Świętoszek/Akt piąty

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Molier
Tytuł Świętoszek
Podtytuł Tartuffe. Komedya w pięciu aktach wierszem
Data wydania 1875
Wydawnictwo S. Lewental
Druk S. Lewental
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Kazimierz Zalewski
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
AKT PIĄTY.

SCENA I.
Kleant, Orgon.
kleant.

Dokąd chcesz biedź?

orgon.

Czyż ja wiem.

kleant.

Więc najprostsza rada,
Że przecie porozumiéć się najprzód wypada,
Może się znajdą jeszcze jakieś środki nowe.

orgon.

Przez tę szkatułkę teraz straciłem już głowę,
Ona bardziéj niż wszystko przejmuje mnie trwogą.

kleant.

Jakież to tajemnice odkryć się z niéj mogą?

orgon.

Jest to własność Argasa; on w chwili rozstania
Dał mi ją w tajémnicy wielkiéj do schowania,
A jak wiész o tém, to był mój przyjaciel szczery,
Więc przyjąłem. Mówił mi, że są tam papiery
Wielkiéj ważności, jam był zbyt skory w usłudze.

kleant.

A nacóżeś ją potém oddał w ręce cudze?

orgon.

To z powodu skrupułów sumienia się stało,
Bom tému zdrajcy zaraz powiedział rzecz całą,
A on łatwo nakłonił mnie do swego zdania,
Ażebym mu szkatułkę dał do przechowania,
Bo wtedy mnie z pewnością kara nie doścignie,
W razie śledztwa, przysięga moja rzecz rozstrzygnie;
A fałszywą nie będzie, bo przysięgnę szczerze,
Że jéj nie mam,,gdy on ją do siebie zabierze.

kleant.

Źle z tobą, jeśli rzeczy z pozorów ocenię:

Najprzód ta darowizna, późniéj to zwierzenie.
Choćbym już wszystko inne odrzucił na stronę,
Są rzeczy nazbyt lekko przez ciebie spełnione.
Mając te środki w ręku, może cię zatrwożę,
Gdy powiem, że daleko prowadzić cię może.
Nie drażnić go, przeciwnie z roztropnością całą
Jakiś łagodny środek znaleźć wypadało.

orgon.

Rzecz straszna! pod tak pięknem pobożności godłem
Spotkać się z niecną duszą i z sercem tak podłem.
Żebraka wziąłem za to, że mówił pacierze;
Stało się, w zacnych ludzi, w pobożnych nie wierzę.
Od dziś nienawiść dla nich ogarnia mnie wściekła
I będę dla nich gorszy, niż sam djabeł z piekła.

kleant.

Znowu ci uniesienie na przeszkodzie stanie,
Ażebyś w sądach swoich miał umiarkowanie,
Nigdy się w zdrowem zdaniu nie utrzymasz długo,
Z jednej ostateczności zaraz wpadasz w drugą.
Ta udana pobożność słusznie ci obrzydła,
Błąd spostrzegłeś, gdy oszust złapał cię już w sidła;
Poprawiłeś się, dobrze, ale czyż w te pędy,
Gdy się raz uleczyłeś, w nowe wpadać błędy?
Za to, że jeden oszust nikczemnie cię zmami,
To już wszyscy pobożni mają być łotrami?
Że tamten nazbyt zręcznie użył maski podłej,
Że cię jego oszustwa nazbyt łatwo zwiodły,
To wszystkich chcesz już sądzić w namiętnym zapale
I uczciwie pobożnych nie uznajesz wcale.
Pozostaw libertynom ten dowód głupoty,
Umiéj rozróżnić pozór od prawdziwej cnoty,
Szacunkiem nie otaczaj ludzi nazbyt wcześnie,
Abyś się znowu, jak dziś, nie zawiódł boleśnie.
Trzymaj się średniéj drogi, patrz na błędy cudze,
Ale obelg nie rzucaj prawdziwej zasłudze,
A jeśli w ostateczność masz już wpadać stale,
To lepiéj wierzyć w ludzi, niż nie wierzyć wcale.


SCENA II.
Orgon, Kleant, Damis.
damis.

Jakto? mój ojcze! czy mnie doszła wieść prawdziwa,
Że ten łotr twojéj łaski za broń dziś używa
I nikczemny niewdzięcznik w sposób tak zuchwalczy
Twemi dobrodziejstwami przeciw tobie walczy?

orgon.

