Żywot Jezusa/Rozdział VI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ernest Renan
Tytuł Żywot Jezusa
Wydawca Andrzej Niemojewski
Data wydania 1904
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Andrzej Niemojewski
Tytuł orygin. Vie de Jésus
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ VI.
Jan Chrzciciel. — Pielgrzymka Jezusa do Jana i pobyt w puszczy Judejskiej. — Jan chrzci Jezusa.

W tym czasie pojawia się człowiek niezwykły, z powodu braku źródeł historycznych dość zagadkowy, z którym Jezus wchodzi w stosunki. Była to ważna chwila w życiu młodego proroka z Nazaretu i mogła była nawet wpłynąć na zmianę kierunku jego drogi; ale skończyło się tylko na pewnych uzupełnieniach jego nauki, zarazem zaś wpłynęło to na podniesienie autorytetu Jezusa w oczach jego uczniów, gdyż odtąd uczniowie ci poczynają go śród pewnych warstw ludności żydowskiej ogłaszać jako Mistrza.

Około r. 28 naszej ery (a r. 15 panowania Tyberyusza) stał się głośnym w całej Palestynie niejaki Johanan, czyli Jan, młody asceta, charakteru zapalczywego i namiętnego. Pochodził z rodu kapłańskiego[1] a urodził się albo w miejscowości Jutta około Hebronu, albo w samym Hebronie[2]. Hebron, sławne miasto patryarchów, położone tuż obok puszczy Judejskiej a o dwie godziny drogi od wielkiej pustyni arabskiej, było naonczas, jak i dziś, siedzibą najbardziej fanatycznego ducha semickiego. Jan uchodził od dziecka za Nazira, to znaczy człowieka, ślubującego wstrzemięźliwość[3]. Puszcza, której był niejako pełen, pociągała go od lat najmłodszych[4]. Tu żył jak indyjski jogis, chodził w skórach lub włosiennicy a żywił się szarańczą i dzikim miodem[5]. Otaczało go kilku uczniów, żyjących jak on i rozmyślających nad jego surowemi słowami. Możnaby go wziąć za jakąś postać z nad brzegów Gangesu, gdyby nie pewne rysy charakterystyczne, które zdradzały w tym pustelniku ostatniego potomka wielkich proroków Izraela.

Odkąd naród żydowski począł z pewną rozpaczą rozmyślać nad swojem przeznaczeniem, wyobraźnia ludu zwracała się coraz częściej do starych proroków. Ale najpotężniejszą postacią dawnej przeszłości, która żyła w pamięci ludu jak sen niespokojnej nocy, był Eliasz. Ten olbrzym pomiędzy prorokami, który usunął się pomiędzy posępne góry Karmelu, gdzie krył się jak dziki zwierz po jaskiniach i tylko od czasu do czasu jak piorun spadał w doliny, by jakiegoś króla zdetronizować a drugiego na tron wprowadzić, w wyobraźni ludu stał się z czasem istotą nadprzyrodzoną, która mogła się pojawiać lub znikać, nie tknięta przez śmierć. Wierzono powszechnie, że Eliasz wróci i podźwignie naród Izraelski z upadku[6]. Surowy jego żywot i okropne wspomnienia, jakie po sobie pozostawił a które dziś jeszcze na wschodzie żyją, postać ponura, która dziś jeszcze przejmuje dreszczem[7], ta zawarta w jednym człowieku mitologia zemsty i grozy, wywierała potężny wpływ na umysły, wyciskając charakterystyczne piętno na wszystkich czynach ludu. Kto chciał odegrać jakąś rolę, musiał naśladować Eliasza, a ponieważ pustelnictwo było główną jego cechą, przeto oddawna przyzwyczajono się nazywać pustelnika »mężem bożym«. Wyobrażano sobie, że wszyscy świątobliwi mężowie spędzali m³żywot na pokucie i pustelnictwie[8]; przeto udanie się na puszczę było niezbędnym warunkiem wszelkiej misyi a zarazem wstępnym do niej krokiem.

