Rozprawa Mickiewicza o Jakóbie Boehmem

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Adam Mickiewicz
Tytuł Rozprawa Mickiewicza o Jakóbie Boehmem
Data wydania 1898
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Piotr Chmielowski
Źródło skany na commons
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron



ROZPRAWA MICKIEWICZA
O JAKÓBIE BOEHMEM.
Rozprawa Mickiewicza o Jakóbie Boehmem separator.jpg
WARSZAWA.
Nakładem „Przeglądu Filozoficznego”.
Druk J. Sikorskiego, Warecka 14.
1898.





Дозволено Цензурою
Варшава, 23 Сентябра 1898 г.







Rozprawa Mickiewicza
O JAKÓBIE BOEHMEM.



Adam Mickiewicz niezmiernie wysoko cenił niektórych mistyków. Przetłumaczył Zdania i uwagi dzieł Jakóba Boehmego, Anioła Slązaka i Saint-Martina. O tym ostatnim mówił w prelekcjach swoich; „Ludzie pojedyńczy z historji obcych narodów bywają ważnemi dla historji słowian. Do takich ludzi liczy się teozof francuski Saint-Martin. Drugi, bardziej jeszcze tajemniczy teurgik i teozof, niejaki żyd portugalski Martinez Pasqualis, przejeżdżając przez Francję, zaznajomił się z Saint-Martinem. Później Saint-Martin, wciągniony w nauki mistyczne i chcąc do dna zgłębić kwestje religijne, wyuczył się po niemiecku, żeby czytać sławnego teozofa Jakóba Boehmego. Około tego czasu zabrał także znajomość z kilku Rosjanami i Polakami, którzy jego dzieła i opinje zawieźli do Moskwy. Tym sposobem począł się ruch religijny Rosyi” [1].
Mickiewicz jednak pierwszeństwo przyznawał Boehmemu i mówił o nim 2-go maja 1852 r. „Z mistyków nowoczesnych największy jest Boehme: wielkim, czystym ogniem płonąca dusza i malująca swoje widzenia ognistemi słowami. Jestto prorok także Boży i taki jasnowidz dla ludów chrześcijaństwa dzisiejszego, jakim był Izajasz dla Hebrejów” [2].
W ostatnich latach Mickiewicz poruszał z upodobaniem kwestje, odnoszące się do zadań mistycznych lub do dziejów Rzymu starożytnego. Tak powstały: ogłoszony urywek z Elekcji Nerwy, nie wydany urywek o pochodzeniu ludów włoskich i praca o Boehmem.
W listopadzie 1853 r. „pewnego wieczora, pisze p. Armand Levy, Mickiewicz, który mię widział we dnie szukającego w bibljotece arsenalskiej jakiegoś dzieła Boehmego, rzekł do mnie: „Siadaj, weź pióro i pisz, co ci podyktuję”. Spostrzegszy, że Levy stenografuje, wyraził żal, iż wcześniej nie wiedział, że on zna stenografję, bo dyktowanie zwykłemu pisarzowi utrudzało go bardzo, z powodu koniecznego powtarzania się i straty czasu. Odtąd Levy odnosił mu nazajutrz stenografię przepisaną na czysto, którą Mickiewicz odczytywał i poprawiał. Jeszcze jedno posiedzenie, i już byłby podyktował całą pracę o Boehmem, lecz Levy nie mógł przez parę tygodni spędzić z Mickiewiczem ani jednego wieczora sam na sam, a później miał Adam Mickiewicz myśl gdzieindziej zwróconą [3].
Jakób Boehme urodził się w 1575 r. w Alt Seidenberg pod Zgorzelcem (Goerlitzem) na Ślązku. Bjograficzne szczegóły o nim przekazał nam jego uczeń A. von Frankenberg. Boehme pochodził z chłopskiej rodziny, ledwie umiał czytać i pisać. Do dziewiątego roku życia był pastuchem, później pracował u szewca. Pobożność jego narażała go na żarty rówieśników. W podróżach, przedsięwziętych dla wykształcenia się w rzemiośle, obijały się o jego uszy namiętne teologiczne spory owej epoki, rozbudziły w nim chęć szukania prawdy.
Według Mickiewicza „Boehme, szewc niemiecki, niezależnie od jakiejkolwiek szkoły (en dehors des écoles) stworzył rozległy system teozoficzny [4] i wielki wpływ wywarł na filozofów niemieckich”. Schelling zgłębiał pisma Boehmego. Rozwinięcie i dopełnienie tego systemu dostarczył Schellingowi Saint-Martin, tak, że ile sądzić teraz można o systemie Schellinga, jestto nic więcej tylko mieszanina pojęć Boehmego i Saint-Martina” [5].
Boehme byłto przedewszystkim samouk. Pisząc najważniejsze swe dzieło Przedświt, nie miał pod ręką żadnej książki, oprócz Biblji. Oddaje sobie świadectwo, że czerpał „nie w naukach ludzkich, ale w księdze rozwartej przez Boga w jego duszy; nie potrzeba mi innej księgi”. Wśród modlitwy gorącej miał objawienie: „Widziałem i zrozumiałem w kwadrans więcej, niżbym był się nauczył przez długie lata w szkołach i uniwersytetach. Gdy się zastanowię, dlaczego biorę się do pióra i trudu tego nie zostawiam osobom duchowniejszym i rozleglejszej nauki, myśli moje rozpalają się, i tajemnicza potęga zmusza mię do pisania. Wszelkie inne postanowienia moje znikają. Idee te i głosy powtarzają się i pochłaniają resztę, trzeba mi iść za moim powołaniem. Jestto obowiązek, który spełnić muszę wbrew mojej woli”.
W 1594 r. Boehme ożenił się z córką rzeźnika, miał czworo dzieci i żył w najlepszej zgodzie z żoną aż do śmierci. Chociaż trzy razy powtórzyły się widzenia, wśród których „mógł czytać w skrytościach serc i zrozumieć tajemnice przyrodzenia”, zajmował się dalej swoim rzemiosłem i wychowaniem dzieci. Dopiero w r. 1610 napisał Przedświt. Rękopism ten dostał się do rąk sąsiedniego magnata, który kazał go przepisać i udzielił kilku osobom, mianowicie Grzegorzowi Richterowi, pastorowi w Zgorzelcu. Ten z ambony zganił dzieło Boehmego, i władze Zgorzeleckie zakazały szewcowi wdawać się w autorstwo. Przez siedem lat stosował się do tego rozkazu. W 1619 miał po raz czwarty widzenie i, idąc za zdaniem kilku pobożnych przyjaciół, wziął się do pisania i wszystkie dzieła swoje oprócz Przedświtu, zredagował w ostatnich pięciu latach życia, zaniechał prawie zupełnie rzemiosła szewskiego i żył z zapomogi, udzielanej mu przez przyjaciół. Sam nic nie dał do druku, ale jeszcze za jego życia A. von Frankenberg ogłosił jego trzy pisma: O prawdziwej pokucie, o prawdziwym spokoju i o życiu nadprzyrodzonym, pod tytułem: Droga do Chrystusa. Pastor Richter gwałtownie wystąpił znów z ambony i wydał dziełko po łacinie przeciw Boehmemu. Boehme odpowiedział mu pismem apologietycznym: władza kazała mu opuścić miasto Goerlitz na czas jakiś.
Udał sie do Drezna, gdzie dobrze go przyjęto. W jesieni pojechał odwiedzić przyjaciół swoich na Ślązku i, zachorowawszy, żądał, aby go odwieziono do Zgorzelca, gdzie po tygodniu cierpień zgasł 17 listopada 1624 r.
Oto tytuły pism Boehmego z datą ich napisania:

1612. Przedświt. (Aurora oder die Morgenröthe im Aufgang).
1619. Trzy zasady z dodatkiem o potrójnym życiu człowieka.
1620. O potrójnym życiu człowieka, odpowiedź na 40 pytań duszy.
O wcieleniu Chrystusa, o jego życiu, imieniu, zmartwychwstaniu i o drzewie wiary.
O sześciu punktach mistycznych.
O Boskiej tajemnicy nieba i ziemi.
O ostatnich czasach.
1621. De signatura rerum.
O czterech kompleksjach.
Apologja.
Uwagi nad E. Stiefelnie.
1622 O prawdziwej pokucie.
O prawdziwym spokoju duszy.
O odrodzeniu.
De Poenitentia.
1623 O Opatrzności.
O przeznaczeniu zbawienia.
Mysterium magnum o Genezie.
1624. Obraz zasad.
O życiu duchowym.
O kontemplacji Bożej.
O dwóch zakresach Chrystusowych, rozmowa duszy oświeconej z duszą nieoświeconą.
Apologja przeciw G. Richterowi.
179 pytań teozoficznych, wyciągniętych z Mysterium magnum.
Książka do modlitwy.
Obraz Boskich objawień potrójnych światów.
O błędzie Ezechjela.
O sądzie ostatecznym.
Listy teozoficzne do różnych osób.

Dzieła Boehmego szybko rozeszły się po Niemczech. W r. 1611 król angielski Karol I wyprawił pewnego uczonego do Zgorzelca dla przetłumaczenia pism Boehmego.
Mickiewicz, po streszczeniu nauki Boehmego, zamierzał ocenić cały jego system. Widzimy z pozostałych urywków, jak poeta przedstawiał sobie doktrynę niemieckiego teozofa: brak nam części krytycznej i zestawienia wyników.

Władysław Mickiewicz.







Jacob Boehme par Adam Mickiewicz.