Tak, synu! To też boleść straszną czuję w duszy.

damis.

Ja mu natychmiast pójdę obciąć oba uszy,
Takiéj zdrady nie można puszczać tak powolnie.
Nie bój się ojcze, ja cię od niego uwolnię.
Zgniotę z nim razem wszelkich przykrości powody.

kleant.

Otóż to! chcesz postąpić tak jak człowiek młody.
Miarkuj twoje zapędy, wybuchy dziecinne,
Innego mamy króla, czasy są dziś inne,
Trudno już gwałtownością walczyć, albo zwadą.


SCENA III.
Pani Pernelle, Orgon, Elmira, Kleant, Maryanna,
Damis, Doryna.
p. pernelle.

Jakież to straszne rzeczy w uszy mi tu kładą!

orgon.

To nowiny, którem sam sprawdził na mą szkodę,
Za moje trudy, matko, piękną mam nagrodę.
Biorę człowieka, sądząc, że biedny prawdziwie,
Jak brata rodzonego w swym domu go żywię;
Mych dobrodziejstw dla niego nieprzerwany wątek,
Daję mu własną córkę, cały mój majątek
I to nędzne stworzenie tém nie nasycone
W tym samym czasie pragnie uwieść moją żonę.
Nie dosyć tego, jeszcze niezadowolony
Grozi mi właśnie łaską, co doznał z mej strony;

Chce mnie zgnębić tą bronią, którą tknięty szałem
Sam w pełném zaufaniu, w ręce mu oddałem.
Zbrojny w me dobrodziejstwa, łotr z wytartem czołem,
Chce mnie tam zepchnąć właśnie, zkąd go wyciągnąłem.

doryna.

Biedny człowiek!

p. pernelle.

Mój synu, tému nie dam wiary,
Ażeby on chciał spełnić tak czarne zamiary.

orgon.

Co?

p. pernelle.

Uczciwi są zawsze zazdrości przedmiotem!

orgon.

Zkądże to matce przyszło teraz mówić o tém?

p. pernelle.

W twoim domu, mój synu, dziwny nieład gości,
On tu był zawsze celem niechęci i złości.

orgon.

A cóż ma znaczyć niechęć w tém zdarzeniu całem?

p. pernelle.

Powtarzałam ci często, gdyś był dzieckiem małém:
Że cnota rzadko bardzo zyskuje uznanie,
Zawistni umrą, ale zawiść pozostanie.

orgon.

No, ale co ma znaczyć ta mowa w téj chwili?

p. pernelle.

To, że ci jakieś plotki na niego zrobili.

orgon.

Kiedy ja sam widziałem wszystko dzisiaj z rana.

p. pernelle.

Przebiegłość złych języków jest niewyczerpana.

orgon.

Matka mnie do największéj doprowadzi złości!
Kiedyż wszystko się działo w mojéj obecności.

p. pernelle.

Jad ludzki zawsze zwalać każdego gotowy
I nikt się nie uchroni od ciosów obmowy.

orgon.

Taki upór granicę rozsądku przekroczy!
Widziałem, sam widziałem ja, na własne oczy
Widziałem. No widziałem tak, co się nazywa,
Czy mam krzyczéć sto razy, że to rzecz prawdziwa?

p. pernelle.

Mój Boże! często pozór właśnie nas omami,
Nie zawsze to jest prawdą, co widzimy sami.

orgon.

Wściekam się!

p. pernelle.

W podejrzeniu sądzimy inaczéj
I najczęściéj rzecz dobra źle się wytłómaczy.

orgon.

Tak, zapewne, by zyskać zasługę dla nieba,
Chciał moją żonę ściskać dziś rano.

p. pernelle.

Potrzeba,
Aby oskarżać słusznie, miéć większe powody;
Należało na lepsze czekać ci dowody.

orgon.

Gdybym to nie z ust matki słuchał takiéj mowy,
Nie wiem, cobym z wściekłości zrobić był gotowy.

doryna (do Orgona).

Jaką miarą kto mierzył, taką mu odmierzą;
Pan wprzód nie chciałeś wierzyć, tu panu nie wierzą.

kleant.

Na próżnych korowodach czas daremnie bieży,
Gdy nam środki na przyszłość obmyśléć należy,
Wszakże jego pogróżki nie są żartem wcale.

damis.

Czyż on śmiałby postąpić z nami tak zuchwale!

elmira.