Nie ulega wątpliwości, że i Jan go naśladował[9]. Judeę ogarniała coraz bardziej myśl o pustelnictwie, idea zresztą przeciwna naturze żydów, nie mająca nic wspólnego z ślubami Nazirów i Rechabitów. Essejczycy czyli Terapeuci mieszkali niedaleko ojczystych stron Jana, t. j. na wschodnim brzegu Morza Martwego[10]. Przełożonych tej sekty uważano za pustelników, którzy utworzyli reguły i instytucye, podobne klasztorom. Nauczyciele młodzieży bywali także nieraz anachoretami[11], przypominającymi bramińskich guru[12]. Czy nie czuć tu istotnie wpływu indyjskich muni? Może wędrowni mnisi indyjscy — którzy roznosili naukę swoją po świecie, jak potem pierwsi Franciszkanie, nawracając ludzi nie wymową, bo nie znali ich języka, ale szlachetnym sposobem życia — zwrócili swe kroki do Judei, jak niezawodnie ongi do Syryi i Babilonii[13]? Tego nie wiemy. Babilonia stała się od pewnego czasu ogniskiem Buddyzmu; Budasp (Bodisattwa) miał rozgłos chaldejskiego mędrca i założyciela sabizmu. Ale cóż to był sabizm? Jak wskazuje etymologia, słowo to oznaczało chrzest[14], właściwie chrzest wielokrotny; sabizm tedy był prototypem dziś jeszcze istniejącej sekty, której członkowie zwą się »chrześcianami św. Jana« czyli Mendaitami a których Arabowie nazywają el-Mogtasila, »chrzczeńcy«[15]. Trudno bardzo zoryentować się śród tej gmatwaniny analogii. Wahające się między judaizmem, chrześciaństwem, anabaptyzmem i sabizmem sekty, żyjące w I w. w okolicy zajordanowej[16], przedstawiają dla krytyki istny chaos. Wszelako można przypuszczać, że niektóre praktyki Jana i Esejczyków[17], oraz wogóle ówczesnych przodowników ducha żydowskiego, pochodziły z głębi Azyi. To natomiast, co Jana głównie wyróżniało i nadało mu przydomek, pochodziło z Dolnej Chaldei; z tego powstała przecież osobna religia, która dotrwała do naszych czasów.

Był to chrzest, polegający na oblewaniu lub na całkowitem zanurzeniu się w wodzie. Ablucye były u Żydów tak samo rozpowszechnione, jak na całym Wschodzie[18]. Esejczycy nadali im specyalne znaczenie[19]. Chrzest stał się ceremonią przyłączenia prozelity do religii żydowskiej, a więc aktem wyświęcenia[20]. Ale aż do Jana Chrzciciela nie czyniono tego w tem znaczeniu i w tej formie. Jan obrał sobie za teren działalności część puszczy judejskiej w pobliżu Morza Martwego[21]. Ilekroć miał chrzcić, udawał się nad Jordan[22], do Betanii lub Betabary[23], więc na stronę wschodnią, prawdopodobnie wprost Jerychonu, albo też do miejscowości zwanej Enon, czyli »Źródła«[24], w pobliżu Salim, gdzie wody nie brakło[25]. Tam przybywały do niego tłumy, zwłaszcza z pokolenia Judy, i dawały się chrzcić[26]. W ten sposób Jan w ciągu kilku miesięcy stał się jedną z najbardziej wpływowych osobistości, z którą każdy liczyć się musiał.

Lud uważał go za proroka[27]; wielu mniemało, że to Eliasz, który powrócił na ziemię[28]. Wiara w takie powroty była dość rozpowszechniona[29]; głoszono, że Bóg wskrzesi z martwych kilku starożytnych proroków i da ich Izraelowi za wodzów, aby prowadzili lud do celów ostatecznych[6]. Inni poczytywali znowu Jana za Mesyasza, aczkolwiek on sam nigdy tego o sobie nie twierdził[30]. Kapłani i uczeni w piśmie, którzy owej idei o  wskrzeszeniu proroków nie wyznawali, gardzili nim. Ale popularność Jana zmuszała ich do milczenia[31]. Było to zwycięstwo, które uczucie ludu odniosło nad arystokratyzmem kapłanów. Ilekroć żądano od kapłanów, aby wypowiedzieli jasno, co myślą o Janie, byli zawsze bardzo zakłopotani[32].