I. L’Universalité. — Dieu. — Satan.

Le sein de ce que nous nommons Dieu comprend l’Universalité des manifestations surnaturelles, naturelles, et contraires à la Nature. Il est impossible, et par conséquent il n’est pas permis de savoir ce qu’est Dieu en dehors de la Nature; mais la Nature de Dieu n’est pas ce que nous avons l’habitude d’appeler Nature: la Nature de Dieu n’est pas le Visible; nous parlons de l’Invisible, de l’impalpable et enfin de tout ce qui est au dessus et en dehors des sentiments et des sens humains.
Dieu, comme Universalité, comprend les ténèbres et la lumière, les souffrances et le bonheur, les profondeurs et les hauteurs; or, comme il s’est manifesté tout entier dans l’homme, et comme l’homme communique avec tous les éléments d’action divine, il peut, en se scrutant lui-même jusqu’au fond, pénétrer dans les abîmes de souffrances que l’on appelle l’Enfer, et s’élever vers les hauteurs que l’on appelle les Cieux et rentrer dans le milieu, dans le centre le plus intime de son existence qui s’appelle véritablement Dieu.
L’Esprit existant seul sans qu’il existe rien qui soit en dehors de lui, ou qui soit autre que lui, est un esprit en dehors de la Création: L’Esprit se concentre: cette concentration de lui-même l’opprime, l’enferme, pèse sur lui-même et excite en lui le désir de sortir de cette pesanteur, de ce cercle qu’il s’attire vers lui-même et qui devient ténèbres; l’Esprit en se concentrant s’obscurcit, commence á souffrir, á s’aigrir: il se produit, dans le sein de cette incubation de l’Esprit qui s’incube lui-même, une tendance à sortir de l’état de pression, un mouvement que Boehme appelle une rotation jusqu’ à ce que l’aiguillon intérieur de l’Esprit, qui a une tendance extérieure et qui s’attire vers lui-même, éclate en rayons de flamme et de lumière. Cette flamme est la manifestation extérieure de l’Esprit; cette flamme est la fin, le but, l’extrême extrémité de la Nature, (n’oublions pas que l’on parle ici de l’Esprit d’avant la création physique et manifeste); de cette flamme et de ce rayon, naît une lumière, une douceur, une joie, une jouissance, enfin naît ce que nous appelons réellement Dieu.
Il y a donc en Dieu d’abord l’obscurité infinie, et le choc chaotique de l’infinité d’éléments qui produisent par leur concentration, et pression une flamme; il y a secondement cette flamme qui est le terme extrême de ce qu’on apelle la Nature de Dieu, et enfin la lumière qui est le véritable Dieu. Boehme compare toujours cet ensemble divin à une lumière terrestre quelconque, dans la quelle on voit un fond obscur, une matière inflammable qui sort d’un fond également obscur de la Nature, qui devient ensuite une flamme ou un brasier c’est à dire une flamme naturelle et qui s’entoure d'une auréole de lumière. Dans chaque lumière, il y a donc un fond ténébreux, froid, aspirant vers la lumière, désirant et par conséquent malheureux; puis une flamme qui manifeste cet élan, ce désir brûlant; et enfin une lumière qui porte partout le sentiment de la joie et du bonheur et qui se nourrit pourtant de ténèbres et de choc d’éléments lesquels ne trouvent leur unité que dans la lumière. Il a existé de toute éternité en Dieu, et il existe et il existera toujours un fond ténébreux, ce que l’on apelle le Chaos, la Nuit de temps, la Colère de Dieu, d’où sort, comme des sources ténébreuses de la terre, une fontaine claire de la Vie, de l’Esprit; il existe aussi en Dieu et il a toujours existé ce choc d’éléments qui sortent des ténèbres vers la lumière; il existe aussi et il existera toujours la manifestation vraie, la vie intime de tous ces éléments comme lumière, comme bonheur, enfin ce que nous appelons Ciel. Mais en Dieu tout cela existe comme une parfaite harmonie; il n’existe en Dieu aucun sentiment de ténèbres ou de souffrance, comme un homme bien portant n'a aucun sentiment de l’amertume, de ce suc bilieux qui existe un lui, ni de l’aigreur de la bile, ni enfin d’aucune de ces actions inférieures et physiques qui pourtant constituent sa vie, qui le nourrissent intérieurement et dont le travail ténébreux produit ces rayons, cette chaleur douce qui anime son coeur et qui resplendit dans ses regards. Il n’y avait donc en Dieu aucune souffrance, quoiqu’il y eût un centre ténébreux, plein de souffrance et souffrant continuellement, mais qui n'avait point pour ainsi dire la conscience de ses souffrances et qui rentrait dans l’harmonie universelle du bonheur divin. Donc Dieu, tirant de ces profondeurs infinies et obscures des forces naturelles une flamme de vie, tirant de l’Enfer la Nature visible, tirant, comme on le pourrait dire, de cette bile universelle et infinie et de la rate mystérieuse et du choc des sucs intérieurs, une flamme organisatrice et une lumière, consciente de son existence Dieu existait dans une individualité incompréhensible, semblable à une individualité humaine; cette existence consistait en créations, productions et jouissances, ce dont une individualité humaine normale nous donne quelque idée: c’est l’histoire de l’état divin avant la création du monde et même avant la chute de Lucifer, d’après Boehme.

