Ś. Genowefa

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Antoni Edward Odyniec
Tytuł Ś. Genowefa
Pochodzenie Poezye
cykl „Legendy“
Data wydania 1874
Druk Drukarnia Gazety Lekarskiej
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
Ś. GENOWEFA.

Patronka Paryża.

(Podanie z r. 541).



Gniew Pański nad światem się sroży.
Attila, król Hunnów, bicz Boży,
Połowę już ziemi krwią zalał,
I Franków najechał granice.
Narodzie! coś bujał i szalał,
I krzyż, jak swych bożyszcz świątnice,
Zbluźniwszy i sercem i usty,
W świat tylko uwierzył widomy!
Lutecyo![1] grodzie rozpusty!
Nad tobą już ogień Sodomy!
Attila poprzysiągł twą zgubę,
I wydał sąd ognia i miecza.

Nie ufaj w sił swoich rachubę,
Nie zbawi cię siła człowiecza! —
Ten chyba, coć zesłał tę chwile,
Pan świata i mocarz mocarzy,
Obaczy czy cnoty masz tyle,
Że szalę twych grzechów przeważy! —





Jak w głębi mórz koncha miotana
Falami o skały brzeg twardy,
Jest w tobie gromadka wybrana,
Cel twego szyderstwa i wzgardy.

Gromadka to krzyża czcicieli,
Co w lochach ukryta bez wieści,
Stroniła twych biesiad, — lecz dzieli
Żałobę i kielich boleści.

A jako w ciemnościach poczęta,
W blask perła się w konsze rozświeca,
Tak w gronie jej czysta i święta
Zakwitła cudowna dziewica.

Genowefa było jéj miano.
Wdzięk lica zdumiewał patrzących:
Lecz wdzięk ten i imię li znano
W świątyni i w progu płaczących. —

Na Forum się rada zebrała,
W niej mądrość, powaga i władza;
Jej uznać i wybrać — co chwała,
Co miasta pożytek doradza.


„Do broni! — rzekł młodzian — dłoń nasza
Nawykła do rzutu piorunów! —
Jak wicher obłoki rozprasza,
Rozproszym niesforny tłum Hunnów!“ —

A na to najstarszy z starszyzny:
— „Dość z męztwa u świata, już słyniem:
A jakaż ztąd korzyść ojczyzny,
Że wszystko utracim i zginiem?

„Mnogości nam wroga nie sprostać! —
Więc nim nas tu w gruzach zagrzebie,
Ocalmy się z miasta, by zostać
Ku przyszłej ojczyzny potrzebie!“ —

I rada na zdania się dzieli. —
Wtem okrzyk się podniósł, i wzrasta.
Prowadząc niewieści chór w bieli,
Na Forum wstępuje niewiasta.

Jéj postać, jéj piękność dziewicza,
Rajskiemu podobna zjawieniu,
A jakoby światło z oblicza.
Blask dziwny goreje w spójrzeniu.

„Ziomkowie! o! biada wam, biada!
Źle radzi wasz zapał i trwoga.
Zuchwałość ni podłość nie nada!
Nie wroga się bójcie, lecz Boga!

„Wróg tylko jest Jego narzędziem,
Gniew Jego rozbrójmy kajaniem! —

My z wami tu błagać Go będziem,
Lub same choć bez was zostaniem.“ —

— „I ktoś ty? zuchwała, szalona!“
Krzyknęli i rajcy i tłuszcza.
„Toś ty jest złowieszczka natchniona
Téj władzy, co klęski dopuszcza?...

„Ha! bądźże więc pierwszą ofiarą
Twojemu dzikiemu bożyszczu! —
On przez cię zagraża nam karą,
Ty nieś mu odpowiedź na zgliszczu!“ —

I zgraja śród przeklęstw odgłosu,
Jak dzikie zwierzęta w arenie —
Ci kłody ztaczają do stosu,
Ci dłoń uzbroili w kamienie.

A ona spokojna i śmiała,
Wzrok w Niebo podniosła, i czeka. —
Lecz czemuż się zgraja wstrzymała?
Co znaczą te głosy zdaleka?

Tłum nowy na Forum się tłoczy .—
I oto zzjajany od trudu,
Śród tłumu sędziwy mąż kroczy —
To German! to ojciec, mistrz ludu!

To kapłan téj wiary ściganej,
Na którą pogaństwo się miota! —
Lecz nawet pomiędzy pogany
Wié każdy, że German — to cnota;


To każdej boleści pociecha,
To każdej słabości obrona! —
Wkrąg niego radosne brzmią echa,
I wściekłość zamilkła szalona.

On słyszy co zaszło, i rzecze:
„Ziomkowie! skrzywdziliście Świętą! —
Nie było w tem dzieło człowiecze.
Że przyjść ją tu ku wam natchnięto.
 
„Ziomkowie! Bóg który ją zsyła,
Nic nigdy nie czyni daremno.
Jest prawdą, co ona mówiła,
Słuchajcież, i wierzcie wraz ze mną!“ —

I w głosie świętego kapłana
Powionął jakgdyby duch Boży. —
Przed chwilą wściekłością pijana.
Gromada się kruszy i korzy.

I radna starszyzna wraz z ludem,
Dziewicę wkrąg ze czcią okala. —
A ona: „Widzicie, jak cudem
„Bóg w Nim ufających ocala!“ —

Płacz głośny się rozległ po tłumie,
I wszyscy w ślad niewiast, co przy niéj,
Pokutni, niepomni o dumie,
Hołd Panu złożyli w świątyni.






Lecz przed kim, o! Panie! twa wola
Zasłonę tajemnic uchyli:
Kto zmiękczył dzikiego gniew króla?
Kto zmienił zamiary Attili?

Że miasto mijając pokorne,
Ku drugim wiódł hordy najemne,
W proch burząc i łupiąc oporne,
A w pień wycinając nikczemne? —

Lutecyo! lecz biada ci, biada!
Gdy wzgardzisz znów Bogiem i żalem! —
Bóg czeka — lecz straszny sąd spada
Na Babilon i Jeruzalem.
1870.





Przypisy

  1. Lutetia Parisis, pierwotne nazwanie Paryża z czasów Rzymskich.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Antoni Edward Odyniec.