Antologja literatury francuskiej/Verlaine

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł Verlaine
Pochodzenie Antologja literatury francuskiej
Data wydania 1922
Wydawnictwo Krakowska Spółka Wydawnicza
Drukarz Drukarnia Ludowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały tekst
Całość jako: Pobierz cały tekst jako ePub Pobierz cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
VERLAINE.

W początkach XIX w., w dobie Romantyzmu, poezja rzuca się w wir życia, kipi od idei, haseł chwili. Słowo poetów kształtuje losy narodów. Chateaubriand, Lamartine, Wiktor Hugo odgrywają wybitną polityczną rolę. Pierwsi dwaj są ministrami; Wiktor Hugo rzuca na szalę swoje świetne nazwisko przeciw Napoleonowi III. Równocześnie prawie, w samem łonie Romantyzmu, rodzi się krańcowo odmienne pojęcie poezji: wyłączny kult formy, arystokratyzm sztuki, odcięcie jej od zgiełku życia. Zdaje się, iż pierwszy Teofil Gautier formułuje hasło: „sztuka dla sztuki“. W drugiej połowie stulecia, ten kierunek zwycięża; atmosfera demokracji i pozytywizmu nie sprzyja czynnemu udziałowi poezji. Poeta zamyka się w świecie wrażeń, zwykle bardzo osobistych, które przetapia na nieskazitelną formę. Z Romantyzmu — i z cyganerji — wyniosła poezja pierwiastek buntu, protestu przeciw społeczeństwu i jego poziomym horyzontom; bunt ten często będzie się objawiał w formie przekory, błyskotliwego cynizmu, zawierającego nieraz domieszkę tego, co nazwano: pour épater le bourgeois[1]. Pod koniec wieku, zyskały rozgłos dwa nazwiska takich poetów-potępieńców: Baudelaire, autor „satanistycznych“ Kwiatów grzechu, oraz Verlaine, uroczy śpiewak o duszy zepsutego dziecka, przeplatający fauniczne wybryki zmysłów akcentami rzewnej i kornej modlitwy. Jest w nim coś z Villona, ale z Villona na schyłku starej i znużonej sobą kultury.
Urodzony w r. 1844, bardzo brzydki, o słabej i pobudliwej naturze, wcześnie zdradzający skłonność do kieliszka, Paweł Verlaine żeni się w 1871 z panienką z mieszczańskiej sfery. Już wskutek wymienionych właściwości charakteru poety, małżeństwo to utyka; zupełne jego rozbicie sprowadza wpływ młodego Artura Rimbaud, genjalnego wyrostka, który potrafił zupełnie owładnąć słabym poetą. Verlaine wałęsa się z młodym cyganem po Anglji i Belgji; w Brukseli przychodzi między nimi do gwałtownej sceny, w czasie której Verlaine, pod wpływem trunku, strzela (nieszkodliwie zresztą) do Rimbauda. Stawiony przed sąd i surowo osądzony z powodu dwuznacznego tła sprawy, dostaje się na dwa lata do więzienia; wychodzi zeń wierzącym chrześcijaninem (1875), co wzbogaca jego poezję przepięknemi akcentami, ale nie broni go od żadnego upadku i żadnego poniżenia. Zawsze tęskniąc za żoną, która odtrąca próby pojednania, Verlaine pędzi życie przeważnie w Paryżu, jako stały bywalec paryskich szynkowni i kawiarń, gasząc wiecznie nieukojone tęsknoty serca w bardzo pospolitych źródłach. Nierzadko spędzał miesiące całe w szpitalu, którego bramy zawsze były gościnnie otwarte dla popularnego poety. Umiera w r. 1896.
Verlaine nie miał „oficjalnego“ stanowiska w literaturze, a i dziś utrudniają mu wstęp do podręczników skazy moralne jego życia i natchnień poezji. Natomiast młodzi z zapałem kupili się koło niego, obwołując go — niebardzo dziś rozumiemy czemu — wodzem kierunku nazywanego symbolizmem. Verlaine przyjmował dobrodusznie to berło, mimo że, w poufnych zwierzeniach, przyznawał się czasami do gustów raczej — klasycznych. Jego samego trudno jest wtłoczyć do jakiejś szkoły: jest to poeta z krwi i kości; biedne, drgające i obolałe serce, mistrz nastroju i formy, zdolny wydobyć ze swej lutni zarówno tony wzruszające swą prostotą, jak też i najkunsztowniejsze melodje. Dzieło jego, to kilka zbiorków wierszy: Fêtes galantes, Poèmes saturniens, Amour, Sagesse, Parallèlement. Elegje, z których przytaczamy wyjątki, kreślone są, z pełnem wdzięku zaniedbaniem, jakgdyby na stole szynkowni, w oparach trunku, w ostatnich latach życia; heroina ich, to jedna z przygodnych towarzyszek poety, bardzo mało godna takiego hołdu.







Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł By zadziwić mieszczaństwo (franc.)


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Tadeusz Boy-Żeleński.