Skarby ziemi

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Klemens Junosza
Tytuł Skarby ziemi
Podtytuł Powieść perska na tle najświeższych wypadków
Pochodzenie „Kolce“, 1874, nr 48
Redaktor S. Czarnowski
Wydawca A. Pajewski i F. Szulc
Data wydania 1874
Druk Aleksander Pajewski
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron


SKARBY ZIEMI.
POWIEŚĆ PERSKA
na tle najświeższych wypadków
przez Klemensa Junoszę.





Wielki jest Ben-Ali i wielkie są skarby jego.
I spisywali je pisarze na skórach wielbłądzich. Niewolnicy jego wykopywali nie jeden kanał spławny, a wezyrowie powierzali myto sługom jego.
Gromadziły się rupje i cekiny w skrzyniach; a skrzyń była obfitość, jako jest obfitość skał na pustyni.
Przychodzili mędrcowie i magi i mówili doń: O! Ben-Ali, wskaż drogi, które wiodą do szczęścia? Wtenczas Ben-Ali, brał cytrę z rąk eunucha i śpiewał im pieśń starą o skarbach zaklętych.
„Ja wam — mówił — rozwiąże zagadnienia wszego szczęścia, wszystkie!
„Bo rozwiązaniem zagadnień wszego szczęścia wszystkich — cekin jest!“
I kładł Ben-Ali cytrę u wezgłowia siedzenia swego, a mędrcowie i magi targali siwe brody milcząc.
I szli do domów swoich i głosili ludowi o mądrości Alego.
I było to dnia 7-go miesiąca Dżemadi el awwel, gdy przybiegł do wrót pałacu Alego jeździec okryty kurzem.
Uwiązał klacz siwą u bramy wschodniej, a zdjąwszy okurzone meszty przed progiem, zawołał po trzykroć głosem donośnym:
— Salem alejkum, salem alejkum, salem alejkum, wielkiemu Ben-Alemu pozdrowienie i cześć!
— Przychodzi prawowierny Ben-Jacób syn Natana z Schiraz, a pragnie gorąco podnieść oczy swoje do wysokości brody Alego!
I wybiegło natychmiast siedmiu niewolników czarnych, a ci poprowadzili Ben-Jacoba po schodach z porfiru — otworzyli przed nim drzwi kowane ze srebra i ujrzał Ben-Jacob — Alego, który siedział na siedzeniu jedwabnem.
Usiadł Ben-Jacob po prawej stronie Alego, a niewolnicy przynieśli nargile i kawę.
I przemówił Ben-Jacob te słowa:
— Wielka jest mądrość twoja o Ali, większe są skarby twoje, ale Allah nie broni je zwiększać.
— Wielkim jest bowiem wór cekinów srebrnych, wielkie są dwa wory rupji złotych, ale wór dyjamentów jest większy.
— Kopałeś, o wielki! kanały i rowy, — żywiłeś hufy janczarów, — zrobiłeś miljon miljonów nargilów wonnych i zapchałeś tabaką nosy niewiernych giaurów.
— A ile razy frank niedowiarek kichnął, tyle cekinów wpadło do skrzyni twojej o Ali!
— Aleś jeszcze nie wejrzał o Ali! w tajemne ziemi wnętrze, a tam są skarby wielkie, które czekają na ciebie.
— Poczerwieniały od zimna nosy niewiernych franków, a oni lasy swoje wypsuli na zapałki siarczyste.
— A w łonie ziemi jest węgiel ciepłodajny — ten my wykopmy i sprzedajmy na wagę srebra.
— A jeśli mowa moja miłą jest uszom twoim, tedy skiń palcem, a łono ziemi prześwidrujemy do środka.
— Weźmij cekiny moje i cekiny twoje; a same przyjdą cekiny franków, — ogrzej tych niewiernych, bo jeźli oni zmarzną, któż wtedy wiernych ogrzeje?
To rzekłszy Ben-Jacob, złożył ręce na piersiach i czekał rychło perły wymowy posypią się z ust Alego. Długo dumał Ali nareszcie podniósł się i rzekł:
— Błogosławiona niech będzie matka, która daje mądrość dziecięciu — błogosławiona niech będzie figa, która wydaje owoc słodki.
— Słodka bowiem jest mowa twoja myśli mojej, a prawda słów twoich świeci jako perły i bisior.
— Zwołaj tedy niewolniki moje i dawaj im rozkazania mądre, siedm tysięcy wielbłądów oddaję do rąk twoich.
— A uczynię ciebie przełożonym nad dziurą, z której masz dobyć węgiel skamieniały.
— I nie tu jeszcze koniec rozkazania mego.
— Bo oto weźmij napowrót cekiny twoje, i ja wezmę cekiny moje, a moc złota przyniosą nam insi.
— Niech tylko wyjdą na rynek sługi moje, a zadmą w rogi bawole i zawołają po trzykroć: „bakczysz!“
— Stanie się głos do wiernych i do franków, aby znosili złoto do skrzyń naszych, a my im damy po kawałku węgla. I przyniosą nam złota mnogość, za te skarby kupimy niewolników tysiące.
— Otworzymy ziemię rękami ich; a weźmiemy skarby rękami naszemi.
— A ile pieców ogrzewa siedziby ludów, tyle rupji napełni mieszki nasze.
I odział Ali Jacoba w przednią szubę z soboli drogich i dał mu w ręce róg szczerozłoty, i niewolników rzeszę i rzekł:
— Trąb, trąb Jakóbie, a wygłaszaj myśli twoje we wszech zakątkach Iranu, zwołaj wierne i niewierne, a niechaj nie będzie dna w worach twoich.
I poszedł Jakób uczynić trąbienie na ulicach Teheranu, a w domu Alego panowała radość i wesele.
I rozdzielił Ali dziewięć tysięcy piastrów między sługi swoje, a dał im rozkazanie, aby głosili światu mądrość Ben-Jacoba.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

