Zemsta kwiatów

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ferdinand Freiligrath
Tytuł Zemsta kwiatów
Pochodzenie Antologia poetów obcych
Data wydania 1882
Wydawnictwo H. Altenberg
Drukarz F. A. Brockhaus
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz Władysław Bełza
Źródło Skany na Commons
Inne Cała antologia
Pobierz jako: Pobierz Cała antologia jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała antologia jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała antologia jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
ZEMSTA KWIATÓW.
(Z FREILIGRATHA)
1810 † 1876.

Na pościeli z puchów lekkiéj,
Odpoczywa w śnie dziewica.
Sen zakleił jej powieki,
Lecz purpurą grają lica.

Przy jej łożu, z pysznej czary
Co ozdobą jest komnaty:
Sieją wonie i nektary,
Uwięzione w czarze kwiaty.

Ani wietrzyk się nie wkradnie
Przez zamknięte tu podwoje;
A woń kwiatów cicho, zdradnie
Wciąż ją w sieci mota swoje.

W koło cisza i milczenie,
Nagle jakiś szmer się budzi...

Całe kwiatów otoczenie,
Zaszemrało mową ludzi.

I powstają z kwiatów łona,
Nieujęte jakieś cienie:
Ze mgły szata ich zrobiona,
Czoło zdobią im promienie.

Z purpurowych listków róży,
Nimfa cudna się podnosi:
Włos rozwiany jak po burzy,
Łza jak perła wzrok jej rosi.

Narcyz dumny i wspaniały,
Wstrząsa białą swą koroną:
I wnet rycerz okazały,
Wciela się w narcyza łono.

Twarz rycerza pełna wdzięku;
Czoło wzniosłe, wzrok dostojny;
Z obnażonym mieczem w ręku,
Zdaje się być bogiem wojny.

Lilja, zmazą nie skalana,
W dziewczę się urocze zmienia:
Murzyn wstaje z tulipana,
Czarny, jak duch potępienia.


Z leśnych dzwonków i konwalji,
Wstaje cały huf Dyjanny:
Odgłos rogów grzmi w oddali,
I gwar słychać nieustanny.

Tu znów, inne jakieś dziwa:
Z kwiatu wstaje młodzian smętny;
Lekko śpiącej pierś odkrywa,
I wzrok topi w niej namiętny.

I w komnacie, gdzie wesoło,
Przed godziną śniły dziewa:
Wnet się w jedno łączą koło,
I chór groźny tak rozbrzmiewa.

„Dziewczę! tyś nas nielitośnie
Z łąk wyrwała, gdzie mieszkamy:
Tam nam było tak radośnie,
A tu nędznie umieramy.

Jakże byłyśmy szczęśliwe,
Na tej łące umajonéj,
Co nas w barwy stroi żywe,
I w liść świeży i zielony.

Przez konary drzew szumiące,
Słońce wciąż się do nas śmiało;

I korony kwiatów lśniące,
Promieniami całowało.

Teraz, więdniem jak na grobie,
Znikła dla nas wieczna wiosna...
Dziewczę! dziewczę! zemsta tobie,
Zemsta kwiatów bezlitosna!“

I śpiew milknie śród komnaty:
A nad śnieżną dziewy skronią,
Nachylone, mściwe kwiaty,
Dławią ją zabójczą wonią.

Jakieś szepty tajemnicze,
Jakieś groźne słychać słowa...
Coraz bledsze jej oblicze:
I ust barwa karminowa.

Weszło słońce zadziwione,
Patrzy, patrzy co się stało:
Ale dziewczę pogrążone
W sen głęboki — już nie wstało!

Wł. Bełza.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Ferdinand Freiligrath i tłumacza: Władysław Bełza.