Ja sądzę, że nic złego z tego nie wypadnie,
Własna jego niewdzięczność obroni nas snadnie.

kleant (do Orgona).

Nie ufaj w to, on środki wynajdzie w potrzebie,
Które mu dopomogą do zwalczenia ciebie;
Ty wiész, że zarzut spisku nie jest lekki zgoła
I jak smutne następstwa sprowadzić ci zdoła.
Powtarzam ci, że wiedząc, jak jest uzbrojony,
Draźnić go, nieroztropnie było z twojéj strony.

orgon.

Przyznaję, że gwałtowność moja była zdrożna,
Ale czyż z takim łotrem powstrzymać się można?

kleant.

Pragnąłbym wyszukania jakiegoś sposobu
Aby chociaż pozornie, pogodzić was obu.

elmira.

Gdyby mi była znana, jak dziś sprawa cała,
Nigdybym była do niéj powodów nie dała
I przez....

orgon (do Boryny spostrzegając wchodzącego Loyala).

Co chce ten człowiek? niech ci prędko powie,
Także mi odwiedziny teraz siedzą w głowie.


SCENA IV.
Poprzedni i Loyal.
loyal. (do Doryny w głębi sceny).

Dzień dobry, droga siostro! zrób to z łaski swojéj,
Abym mógł mówić z panem.

doryna.

Zajęty tam stoi
I wątpię, aby teraz chciał przyjmować gości.

loyal.

Moje przybycie pewno nie zrobi przykrości,
Przeciwnie, sądzę, że mu powinno być miłem.
Z bardzo dobrą dla niego nowiną przybyłem.

doryna.

Pańskie nazwisko?

loyal.

Niech mu panienka doniesie,
Żem od pana Tartuffe’a przybył w interesie.

doryna (do Orgona).

To jakiś człowiek, który mówi dość łaskawie,
Że od pana Tartuffe’a przyszedł w jakiéjś sprawie,
Która pana ucieszy.

kleant (do Orgona).

Jestem tego zdania
Ażebyś go wysłuchał, jakie ma żądania.

orgon (do Kleanta).

A jeśli ten jegomość przyszedł tu w zamiarze
Zgodzenia nas, jakież mu uczucia okażę?

kleant.

Powstrzymaj rozdrażnienie, to będzie najlepiéj,
Jeśli się w zgodny sposób od ciebie odczepi.

loyal (do Orgona).

Witam pana. Niech niebo twoich wrogów skruszy,
A panu niech tak sprzyja, jak ja pragnę z duszy.

orgon (po cichu do Kleanta).

Ten wstęp naszéj rozmowy dość się dobrze składa
I pojednawcze chęci zda się zapowiada.

loyal.

Pański dom cały również w sercu noszę długo,
Bo ja ojca pańskiego jeszcze byłem sługą.

orgon.

Daruj pan, lecz doprawdy serce mi się ściska,
Żem nie znał pana dotąd i nie wiem nazwiska.

loyal.

Moje nazwisko Loyal, z Normandyi ród wiodę,
Jestem woźnym od rózgi na zawistnych szkodę;
Od lat czterdziestu urząd ten w mim ręku kwitnie,
Spełniam go z woli nieba ze wszech miar zaszczytnie
I przychodzę tu właśnie z urzędu i stanu
Mojego, pewien nakaz zapowiedziéć panu.

orgon.

Jakto! pan tu...

loyal.

Nie unoś się, łaskawy panie,
To tylko prosty nakaz, zwyczajne wezwanie:
Abyś ten dom opuścił wraz z domownikami,
Bodziną, służąeemi, wyniósł się z meblami
Bez zwłoki, by właściciel mógł go zająć prawy.

orgon.

Mam ztąd wyjść, wynosić się!

loyal.

Jeśli pan łaskawy.
Dom ten, jak pan wiész zresztą, właściciela zmienia,
Zacny pan Tartuffe jest nim dziś bez zaprzeczenia,
Jak i całych dóbr pańskich; a to w tym sposobie,
Jak opiewa umowa, którą mam przy sobie.
Jéj forma już wyłącza nawet myśl o sporze.

damis.

To zuchwalstwo, z jakiém nic zrównać się nie może.

loyal (do Damisa).

Ja z panem nie mam sprawy.

(Pokazując Orgona.)

A zaś pana cenię,
Bo rozum i łagodne ma usposobienie;.

Pojęcia obowiązków dał tutaj dowody,
Sprawiedliwości żadnéj nie czyniąc przeszkody.

orgon.

