Arumugam książę indyjski/Stanowcza godzina

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor anonimowy
Tytuł Arumugam książę indyjski
Wydawca Biblioteka Ludowa Karola Miarki
Data wydania 1898
Druk Karol Miarka
Miejsce wyd. Mikołów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
8. Stanowcza godzina.

I znów minął rok. Arumugam wyrósł szybko na krzepkiego młodzieńca i liczył lat dziewiętnaście. Bawił właśnie wraz z ojcem w dobrach pewnego radży, zaprzyjaźnionego z jego rodziną. Pewnego dnia przybyło do pałacu dwóch mistrzów muzycznych, prosząc o pozwolenie popisania się przed panem domu i jego rodziną ze swą w grze biegłością. Książę mocno się ucieszył, że będzie mógł swym gościom nową sprawić przyjemność i zapytał ich, czy przy obiedzie zechcą posłuchać gry Anglików. „Czemu nie!“ zawołał wesoło Arumugam. „Namiętnie lubię muzykę.“ „Dzielę twój gust,“ dodał jego ojciec, „nadewszystko lubię muzykę indyjską, ale nie zawadzi dla urozmaicenia posłuchać brząkaniny Anglików.“ — Ani syn, ani ojciec nie domyślał się, kogo ujrzą przy tej sposobności. Gdy panowie zasiedli do stołu, weszli dwaj muzycy, i oddawszy gospodarzowi i jego gościom głęboki pokłon, rozpoczęli niezwłocznie koncert. Jeden z nich, rosły i silny mężczyzna, grał na harfie, a młody jego towarzysz na skrzypcach. Rozmawiający przy stole z sąsiadem Arumugam nie zwrócił z początku uwagi na przybyłych muzyków; ale zaledwie starszy muzyk się odezwał, Arumugam zadrgnął, spojrzał ze zdumieniem na przybysza i poznał — Winfrieda i dzikiego Pietrka, wiernego przyjaciela. Z trudnością udało mu się utaić wewnętrzne wzruszenie. Z natężoną uwagą słuchał tekstu, jaki śpiewał Winfried, domyślając się, że ten w pieśni wygłosi radosną jaką wiadomość, i nie omylił się w swych domniemywaniach. Przedmiotem pieśni była tęsknota Jakóba za straconym synem Józefem; a autorem tej pieśni był sam Winfried. Pojmował Arumugam znaczenie pieśni i domyślał się, że pod postacią Jakóba kryje się O. Franciszek, ubolewający nad utratą Arumugama. Naraz przeszedł Winfried do weselnych melodyi i zanucił z Pietrkiem hymn tryumfalny, opiewający powrót Józefa i widzenie się jego z Jakóbem. Gdy śpiewacy zamilkli, wynagrodziły ich żywe oklaski; Arumugam powitał, zbliżył się do nich i rzekł:
„Panowie, piękną jest pieśń wasza. Ja sam zajmuję się tedy owedy muzyką i był — bym wam wdzięcznym, gdybyście mi chcieli dać odpis tej pieśni.“
„Książę,“ rzekł Wiufried z pokłonem, „wielki to dla mnie zaszczyt, że mogę ci się tą drobnostką przysłużyć.“ To mówiąc, wręczył młodzieńcowi pięknie oprawny zeszyt pieśni, mrugając oczyma, aby go odebrał. Arumugam przyjął podarunek, przeczuwając, że zawierać będzie albo list, albo wiadomość jaką. Potem ściągnął z palca pierścień i dając go Winfriedowi, rzekł;
„Przyjmij tę drobnostkę jako dowód mej wdzięczności,“ a cicho dodał: „jako rękojmię, że ojciec Franciszek odzyska swego syna.“
W oczach obu muzyków zabłysła radość i wdzięczność, zanucili pieśń wesołą, a Arumugam wrócił do stołu. Dopiero późno wieczorem powstali biesiadnicy od obiadu i zasiedli pod werandą, aby użyć wieczornego chłodu. Muzyków uraczono i hojnie wynagrodzono. Arumugam zbliżył się ponownie do nich, a korzystając ze sposobności szepnał mu Winfried:
„W oprawie zbioru pieśni, znajdziesz wszystko, czego ci potrzeba; bierz przeto i czytaj; mówię, jak św. Augustyn.“ Potem oddalił sie Winfried i wrócił z Piotrem do Tryczynapalli.