Dans cet état divin, dans chaque moment, dans chaque parcelle infinie d’un moment, il sortait de la ténébreuse infinité une infinité de tendances auxquelles l’Esprit central donnait une réalité: il sortait de ce Vésuve Chaotique une infinité de sources de gaz, qui s’allumaient et devenaient rayons; il sortait de l’Infini des qualités speciales, qui devenaient des existences, des individualités; il sortait enfin de cette Universalité une création angélique, continuelle et innombrable qui s’apelle réellement Dieu. Car comme on n’apelle pas l’Homme les intestins de l’homme; de même la souffrance, et le désir et la colère qui existent dans l’Universalité ne constituent pas Dieu et ne s’apellent pas Dieu: L’Homme, c’est l’extrait, la flamme, la lumière qui sort de son fond ténébreux et de son extérieur matériel; Dieu, c’est cette existence qui constitue le foyer vers lequel tendent toutes les forces ténébreuses de l’Universalité de la Nature. Cette opération, dont parle Boehme, n’est pas successive: elle est instantanée et continuelle: les qualités et les forces qui se dégagent de la Nature ténébreuse deviennent continuellement et à chaque moment étincelles et rayons; mais tout ceci se passe dans les rayons si on peut le dire ainsi, en dehors de la Nature matérielle et visible.

Boehme, dans ses intuitions, suppose que l’une de ces étincelles sortant de ténèbres éternelles et s’élevant par une tendance facile et naturelle à l’état de flamme, cette flamme formait déjà une individualité forte, une individualité d’ange ou d’archange; (car tout ce que Boehme appelle force, flamme, lumière, trône etc. sont des individualités, distinctes, divines, des citoyens du royaume). Or une de ces individualités, faisant une partie intégrante de la Divinité, ayant par conséquent une volonté libre, arrivée à l’état de flamme et par conséquent à l’apogée de sa force, n’a pas voulu s’élever à la douce lumière; une telle individualité, pour la première fois, fit acte de volonté contraire à l’Universalité de la Création; elle voulut élever son centre ténébreux et devenir elle-même le centre de la Création: C'est ce que Boehme apelle la Chute de l'Archange et le commencement de la Création matérielle et visible. Car d'après lui, tous les esprits, toutes ces étincelles et tous ces rayons sortant des ténèbres, de ce que les anciens payens comme Hésiode appelaient les semences de la Création, entraient dans l'harmonie générale, se confondaient avec la lumière éternelle; et il y eut un Esprit, et des plus puissants, qui dans l'état de sa force ne voulut qu'exercer cette force même, que devenir la force par excellence, que devenir l'ardeur, le brasier, sans se donner la peine de monter vers la lumière; c'est cet Esprit le premier qui eut la conscience de la force comme le Prométhée d'Eschyle sans soumettre cette force aux besoins de l'Universalité, devint ainsi Satan, un ennemi de l'Universalité. Pour se constituer comme une individualité, il a jeté de tous les côtés des rayons sombres et allumé toutes les forces de la nature ténébreuse. Pour faire comprendre ces idées non pas obscures, mais élevées, on pourrait comparer ce Satan invisible et immatériel se révoltant contre l'Universalité à un homme qui briserait une loi établie et véritable, en faisant appel pour en triompher à ses forces inférieures c. à d. à sa bile et à son sang.
De ce moment, dit Boehme, l'harmonie de la Nature divine est brisée: les forces, qui sortirent du centre de cet esprit Satanique, bouleversèrent ce qu'il avait appelé plus haut la Nature divine, c. à d. cette obscure Universalité des forces des semences de Création. Satan les a appelées à l'existence avant le temps fixé par l'éternelle Sagesse; il'a appelé ainsi à l'action des esprits incomplets et Souffrants; il a accéléré la génération véritable, il a fait avorter pour ainsi dire la Nature divine. Chacune de ces forces, de ces intelligences appelées à l'action, de ces anges enfin, pour se constituer individuellement, se concentrait en dehors de l'action universelle, en dehors de la chaleur et de la lumière divines. Ainsi les essences, tout d'un coup appelées des ténèbres incréées, devenant des individualités distinctes sans être attachées à l'Unité, entraient dans des mouvements de rotation individuelle et se séparèrent les unes des autres eu prenant des formes distinctes et en produisant ainsi ce que nous appelons le monde visible. Ce monde donc, d'après Boehme, est le résultat d'une action anormale, d'une révolte; ayant aussi une tendance continuelle au retour vers l'Unité, ce monde est une existence passagère et qui n'est entretenue que par les efforts continuels de l'Esprit contraire à l'Universalité, c. à d. par le Satan. Ce qui dans le sein de l'Universalité était une tendance vers la concentration et qui sous les rayons de l'Unité divine devenait la constance et produisait des anges de trônes, après des bouleversements universels devint rochers et pierres; le mouvement qui du centre de la Nature ténébreuse poussait à l'action, et qui devait produire des anges chérubins, ce mouvement là produisit dans la nature gâtée les poisons et les influences délétères, actions corrompues; les forces de la Nature éclatant dans le mouvement du ton, du son, de l'harmonie devinrent des éclairs et des tonnerres; ainsi de suite tous les effluves de la Nature divine, créatrice des individualités paradisiaques, étaient à l'avenir condamnés à animer des êtres que nous appelons malfaisants, meurtriers et enfin le Diable, le fils de Satan.
Dieu, comme lumière, n'en a aucunement souffert; l'Esprit qui n'a pas voulu monter vers lui et qui s'obstina à dominer la lumière par le feu et la chaleur, c. à d. à dominer l'amour par la force, cet esprit rétrograde est rentré dans les abîmes de ces ténèbres, de ces semences de la Création, où il continue d'agir sans affecter la nature lumineuse de Dieu; il est rentré dans la fournaise qui produit la flamme et la lumière universelles, avec cette différence d'avec les forces primitives que ces forces là, tout en sortant des ténèbres et des pressions douloureuses, n'en avaient pas le sentiment, s'acheminant régulièrement vers la lumière, tandis que l'esprit-rétrograde de Satan retombé dans l'état primitif par sa propre volonté souffre de se voir dans une situation d'où il aurait pu et dû sortir.
Donc, d'après le système de Boehme, la Nature visible, palpable, c. à d. sensible, n'existe que par un fait anormal de révolte des Esprits ou, pour mieux dire, de l'un des Esprits. La région où cette révolte s'est accomplie et dont nous raconterons plus tard les suites, comprend notre système planétaire lequel par conséquent est régi par d'autres lois que tous les autres systèmes de l'Universalité.