Lecz....

loyal.

Tak, panie, pan żadnych przeszkód mi nie stawia,
Wiem, że za milion pan byś nie spełnił bezprawia;
Jak człowiek zacny zniesiesz to z spokojém całym,
Bym wypełnił rozkazy, które odebrałem.

damis.

Gdyby się tak zmieniła nagle rzeczy postać,
Mógłby woźny od rózgi kijém tutaj dostać.

loyal (do Orgona).

Spraw pan, by syn twój milczał lub był oddalony,
Protokół z niego spisać byłbym przymuszony,
A przyjémniéj mi będzie, jeśli go pominę.

doryna (na stronie).

Ten pan Loyal ma bardzo nielojalną minę.

loyal.

Dla zacnych ludzi jestem wylany i szczery,
To też dla tego tylko wziąłem te papiery,
By pana zobowiązać i zdziwić przyjémnie.
Bo któż wié, jakby rzeczy poszły tu bezemnie?
Gdyby całéj téj sprawy podjął się kto inny,
Czyby zechciał tak działać w sposób dobroczynny?

orgon.

Pytam się, co gorszego jeszcze pozostaje,
Jak wypędzać mnie z domu.

loyal.

Ja panu czas daję.
Do tego stopnia dobroć posuwam dla pana,
Że ci udzielam zwłoki aż do jutra rana
I ażeby kłopotu nie sprawić nikomu,
Z dziesięciu memi ludźmi prześpię noc w tym domu:
Dla formy tylko, którą panu nie dokuczę.
Trzeba mi przed wieczorem oddać wszystkie klucze.
W nocy możecie państwo wszyscy spać bezpiecznie,
Będę czuwał, by wszystko odbyło się grzecznie;
Za to jutro od rana będzie pan zajęty:
Potrzeba dom opróżnić, wynieść wszystkie sprzęty,
Moi ludzie pomogą, a mocnych wybiorę,
Ażeby dopomogli wszystko zrobić w porę.
Sądzę, że się w ten sposób łatwo kłopot przetnie;

A ponieważ ja z panem działam tak szlachetnie,
Zaklinam pana, abym i ja z pańskiéj strony
W spełnieniu obowiązków, nie był przeszkodzony.

orgon (na stronie).

Z całego serca, z tego co mi pozostaje
Najpiękniejszych, lujdorów sto w téj chwili daję,
Byłem mógł tylko walnąć w ten pysk jego miły
Jeden raz tylko pięścią, ale z całei siły.

kleant (do Orgona).

Powstrzymaj się! nie psujmy nic.

damis.

Na to gadanie
Ręka mnie swędzi, wstrzymać się nie będę w stanie.

doryna.

Panie Loyal, masz plecy, że aż spojrzéć miło;
Sądzę, że parę kijów by im nie szkodziło.

loyal.

Za te słowa nikczemne ukarać cię mogą,
Moja panno; kobiety sądzą również srogo.

kleant (do Loyala).

Skończmy już. Niech pan złoży papiery téj sprawy
I pozostawić samych nas, bądź pan łaskawy.

loyal.

Do widzenia. Niech z nieba zdrój łask na was spadnie.

orgon.

Z tym co cię przysłał, żebyś w piekle siedział na dnie.


SCENA V.
Orgon, pani Pernelle, Elmira, Kleant, Maryanna,
Damis, Doryna.
orgon.

Sądzę, że zdanie matki już się do mnie skłania,
Z tego faktu wszak można nabrać przekonania,
Że jest łotr. Czyliż większych dowodów potrzeba?

p. pernelle.

Jestem jak ogłupiała i spadam jak z nieba!

doryna.

Niesłusznie się pan skarży, bo biorąc rzecz ściśléj,

To właśnie potwierdzenie wszystkich jego myśli.
On z miłości bliźniego tak nad panem czuwa:
Wié, że często majątek pokusy nasuwa,
Z litości pragnie obrać cię z całego mienia,
Bo to może przeszkodzić panu do zbawienia.

orgon.

Cicho bądź! zawsze jedno mówić ci wypada.

kleant (do Orgona).

Pójdźmy, może się jeszcze znajdzie jakaś rada.

elmira.

Tak, wszakże macie środek pod ręką gotowy,
Jego niewdzięczność niszczy ważność téj umowy.
Nikczemność taka przecie jest nazbyt zuchwałą,
Aby jego żądanie skutek odnieść miało.