Zresztą Jan uważał chrzest tylko za symbol przygotowania umysłów do wielkich zdarzeń; chciał tą ceremonią podziałać na uczucie. Nie ulega kwestyi, że był na wskroś przejęty ideą mesyanistyczną i że cała jego działalność głównie na tej idei się opierała. »Czyńcie pokutę — wołał — albowiem królestwo boże bliskie jest!«[33]. Obwieszczał, że niebawem nastanie »gniew wielki«, to znaczy: przerażające katastrofy[34]; mówił, że siekiera już przyłożona do pnia i że drzewo zostanie rzucone niebawem w ogień. Przedstawiał Mesyasza, jako gospodarza z łopatą w ręce, zgarniającego ziarno i palącego plewy. Za pomocą pokuty, której symbolem był chrzest, jałmużnictwa, naprawy obyczajów, chciał przygotować ludzi do wielkich zdarzeń[35]. Nie wiemy, co rozumiał pod owemi wielkiemi zdarzeniami. W każdym razie występował przeciwko tym samym warstwom, przeciwko którym występował Jezus, więc przeciw bogatym kapłanom, Faryzeuszom, uczonym w piśmie, jednem słowem przeciw oficyalnym głowom judaizmu; a tak samo jak Jezus opierał się głównie na maluczkich i wzgardzonych[36]. Nazwie »Synowie Abrahama« odbierał wszelkie znaczenie[37], twierdząc, że Bóg mógłby synów Abrahama wzbudzić z kamieni przydrożnych. Zdaje się, że nie przeszła mu nawet przez głowę idea, która stanowiła tryumf Jezusa; ale idei tej oddał ogromną usługę, gdyż ceremonie, których dotąd mogli dokonywać tylko kapłani, powierzył ludziom świeckim; w podobny sposób przodowali Reformacyi w wiekach średnich biczownicy, odbierając klerowi monopol udzielania sakramentów i odpuszczania grzechów. Ton jego mów był silny a surowy. Względem przeciwników używał słów najgwałtowniejszych[38]. Było to poprostu ustawiczne i dość brutalne strofowanie. Prawdopodobnie mieszał się także do polityki. Historyk Józef Flaviusz, który go znał przez swego nauczyciela Banu, mówi o tem pod pewnemi obsłonkami[39], a śmierć Jana stała prawdopodobnie ze sprawami politycznemi w ścisłym związku. Uczniowie jego wiedli także żywot surowy[40], pościli często, byli bardzo posępni. Niekiedy świta w ich umysłach myśl o  wspólnem posiadaniu, myśl, że bogaci powinni podzielić się swemi majętnościami z ubogimi[41]. Przez ubogich rozumieli przedewszystkiem tych, którzy mieli korzystać z dobrodziejstw królestwa bożego.

Aczkolwiek Jan występował głównie w Judei, ale imię jego obiegło całą Galileę i dotarło do Jezusa, który dzięki pierwszym swoim mowom zgromadził dokoła siebie nieliczną gromadkę słuchaczy. Mało jeszcze wówczas znany i przejęty prawdopodobnie życzeniem bliższego poznania się z tym, który głosił podobne jak on zasady, opuścił Galileę i udał się do Jana z szczupłym zastępem swych uczniów[42]. Nowoprzybyli dali się ochrzcić na wzór innych. Jan przyjął gromadkę uczniów galilejskich bardzo przychylnie i nie miał im za złe, że w dalszym ciągu stanowili grupę odrębną. Obaj mistrze byli jeszcze bardzo młodzi; przejęci jedną myślą pokochali się i zachowywali się względem siebie niezmiernie uprzedzająco. Ze strony Jana wydaje się to dziwnem i możnaby niemal powątpiewać o autentyczności tego podania. Pokora nie była nigdy rysem znamiennym silnej duszy semickiej. Charakter tak popędliwy nie znosi obok siebie nikogo. Wypływa to jednak z fałszywych relacyi co do osobistości Jana. Przedstawiają go jako starca a tymczasem był on co do lat rówieśnikiem Jezusa[43], a więc według ówczesnych pojęć bardzo młodym człowiekiem. Nie mógł tedy traktować Jezusa jak syna, ale raczej jak brata. Dwaj tego rodzaju młodzi entuzyaści, których ożywiała jedna myśl, jedna miłość i nienawiść, jedna nadzieja, mogli się byli połączyć i wzajemnie wspierać. Stary mistrz czułby się niezawodnie głęboko urażonym, gdyby przyszedł do niego człowiek młody, nieznany i zechciał przy nim zachować stanowisko niezależne; nie znamy wypadku, aby stary kierownik szkoły przyjął życzliwie tego, który miał zostać jego następcą. Tylko młodość jest zdolna do całkowitego zaparcia się siebie; możemy przeto przypuścić, że Jan przyjął Jezusa bez uprzedzeń, skoro poznał w nim człowieka idei pokrewnej. Na podstawie tych dobrych stosunków pomiędzy obu nauczycielami ewangieliści stworzyli istny systemat, opierając całą wiarę w boską misyę Jezusa na świadectwie Jana. Był on tak wielką powagą, że świadectwo, pochodzące z jego ust, uznano za najważniejsze. Ale Jan nie myślał jeszcze ustępować z widowni; dlatego Jezus, przekonawszy się naocznie o jego wpływie, uznał go za wyższego od siebie i bardzo nieśmiało odsłaniał przy nim genialne swoje myśli.