O Jakóbie Boehmem przez Adama Mickiewicza
(Przekład z francuskiego).




I. (Wszechogół. — Bóg. — Szatan).

Łono tego, co nazywamy Bogiem, obejmuje Wszechogół[6] objawów nadprzyrodzonych, przyrodzonych i przeciwnych przyrodzie. Niepodobna, a zatym i niewolno wiedzieć, czym jest Bóg poza obrębem Przyrody; ale natura Boga nie jest tym, cośmy przywykli nazywać Przyrodą; natura Boga nie jest czymś Widzialnym; mówimy o Niewidzialnym, o Niedotykalnym, wreszcie o tym wszystkim, co jest ponad czuciami i zmysłami ludzkiemi i poza ich obrębem.
Bóg, jako Wszechogół, obejmuje ciemności i światło, cierpienia i szczęście, głębie i wyżyny; a ponieważ objawił się całkowicie w człowieku, i ponieważ człowiek styka się ze wszystkiemi żywiołami czynności bożej, może on zatym, badając sam siebie do głębi, przeniknąć do otchłani cierpień, nazywanej Piekłem, wznieść się ku wyżynom, zwanym Niebiosami, i wejść do środka, do najwewnętrzniejszego centrum istnienia, nazywającego się naprawdę Bogiem.
Duch, istniejący sam jeden tylko tak, że nic nie istnieje, coby było poza nim lub coby było czymś innym niż on, jest duchem poza obrębem Stworzenia. Duch ześrodkowuje się: to ześrodkowanie samego siebie uciska, zamyka go, cięży na nim i budzi w nim pragnienie wyjścia z tego ociężenia, z tego kręgu, który wkoło siebie ściąga, a który staje się Ciemnością; duch, ześrodkowując się, ściemnia się, zaczyna cierpieć, martwić się; w łonie tej inkubacji[7] Ducha, który sam się zapładnia, powstaje dążność wyjścia ze stanu ucisku, powstaje ruch, który Boehme nazywa rotacją, ruch prowadzący do tego, żeby bodziec wewnętrzny ducha, dążący na zewnątrz i przyciągający sam siebie, wybuchnął promieniami płomiennemi i świetlnemi. Płomień ten jest zewnętrznym objawieniem się Ducha; płomień ten jest końcem, celem, ostatnim krańcem Przyrody (nie zapominajmy, że mowa tu o Duchu przed Stworzeniem fizycznym i widomym); z tego płomienia i z tego promienia rodzi się światło, słodycz, radość, uciecha, nakoniec rodzi się to, co nazywamy rzeczywiście Bogiem.
Jest zatym w Bogu najprzód ciemność nieskończona i chaotyczne zderzenie się[8] nieskończonej liczby pierwiastków, wytwarzających płomień przez swe ześrodkowanie się i nacisk; jest powtóre ten płomień, będący ostatnim kresem tego, co się nazywa naturą Boga; jest nakoniec światło, będące prawdziwym Bogiem. Boehme porównywa zawsze tę całość bożą do światła ziemskiego jakiegokolwiek, w którym widać ciemny grunt, materję zapalną, wychodzącą również z ciemnego gruntu Przyrody, a stającą się następnie płomieniem czyli zarzewiem, to jest płomieniem naturalnym, otaczającym się obrączką świetlną. W każdym zatym świetle jest grunt mroczny, zimny, wydzierający się ku światłu, pragnący, a więc nieszczęśliwy, potym płomień, objawiający ten popęd, to pragnienie gorące, i wreszcie światło, roznoszące wszędzie uczucie radości i szczęścia, a żywiące się wszelako ciemnościami i zderzeniem pierwiastków, które jedność swą znajdują dopiero w świetle. W Bogu istniał od wieków, istnieje i istnieć będzie zawsze grunt mroczny, to, co nazywają Chaosem, Nocą czasów, Gniewem bożym, skąd wychodzi, jak z mrocznych źródeł ziemi, jasna krynica Życia, Ducha; istnieje również w Bogu i zawsze istniało owo zderzenie się pierwiastków, wychodzących z mroków ku światłu; istnieje także i istnieć będzie zawsze prawdziwe objawianie się, życie wewnętrzne wszystkich tych pierwiastków, jako światło, jako szczęście, wreszcie jako to, co nazywamy Niebem. Ale w Bogu wszystko to istnieje jako doskonała harmonja; niema w Bogu wcale uczucia ciemności lub cierpienia, tak jak człowiek zdrowy nie doznaje uczucia goryczy, tego soku żółciowego, co w nim istnieje, ani przykrego smaku