SCENA VI.
Poprzedni i Walery.
walery.

Musząc zasmucić pana, żal czuję głęboki,
Ale przynoszę wieści nie cierpiące zwłoki.
Przyjaciel mój z uczuciem dla mnie niezachwianem,
Wiedząc, jak ścisłe węzły złączyły mnie z panem
Przez jego córkę, z czem się przed wszystkimi szczycę,
Zdradził z przyjaźni dla mnie ważną tajémnicę
Stanu, na skutek której konieczność wyrasta,
Byś natychmiast ucieczką ratował się z miasta.
Oszust, który się dotąd cieszył twem zajęciem
Przed godziną oskarżyć cię umiał przed księciem
I złożył w jego ręce, by zaszkodzić panu,
Jakąś ważną szkatułkę, własność zdrajcy stanu,
Którą pan ukrywałeś, jak twierdzi niegodnie,
Chocieś wiedział, że czyniąc to — popełniasz zbrodnię.
Zresztą w szczegółach sprawa ta nie jest mi znaną,
Lecz wiem, że przeciw panu rozkaz już wydano;
Dla pośpiechu on sam ma aresztować pana,
Tylko mu zbrojna pomoc została dodana.

kleant.

Otóż się wydał zdrajca nawet i w tym względzie,
Jakim sposobem praw swych poszukiwać będzie.

orgon.

Muszę przyznać, że człowiek jest nikczemne zwierzę.

walery.

Najmniéjsza zwłoka smutny obrót tu przybierze.
Powóz czeka na dole, w nim cię odwieźć mogę,
A tysiąc luidorów przyniosłem na drogę;
Nie traćmy zatem czasu; chociażby bez winy
W ucieczce szybkiéj środek dla pana jedyny.
W ten sposób pan przynajmniéj pierwszą przéjdzie grozę,
A na bezpieczne miéjsce ja sam cię odwiozę.

orgon.

Nie wiem, jak mam zawdzięczyć panu to staranie!
Dziś nawet podziękować ci nie jestem w stanie
I błagam tylko nieba, by zesłało chwilę,
W której mógłbym zapłacić ci za przysług tyle.
Żegnam was... ale zróbcie tutaj...

kleant.

Śpiesz, czas bieży;
Bądź spokojny, zrobimy, co zrobić należy.


SCENA VII.
Tartuffe, Urzędnik i poprzedni.
tartuffe (wstrzymując Orgona).

Nie tak spieszno, mój panie! niechaj pan przystanie,
Nie daleko będziesz miał wygodne mieszkanie.
Z rozkazu księcia areszt tu na pana kładę.

orgon.

Ha, łotrze! na ostatek chowałeś mi zdradę!
Tym ciosem pragniesz mnie się pozbyć jak najprędzéj,
Uwieńczasz twą nikczemność, dopełniasz méj nędzy.

tartuffe.

W słuchaniu pańskich obelg mogę być powolny,
Bo dla nieba wycierpiéć więcéj jestem zdolny.

kleant.

Zaiste, to szczyt cnoty działać w tym sposobie.

damis.
Nikczemnik jeszcze z nieba śmie urągać sobie.
tartuffe.

Waszemi wymysłami wzruszać się nie myślę,
Bo ja mój obowiązek tylko spełniam ściśle.

maryanna.

Za to téż pana sława i nagroda czeka,
Prawdziwie to zajęcie zacnego człowieka.

tartuffe.

Tak, to zajęcie w którém jest sława nie mała,
Gdy pochodzi z téj ręki, która mi je dała.

orgon.

Gdzież u ciebie wdzięczności tak sławiona cnota?
Wszak ja cię własną ręką wyciągnąłem z błota.

tartuffe.

Wyznaję, dałeś mi pan dowody zajęcia,
Lecz pierwszym obowiązkiém jest służba dla księcia;
Ten święty obowiązek wszystko we mnie głuszy,
Jego poczucie wdzięczność niszczy w mojéj duszy.
Jabym wszystko poświęcił dla niego w potrzebie,
Przyjaciół, żonę, krewnych, a nawet i siebie.

elmira.

Kłamca!

doryna.

Nikczemnych ludzi w tém zręczność prawdziwa,
Płaszczem świetnych pozorów podłość się okrywa.

kleant.