I wyszli wszyscy wierni i niewierni na ulice Teheranu i słuchali trąbienia onego.
A kto nie mógł się docisnąć do konia i nie mógł dosłyszeć słów jeźdźca, czytał na słupach wielkich to, co słudzy Alego wypisali krwią wielbłądzią na skórach oślich.
A pisanie owo zawierało w sobie te słowa:
„Ludu wierny, zimno jest tobie, a czeluście pieców twoich czekają na wióry palmowe.“
„Aleście wypsuli drzewa palm waszych na cybuchy i laski i wykałaczki do zębów. I niema w całym Iranie ani jednej palmy, i będziecie musieli porąbać i spalić łoża żon waszych.“
„Ale nie trwóż się ludu, nie zginęła jeszcze mądrość Alego, która ogrzeje czeluście pieców twoich.“
„Oto Ali wykuje dziurę w pustyni, a ztamtąd naczerpiecie węgla, iżbyście mogli zagrzać nosy wasze.“
„I będzie ciepło w domach waszych, i będziecie chwaląc mądrość Alego, piekli placki pszeniczne.“
„I będziecie mieli ognisko do zapalania fajek waszych, ogrzejecie łaźnię i uwarzycie kawę.“
„To wam ogłasza wielki Ali z pałacu przy ulicy Królów, i to wam trąbi Ben-Jacob pasterz kóz dzikich na puszczy.“
„A niech to trąbienie dojdzie do uszów waszych i znoście cekiny do pałacu Alego.“
„A kto nie zniesie złota, nie dozna łaski Alego.“
I był do późnej nocy ścisk wielki w przysionku pałacu Alego, a Ben-Jacob po wrócił o zmroku i przywiózł dziewięćdziesiąt dziewięć wielbłądów obładowanych złotem.
Zawarły się później złote wrota pałacu, a któż może odgadnąć tajemnice jego?
Złote gwiazdy świeciły jak oczy hurysek, a księżyc posrebrzył kopuły minaretów.
Pod bramą meczetu usiadł stary poeta Davi-bej i nastroiwszy cytrę, zaczął śpiewać na cześć Alego kasydę.
Aliści z za meczetu wyszedł pachołek wezyra i strzaskał mu lutnię......
I ostatnią nutę pieśni Davi-beja, słyszał tylko wielki prorok i gwiazdy.......







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Klemens Szaniawski.