żółci, ani wreszcie żadnej z tych niższych fizycznych czynności, które przecież stanowią jego życie, które go żywią wewnętrznie, i których mroczna praca wydaje te promienie, to łagodne ciepło, co ożywia jego serce i błyszczy w jego spojrzeniu. Nie było więc w Bogu żadnego cierpienia, chociaż był mroczny ośrodek, pełen cierpień i cierpiący ustawicznie, ale który nie miał, że tak rzekę, świadomości swych cierpień i wplatał się w powszechną harmonję szczęścia boskiego. A więc Bóg, wydobywając płomień życia z tych nieskończonych i ciemnych głębin sił przyrodzonych, wydobywając z Piekła przyrodę widzialną, wydobywając, jakby się wyrazić można, z tej powszechnej i nieskończonej żółci i z tej tajemniczej śledziony i ze zderzenia soków wewnętrznych, płomień organizacyjny i światło świadome swego istnienia, Bóg istniał w nieogarnionej indywidualności, podobnej do indywidualności ludzkiej, i istnienie to polegało na tworzeniu, na działaniach i radościach, o czym daje nam niejakie wyobrażenie normalna indywidualność ludzka: jestto historja stanu boskiego przed stworzeniem świata, a nawet przed upadkiem Lucyfera — według Boehmego.
W tym stanie boskim, w każdej chwili, w każdej nieskończonej cząstce chwili, wychodziła z naocznej Nieskończoności nieskończona ilość dążeń, którym Duch środkowy (centralny) nadawał rzeczywistość; wychodziła z tego chaotycznego Wezuwjusza nieskończona ilość źródeł gazowych, które się zapalały i stawały promieniami; wychodziły z Nieskończoności przymioty specjalne, które stawały się bytami, indywidualnościami; wychodziło wreszcie z tego Wszechogółu tworzenie się anielskie, ustawiczne i niezliczone, które się nazywa rzeczywiście Bogiem. Bo jak nie nazywamy Człowiekiem zamiarów człowieka, tak też cierpienie i pragnienie i gniew, istniejące we Wszechogóle, nie stanowią Boga i nazywają się Bogiem. Człowiek jest to ekstrakt, płomień, światło, wychodzące ze swego mrocznego gruntu i ze swej materjalnej zewnętrzności; Bóg to ta istota, co stanowi ognisko, ku któremu zmierzają wszystkie siły mroczne Wszechogółu Przyrody. To działanie, o którym mówi Boehme, nie odbywa się kolejno, ale jest ustawiczne i ciągłe: przymioty i siły, oddzielające się od Przyrody mrocznej, stają się wciąż i w każdej chwili iskrami i promieniami; wszystko to wszakże dzieje się w sferach, jeśli można tak powiedzieć, będących poza obrębem Przyrody materjalnej i widzialnej.
W intuicjach swoich Boehme przypuszcza, że gdy jedna z tych iskier, wychodząc z odwiecznych mroków, wzniosła się, wskutek dążności łatwej i naturalnej, do stanu płomienia, to płomień ten tworzył już indywidualność silną, indywidualność anielską lub archanielską (bo wszystko to, co Boehme nazywa siłą, płomieniem, światłem, tronem i t. d., są to indywidualności odrębne, boskie, są to obywatele Królestwa). Otóż jedna z tych indywidualności, stanowiąca część całkującą Bóstwa, mająca zatym wolną wolę, osiągnąwszy stan płomienny, a więc doszedszy do apogeum swej siły, nie chciała wznieść się do łagodnego światła; taka indywidualność, po raz pierwszy, uczyniła akt woli przeciwny Wszechogółowi Stworzenia; chciała pod nieść swój mroczny ośrodek i stać się sama ośrodkiem Stworzenia. To właśnie nazywa Boehme Upadkiem Archanioła i początkiem Stworzenia materjalnego i widzialnego. Albowiem według niego, wszystkie duchy, wszystkie te iskry i wszystkie te promienie, wychodząc z ciemności, z tego, co starożytni poganie, jak np. Hezjod[9], nazywali Nasionami Stworzenia, wplatały się w harmonję ogólną, zlewały się ze Światłem odwiecznym; a był Duch i to jeden z najpotężniejszych, który w blasku swej siły chciał tylko tę siłę właśnie wywierać, chciał stać się siłą przedewszystkim, stać się