Lecz jeśli taką wielką ma być pańska cnota
I tak szczytna gorliwość teraz panem miota,
Czemużeś nie używał ich w księcia obronie,
Póki Orgon nie podszedł cię przy swojéj żonie?
I dotąd denuncjacyi nie zaniosłeś komu,
Póki cię w oburzeniu nie wypędził z domu?
A jeszcze jednej strony chcę dotknąć w téj sprawie;
Wszak darowiznę jego przyjąłeś łaskawie,
Wiedziałeś już o winie i pragnąłeś kary,
Dlaczegóż od przestępcy przyjmowałeś dary?

tartuffe (do Urzędnika).

Próżnymi mnie krzykami tutaj niepokoją,
Skróć pan to i powinność chciéj wypełnić swoją.

urzędnik.

Czekałem, aż wyznanie od pana odbiorę,
Teraz już dalsza zwłoka byłaby nie w porę;
Więc ażeby wypełnić rozkazy, mój panie,
Pójdź ze mną do więzienia, gdzie znajdziesz mieszkanie.

tartuffe.

Kto? ja panie?

urzędnik.

Tak, ty sam.

tartuffe.

Za co mnie pan bierze

urzędnik.

Nie tobie tłómaczenie mam zdawać w téj mierze.

(Do Orgona.)

Dla pańskiego spokoju wątpliwość rozwiążę.
Podłości znieść nie może panujący książę;
Jego wzroku pozorem kłamca nie oszuka,
I nie zwiedzie go cała obłudników sztuka,
jému pojęcie cnoty oczów nie zamyka,
Ceniąc zacnych, odróżnia łatwo nikczemnika.
I tu go nie złudziły pozory złowieszcze,
Bo zawikłańsze sprawy odkrywa on jeszcze.
Kiedy go książę badał na gruncie zbyt śliskim,
Poznał w nim już znanego pod inném nazwiskiem
Łotra, którego przestępstw szereg już wiadomy,
Mógłby historyą zbrodni pozapełniać tomy.
To też monarcha, słusznie będąc oburzony
Tak czarną niewdzięcznością dla was z jego strony,
Inne jego uczynki przyjmując w rachubę,
Przysłał mnie z nim do pana, lecz tylko na próbę,
By ocenić, gdzie w chęciach nikczemnych dojść może
I abym go zatrzymał w odpowiedniéj porze;
Wreszcie niepokój pański równie mając w cenie,
By ci dał ze wszystkiego zadośćuczynienie.
Tak, wszystko mam odebrać tému jegomości,
Zwrócić panu papiery, tytuły własności;
Książę w moc władzy sobie ustawą nadanej
Niszczy akt darowizny przez pana zeznany,
Nakoniec przebaczenie wspaniałe udziela
Za skrywanie szkatułki twego przyjaciela.
W ten sposób wola księcia nagrodę stanowi
Za zasługi, co niegdyś oddałeś krajowi;
W niespodziewanej chwili, dzisiaj jego władza
Dawną, zaszczytną służbę pańską wynagradza,
Byś wiedział, że zasada przez niego przyjęta
Może o złém zapomniéć, lecz dobre pamięta.

doryna.
Niech będzie chwała niebu!
p. pernelle.

Już bać się przestanę.

elmira.

To szczęśliwe zdarzenie!

maryanna.

I nie przewidziane!

orgon (do Tartuff‘a, którego urzędnik wyprowadza).

Ha! masz łotrze nareszcie!


SCENA VIII.
Pani Pernelle, Orgon, Elmira, Maryanna, Kleant, Walery,
Damis, Doryna.
kleant.

Wstrzymaj te wyrzuty,
Tak postępuje człowiek z godności wyzuty.
Zostaw losowi karę tego nikczemnika,
Nie powiększaj boleści, która go przenika;
Życz lepiéj, aby zmienił swe postępowanie,
Aby prawdziwą cnotę ukochać był w stanie,
A może być, w poprawie, przekonania nowe
Złagodzą mu wyroki słuszne, choć surowe.
Ty zaś idź, by dobremu księciu złożyć dzięki,
Za otrzymane dzisiaj łaski z jego ręki.

orgon.

Tak, dobrze powiedziałeś! To powinność miła
Złożyć dzięki za radość, którą wytworzyła
Jego wspaniałość dla nas. Spełnię to najszczerzéj;
Lecz po tym obowiązku drugi mi należy
Spełnić, więc Walerego dziś uwieńczę cele
I kochankom w nagrodę sprawimy wesele.

koniec.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Molier i tłumacza: Kazimierz Zalewski.