Żywot Jezusa/Rozdział XI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ernest Renan
Tytuł Żywot Jezusa
Wydawca Andrzej Niemojewski
Data wydania 1904
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Andrzej Niemojewski
Tytuł orygin. Vie de Jésus
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ XI.
Królestwo boże jako panowanie ubogich.

Zasady podobne są możliwe w kraju, gdzie życie czerpie swoje soki z światła i z powietrza. Tak szlachetnie i tkliwie pojęty komunizm gromadki dziatek bożych, ufających swemu ojcu niebieskiemu, był jedynie możliwy w łonie naiwnej sekty, która była przekonana, że jej utopie się urzeczywistnią. Ale całej społeczności ludzkiej ogarnąć to nie mogło. Jezus przejrzał też niebawem, że świat oficyalny kiedyś zupełnie pominie jego królestwo boże. Dlatego wziął się teraz do dzieła z niesłychaną śmiałością. Zostawił na boku cały ten świat z jego uprzedzeniami i ciasnotą a zwrócił się wyłącznie do prostaczków. Rasę panującą zastąpi inna. Królestwo boże jest przeznaczone: 1) dla dzieci, albo dla tych, którzy są dzieciaczkom równi; 2) dla wszystkich wzgardzonych, dla ofiar dumy towarzyskiej, która odtrąca ludzi dobrych ale skromnych; 3) dla wszystkich odszczepieńców, heretyków, celników, Samarytanów, pogan z Tyru i Sydonu. To wezwanie do ludu popiera potężną przypowieścią[1]: Król pewien sprawił wesele synowi swemu i posłał sługi swe, aby wezwali zaproszonych. Ale oni przyjść nie chcieli; inni, pojmawszy nawet sługi króla, zelżyli je i obili. Tedy król postanowił: jeżeli ludzie dostojni nie przyjęli królewskiego zaproszenia, to wezwie pierwszych lepszych, każe zwołać ludzi z ulic i zaułków, ubogich, żebraków, kaleki, niech sala biesiadna będzie zapełniona. Zaprawdę, rzekł król, żaden z zaproszonych nie pokosztuje mej biesiady.

Teraz nauka Jezusa to czysty ebionizm; zbawienia doczekają się wyłącznie biedni (ebionim); królestwo ubogich bliskie jest. »Biada wam bogacze«, wołał, »bo już macie pociechę waszą. Biada wam, którzyście nasyceni, albowiem łaknąć będziecie! Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, bo się smęcić i płakać będziecie!«[2]. »Gdy sprawujesz obiad albo wieczerzę«, mówił następnie, »nie wzywaj przyjaciół, ani braci twoich, ani krewnych twoich, ani sąsiadów bogatych, żeby cię snadź i oni nie wezwali a stałaćby się nagroda. Ale gdy sprawujesz ucztę, wezwijże ubogich, ułomnych, chromych i ślepych. A będziesz błogosławiony; boć nie mają czem nagrodzić, aleć będzie nagrodzono przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych«[3]. I w tej myśli mawiał też często: »Bądźcie dobrymi szafarzami«[4], to znaczy: obierajcie sobie dobre miejsce na królestwo boże, oddając majętności wasze ubogim, wedle starego przysłowia: »Panu pożycza, kto ma litość nad ubogim«[5].

