Wodna Pani i Złota Marysia (Korotyńska, 1928)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Elwira Korotyńska
Tytuł Wodna Pani i Złota Marysia
Podtytuł Baśń fantastyczna
Pochodzenie Księgozbiorek Dziecięcy Nr 5
Wydawca Wydawnictwo Księgarni Nakładowej
Data wydania 1928
Druk Drukarnia „Jutrzenka”
Miejsce wyd. Warszawa
Ilustrator anonimowy
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron

KSIĘGOZBIOREK DZIECIĘCY.
Wodna Pani
i Złota Marysia.
Baśń fantastyczna
napisał Promyczek.
Z ilustracjami.
WYDAWNICTWO
KSIĘGARNI NAKŁADOWEJ W WARSZAWIE
ul. MARSZAŁKOWSKA № 114.
DRUKARNIA „JUTRZENKA“
ul. Chłodna 27
Warszawa.






W domku pod lasem, otoczonym ogródkiem, mieszkała wdowa z dwiema córkami. Jedna z nich, rodzona córka, była złą i leniwą, zwała się, jak i jej siostra przyrodnia, Marysią, ale dla włosów czarnych przezwali ją ludzie Czarną Marysią.
Druga, pasierbica, była piękną i dobrą, kochali ją wszyscy i dla włosów złotych przezwali ją Złotą Marysią.
Czarną Marysię kochała matka i pieściła. Ubierała ją w piękne suknie, karmiła lepiej i spać dłużej pozwalała.
Złota Marysia popychadłem była nieszczęśliwem. Wykonywała najgorsze roboty w domu, usługiwała matce i siostrze i nigdy dobrego słowa nie posłyszała.
Siedząc z kołowrotkiem przy studni i przędąc nici, nieraz aż padała ze znużenia, a krew spływała po zmęczonych pracą palcach — ale to nie wzruszało macochy, naganiała ją do roboty, krzycząc, gdy ta ruszać już palcami nie mogła, że się jej nie chce pracować.
Wtórowała jej w tem niesłusznem wymyślaniu niegodziwa siostra przyrodnia, zazdroszcząca jej i urody i zręczności w robocie.
Zdarzyło się raz, że Złota Marysia tak pokłuła sobie palce i poprzecinała przędzą, że zakrwawiła szpulkę z nićmi.
Chcąc ją wypłukać, nachyliła się nad studnią tak nieszczęśliwie, że szpulka wpadła na dno studni. Zrozpaczona zaczęła zawodzić i płakać, nie wiedząc co począć.
Macocha, dowiedziawszy się od swojej córki o tem, co się stało, zagroziła Złotej Marysi wypędzeniem z domu i biciem, jeśli szpulki napowrót nie przyniesie.
Nieszczęśliwa nie wiedziała jak sobie z tem poradzić. Studnia była bardzo głęboka, nie mogła więc spuścić się do niej i wydobyć, a wiaderkiem również wyłowić nie była w stanie.
Wypędzona z domu z rozkazem przyniesienia szpulki, lub niewracania do domu, Złota Marysia stanęła nad studnią bezradnie i wpatrywać się poczęła w jej głębię.
Im więcej wpatrywała się w przezrocze wody studziennej, tem więcej chyliła się ku głębi złotowłosa główka dziewczyny, tem bardziej w osłupienie wpadały jej załzawione błękitne oczy.
Wreszcie, zrozpaczona, sama nie wiedząc co robi, pomna tylko na to, że ma wydostać nici i przynieść macosze, jeśli chce w domu pozostać — rzuciła się na dno studni po szpulkę.
Straciła narazie przytomność, ale nie na długo. Po chwili przyszła do siebie i oczarowana została widokiem prześlicznej łąki, na której się tak niespodzianie znalazła.
Cudne, srebrzystej barwy, kwiaty, rosły tu wszędzie, blaskiem swym oświecając całą przestrzeń. Odszedłszy nieco dalej, zobaczyła duży piec, pełen chleba i usłyszała głos z wnętrza: Ach, wyciągnij mnie, wyciągnij z pieca, bo spalę się zupełnie!
Złota Marysia podeszła do pieca i choć z trudem wyciągnęła z pieca bochenki.
Poczem poszła dalej i na drodze zobaczyła mały domek z okienkiem. Podeszła do niego i przestraszyła się ogromnie. Z okna bowiem wyglądała twarz bardzo brzydkiej kobiety, ubranej w duży czepiec. Wołała na Złotą Marysię, aby bliżej podeszła, ale ta ze strachu chciała uciekać.
Wreszcie, gdy staruszka zawołała na nią bardzo miłym głosem, żeby się nie obawiała, zbliżyła się do niej i wysłuchała tego, co mówiła staruszka.