Gdy dwaj wierni przyjaciele w ciemnej nocy wracali z modlitwą na ustach, w pałacu radży wszystko pogrążone było w śnie głębokim. W jednej tylko izdebce widać było mdłe światełko. Arumugam siedział przy stole, otworzył zeszyt z pieśniami i wydobył z pod owiniętej papierem oprawy złożony liścik z napisem: „Bierz i czytaj!“ Usłuchał przeto rady i zatopił się w czytaniu. Im więcej się rozczytywał, tem więcej zapominał o świecie; oczy jego zapełniały się łzami, pierś Jego wznosiła się i opadała, serce biło żywo. Wkrótce zwinął list, wstał z krzesła, padł na kolana, i zawołał:
„O Boże, dzięki Ci składam serdeczne. Tyś mi wskazał drogę; pójdę nią niezawodnie.“
Pismo, które wywołało w nim tak nagłe wzruszenie, zawierało krótki, lecz budujący opis życia młodzieńca Hindusowego, który opuścił strony rodzinne, aby się dać ochrzcić, ale potem przez krewnych schwytany i uwięziony wszelkich doznawał udręczeń od nich, którzy go chcieli zmusić, aby się wyparł Chrystusa.
Przez cały rok cierpiał młody wyznawca najrozmaitsze męki i dokuczliwości, aż nareszcie Bóg się nad nim ulitował i wyswobodził go z rąk srogich nieprzyjaciół, zabierając go do swej chwały. Ten opis stałości, cierpliwości, wytrwałości i poświęcenia młodego męczennika uczynił na Arumugamie niezatarte wrażenie. Mimowolnie powtarzał słowa krwawego świadka, wyrzeczone przezeń przed śmiercią: „Niepodobna służyć dwom panom na raz. Nie mogę należeć do Chrystusa, a przytem do świata i swej pogańskiej rodziny. Kto więcej miłuje ojca, matkę i mienie, aniżeli Pana i Zbawiciela swego, ten nie godzien być jego synem. Jakkolwiek mi to trudno przychodzi, i cokolwiek stąd nastąpi, winienem pójść za głosem Ducha św. — Ale jak? Czy mam się zwierzyć ojcu? Nie, ani myśleć o tem, aby on na to zezwolił. Nic mi przeto nie pozostaje, jak ucieczka.“ — To rzekłszy, ukląkł Arumugam i błagał Boga o siłę wykonania swego zamiaru i napisał pospiesznie pożegnalny list do ojca.
Gdy dnieć poczęło, wszyscy goście radży zaczęli się sposobić do polowania na antylopy, które się miało odbyć na poblizkiej równinie za pomocą oswojonych leopardów. Arumugam wybrał najlepszego rumaka i przyłączył się do orszaku myśliwych. W gęstwinie odłączył się od towarzyszy, i ruszył pędem drogą wiodącą do Tryczynapalli. Doznawszy ulgi w sercu, dziękował Bogu za to, że mu pomógł zerwać więzy pętające dotychczas jego duszę. Spostrzeżono jego nieobecność na łowach, pytano, gdzie się podział, a niektórzy z myśliwych nie taili się z obawą, że może napadł i rozszarpał go w zaroślach tygrys. Ponieważ nikt go nie odnalazł, cały orszak wrócił stroskany do domu. Arumugama ojciec dorozumiewał się, co się stało i powziął podejrzenie przeciw przybyłym w dniu poprzednim muzykom, że syna jego ze sobą uprowadzili. Gdy wrócił do sypialni i przeczytał pożegnalny list młodzieńca, wydał okrzyk przestrachu, padł bezsilny na krzesło, zakrył twarz rękoma i wołał z wyrazem boleści na twarzy: „Uciekł, uciekł, utraciłem go na zawsze!“ W tem rozwarły się drzwi, wpadli do komnaty kuzynowie Arumugama, bawiący w pałacu na wizycie i zapytali, gdzie się podział Arumugam.