Zresztą nauka ta nie zawierała w sobie nic nowego. Najbardziej egzaltowany ruch demokratyczny, jaki ludzkość pamięta — jedynie zresztą skuteczny, albowiem nie wychodził po za granice myśli — wzburzał już oddawna lud żydowski. Idea, że Bóg jest mścicielem ubogich i słabych, że jest ich obrońcą przeciw bogaczom i mocarzom, zapełnia niemal każdą kartę Starego Zakonu. W dziejach żydowskich geniusz ludowy rządzi stale. Prorocy, istni trybuni ludu i to z wszystkich trybunów najśmielsi, grzmieli zawsze przeciw potentatom i w jednym rzędzie stawiają słowa: — bogaty, bezbożny, potężny, zły ze słowami: »ubogi, łagodny, pokorny, pobożny«[6]. Pod Seleucydami, kiedy prawie wszyscy arystokraci stali się odszczepieńcami i przyjęli hellenizm, pojęcia powyższe skojarzyły się ze sobą jeszcze bardziej. Księga Henocha zawiera daleko silniejsze wyrazy potępienia, miotane na świat, bogatych i możnych, niż ewangielia[7]. Zbytek równa się zbrodni. W tej cudownej Apokalipsie »Syn Człowieczy« obala trony królów i z najrozkoszniejszego życia strąca ich do piekieł[8]. Pewne zmodernizowanie żydów w kierunku światowości, dostatku, dobrobytu, wywołuje wściekłą reakcyę na rzecz patryarchalnej prostoty. »Biada wam, którzy gardzicie domem i dziedzictwem ojców! Biada wam, którzy znojem innych budujecie pałace wasze! Każda cegła, każdy kamień, z których się one pałace składają, jest grzechem!«[9]. Słowo »ubogi« (ebion) jest jednoznaczne z »świętym« i z „przyjacielem Boga«. Uczniowie Jezusa z Galilei chętnie się tak nazywali; tak też nazywali się przez długi czas żydowscy chrześcianie Batanei i Hauranu (Nazarejczycy, Hebrejczycy), którzy zachowali język Jezusa, trzymali się pierwotnej jego nauki i szczycili się tem, że mają pomiędzy sobą jego potomków[10]. Sekta tych zacnych ludzi, która stała po za wszelkim ruchem, zaburzającym inne kościoły, została pod koniec drugiego stulecia uznana za heretycką, a celem wyjaśnienia jej nazwy wymyślono rzekomego herezyarchę Ebiona[11].

Nietrudno pojąć, że to przesadne pożądanie ubóstwa nie mogło trwać długo. Podobne pierwiastki zawsze się przyczepiają do wielkich dzieł; ale czas załatwia się z niemi. Z chwilą, gdy chrześciaństwo znalazło się istotnie w samym rdzeniu ludzkich społeczności, poczęło bardzo chętnie przygarniać do siebie bogatych; tak samo buddyzm, który z początku opierał się wyłącznie na mnichach, gdy coraz więcej ludzi się nawracało, począł przyjmować do swego łona także jednostki świeckie. Ale ślady pierwszych rysów znamiennych pozostają na zawsze. Ebionizm, który miał niebawem zginąć i pójść w zapomnienie, pozostawił całej historyi chrześciaństwa i jego instytucyi nasionko, z którego coś ustawicznie kiełkowało. Ebionici Batanejscy zebrali Logie czyli mowy Jezusa[12]. Ubóstwo zostało wieczystym ideałem prawdziwego chrześcianina. Szczytem jest nic nie posiadać; żebractwo staje się cnotą, świętością. Pod tym znakiem wszczął się wielki ruch w Umbryi w XIII w., który z wszystkich wysiłków około założenia nowej religii najbardziej przypomina ruch galilejski. Franciszek z Assyżu, człowiek światowy, który z powodu swej dobroci, pobłażliwości i umiłowania wszystkiego, najbardziej przypominał Jezusa, był ubogim. Zakony jałmużnicze, liczne sekty komunistyczne wieków średnich (Biedni z Lyonu, Beghardy, Humiliaci, Fratres et sorores liberi spiritus etc.), zbierające się pod znakiem »wieczystej ewangielii«, chciały wstępować w ślady Jezusa i istotnie dokonały tego. Ale jeszcze dotąd najszaleńsze marzenia nowej religii były płodne. Pobożne żebractwo, które dla przemysłowych i administracyjnych urządzeń nowoczesności staje się ciężarem i zawadą, posiadało ongi pod innem niebem dużo uroku. Dla wielu subtelnych i kontemplacyjnych dusz był to jedyny stan, który ich usposobieniu odpowiadał. Zrobić z ubóstwa przedmiot miłosierdzia i pożądania, posadzić żebraka na miejscu zaszczytnem i uczcić suknię człowieka z gminu — to czyn niezwykły, który może ekonomisty społecznego nie zadowolni, ale wobec którego prawdziwy moralista nie może pozostać obojętnym. Aby podźwignąć brzemię swoje, ludzkość musi wierzyć, że nie zostaje dostatecznie wynagrodzoną. Największą usługę wyświadcza jej ten, który powtarza jej ustawicznie, że człowiek nie żyje samym chlebem.

Jezus, jak wszyscy wielcy ludzie, lubił lud i dobrze mu było śród niego. Ewangielia, zdaniem jego, jest przeznaczona dla ubogich i niesie im dobrą nowinę zbawienia[13]. Opiekuje się wszystkimi, którymi wzgardził prawowierny judaizm. Z wszystkich słów i czynów Jezusa bije myśl jedna i uczucie jedno: miłość ludu, pobłażanie dla jego ułomności, uczucie wodza demokracyi, w którym żyje dusza ludu i której on jest naturalnym tłómaczem[14].