Nazwała się Wodną Panią i prosiła dziewczynkę, aby pozostała u niej na służbie. A służba ta zasadzała się na tem, aby wykonywać wszelkie domowe roboty, słać łóżko i mocno pierzyną potrząsać, tak, żeby pierze fruwało, wtenczas to na świecie śnieg padać będzie.
Złota Marysia zgodziła się i przyjąwszy tę służbę sumiennie wykonywała swe obowiązki. Stara była z niej bardzo zadowolona i wciąż jej to okazywała.
Ale chociaż Złotej Marysi było tu tysiąc razy lepiej niż w domu, jednak tęskniła za swoimi. Powiedziała o tem Wodnej Pani, która jej na to odpowiedziała:
— Podoba mi się to bardzo, że choć masz tutaj wygody, wolisz wracać do domu, znać, żeś dobre dziecko. Pozwalam ci powrócić do rodziny, a za to, żeś wiernie służyła, otrzymasz zasłużoną nagrodę.
Pożegnała się Złota Marysia z Wodną Panią, a ta wyprowadziła pod wielką bramę. Gdy bramę tę otworzono, posypał się na Marysię deszcz złotych pieniędzy, oblepił całe ubranie dziewczyny i ponapełniał kieszenie w sukience i fartuszku.
— To do ciebie należy — odezwała się do niej Wodna Pani, — byłaś posłuszna i pracowita, miej więc odemnie zapłatę. I oddała jej również szpulkę.
Po tem wszystkiem znikła Wodna Pani, zamknęła się brama i dziewczyna znalazła się znów przy studni, niedaleko domu macochy.
Trafiła właśnie na chwilę, gdy macocha, pomimo, że jej zwykle dokuczała — robiła wymówki swej córce, iż za jej namową obchodziła się tak źle ze Złotą Marysią i że na sumieniu ma jej utonięcie w studni.
Żałowała teraz pasierbicy, bo Czarna Marysia nawet izby zamieść nie chciała — sama wszystko musiała robić, to co dawniej robiła jej pasierbica.
A więc, chociaż nie miała już siły, będąc w wieku podeszłym, sama chodzić musiała po wodę i dźwigać ciężkie wiadra, sama prać musiała bieliznę sobie i swej rozpieszczonej córce, sama prząść i gotować musiała.
Rozżalona na niedobre dziecko, wymawiać jej poczęła swe trudy, a jej lenistwo i naganiać do roboty, która dla młodej dziewczyny byłaby niczem, a dla niej jest pracą nad siły.
Ale zła córka ani słuchać nie chciała o czemś podobnem...
— Jakto? — mama chce, żebym marnowała ręce, które nie są przeznaczone do ciężkiej pracy, lecz do pocałunków książęcych?.. Wszak sama, mamo, mówiłaś, że książe patrzy na mnie z zachwytem w kościele, gdy ubiorę się w tę nową suknię i mój modny kapelusz. Piękna będzie księżna ze zgrubiałemi od pracy rękami!..
Ani myślę nic robić! nie jestem do pracy stworzona!..
Biedna matka wzdychała tylko ciężko i ostatkiem sił wypełniała wszelkie najmozolniejsze posługi.
Przyznawała w głębi duszy sobie również winę. Bo, i ileż razy wmawiała w swą brzydką córkę, że jest bardzo ładną i że wyjdzie za księcia panującego lub króla...
Ileż razy kazała swej pracowitej pasierbicy usługiwać Marysi, aby ta rąk i cery nie popsuła... A już co do prania lub szorowania, to i mowy nie było, żeby leniwa dziewczyna miała się tem zająć.
— Sama jestem temu winna — szeptała z żalem matka — wychowałam ją na próżniaka, mam teraz pociechę... Ach, — że mi żal Złotej Marysi — ta była mi prawdziwą pomocą!..
Jakież było zdumienie, gdy na te słowa weszła dziewczyna, cała złotem pokryta i opowiadać o wszystkiem poczęła.
Czarna Marysia rzuciła się na jej suknię i obdzierać ją ze złota zaczęła, a macocha z podziwem patrzała na swą pasierbicę, która nie broniła jej tego, owszem, jeszcze z kieszeni ofiarowała jej garść pieniędzy.
Złote bowiem serce miała dziewczyna i zapominała o wszystkiem złem, jakie od nich doświadczyła, gdy te odezwały się do niej dobrem słowem.
Czarna Marysia, wysłuchawszy opowiadania siostry, jakim sposobem doszła do takiego bogactwa, wykrzyknęła, że i ona to samo potrafi, a nawet więcej, bo Złota Marysia za mało nabrała złota za swoją pracę. Ona weźmie tyle, że starczy jej na to, aby królowie ubiegali się o jej rękę. Już teraz, jak się ustroi do kościoła, królewicz z niej oka nie spuszcza...