Zdaje się, że Jezus mimo całej swojej oryginalności był przynajmniej przez kilka tygodni naśladowcą Jana. Przyszłość jego ginęła jeszcze w mroku. Robił zresztą nieraz ustępstwa dla opinii publicznej, przyznając niejedno tylko dlatego, że lud to otaczał czcią, chociaż leżało to po za sferą jego myśli i niewiele go obchodziło; dodatki te nie szkodziły zasadzie głównej i były zawsze utrzymane od niej w zależności. Dzięki Janowi chrzest zyskał wielkie uznanie; więc Jezus sądził, że powinien robić to, co Jan: chrzcił sam, chrzcili także jego uczniowie[44]. Prawdopodobnie wygłaszali przy tej sposobności kazania na wzór Jana. Więc cały Jordan pokrył się chrzcicielami, których mowy wywierały wpływ większy lub mniejszy. Niebawem uczeń zrównał się z mistrzem; dobijano się o chrzest z rąk jego. W uczniach Jana zbudziło to zazdrość[45]. Uskarżali się przed swoim mistrzem, że młody Galilejczyk zyskuje coraz większy rozgłos i że niebawem u niego wszyscy chrzcić się będą, a nie u Jana. Ale obaj mistrze byli wyżsi nad podobne małostki. Zresztą powaga Jana była jeszcze tak wielka, że Jezus, mało wówczas znany, nie chciał z pewnością mierzyć się z nim pod tym względem. Pragnął tylko urosnąć w cieniu Janowym; dla zdobycia zaś wiary u tłumów używał tych samych sposobów i środków, których z takiem powodzeniem używał Jan. Gdy po uwięzieniu Jana zaczął przemawiać, pierwsze słowa, jakie legenda włożyła mu w usta, były powtórzeniem zwykłych słów Chrzciciela[46]. W późniejszych jego mowach znalazło się także dużo wyrażeń Jana[47]. Zdaje się, że przez długi czas obie te szkoły utrzymywały ze sobą dobre stosunki[48], a gdy potem Jana zaskoczyła śmierć, Jezus, jako najbliższy mu, pierwszy się o tem dowiedział[49].

Jan w swej działalności proroczej natknął się niebawem na poważne przeszkody. Na wzór starych proroków żydowskich był on w najwyższym stopniu wrogiem istniejących potęg świeckich[50]. Uderzał w nie tak gwałtownie, że musiała nastąpić katastrofa. Zdaje się, że w Judei Piłat pozostawił go w spokoju; ale za Jordanem w Perei poczynało się już terytoryum Antypasa. Tyrana tego niepokoiła polityka, która bądź co bądź, ujawniła się w przemówieniach Jana. Wydał mu się wysoce podejrzanym[51] religijno-polityczny entuzyazm tłumów, skupiających się dokoła Chrzciciela. Do względów państwowych dołączyła się jeszcze wielka niechęć osobista; więc surowy sędzia Antypasa musiał zginąć.

Najoryginalniejszy charakter w tragicznej rodzinie Heroda miała Herodiada, wnuczka Heroda Wielkiego. Gwałtowna, ambitna, namiętna, nienawidziła żydów i gardziła ich zakonem[52]. Wyszła była zamąż, może wbrew woli, za wuja swego, Heroda, syna Maryjamny[53], którego Herod Wielki wydziedziczył[54], a który w życiu publicznem nie odegrał żadnej roli. Podrzędne stanowisko męża wobec reszty rodziny nie dawało spokoju ambitnej kobiecie; chciała rządzić za wszelką cenę[55]. Więc za narzędzie, wiodące do tego celu obrała sobie Antypasa. Słaby ten człowiek, zakochawszy się w niej, przyrzekł, że się z nią ożeni i że odtrąci swą żonę pierwszą, córkę Hareta, króla Petry i emira pokoleń sąsiadujących z Pereą. Arabska księżniczka, dowiedziawszy się o tem, postanowiła uciec. Ukrywając swe zamiary oświadczyła mężowi, że pragnie odwiedzić Machero, leżące na terytoryum ojca; ludzie Antypasa odwieźli ją tam[56].

Makaur[57] albo Machero była to silna twierdza, zbudowana przez Aleksandra Janeusza a następnie wzmocniona przez Heroda; leżała w pustym zakątku kraju na wschód od Morza Martwego[58]. Była to kraina dzika, groźna, pełna legend; krążyły wieści, że gnieździły się tam demony[59]. Twierdza Makaur leżała na samej granicy ziem Hareta i Antypasa. W danym dziejowym momencie była właśnie w rękach Hareta[60] Ten, w porę uwiadomiony przez córkę, przygotował wszystko do ucieczki; córka zaś, wieziona od plemienia do plemienia, przybyła do Petrei.