żarem, gorącem, nie zadając sobie trudu wzniesienia się ku światłu; ten to pierwszy Duch miał świadomość siły, jak Prometeusz Eschylosa, nie poddając tej siły wymaganiom Wszechogółu, stał się w ten sposób Szatanem, wrogiem Wszechogółu. By się ustalić jako indywidualność, rzucał on na wsze strony promienie ponure i zapalał wszystkie siły mrocznej natury. Ażeby zrozumieć te pomysły, nie ciemne bynajmniej, ale wzniosłe, możnaby tego Szatana niewidzialnego i niematerjalnego, buntującego się przeciw Wszechogółowi, porównać do człowieka, któryby złamał prawo ustanowione i istotne, odwołując się dla tryumfowania nad nim do swych sił niższych, to jest do swej żółci i do swej krwi.
Od tej chwili, powiada Boehme, harmonja Przyrody boskiej została zerwana; siły, które wyszły z ośrodka owego Ducha szatańskiego, zburzyły to, co powyżej nazwał Przyrodą boską, to jest ów ciemny Wszechogół sił, Nasion Stworzenia. Szatan powołał je do bytu przed czasem, oznaczonym przez Mądrość odwieczną; tym sposobem powołał do działania duchy niezupełne i cierpiące; przyspieszył prawdziwe rodzenie się, sprawił, że tak powiem, poronienie Natury boskiej. Każda z tych sił, z tych inteligiencji powołanych do działania, każdy z tych aniołów wreszcie, by ustalić swą indywidualność, ześrodkowywał się poza obrębem działania powszechnego, poza obrębem boskiego ciepła i światła. I tak istoty, nagle wywołane z mroków niestworzonych, stając się odrębnemi indywidualnościami bez związku z Jednością, odbywały ruchy rotacji indywidualnej i oddzielały się od siebie, przybierając kształty odrębne i wytwarzając tym sposobem to, co nazywamy światem widzialnym. Ten świat tedy, według Boehmego, jest wynikiem działania nienormalnego, buntu; a mając także dążność ustawiczną do powrotu ku Jedności, świat ten jest istnieniem przemijającym, utrzymywanym jedynie ciągłemi wysiłkami Ducha przeciwnego Wszechogółowi, to jest Szatana. To, co w łonie Wszechogółu było dążnością ku ześrodkowaniu się i co pod promieniami Jedności boskiej stawało się trwałością i wydawało aniołów potęgi, stało się po zaburzeniach powszechnych skałami i kamieniami; ruch, który z ośrodka mrocznej Przyrody pobudzał do działania i który miał wydać aniołów-cherubinów, ruch ten wytworzył w zepsutej przyrodzie trucizny i wpływy jadowite, działania chybione; siły Przyrody, wybuchając ruchem tonu, dźwięku, harmonji, stały się błyskawicami i grzmotami; i tak następnie wszystkie wypływy Przyrody boskiej, twórczyni indywidualności rajskich, były nadal skazane na ożywianie istot, które nazywamy szkodliwemi, zabójczemi, a wreszcie Djabłem synem Szatana.
Bóg, jako światło, nic na tym nie ucierpiał; Duch, który nie chciał wznieść się do niego i który z uporem pragnął opanować światło przez ogień i ciepło, to jest opanować miłość przez siłę, duch ten wsteczny wszedł w otchłanie tych Ciemności, tych Nasion Stworzenia, gdzie nie przestaje działać, nie naruszając świetlanej natury Boga; wszedł w piec, wytwarzający płomień i światło powszechne, z tą różnicą od sił pierwotnych, że owe siły, chociaż wychodziły z Ciemności i ucisków bolesnych, nie odczuwały ich przecież, zmierzając prawidłowo ku światłu; gdy tymczasem duch wsteczny Szatana, spadszy do stanu pierwotnego wskutek własnej swej woli, cierpi, widząc się w położeniu, z którego mógł i powinien był się wydobyć.
A zatym, według poglądu Boehmego, Przyroda widzialna, dotykalna t. j. zmysłowa, istnieje jedynie wskutek nienormalnego faktu buntu Duchów albo, lepiej mówiąc, jednego z tych Duchów. Dziedzina, gdzie się bunt ten dokonał, którego następstwa opowiemy później, obejmuje nasz system planetarny, który wskutek tego jest rządzony odmiennemi prawami niż inne systemy Wszechogółu.


