Władysław Warneńczyk (Piotrowski)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Konstanty Piotrowski
Tytuł Władysław Warneńczyk
Data wydania 1829
Druk Karol Kray
Miejsce wyd. Sankt Petersburg
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
PL Konstanty Piotrowski-Władysław Warnenczyk P01extracted image.jpg
Władysław Warneńczyk.


w St. Petersburgu,
DRUKIEM KAROLA KRAYA.
1829.



ODA
separator poziomy
Władysław Warneńczyk
PRZEZ
Konstantego Piotrowskiego.
separator poziomy
w St. Petersburgu,
DRUKIEM KAROLA KRAYA.
separator poziomy
1829.

☆             ☆
Печататъ позволяется:
Санктпетербургъ, 20 Майя 1829.
Цензоръ К. Сербиновичь.

☆             ☆
ODA
WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK
PRZEZ
Konstantego Piotrowskiego.
separator poziomy

Jakieź to Bóstwo lub Bogów Królowa?
Nogą tyka swiat poziomy,
Swietną głowę w chmurach chowa;
Głos iej donośny jak gromy,
Z lica jasny promień bije,
Ruchem karmi się i żyje.

Gdzie się morza skonczyły, gdzie zabrakło lądów,
Tam tkwią granice iej rządów;
A gdyby szczęsne Śmiertelników plemie
Odsłoniło nowe ziemie
Będą to swieże poddaństwa
Niezmierzonego iej państwa.
Z boskich iej rąk nasiona rzucone na światy
Są jak owe kwiaty
Które prawicą Jowisz dobroczynną
Cisnął na ziemię dziecinną,
Choć je na chwile w wnętrznościach przydusi,
Wiecznie jednak rodzić musi,
Albo jak pływak lekkiego żywiołu[1]
Nilowych lasów starożytnych pycha,

Zwycięsca grobu swojego popiołów,
Żyje i oddycha.
Kogo to Bóstwo w szatę promienną ustroi
I w wieniec wawrzynu liści,
Ten ni ostrych kłów zawiści,
Ani czasu się nie boi. —
Cztery dopływają wieki,
Jako Zadunajskie pola,
Krwawe potoczywszy rzeki,
Ujrzały zwycięscę-Króla.
Potężny Władca, co poł-świata dzierży
O szczęście ludzi troskliwy,
Wyrzekł słowo; a też niwy
Zajęły hufy Nadnewskich rycerzy;
Coż ich oczy tam ujrzały?
Tenże Dunaj, też Bałkany,

I ślad niepozacierany
Władysława chwały,

separator poziomy

Bóstwo, coś Króla wiecznym odziało promieniem,
Szukam wsparcia w twoiej sile,
Obym zgonu jego chwile,
Godnym wspomniał pieniem.
Z Hemowych szczytów patrzał, jak Dunaj poddany
Nowym Zwycięscom toczył w posłuszeństwie wały,
I jak Bisurmany
Ziemię z wsciekłej rozpaczy i wstydu kąsały.
Dla Bohatyrow gdzież Krajow konczyny?
Dusze ich ogniem dyszące dla chwały
Trwożą się, aby rozkwitłe wawrzyny

W pokoju, jak ostrz miecza, nierdzewiały.
Już dzielne szyki Marsa rozwinęły dzieci,
Na tle złoconém wieje orzeł biały,
Od oręża ziemia świeci,
Orężem góry błyskały.
Oto ojczyzna z starszemi synami
Weszła do Krola ze łzami.
»Panie! lwem cię potężnym widziały już boje,
Dość uczyniłeś dla sławy i wiary,
Utkwij zwycięskie sztandary
I szanuj drogie dla nas życie twoje.«
»Coż, zawołał, chcecie,
Bym bezkarnie dopuścił wiarołomstwa sromu;
Mam że w wieku kwiecie
Bez chwały wrocić do domu?
Coż jest Krol? — pierwszy żołnierz swoiej ziemi,