Zastęp wybranych składał się istotnie z wielkiej mieszaniny, która musiała niezmiernie zadziwiać prawowiernych. Z tego rodzaju ludźmi szanujący się Żyd nie mógł obcować[15]. Być może, że Jezus znalazł w tem niezwykłem towarzystwie więcej zalet i szlachetnych uczuć, niż śród pedantycznego mieszczaństwa, które całą moralność traktowało bardzo formalnie a z tych pozorów etycznych było nadzwyczaj dumne. Faryzeusze doprowadzili prawowierność do tego, iż według nich plamił się każdy Żyd, stykając się z człowiekiem mniej pobożnym; w sprawie zaś pożywienia doszli niemal do dziecinnie subtelnych odróżnień kast indyjskich. Jezus, gardząc podobnem zboczeniem uczuć religijnych, siadał do jednego stołu z tymi, którzy byli ofiarami owych zboczeń[16]; przy nim siadali ludzie złej opinii, prawda, może dlatego złej opinii, że nie podlegali śmiesznostkom pobożnisiów. Faryzeusze i uczeni w piśmie podnieśli krzyk oburzenia. »Patrzajcie«, wołano, »z jakimi ludźmi on siada do stołu!« Na to posiadał Jezus bardzo trafne odpowiedzi, które obłudników drażniły niezmiernie: »Zdrowi nie potrzebują lekarza, ale chorzy«[17]; albo: »Któryż z was człowiek, gdyby miał sto owiec a straciłby jednę z nich, izali nie zostawia onych dziewiącidziesiąt i dziewiąci na puszczy a nie idzie za oną, która zginęła, ażby ją znalazł? A znalazłszy kładzie ją na ramiona swoje radując się«[18]; albo: »Przyszedł bowiem Syn człowieczy, aby zbawił to, co było zginęło«[19]; albo: »Bom nie przyszedł wzywać sprawiedliwych, ale grzesznych do pokuty«[20]; a wreszcie wspaniała przypowieść o synu marnotrawnym, wedle której jak gdyby większe przywileje posiadał ten, co zgrzeszył, niż ten, który był zawsze sprawiedliwy. Słabe i upadłe kobiety, uderzone tym urokiem, czując po raz pierwszy całą potęgę atrakcyjną cnoty, zbliżały się do niego otwarcie. Ludzi ogarniało zdumienie, że ich nie odtrącał. »Oh«, wołali prawowierni, »człowiek ten nie jest prorokiem! Inaczej bowiem wiedziałby, że kobieta, która go dotknęła, jest grzesznicą«. Jezus odpowiedział na to przypowieścią o wierzycielu, który swoim dłużnikom darował różne długi; i bez wahania pochwalił los tego, któremu został odpuszczony dług największy[21]. On wnikał w każdą duszę i sądził ją wedle stopnia miłości, do jakiej była zdolną. Niewiasty win żałujące były sercu jego bliższe, niż natury przeciętne, których nieraz jedyną zasługą bywa to, że nie zgrzeszyły. Łatwo też pojąć, że istoty czułe, dla których przystąpienie do sekty było tak prostym sposobem rehabilitacyi, musiały czuć namiętne przywiązanie do Jezusa.

Zdaje się, że nietylko nie zamierzał uśmierzyć oburzenia, jakie wywołał podrażnieniem owoczesnych pojęć, ale że był niejako z tego zadowolony. Nikt nie okazał jawniej wzgardy dla »świata«, co jest zawsze warunkiem wielkich czynów i wielkiej oryginalności. Tylko wtedy przebaczał bogatemu, gdy bogacz ten skutkiem jakiegoś przesądu popadał w niełaskę u świata[22]. Całkiem głośno stawiał on ludzi wątpliwego życia ponad najznakomitszych obywateli. »Zaprawdę powiadam wam, że was celnicy i wszetecznice uprzedzają do królestwa bożego. Albowiem przyszedł do was Jan drogą sprawiedliwości a nie uwierzyliście mu, ale celnicy i wszetecznice uwierzyły mu; a wy widząc to, przecieście się nie obaczyli, abyście mu uwierzyli[23]. Każdy pojmie, jak to musiało upokarzać ludzi, którzy z godności i surowej etyki zrobili sobie rzemiosło a teraz słyszeli, że przykład dobry oświecił bardziej kobiety lekkiego prowadzenia, niż ich.

