewizmu. To też, gdy chodzi o przyszłość, to najbardziej przekonywująco brzmią słowa autora „Średniowiecze a teraźniejszość“:
„W obecnym świecie istnieją tylko dwa wyraźne, dwa konsekwentne, czyli pozbawione wewnętrznych sprzeczności systemy życia społecznego — jeden oparty na dogmatach religji chrześcijańskiej, a drugi na ewolucyjno-monistycznej koncepcji świata. Wszystkie zaś pozostałe systemy wahają się między temi dwoma biegunami, nie są ani gorące, ani zimne, i dlatego życie przechodzi nad niemi stopniowo do porządku dziennego, a generalna batalia będzie musiała się stoczyć pomiędzy systemem chrześcijańskim, a systemem ewolucyjnego monizmu, który znajduje praktyczny wyraz w bolszewiźmie.“
Prędzej czy później, w rezultacie walki i konieczności życiowych, masoneria, przelicytowana i usuwana z dawnych stanowisk przez bolszewizm, stanie się istotnie zabytkiem szczątkowym, monetą wytartą i wycofaną z obiegu — a naprzeciwko siebie staną tylko dwie siły: Kościół i bolszewizm.

Przypisy

  1. Patrz: Les Cahiers de l'Ordre, Paryż oraz L. de Ponsina: Tajemne siły rewolucji (wyd. Bossard).


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Mieczysław Skrudlik.