On piersiami niezłomnemi
Winien pierwszy grom odpierać,
Zwyciężać albo umiérać.«
Rzekł i nakształt szybkiej strzały
Rzucił się w Spahow nawały.
Tak orzeł gdy w powietrza krainach rozległych
A sile jego uległych,
Tych, co drząc wczoraj o życie błagali
Ujrzy do boju kupiących się nagle,
Wspaniałe swoje rozpościera żagle
Wsrod huku gromów, wsrod powietrza fali
Niezachwiany w locie
Uderza na krocie,
Ziemię trupami zasławszy szeroko
W silnej gardzieli, w szponach natężonych
Cisnąc zwyciężonych

Śmiertelną zlany posoką;
Omdlałym wzrokiem na niebo poziera
I — jak Król umiera.

separator poziomy

Młodośći, i ty smierci! wasze połączenie
Jakiż obraz tkliwy!
Płaczemy mędrcow prawdy siejących promienie,
Cnotliwych Królów płacze narod nieszczęsliwy;
Ale rycerz w wieku kwiecie
Ginący z orężem w ręku
Jest zrodłem dla ciebie, świecie,
Szczodrszych łez, większego jęku;
Wszystkie pod niebem istoty,
Którym myśl jest pozwolona

Wzięły w dziele czci nasiona
Dla świetnej Rycerżów cnoty.
Niemogąc wielkość do życia powrocić
Sama natura zda się w owczas smucić.

separator poziomy

Jakież Sarmatow dręczyły boleści
Gdy im zgon Króla rozgłosiły wieści.
Smutek zaległ nad Polską, jako obłok krwawy,
Serca z najtwardszej opoki
Wylewały łez potoki.
Żaden Polak dnia tego w usta niewziął strawy,
Matki po domach przejęte żałobą
Smucic się drobnym każą dziatkom z sobą.

Kapłani z żalu jęczeli
Przy bogobojnych modlitwach,
Zasępieni Rycerze gorzko pomyśleli
O następnych bitwach.
Tak kiedy las młodych dębów
Z hukiem i grzmotem,
Wyparty z czarnych chmur kłębów
Morderczym lotem
Piorun zapali,
Po chwili ognistej fali,
Ow las co niebo grozném tykał czołem,
Od burzy i słońca skwarów
Osłaniał cieniem Konarów,
Leży bezcennym popiołem;
Smutny mieszkaniec krainy,
Drzącą nogą idạc po nim,

Pyta się wiernej drużyny
W czasie burzy gdzież się schronim?

separator poziomy

Szumlo! ty dumna, żeć szczodre niebiosy
Piersi nadały kamienne,
I żebra w ziemi bezdenne
Ubezpieczasz twoje losy,
Nędzna własności człeka tajne ci koleje
Wątłe, co dlań stworzone i co on utwarza,
Rano zajasnieje,
A w wieczor mroz zwarza.
Pomnąc czem byłaś, hardém uderz czołem
Przed Władysława popiołem.
Wpokorze i drzeniu
Oddaj cześć imieniu,

Na ktorego chwale
Jak na twoiej skale
Pędzone czasu przemocą bezwłoczną
Przyszłe wieki spoczną.

separator poziomy

Ty, coś go piersią twoją wykarmiła z młodu
Matko Bohatyrow rodu
Polsko! wzniéś mysl nad swiaty i nad gwiazdy ziemne
W niebiosow gmachy tajemne.
W wieńcach Aniołów świetnych, jak promień czystością
W srod Serafinów swoją żyjących miłością,
[P]rzy tronie Przedwiecznego ci waleczni stoją,
[K]tórzy z orężem legli za Ojczyznę swoją.[2]

Gdy ujrzysz Władysława, ojców twoich Pana,
Padnij ze czcią na kolana
I błagaj, niechaj z siedlisk, gdzie dni wieczne traw[i][3]
Synów twoich błogosławi.

separator poziomy
PL Konstanty Piotrowski-Władysław Warnenczyk P18 extracted image.jpg


Przypisy

  1. Ptak Fenix.
  2. Przypis własny Wikiźródeł Litery w nawiasach są niewidoczne na skanie.
  3. Przypis własny Wikiźródeł Litera ujęta w nawias jest niewidoczna na skanie.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Konstanty Piotrowski.