Samuel Zborowski (Wyspiański, 1910)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Wyspiański
Tytuł Samuel Zborowski
Pochodzenie Wiersze, fragmenty dramatyczne, uwagi
Redaktor Wilhelm Feldman
Data wydania 1910
Wydawnictwo nakładem rodziny
Druk Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
SAMUEL ZBOROWSKI.[1]
26 maja 1584.
AKT I.
SAMUEL

Mój Benedykcie, wyjrzyj po za kraty —
wszakże to świergot ptaków po przez ściany.

(Benedykt idzie do okna)
SAMUEL

Zdawałoby się, że płakać mam straty
tych dziwów świata, przez to żem skazany.

BENEDYKT (od okna)

Nie płaczesz, prawda. Przyrzecz tylko słowo
a wnet opuścisz piwnicę zamkową.

SAMUEL

Więcej mnie słowo twe współczucia truje
niżbym się przyznał, że kajdany czuję,
ledwo stąd dojrzę mały skrawek nieba.
Czyliż do myśli więcej mi potrzeba.

Jeśli pogardził Bóg mojem ramieniem,
czyliż niesłuszniebym przestał nękać się więzieniem.
Dręczyć się myślą ciągłą przez to żem niewolny
chociaż młody, już jakby do miecza niezdolny
przez zbrodnię — przez te myśli. Wszak zbrodnia to była,
podstępna dłoń szatana szalę przeważyła.
jeszcze go dotąd widzę, w krwi przedemną leży.
Zewsząd krzyki, wrzaskliwa zgraja zewsząd bieży
i ten król wystrojony u świętych podwoi
z lękiem w me oczy patrzy i struchlały stoi.

BENEDYKT

Nie wspominaj, wspomnienie nazbyt Cię rozżala.

SAMUEL

Rozżala? i na kogo? — Chyba mnie samego,
żem miast dobrego czynu, chwycił czynu złego.
Niedbam o to, czy dzieło moje król pochwala,
ani gdzie tego szukam — to żywot mój sądzi
wolą własną się dźwiga ten co z wolą błądzi;
chciałem tej jego śmierci, padł był bo zasłużył —
niech mi tego nie mówią, żem prawa nadużył.
Ponad uległych prawo, nad wszystko mi święta
cześć moja, choćby droga miała być przeklęta.
Choćby na cały żywot klątwę mi rzucono.

(wstaje)
BENEDYKT
(odstąpił od okna widząc wzburzenie Samuela)
(stara się go ująć za ręce)
.
SAMUEL (wskazując okno)

Choćby tu, w tem podwórzu — toporem — stracono!

· · · · · · · · · · · · · · · · · ·


ZAMOJSKI

Ciężka ta na was godzina.

SAMUEL

Godzina wyłącznie moja

ZAMOJSKI

Grzech wszystek się wypomina.

SAMUEL

Klęskami hartowna zbroja.

ZAMOJSKI

Sąd twarde żelazo złamie.

SAMUEL

A jeźli skarga w czem kłamie?

ZAMOJSKI

Wasze przywtórzy zeznanie.

SAMUEL

Pocznijcie pytać, hetmanie.

ZAMOJSKI

Czyście onego Ościka
zmawiali przeciw królowi?
Przyłapano pacholika
waszego

SAMUEL

Ten niech Wam powie.

ZAMOJSKI

Zeznał, że byliście w zmowie,
na wszystką zbrodnię gotowi.
..............



AKT III.
(Sień pierwsza zamkowa).
· · · · · · · · · · · · · · · · · ·
ANDRZEJ ZBOROWSKI
(patrząc w pismo królewskie, które otrzymał Zamojski).

„Canis — drżą przed oczyma wyrazy ogniste —
„Mortuus canis non mordet“ — o Chryste!

KRZYSZTOF ZBOROWSKI

Szatanie — patrz —

ANDRZEJ ZBOROWSKI
(patrząc na podpis królewski)

Król Stefan?!

KRZYSZTOF ZBOROWSKI

Król z waszej przynęty

ANDRZEJ ZBOROWSKI

Z jego tyrańskiej woli dziś Samuel ścięty!

KRZYSZTOF ZBOROWSKI

Śmierć za śmierć!

ANDRZEJ ZBOROWSKI

Czarne pismo na oczach mi pląsa
„Stephanus Rex“.

JAN ZAMOJSKI

Rex dixit:

STANISŁAW ŻÓŁKIEWSKI

„Zdechły pies nie kąsa“. —

· · · · · · · · · · · · · · · · · ·



AKT V.
SAMUEL

Skąd wiesz, czyli świat w ręku Boga czy szatana;
i którego ja sobie obrałem za Pana?
któremu służbę żywot mój przymuszę?
od któregom otrzymał; któremu dam duszę?