„Nie wiem,“ odrzekł stroskany rodzic.
„Ale my wiemy“ wrzasnęli w złości kuzynowie, niechętni oddawna Arumugamowi, „tak, my to dobrze wiemy: pojechał do białych popów w Tryczanapalli, aby się dać ochrzcić. Patrz cośmy w sypialni jego znaleźli. Jest to życie i śmierć Hindusa odstępcy, który także uciekł, aby się dać ochrzcić. Poszedł on w ślady jego; niechże mu się tak stanie, jak owemu odszczepieńcowi. Jeżeli spotkamy tych dwóch mniemanych muzyków, którzy twego syna do ucieczki namówili, damy im sowitą zapłatę. Ale przedewszystkiem nam powiedz, co teraz myślisz czynić?
„Pędźcie za nim co tchu,“ rzekł radża w rozpaczy, „i wracajcie z nim. Użyjcie gwałtu, jeśli potrzeba, ale nieodbierajcie mu życia, i nie dajcie mu się ochrzcić!“
„Dobrze, dobrze!“ zawołali oburzeni kuzynowie, dopadli koni i udali się w pogoń za zbiegiem.
Ale Ammugam wyprzedził ich o kilka godzin i okryty pyłem przybył w nocy do O. Franciszka.
„Ojcze!“ zawołał, ściskając sędziwego nauczyciela, „ojcze, otóż masz swego syna; ale błagam cię, udziel mi natychmiast Chrztu świętego, gdyż pędzą w ślad za mną i wszystkiego użyją moi krewni, aby mnie w swą moc dostać.“
Ojciec Franciszek zawołał: „Synaczku mój, czy wiesz, co cię czeka, jeżeli zostaniesz chrześcijaninem?“
„Tak jest, ojcze! wiem, i gotów jestem cierpieć i umrzeć za wiarę, jeśli inaczej być nie może!“ odparł Arumugam.
Nie ociągał się też dłużej O. Franciszek. Na godzinę przed zwykłym czasem obudzono wszystkich wychowańców zakładu. Jakże się zdumieli i cieszyli, gdy w kaplicy stanął przed nimi O. Franciszek, prowadząc za rękę Arumugama i rzekł:
„Kochane chłopcy, widzicie przed sobą Arumugama, o którego nawrócenie, tak gorące modły zasyłaliście do nieba. Żąda on teraz Chrztu św. Módlcie się zań, bo teraz może go czekać ciężka walka.“
Gdy O. Franciszek zapytał księcia: „Synu, jakież ci mam nadać imię przy chrzcie?“ odpowiedział Arumugam:
„Pragnę nazwać się Janem i być ulubionym uczniem Chrystusa.“
Winfried, który dowiedziawszy się o pojawieniu się Arumugama przybiegł szybko, jako i dziki Pietrek, byli jego ojcami chrzestnymi. Gdy ten głosem donośnym i ze szczerem przejęciem wypowiedział wyznanie wiary i wyrzekł się szatana, świata i pokus jego, O. Franciszek tak się rozczulił, że ledwie mógł wymówić formuły obrzędu świętego. Po Mszy św. zebrali się świadkowie chrztu na skromne śniadanie. Na twarzach wszystkich przebijała się szczera radość, ale w oczekiwaniu tego, co jeszcze mogło nastąpić, zachowywali zarazem głębokie milczenie.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: anonimowy.