Nie przykładał wartości do żadnych oznak zewnętrznych, nie wykazywał żadnej surowości. Nie uchodził przed radością, zjawiał się nawet chętnie na uroczystościach weselnych. Raz nawet w pewnem miasteczku dokonał cudu na weselu dla rozradowania gości. Na wschodzie wesela odbywają się wieczorem. Każdy niesie w ręku lampkę a migające światełka przedstawiają nader miły widok. Lubił to Jezus i osnuł nawet na tem kilka pięknych przypowieści[24]. Gdy porównywano pod tym względem jego zachowanie się z zachowaniem Jana, wpadano w oburzenie[25]. Razu pewnego, gdy pościli uczniowie Jana i Faryzeusze, zapytano Jezusa: »Przecz uczniowie Jana i Faryzeusze często poszczą a uczniowie twoi nie poszczą?« Jezus odparł im: »Iżali się mogą synowie łożnicy małżeńskiej smęcić, póki z nimi jest oblubieniec? Ale przyjdą dni, gdy od nich będzie oblubieniec odjęty a wtedy pościć będą«[26]. Jego pogodne usposobienie wyrażało się w zdaniach żywych a niekiedy nawet żartobliwych. Razu pewnego rzekł: »Komuż przypodobam ten naród? Podobny jest dziatkom, które siedzą na rynkach i wołają na towarzysze swoje i mówią:

Grałyśmy wam na piszczałce
A nie tańcowałyście,
Śpiewałyśmy pieśni żałobne
A nie płakałyście![27]

Albowiem przyszedł Jan ani jedząc, ani pijąc, a mówią: iż dyabelstwo ma. Przyszedł Syn człowieczy jedząc i pijąc, a mówią: Oto człowiek obżerca i pijanica wina, przyjaciel celników i grzeszników; i usprawiedliwiona jest mądrość od synów swoich«[28].

Wędrował w ten sposób po Galilei z jednej uroczystości na drugą. Posługiwał się w podróży mułem, który na wschodzie jest najlepszem zwierzęciem do jazdy wierzchem; zwierzę to łagodne, posiada duże czarne oczy, zacienione długiemi rzęsami. Uczniowie roztaczali niekiedy dokoła mistrza wieśniaczy przepych kosztem swych szat, które służyły za dywany. Albo kładli je na muła, gdy go dosiadał, albo też rozpościerali na ziemię, kędy miał przejść[29]. Dom, przed którym zsiadał, rozbrzmiewał wesołymi okrzykami i błogosławieństwy. Zatrzymywał się w miasteczkach lub na wielkich folwarkach, gdzie go przyjmowano z serdeczną gościnnością. Na Wschodzie dom, który ma gościa, zamienia się natychmiast w miejsce publiczne. Zbiega się cała wieś; cisną się dzieci; służba je rozpędza; one wracają znowu. Jezus nie mógł na to patrzeć, gdy odganiano owych naiwnych słuchaczy; pozwalał się im zbliżać i całował je[30]. Matki, ośmielone takiem przyjęciem, znosiły mu niemowlęta swoje, aby się ich bodaj dotknął[31]. Przychodziły niewiasty, aby wylać na jego głowę kosztowne olejki i namaścić jego nogi. Uczniowie uważali to za natręctwo i odsuwali je; Jezus jednak, który cenił stare obyczaje i wogóle wszystko, co pochodziło z serca, natychmiast naprawiał zło, wyrządzone przez zbyt gorliwych uczniów. Brał w opiekę tych, którzy chcieli mu okazać cześć[32]. Więc kobiety i dzieci modliły się niemal do niego. Z tego też powodu wrogowie stawiali potem jemu często zarzut, iż uwodzi umysły naiwne i odrywa je od rodzin[33].

Ta powstająca religia była tedy do pewnego stopnia ruchem kobiet i dzieci. Zwłaszcza dzieci tworzyły dokoła Jezusa rodzaj młodocianej gwardyi, przeznaczonej do proklamacyi jego niewinnego królestwa, dla wznoszenia okrzyków na jego cześć, nazywania go »Synem Dawidowym«, wołania »Hosanna«[34], powiewania palmami; to wszystko bardzo się podobało Jezusowi. Prawdopodobnie jak Savonarola używał dzieci za narzędzie do spełnienia pobożnej misyi; chętnie też widział, gdy ci młodzi apostołowie, którzy go nie kompromitowali, ciągnęli przed nim, obwołując jego tytuły, których sam nie odważyłby się przybrać. Nie wzbraniał im tego, a gdy się go pytano, czy owe okrzyki słyszy, odpowiadał wymijająco, że pochwała z ust dziatek jest Bogu najmilsza[35].