Kłamała dziewczyna, bo brzydką była bardzo, tak bardzo niemiłą, że i stroje kosztowne, jakie jej matka sprawiała, nie mogły zatrzeć tej brzydoty.
Gdy Czarna Marysia postanowiła, jak jej siostra przyrodnia, wpaść do studni i wrócić z bogactwami do domu, przelękła się tego matka, bo choć kochała swą córkę, a nawet była w niej zaślepiona — wiedziała, że jest próżniakiem — a niewiadomo, jak się to Wodnej Pani podoba. Złota Marysia była pracowitą i łagodną, wszędzie więc ją pokochają i nagrodzą, ale tamta, chociaż jej ukochana córka, wie dobrze, czego ona warta. Ponieważ jednak chęć zdobycia bogactwa silniejszą była od obawy o los dziecka, pozwoliła matka spuścić się swej pieszczotce do studni i służbę u Wodnej Pani rozpocząć.
Usiadła Czarna Marysia, jak i jej siostra, przy studni i prząść niby poczęła. Nauczyła ją prząść trochę Złota Marysia, bo tamta nie miała o tem pojęcia.
Zakrwawiła sobie naumyślnie palec, aby powalać szpulkę, potem nachyliła się nad studnią, aby ją opłukać i sama wskoczyła za nią do wody.
Znalazła się jak i jej siostra przyrodnia na prześlicznej srebrzystej łące, śnieżnemi usypanej kwiatami. Stała długo, przyglądając się tym cudom, gdy naraz zobaczyła w oddali piec, który wołał na nią: Przybliż się do mnie!
Gdy podeszła, chleb z pieca odezwał się: Ach, wyciągnij mnie, wyciągnij mnie czemprędzej, bo zupełnie się spalę!..
Ale Czarna Marysia nie chciała tego zrobić. Odwróciła się od pieca, szepcząc: Jeszczeby tego brakowało, żebym się zabrudzała sadzami — i poszła dalej.
Kiedy podeszła do domku, którego okienko wychodziło na łąkę, ukazała się w niem głowa Wodnej Pani w czepcu, z pod którego wyglądały siwe, koloru srebra włosy.
Wodna Pani spojrzała na Czarną Marysię, przenikając ją do głębi, i zapytała, czego od niej żąda.
Zła dziewczyna przybrała bardzo potulną minę i opowiedziała o tem, jakto jej szpulka spadła do wody, jak wpadłszy tu, przeraziła się narazie, ale znalazłszy się na zielonej ślicznej łące, ucieszyła się, że nie jest tam w domu z matką, gdzie i ciasno, i smutno, i tak pięknych kwiatów nie widać, że wreszcie postanowiła tu zostać, ale nie wie, czy ją Wodna Pani zechce.
Wodna Pani słuchała tych kłamstw w spokoju, a że była osobą dobrą i nie wydała sądu wpierw, zanim się nie przekonała — postanowiła doświadczyć dziewczynę.
Dozwoliła więc jej pozostać, z warunkiem, że pracować będzie sumiennie i że poduszki jej i pierzynę doskonale każdego dnia wytrzepie. Śnieg bowiem potrzebny na świecie, bez niego i oziminy i trawy wymarzną i wyniszczeją.
Obiecała Czarna Marysia być posłuszną i pracowitą, bo uśmiechała się jej nagroda za robotę, ale czyż próżniak tak zaraz i tak łatwo zmienić się potrafi?
Rano wstać się jej nie chciało, gdy budziła Wodna Pani — przyzwyczaiła się bowiem wstawać, kiedy się podobało — nie broniła jej matka jeść w łóżku obiad i śniadanie. W dzień nie słuchała swej pani, gdy kazała jej zamieść ścieżki w ogrodzie lub suchemi badylami z łąki w piecu na chleb napalić.
Gdy przyszedł wieczór, kazała jej Wodna Pani słać łóżko i trzepać pościel, żeby śniegiem ziemię okryć.
Pierwszego wieczoru robiła to pracowicie i śnieg pokrył całą ziemię i utulił w swych puchach żyto siane na zimę i wydobywać się chcące liście sasanek i fijołków.
Złota Marysia, wiedząc w jaki sposób powstaje u Wodnej Pani śnieg — mówiła matce: Oto Marysia tak gorliwie trzepie, dzięki Bogu, że wzięła się do roboty, powróci napewno i poprawiona z lenistwa i ze złotem w kieszeniach.
Matka cieszyła się bardzo z tego, co mówiła jej pasierbica, i z przywiązaniem gładziła złote jej włosy.
Zmieniła się macocha Złotej Marysi bardzo, odkąd ta wróciła ze złotem od Wodnej Pani. Żal dziewczyny, gdy ta utonęła, potęgował się jeszcze bardziej, gdy spostrzegła, jak bez serca była jej rodzona córka i jak robić sama wszystko musiała. Poznała wtedy swą niesprawiedliwość względem pasierbicy i swe zaślepienie dla leniwej i bezlitośnej córki.
