Verte/Część pierwsza/III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Helena Mniszek
Tytuł Verte
Data wydania 1921
Wydawnictwo Wielkopolska Księgarnia Nakładowa
Druk L. Kapela
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część pierwsza
Pobierz jako: Pobierz Cała część pierwsza jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała część pierwsza jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała część pierwsza jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron


III.

W kawalerskim pokoju, na górze, Uniewicz stanął przed Tomaszem, podparł się pod boki. I patrząc na niego uważnie, i spytał:
— No... i co?..
Burba założył w tył ramiona, przyjrzał się towarzyszowi również pilnie i odrzekł krótko:
— No... i nic!
— Cóż ty na to?..
— Że wykierowała cię na kpa, nic więcej.
— Tylko mnie?..
— Zdaje się, ja byłem wstrzemięźliwszy w wytykaniu jej lat, chrypki.
— Ale to sprytna bestja, jak nas wzięła! A teraz sobie ze mnie żartuje.
Jak sądzisz, Tomku, co ona o mnie myśli?..
— Że jesteś źle wychowany.
— A w tobie odczuła salonowca, prawda?..
— Nie jestem salonowcem, lecz znam się na elementarnej grzeczności.
— Doprawdy?.. zdumiewające! Sztukę tę stosujesz z powodzeniem wobec... Karolci.
Burba, który chodził po pokoju, stanął nagle.
— Melu, czego ty odemnie chcesz?..
— Nic. Dziwię się, że nie jedziesz do Karolci. Miałeś być u niej jeszcze dziś.
— Owszem, pojadę zaraz.
— Ha, ha! w nocy? To ci Słupski wskaże drzwi.
— Bądź spokojny. Dobranoc.
Burba wyszedł z pokoju.
— Tomek, zwarjowałeś! Tomek, wracaj!!
Uniewicz wybiegł na korytarz i chwycił towarzysza za ramię.
— Nie znasz się na żartach czy co u licha? Mówiłem sobie dla kpiny, a ten zaraz traktuje to na serjo.
— Czego chcesz? jadę do Karolci, bo jej obiecałem i zamiaru nie zmienię. Ty idź spać.
Szarpnął się lekko i znikł. Uniewicz wzruszył ramionami, wrócił do mieszkania zły.
— Licho mi nadało Wspominać tę dziewkę. Pojedzie teraz, bo to już taka wściekła bestja. A byłby zapomniał, ja się nie mylę — mruczał do siebie.
Nie mógł zasnąć, myślał o Gorskiej; zżymał się na nią, to znowu chwalił ją sam przed sobą, wyszukując w niej różne zalety i wady. Wreszcie wstał, ubrał się i wyszedł cicho do stróża nocnego. Spytał o Burbę.
— Panicz pojechał konno.
— W taką zadymkę?..
— A tak.
— Dokąd pojechał?..
— Na Wyręby.
— Jeszcze go wilki napadną.
— Da sobie panicz rady. Nie taki bojący.
— Głupiś! — mruknął Uniewicz.
Okutał się szczelniej w futro i ruszył do domu. Ale zobaczył na śniegu pasemko światła wypadającego z okna pokoju, który zajmowała Gorska.
— Jeszcze nie śpi, cóż ona robi?..
Zawahał się, podszedł bliżej, znowu stanął. Uśmiechnął się sam do siebie.
— Ee... świństwo...
Walczył chwilę z pokusą.
— No, wielkie rzeczy!
Prędko podsunął się tuż do okna i rzucił ciekawe spojrzenie.
Po za cienką tkaniną firanki, przez podwójne szyby majaczyła sylwetka kobieca w bieli z rozpuszczonemi włosami.
— Czesze się, — zauważył w myśli Uniewicz.
Wpatrzony w niewyraźną postać niewieścią, coraz dokładniej odróżniał jej kształty, widział ruch wzniesionych rąk i nie odchodził od okna. Nie usłyszał kroków w miękkim, puszystym śniegu.
— Mel!..
Przejmujący szept ten otrzeźwił go. Zadrżał, jak złodziej, złapany na kradzieży. Ujrzał przed sobą Tomka Burbę.
— Słuchaj... to — podłość! — warknął — tamten.
— Cicho, nie wrzeszcz!
Wtem światło zgasło.
Odsunęli się czemprędzej od okna.
— Słyszała, i teraz będzie miała piękne pojęcie o nas, — syknął Burba.
— Mógł być stróż równie dobrze.
— Stróż mi właśnie wskazał, gdzie ty jesteś.
— Dam mu jutro w pysk!
— Wstydź się, Melu.
— Tego uczucia u mnie nie wywołasz. Cóż Karolcia?
Burba milczał.
— Wcześnie wróciłeś. Nie powiodło się, widzę.
— Karolcia śpi.
— O, pfe! To znak, że spadają twoje papiery. Winszuję ci.
Weszli na górę, rozbierali się w milczeniu, nie zapalając światła. Gdy się już ułożyli do snu, Uniewicz rzekł rozwlekłym trochę przez ziewanie głosem.
— Wiesz, że jednak ta Gorska to frontowa baba. Niby nic osobliwego, bo uroda tak sobie, przystojna, świeża, — ale powabna i coś ma w sobie... je ne sais quoi. Temperamencik zdaje się... zdrowy! Prawda? Tak... tak... Ta taraszczańska jest wcale...
wcale... Burba milczał.
— Cóż ty zaniemówiłeś? Przecie Karolcia spała, więc chyba nie z jej powodu te twoje nieme rekolekcje.
Milczenie.
— Ach, Tomek, nudny jesteś. Dąsasz się, sam nie wiesz dla czego. Mam wrażenie, że, zamiast u... śpiącej Karolci, wolałbyś być na mojem miejscu, tam pod oknem. Zazdrościsz mi i dlatego zły jesteś.
— Tfu! — rozległo się w pokoju z pasją.
— No, skoroś przemówił nareszcie, to teraz — dobranoc!





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Helena Mniszek.