Nie pomijał też żadnej sposobności, lecz wciąż powtarzał, że maluczcy są istotami świętemi[36], że królestwo boże należy do dzieci[37], że, aby wejść do królestwa bożego[38], trzeba zostać dzieckiem, że trzeba je przyjąć w nastroju dziecięcia[39], że co ojciec niebieski zakrywa przed mędrcami, to objawia maluczkim[40]. Uczeń i dziecię ma teraz dla niego jedno znaczenie[41]. Kiedy razu pewnego powstał spór o pierwszeństwo między jego uczniami — co się bynajmniej rzadko nie zdarzało — Jezus, ująwszy dziecię, stawił je w pośrodku nich i rzekł: »Kto się uniży jako to dziecię, ten jest największym w królestwie niebieskiem«[42].

I zaiste dusza dziecięca, naiwnie boska swą radością wzięła ziemię w posiadanie. Każdy wierzył, że królestwo, wyczekiwane z takiem upragnieniem, nastąpi lada dzień. Każdy już widział się na tronie[43] u boku swego mistrza. Rozdzielono już między siebie miejsca[44]; obliczono już w przybliżeniu, kiedy nastąpi ów dzień. Wszystko to nazywało się »dobrą nowiną«; innej nazwy nauka ta nie miała. Stare słowo, »raj«, które język hebrajski, jak wogóle wszystkie wschodnie języki, wziął był od Persów, a które pierwotnie oznaczało ogrody Achemenidów, mieściło w sobie całe to marzenie: raj — ogród rozkoszny, gdzie w nieskończoność będzie się ciągnęło to piękne życie tutejsze[45]. Jak długo trwał ten sen? Nie wiemy. Śród rozkosznych marzeń nikt czasu nie mierzył, jak nikt nie mierzy trwania rozkosznego snu. Znikło poczucie czasu; wiek mógł był spłynąć jak tydzień. Czy sen ten trwał lata czy miesiące, dość, że był piękny, że ludzkość nigdy równie pięknego nie miała, że dziś jeszcze doznajemy najwznioślejszych uczuć, gdy owieje nas jego urok. Nigdy większa radość nie wypełniła piersi ludzkiej. Raz wzniósłszy się ponad ziemię, zresztą tak wysoko, jak potem już nigdy, ludzkość nie chciała opaść w szarzyznę trosk, smutku i całej owej niedoli życia. Szczęśliwy, kto mógł własnemi oczami bodaj przez dzień jeden patrzeć na ów boski rozkwit, na tę niezrównaną iluzyę! Ale bardziej szczęśliwy — rzekłby nam Jezus — kto, nie podlegając żadnym złudom, stworzy w własnej duszy taki niebiański stan i bez rojeń o tysiącletniem królestwie, bez marzeń o fantastycznym raju, bez oczekiwania znaków na niebie, tylko dzięki prostocie woli i poezyi duszy, umiałby w swem sercu stworzyć prawdziwe królestwo boże!