BARTOSZ

Szedłem na potępienie.

(wybiega)
SAMUEL

Świat dziś we mnie cały —
Dziś już nie potrzebuję w podłości nikczemnej
szukać u moich wrogów litości daremnej,
prosić życia. Od kogo życie miałem dane,

jedynie z jego woli może być zabrane.

· · · · · · · · · · · · · · · · · ·
(słychać huk)
BENEDYKT

Co to?

SAMUEL
(który zrozumiał)

to zapadł odłam owej skały,
którą te chłopskie ręce daremno kowały,
rozumiejąc, że wolność może mi kto wrócić,
że mi może odebrać ją albo ukrócić.

BENEDYKT

Teraz wszystko stracone.

SAMUEL

Wyżej jeszcze stoję,
Nie na kłamstwie budować chciałem szczęście moje;

(wchodzi Bartosz ze strażą)
BARTOSZ

Niech mnie w żelaza skują, —

(patrząc ogłupiały w Samuela)

Jezusie! Maryo!
Chciałem puścić tę żmiję, — niechże ją zabiją!

· · · · · · · · · · · · · · · · · ·
SAMUEL (klęcząc)

O Boże! przyjmiesz dzisiaj moją duszę.
Weźmij mnie na rycerza, między twoje sługi,
wszystkie winy — i — zbrodnie w oczach moich stoją.
Czas przyszedł bym zapłacił dziś piekielne długi,

bym przez ofiarę krwawą, którą ludzie wiodą,
stanął na Sądzie czysty, skoro ginę młodo, —

(wstaje)

Mości kanclerzu, — ta przedemną droga
rąk Twoich dzieło... — Serce macie mściwe.

KANCLERZ

Przestańcie mówić — słowa te straszliwe.
Wyrok wasz — nie za sprawą tylko moją.
Przebaczcie. — Nie odchodźcie z przekleństwem w świat drugi.

SAMUEL
(głosem wielkim)

Kanclerzu! Ja — pozywam — Was — tam — przed — Sąd — Boga!

· · · · · · · · · · · · · · · · · ·
BISKUP

Przychodzę, Samuelu, by zjednać was z Bogiem

SAMUEL

Wiem, biskupie, iżeście w więzienie tu przyszli
by duszę moją złamać po królewskiej myśli.

BISKUP

Woli bożej poddany, nie królewskiej służbie.

SAMUEL

Przedsię chcecie, bym ja się pokorzył przed wrogiem
I cóż wy mnie niesiecie w słów posłannej wróżbie.

BISKUP

Będziesz się modlić ze mną? Starczy by słów parę —
powtórzysz za mną, własną krzepiąc wiarę.

SAMUEL

Jakież słowa myślicie, umocnić mnie mają?

· · · · · · · · · · · · · · · · · ·
SAMUEL

Jak-to dobrze żeś przyszedł w te ostatnie chwile
przyjacielu, powiedzieć miałbym jeszcze tyle.
Gdyś Ty nademną biadał w szlachetnej żałobie.
Ja szydziłem i z żalu dworowałem sobie,
poznawałem Twój smutek i że Cię to boli,
jakobym przyjąć nie chciał — i znieść mojej doli.
Chciałeś dla mnie wolności za cenę pokory.
Ja do przygięcia karku nie byłem tak skory,
bo widzisz, życie moje to swobodna pycha,
duma co więzów nie zna i wolna oddycha,
O dla mnie trzeba było tych bitew, tej wojny
bym na czele żołnierzy leciał orzeł zbrojny,
bym w obronie ojczyzny cześć odzyskał moją. —
Czemuż straszliwie sądzon, skazańcem tu stoję.
Lecz nie myśl, iżbym stworzon do krwawych dzieł miecza,
nie był zdolny rozumieć, że dusza człowiecza
li przez serce jedynie jako gwiazda świeci,
li przez serce jak anioł przez świat w skrzydłach leci.
Bądź zdrowy przyjacielu. Już ci mnie czekają
katowie — co ku śmierci prowadzić mnie mają

BENEDYKT

Samuelu! jesteścież wy tacy prawdziwie?
Ja was teraz ocalę — w tej chwili...

SAMUEL

Zapóźno.
Ocaliłeś mię bracie, choć nie od topora.

· · · · · · · · · · · · · · · · · ·




Przypisy

  1. Z dramatu o Zborowskim zachowały się fragmenty, z których część ogłosiła „Nowa Reforma“, nr. 593 (Dodatek literacki) z d. 24. grudnia 1907. Podaję tutaj zestawienie odmienne, więcej odpowiadające logice dzieła, uzupełnione jeszcze według rękopisu przez p. A. Chmiela.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Wyspiański.