Kazirodczy[61] tedy niemal stosunek Antypasa z Herodyadą stał się faktem dokonanym. Żydowskie prawo małżeńskie było zawsze kością niezgody pomiędzy bezreligijną rodziną Heroda a prawowiernymi żydami[62]. Członkowie tej licznej a odosobnionej familii musieli zawierać związki małżeńskie między sobą, przyczem naturalnie nie zwracano uwagi na przeszkody prawne. Jan był echem powszechnego oburzenia na Antypasa[63]. To wystarczało, aby pobudzić przeciw niemu urażonego władcę. Kazał Jana pojmać i osadzić w twierdzy Machero, którą prawdopodobnie zajął po ucieczce córki Hareta[64].

Antypas, bardziej bojaźliwy niż srogi, nie chciał śmierci Jana. Podobno także lękał się powstania ludu[65]. Według innego podania[66] znajdował wielką przyjemność w rozmowach z więźniem, które miały zbudzić w nim poważne wątpliwości. Pobyt Jana w więzieniu bardzo się przedłużał; Jan nawet z murów więziennych wywierał znaczny wpływ na lud. Utrzymywał stosunki z uczniami a nawet z Jezusem. Wiara jego w przyjście Mesyasza utwierdziła się jeszcze bardziej; z więzienia śledził bacznie wypadki i we wszystkich objawach dostrzegał spełnianie się pragnień i nadziei, które go ożywiały.