Przypisy

  1. Mat. XXII, 2 i nast.; Łukasz XIV, 16 i nast. Porów. Mat. VIII, 11—12; XXI, 33 i nast.
  2. Łukasz VI, 24—25.
  3. Łukasz XVI, 12—14.
  4. Wyrażenie to ma starą i rozległą tradycyę. Klemens Aleks. Strom. I, 28. Odnajdujemy je u Origenesa, Hieronima i u wielu ojców kościoła.
  5. Przyp. XIX, 17.
  6. Patrz zwłaszcza: Amos II, 6; Izaj. LXIII, 9; Psalmy XXV, 9; XXXVII, 11; LXIX, 33, głównie zaś w słownikach hebrejskich wyrażenia:
    אבידך, דל, צני, צנד, הםיד, צשיו, הדללים צדיק׳
  7. Roz. LXII, LXIII, XCVII, C, CIV.
  8. Henoch, XLVI, 4—8.
  9. Henoch, XCIX, 13, 14.
  10. Juliusz Afrykanin, u Euzebiusza H. E. I, 7; Euzeb. De situ et nom. loc. hebr p. Χωβά; Orig., Contra Celsum, II, 1; V, 61; Epifanes, Adv. haer. XXIX, 7, 9; XXX, 2, 18.
  11. Patrz zwłaszcza u Origenesa, Contra Celsum II, 1. De principiis, IV, 22. Porów. Epif. Adv. haer. XXX, 17. O istnieniu podobnej osobistości nie wiedzą Ireneusz, Origenes, Konstytucye Apostolskie. Autor »Philosophumena’ów« nie wypowiada się stanowczo (VII, 34 i 35; X, 22 i 23). Bajka o Ebionie powstała dzięki Tertulianowi a zwłaszcza Epifanesowi. Zresztą wszyscy ojcowie kościoła zgadzają się na etymologię: Έβίων=πτοχός.
  12. Epifanes, Adv. haer. XIX, XXIX i XXX. zwłaszcza zaś XXIX, 9.
  13. Mat. XI, 5; Łukasz VI, 20—21.
  14. Mat. IX, 36; Marek VI, 34.
  15. Mat. IX, 10 i nast.; Łukasz XV, w całości.
  16. Mat. IX, 11: Marek II, 16; Łukasz V, 30.
  17. Mat. IX, 12.
  18. Łukasz XV, 4 i nast.
  19. Mat. XVIII, 11; Łukasz XIX, 10.
  20. Mat. IX, 13.
  21. Łukasz VII, 36 i nast. Łukasz, który chętnie podkreśla wszelkie odpuszczanie win grzesznikom (porów. X. 30 i nast. XV w całości; XVII, 16 i nast.; XIX, 2 i nast.; XXIII, 39—43) połączył tę opowieść z opowieścią o pomazaniu nóg Jezusa w Betanii na kilka dni przed jego śmiercią. Lecz przebaczenie jawnogrzesznicy jest niezawodnie najbardziej znamiennym rysem anekdotycznej strony życia Jezusa (porów. Jan VIII, 3 i nast.; Papias u Euzeb. Hist. Eccl. III, 39).
  22. Łukasz XIX, 2 i nast.: »A oto mąż, którego zwano imieniem Zacheusz, który był przełożony nad celnikami, a ten był bogaty. I żądał widzieć Jezusa, coby zacz był; lecz nie mógł przed ludem, bo był małego wzrostu. A bieżawszy naprzód, wstąpił na drzewo leśnej figi«.
  23. Mat XXI, 31—32.
  24. Mat. XXV, 1 i nast.
  25. Marek II, 18; Łukasz V, 33.
  26. Mat. IX, 14 i nast.; Marek II, 18 i nast. Łukasz V, 33 i następne.
  27. Aluzya do pewnej zabawy dziecinnej.
  28. Mat. XI, 16 i nast; Łukasz VII, 34 i nast. Przysłowie, którego sens taki: »Sąd ludzki ślepy jest. Mądrość bożą poznaje się po jej dziełach«. Czytam ἒργων wedle rękopisu B. watykańskiego, a nie τέκνων.
  29. Mat. XXI, 7—8.
  30. Mat. XIX, 13 i nast. Marek IX, 35; X, 13 i nast. Łukasz XVIII, 15—16.
  31. Tamże.
  32. Mat. XXVI, 7 i nast. Marek XIV, 3 i nast. Łukasz XVII, 37 i nast.
  33. Ewangielia Markiona, dodatek do Łukasza XXIII, 2 (Epifan. Adv. haer. XLII, 11). Aczkolwiek skrócenia Markiona nie posiadają krytycznego znaczenia, to jednak nie można tego powiedzieć o jego dodatkach, które prawdopodobnie pochodzą z rękopisów dawniejszych, któremi się posługiwał.
  34. Okrzyk podczas procesyi święta namiotów, przyczem powiewano palmami. Miszna, Sukka III, 9. Zwyczaj ten dotąd panuje u Żydów.
  35. Mat. XXI, 15—16.
  36. Mat. XVIII, 5, 10, 14. Łukasz XVII, 2.
  37. Mat. XIX, 14; Marek X, 14. Łukasz XVIII, 16.
  38. Mat. XVIII, 1 i nast. Marek IX, 33 i nast. Łukasz IX, 46.
  39. Marek X, 15.
  40. Mat. XI, 25; Łukasz X, 21.
  41. Mat. X, 42; XVIII, 5, 14; Marek IX, 36; Łukasz XVII, 2.
  42. Mat. XVIII, 4; Marek IX, 33—36; Łukasz IX, 46—48.
  43. Łukasz XXII, 30.
  44. Marek X, 37, 40—41.
  45. Łukasz XXIII, 43; II Kor. XII, 4. Porów. Carmen sibyll. proaem. 86; Talmud Babil. Chagiga, 14 b.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Ernest Renan i tłumacza: Andrzej Niemojewski.