Kochała jednak i Czarną Marysię i teraz właśnie, siedząc z pasierbicą, z niepokojem mówiła, co się też stało z jej córką i czy wróci złotem okryta, czy też wypędzona za lenistwo.
Pocieszała Złota Marysia macochę, ale gdy przez dni parę śnieg zupełnie nie padał, zrozumiała, że siostrze jej robić się nie chce i smuciła się z tego.
Tymczasem Wodna Pani coraz częściej strofowała Czarną Marysię i coraz częściej była z niej niezadowolona.
Wreszcie widząc, że ta niechce nic robić, postanowiła się jej pozbyć.
Zawołała do siebie i powiedziała: Nie lubię takiej niechętnej roboty — możesz wracać do domu, otrzymawszy wprzód swoją nagrodę.
Podskoczyła z radości Marysia, ciesząc się już z góry, że stosy złota do domu przyniesie.
Biedaczka zawiodła się straszliwie. Wodna Pani bowiem wyprowadziła ją do drugiej bramy, z której, zamiast złotego deszczu, polały się strugi smoły cuchnącej.
Uciekała Marysia co sił starczyło, ale, zanim wyszła za bramę, oblepiona była całkowicie smołą, która tak do niej przylgnęła, że niczem jej zetrzeć nie było można.
Stanęła przy studni i nie wiedziała co począć. Bała się, żeby jej ludzie nie zobaczyli, tak była straszną, a właśnie w porę obiadową szło ich najwięcej do domu.
Jak tylko zbliżać się ku wrotom zaczęła, rozległ się donośny głos koguta:
— Kukuryku! Czarna Marysia idzie, błota całe strugi z sobą niesie! Kukuryku!
Przerażona matka wybiegła na próg i cóż widzi!? Czarna Marysia stoi cała w smole, ręce i nogi uwalane w cuchnącej cieczy, z włosów strugi smoły płyną, twarz cała czarna, w której błyszczą tylko złe i zawistne oczy.
Zapłakała biedna matka i pytać zaczęła, dlaczego się to stało.
— Poszłam — odpowiedziała Marysia — tak, jakeśmy się ułożyły, prząść przy studni. Zacięłam naumyślnie palec, żeby krwią szpulkę poplamić i nachyliłam się nad studnią, aby ją opłukać. Szpulka wpadła do wody, a ja wskoczyłam za nią, aby wyłowić.
Znalazłam się na prześlicznej łące, kwiatów białych było na niej tyle, że chodziło się po nich jak po puchu. Usiadłam na łące i usnąć chciałam, boś mnie, mamo, dziś o godzinę wcześniej zbudziła, niż zwykle... Ale myślisz, że mi dali usnąć?.. Gdzietam! Jakiś głos zdaleka budził mnie i wołał do siebie.
Myślałam, że mi dadzą złota i wrócę do was. Tymczasem to chleb w piecu tak wołał na mnie, żebym go wyjęła.
Nawymyślałam mu i odeszłam. Potem zobaczyłam domek, a w nim straszną babę, która mnie wzięła do służby.
Po paru dniach kazała mi się wynosić, mówiąc, że jej niedogadzam i obiecała mi nagrodę.
Poszłam za nią, myśląc, że mnie, jak Złotą Marysię, obsypie pieniędzmi, a tymczasem zaprowadziła mnie do drugiej bramy i smołą oblała. Niegodziwa kobieta! Teraz zmyjcie ze mnie tę smołę, bo przecież w niej chodzić nie mogę!..
— Oczyść mnie zaraz! — wykrzyknęła leniwa dziewczyna do Złotej Marysi — tyś winna, bo nie powiedziałaś mi, że jest druga brama, z której leje się smoła!..
I rzuciła się, aby uderzyć swą przyrodnią siostrę. Lecz w tejże chwili przed zdumionemi kobietami stanęła cudna postać w płaszcz gwiaździsty przybrana. W ręku trzymała laseczkę, którą uderzywszy zlekka rozzłoszczoną dziewczynę, usunęła od Złotej Marysi.
— Odejdź, niedobra i leniwa dziewczyno, i nie śmiej bić swej dobrej i pracowitej siostry. Nie oczyścisz się od tej smoły dopóty, dopóki taką, jak Złota Marysia, nie będziesz. Naśladuj ją, a smoła usychać i opadać z ciebie będzie.
Cudna postać pobłogosławiła klęczącą przed nią w zachwycie pracowitą pasierbicę i znikła z przed oczu zawstydzonej Marysi i macochy.

KONIEC



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Elwira Korotyńska.