Przypisy

  1. Łukasz, I, 5: »Był za dni Heroda, króla judskiego, kapłan niektóry imieniem Zacharyasz«; ustęp z ewangielii Ebionitów, zachowany u Epifanesa (Adv. haer. XXX, 13).
  2. Łukasz I, 39: »Tedy wstawszy Marya w onych dniach, poszła w górną krainę z kwapieniem do miasta Judskiego.« Widziano nie bez słuszności w onem »mieście Judskiem«, wymienionem tu u Łukasza, stare miasto Juttę (Jozue XV, 55: »Maon, Karmel, Zyf i Juta«; XXI, 16: »I Jeta i przedmieścia jego«). Robinson (Biblical Researches, I, 494; II, 206) o małe dwie godzinki drogi na południe od Hebronu odnalazł tę Juttę, która i dziś jeszcze tak się nazywa.
  3. Łukasz, I, 15: »Wina i napoju mocnego nie będzie pił«.
  4. Łukasz, I, 80: »A ono dzieciątku rosło... i było na pustyni aż do onego dnia, kiedy się okazało przed Izraelem«.
  5. Mat. III, 4: »A ten Jan miał odzienie z sierści wlelbłądowej i pas skórzany około bioder swoich, a pokarm jego była szarańcza i miód leśny« Marek I, 6. Ułamek ewangielii Ebionitów u Epifanesa Adv. haer. XXX, 13.
  6. 6,0 6,1 Malachiasz IV, 5—6: »Oto ja wam poślę Eliasza proroka, pierwej, niż przyjdzie on wielki i straszny dzień Pański«. Kaznodzieja Salomon. XLVIII, 10; Mat. XVI, 14: (na pytanie, za kogo ludzie Jezusa mają). »Jedni Janem Chrzcicielem a drudzy Eliaszem«; XVII, 10 i nast.: »Cóż tedy Nauczeni w Piśmie powiadają, że ma Eliasz pierwej przyjść? A Jezus odpowiadając rzekł im: Eliasz pierwej przyjdzie i naprawi wszystko; ale wam powiadam, że Eliasz już przyszedł, wszakże nie poznali go... Tedy zrozumieli uczniowie, iż o Janie Chrzcicielu mówił do nich«. Marek VI, 15: »A drudzy mówili (o Jezusie) Eliasz to jest«; VIII, 28; IX, 10 i nast.; Łukasz IX, 8, 19; Jan, I, 21, 25.
  7. Dziki Abdallah, pasza Akki (staroż. Ptalomais, u Francuzów St. Jean d’Acre — przyp. tłóm.) o mało nie umarł ze strachu, gdy we śnie ujrzał Eliasza stojącego na górze. Malowidła chrześciańskie przedstawiają go w otoczeniu ściętych głów; muzułmanie boją się go.
  8. Izajasz II, 10: »Wnijdź w skałę, skryj się w prochu przed strachem Pańskim«.
  9. Łukasz I, 17: »Bo on pójdzie wprzód przed obliczem jego w duchu i w mocy Eliaszowej«.
  10. Pliniusz, Hist. nat. V, 17; Epifanes, Adv. haer. XIX, 1 i 2.
  11. Józef Flav. Vita 2.
  12.  Kierownicy duchowi.
  13. Traktowałem to szerzej w innych pracach (Hist. génér. des langues sémitiques, III, IV, 1; Journ. Asiat., luty—marzec 1856).
  14. Wyraz aramejski seba znaczy to samo, co greckie βαπτίζω.
  15. Pisałem o tem obszerniej w Journal Asiatique (listopad—grudzień 1853 i sierpień—wrzesień 1855). Rzecz szczególna, że Elchazaici, sekta sabistów czyli baptystów, gnieździła się w tem samem miejscu, gdzie Esejczycy (na wschodnim brzegu Morza Martwego) i że ich z nimi pomieszano (Epifanes, Adv. haer. XIX, 1, 2, 4; XXX, 16, 17; LIII, 1 i 2; Philosophumena, IX, III, 15 i 16; X, XX, 29).
  16. Por. uwagi Epifanesa nad Essejczykami, Hemerobaptystami, Nazarejczykami, Osseńczykami, Nazorejczykami, Ebionitami, Sampsejczykami (Adv. haer. księga I i II) z uwagami w Philonophumenach nad Elchazaitami, ks. IX i X.
  17. Epifanes, Adv. haer. XIX, XXX, LIII.
  18. Marek VII, 4: »I z rynku przyszedłszy, jeśliby się nie umyli, nie jedzą; i innych rzeczy wiele jest, które przyjęli ku trzymaniu, jako umywanie kubków, konewek i miednic i stołów.« Józef Flaviusz, Ant. XVIII, V, 2; Just. Dial. cum Triph., 17, 29, 80; Epiph. Adv. haer. XVII.
  19. Józef Flav. B. J. II, VIII, 5, 7, 9, 13.
  20. Miszna, Pesachim, VIII, 8; Talmud Babiloński, Jebamot, 46 b; Kerithut, 9 a; Aboda Zara. 57 a; Masseket Gerim (wyd. Kirchheima, 1851) p. 38—40.
  21. Mat. III, 1; Marek I, 4.
  22. Łukasz, III, 3.
  23. Jan I, 28: »To się stało w Betabarze za Jordanem, gdzie Jan chrzcił«; III, 26: »I przyszli do Jana i rzekli mu: Mistrzu, ten, który był z tobą za Jordanem, któremuś ty dał świadectwo, ten oto chrzci a wszyscy idą do niego«. Wszystkie rękopisy wymieniają w tem miejscu Betanię a nie Betubarę; ale ponieważ nie znano na tej przestrzeni żadnej Betanii, przeto Origenes zaproponował (Comment in Joann. VI, 24), aby wprowadzić zamiast Betanii Bethobarę, a ta poprawka prawie powszechnie została przyjęta. Zdaje się zresztą, że oba te słowa oznaczały jedno miejsce, w którem znajdował się prom dla przeprawiania się przez rzekę.
  24. Enon liczba mnoga od chaldejskiego enawan, »źródła«.
  25. Jan III, 23: »Chrzcił też i Jan w Enon, blisko Salim; bo tam było wiele wód a ludzie przychodzili i chrzcili się«. Jest to okolica przepiękna. Czwarty ewangielista mniema, że nie leżała ona w pobliżu Jordanu. Natomiast synoptycy przenoszą całą scenę na sam brzeg tej rzeki (Mat. III, 6; Marek I, 5; Łukasz III, 3). Z zestawienia wersetów 22 i 23 roz. III u Jana z wersetami 3 i 4 rozdziału IV tegoż ewangielisty wynikałoby, że miejscowość Salim znajdowała się w Judei a więc w oazie Jerychońskiej przy ujściu Jordanu do Martwego Morza, gdyż na całym obszarze ziem pokolenia Judy niepodobna znaleść basenu naturalnego, w którym człowiek mógłby się całkowicie zanurzyć. Według św. Hieronima Salim leżało bardziej na północ, w pobliżu Betsean lub Scytopolis. Ale poszukiwania Robinsona (Bibl. Res. III, 333) nie potwierdziły tej hypotezy.
  26. Marek I, 5; Józef Flav. Ant. XVIII, V, 2.
  27. Mat. XIV, 5: »Ale gdy on chciał zabić, bał się ludu; albowiem go za proroka mieli.« XXI, 26: »Bo Jana wszyscy za proroka mieli.«
  28. Mat. XI, 14: »On ci jest Eljasz, który miał przyjść.« Marek VI, 15; Jan I, 21.
  29. Mat. XIV, 2: »Tenci jest Jan Chrzciciel; on to zmartwychwstał i dlatego się cuda przezeń dzieją.« Łukasz IX, 8.
  30. Łukasz III, 15 i nast.: »A gdy lud oczekiwał i myślili wszyscy w sercach swych o Janie, jeśliby snadź on nie był Chrystusem, odpowiedział Jan wszystkim mówiąc: Jać was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy nad mię, któremum nie jest godzien rozwiązać rzemyka butów jego; ten was chrzcić będzie duchem świętym i ogniem«. Jan I, 20: »I wyznał, żem ja nie jest Chrystus«.
  31. Mat. XXI, 25 i nast.; Łukasz VII, 30: »Ale Faryzeuszowie i  Zakonnicy pogardzili radą bożą sami przeciwko sobie, nie będąc ochrzczeni od niego«.
  32. Mat. cyt. wyż.
  33. Mat. III, 2: »Pokutujcie, albowiem się przybliżyło królestwo niebieskie«.
  34. Mat. III, 7: »A gdy ujrzał wiele z Faryzeuszów i Saduceuszów przychodzących do chrztu swego, rzekł im: rodzie jaszczurczy! któż wam pokazał, żebyście uciekali przed przyszłym gniewem?«
  35. Łukasz III, 11—14. Józef Flav. Ant. XVIII, V, 2.
  36. Mat. XXI, 32: »Albowiem przyszedł do was Jan drogą sprawiedliwości, a nie uwierzyliście mu, ale celnicy i wszetecznice uwierzyły mu«. Łukasz III, 12—14: »Przyszli też do niego celnicy... Pytali go też żołnierze«.
  37. Mat. III, 9: »A nie mniemajcie, że możecie mówić sami sobie: Ojca mamy Abrahama; albowiem powiadam wam, że Bóg i z tych kamieni wzbudzić może dzieci Abrahamowe«.
  38. Mat III, 7 (cytowane wyżej) Łukasz III, 7.
  39. Józef Flawiusz, Ant. XVIII, V, 2. Rzecz charakterystyczna, że ilekroć ten historyk objaśnia doktryny tajemne swych rodaków, mniej lub więcej rewolucyjne, stara się zatrzeć w nich wszystkie rysy mesyanistyczne i, aby nie wzbudzić podejrzliwości Rzymian, pokrywa je pokostem banalności, przyrównywają wszystkich twórców sekt żydowskich do stoików lub moralistów.
  40. Mat. IX, 14: »Tedy przyszli do niego uczniowie Janowi mówiąc: »Przecz my i Faryzeuszowie często pościmy a uczniowie twoi nie poszczą?«
  41. Łukasz III, 11: »A on odpowiadając rzekł im: Kto ma dwie suknie, niechaj udzieli temu, co niema; a kto ma pokarmy, niech także uczyni«.
  42. Mat. III, 13 i nast. »Tedy Jezus przyszedł od Galilei nad Jordan do Jana, aby był ochrzczony od niego; ale mu Jan bardzo zabraniał mówiąc: ja potrzebuję, abym był ochrzczony od ciebie, a ty idziesz do mnie? A odpowiadając Jezus rzekł do niego: Zaniechaj teraz; albowiem tak przystoi na nas, abyśmy wypełnili wszelką sprawiedliwość; tedy go zaniechał«. Marek I, 9 i nast.: »I stało się w one dni, że przyszedł Jezus z Nazaretu Galilejskiego: a ochrzczony jest od Jana w Jordanie«. Łukasz III, 21 I nast. Jan I, 29 i nast.; III, 22 i  nast. Wedle synoptyków Jezus udał się do Jana przed wystąpieniem na widownię publiczną. Ale jeśli przyjmiemy, że Jan zgotował mu uroczyste przyjęcie, to musimy także przypuścić, iż Jezus był już wtedy nauczycielem dość znanym. Wedle czwartego ewangielisty Jezus udaje się do Jana dwa razy, za pierwszym razem całkiem jeszcze nieznany, za drugim już w otoczeniu uczniów. Nie starając się rozstrzygnąć tej kwestyi, której się z tego powodu rozstrzygnąć nie da, że teksty są pełne sprzeczności a ewangieliści w podobnych wypadkach mało się troszczyli o ścisłość, oraz nie przecząc, że Jezus mógł był się udać do Jana wtedy, kiedy jeszcze był mało znany, przyjmujemy to, co podaje czwarty ewangielista (III, 22 i nast.) a mianowicie, że Jezus, nim począł chrzcić wzorem Jana, miał już grono uczniów. Zresztą należy sobie uprzytomnić, że na pierwszych stronnicach czwartej ewangielii wszystkie fakty są pomieszane, bez ścisłego ugrupowania chronologicznego.
  43. Łukasz I, 36 (»A oto Elżbieta, pokrewna twoja«...). Jest tu ubocznie zaznaczone pokrewieństwo Jana i Jezusa, ale wszystkie szczegóły opowiadania, zawarte w tym rozdziale, mają piętno czystej legendy.
  44. Jan III, 22—26: »Potem przyszedł Jezus i uczniowie jego do Judzkiej ziemi, i tam przemieszkiwał z nimi i chrzcił. Chrzcił też i Jan w Enon blisko Salim... Wszczęła się tedy gadka między uczniami Janowymi... I przyszli do Jana i rzekli mu: Mistrzu, ten który był z tobą za Jordanem, któremuś ty dał świadectwo, ten oto chrzci a wszyscy idą do niego«. IV, 1—2: »A gdy poznał Pan, iż usłyszeli Faryzeuszowie, że Jezus więcej uczniów czynił i chrzcił, niżeli Jan (chociaż sam Jezus nie chrzcił, ale uczniowie jego)«. Nawias, w który został ujęty werset drugi, jest albo glossą późniejszą, albo też późniejszą wątpliwością Jana, gdy tekst poprawiał.
  45. Jan III, 26; IV, 1.
  46. Mat. III, 2: »A mówiąc: Pokutujcie, albowiem się przybliżyło królestwo niebieskie«. IV, 17.
  47. Mat. III, 7: »Rodzaju jaszczurczy, któż wam pokazał, żebyście uciekali przed przyszłym gniewem«; XII, 34: »Rodzaju jaszczurczy, jakoż możecie mówić dobre rzeczy, będąc złymi, gdyż z obfitości serca usta mówią?« XXIII, 33: »Wężowie, rodzaju jaszczurczy! I jakoż będziecie mogli ujść przed sądem ognia piekielnego!«
  48. Mat. XI, 2—13: A Jan usłyszawszy w więzienia o uczynkach Chrystusowych, posławszy dwu uczniów swoich rzekł mu: Tyżeś jest on, który ma przyjść, czy też innego czekać mamy? A Jezus rzekł im: Oznajmijcie Janowi... ślepi widzą, chromi chodzą... A gdy odeszli, począł Jezus mówić do ludu o Janie: Zaprawdę... nie powstał... większy nad Jana Chrzciciela«.
  49. Mat. XIV, 12: »A przyszedłszy uczniowie jego wzięli ciało i pogrzebili je, a odszedłszy powiedzieli Jezusowi«.
  50. Łukasz III, 19: »A Herod Tetrarcha, będąc strofowany od niego dla Herodjady, żony Filipa, brata jego, i dla wszystkich złych spraw, które czynił Herod«.
  51. Józef Flawiusz, Ant. XVIII, V, 2.
  52. Tamże XVIII, V, 4.
  53. Mateusz (XIV, 3, w tekście greckim) i Marek (VI, 17) mówią o Filipie; ale jest to niezawodnie pomyłka (Porów. Józ. Flav. Ant. XVIII, V, 1 i 4). Żoną Filipa była Salome, córka Herodiady.
  54. Józef Flav. Ant. XVII, IV, 2.
  55. Józ. Flav. Ant. XVIII, VII, 1, 2; B. J. II, IX, 6.
  56. Józ. Flav. Ant. XVIII, V, 1.
  57. Tę formę znajdujemy w Talmudzie Jerozolimskim (Szebiit, IX. 2) oraz w Targumach (komentarzach) Jonatana i Jerozolimskim (Numeri XXII, 35).
  58. Obecnie Mkaur w dolinie Zerka Main. Od czasów Seetzena nikt nie był w tej okolicy.
  59. Józef Flav. De bello Jud. VII, VI, 1 i nast.
  60. Józef Flav. Ant, XVIII, V, 1.
  61. 3. Mojż. XVIII, 16: »Sromoty żony brata twego nie odkryjesz«.
  62. Józef Flav. Ant. XV, VII, 10.
  63. Mat. XIV, 4: »Bo mu Jan mówił: nie godzić się jej mieć«. Marek VI, 18; Łukasz III, 19.
  64. Józef Flav. Ant. XVIII, V, 2.
  65. Mat. XIV, 5: »Ale gdy go on chciał zabić, bał się ludu; albowiem go za Proroka mieli«.
  66. Marek VI, 20: »Albowiem Herod obawiał się Jana, wiedząc, iż był mężem sprawiedliwym i świętym; i oglądał się nań, i słuchając go, wiele czynił i rad go słuchał«. Odczytuję ήπόρεί a nie έποίει.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Ernest Renan i tłumacza: Andrzej Niemojewski.