II. La Genèse.

Nous sommes déjà descendus au moment où commencent l'espace et le temps, la lutte dont le théâtre sera la Matière: nous touchons aux temps de la Genèse sur laquelle Moïse a énoncé des vérités incomplètes. Il nous faudra revenir encore aux évènements constitutifs de la Création; il nous faudra encore expliquer les mouvements qui séparèrent définitivement le monde Satanique, le monde de la Révolte, de l'Universalité divine.
Dans ce moment que Boehme appelle la première et la plus grande des tempêtes qui aient bouleversé la Création, le Satan ayant appelé à l'existence des germes incomplets, l'Esprit central de Dieu réagit contre lui.
C'est par le feu, par l'ardeur, que Satan suscitait et faisait surgir du fond de la Nature divine des êtres qu'il inspirait Sataniquement; son influence allait devenir universelle; mais Dieu fit partir de son centre un éclair de force, un éclair de la Colère plus puissant que celui de Satan: Dieu le Père, en sa qualité de Père de tout et par conséquent de Père de la Colère jeta son éclair de colère dans les profondeurs de la Nature, au delà du cercle où le Satan pouvait agir. Il alluma un brasier supérieur en force à celui que Satan avait allumé; la colère de Dieu appela à l'existence des germes qui n'étaient pas encore atteints par l'influence du Satan. Dans ce moment de la lutte, les forces divines qui réagissaient contre les efforts de Satan sont appelées Archanges et Séraphins, Michel et Gabriel. Par l'influence de ces forces, un monde nouveau surgissait: des germes eu dehors de l'influence Satanique commençaient à vivre, à se sentir, à s'élever, mais privés déjà de la puissance de se constituer en individus distincts, privés de ce degré de la puissance complète qui constitue un individu divin. Cette nouvelle création est appelée par Boehme le Grand-Monde, et son centre l'Esprit du Grand-Monde, c. à. d. du monde matériel, spiritus mundi majoris. Nous disons son centre; car Dieu constitua alors un centre nouveau: c'est le centre de la Nature visible, du monde actuel. Dieu le Père appela les germes de la Création nouvelle à une existence régulière qui avait son centre gouvernemental. Car avant la grande révolte et la grande tempête, Dieu ne créait que des Esprits et ces Esprits avaient un centre dans la force créatrice du Père et dans la Lumière (du Fils.) Il a donc existé deux centres: celui par lequel la Nature divine, c. à d. l'Immensité, le Chaos, l'Incompréhensible, l'Insaisissable arrivait à l'existence et un autre centre vers lequel tout ce Chaos, tout le résultat du choc des Esprits Chaotiques arrivait à une existence supérieure, à la Lumière; ce second centre lumineux, amoureux et tout-puissant s'appelait proprement Dieu.
Maintenant après la tempête et la révolte, Dieu le Père fait éclater un troisième centre dans lequel agissent les deux natures divines: celle de la Colère et celle de la Lumière; le centre de cette troisième existence, de ces reflets de deux existences supérieures est ce que nous appelons le soleil. Dieu, ayant évoqué en dehors de l'influence du Satan des existences nouvelles très inférieures à celles qui avaient surgi dans les temps des créations divines, leur donna un centre d'influence et d'action, leur créa le Soleil. Dès que ces créations nouvelles arrivèrent au sentiment d'existence, il y eut ce que la Genèse appelle la séparation de la Lumière et des Ténèbres. Dans l'harmonie de l'Etre Universel, les Ténèbres entretenaient la Lumière, faisaient le fond de la Lumière, le froid faisait le fond du chaud, l'aigreur constituait l'élément du doux; mais, après l'abus de l'Esprit du Mal, il a fallu, pour lui ôter la force créatrice et par conséquent universelle, séparer ces deux centres. Ainsi tous les Esprits, qui arrivaient à l'existence après la révolte du Satan, se trouvèrent déjà séparés en deux, incapables de produire des créations Unitaires. L'Esprit, p. ex. l'Esprit du Feu se trouvait de suite arrêté dans son action désordonnée par sa moitié séparée de lui, c. à d. par l'Esprit de l'Eau; l'Esprit du mouvement, d'aigreur, ou comme Boehme le dit, l'Esprit d'acide ou de Mercure, trouvait son contre-poids dans l'Esprit de la Pesanteur: etc. Enfin les Esprits appelés à la vie après la grande révolte n'avaient plus l'intégrité, l'Unité et par conséquence la puissance semblable à celle du Dieu de l'Unité.
Cette évocation des existences toutes nouvelles et qui avaient un centre à eux arrêta la propagation de l'Esprit Satanique. Cette immense Existence que nous appelons la Nature (Matérielle) dans le sein de laquelle nous vivons, a été donc, avant la Création de l'homme, créée pour arrêter le progrès du Mal. Ce qui dans la Nature divine constituait l'action, la résistance, le mouvement, devint, comme nous l'avons déjà dit plus haut, l'éclair, la pierre de la création inférieure, matérielle, et par conséquent inaccessible à l'action spirituelle de l'Esprit Satanique. Pour expliquer en termes vulgaires ces grandes conceptions d'un Esprit mystique, nous nous représenterions p. ex. la révolte d'un grand Chef (et Boehme appelle toujours Satan le Grand-Duc) contre le pouvoir central, et ce pouvoir central faisant appel pour lui résister aux existences inférieures, à la populace des Esprits, et donnant à cette populace un chef, un centre d'action qui relève non plus de ses magistrats déchus mais de la force centrale. Satan ainsi se trouve enfermé entre la force centrale qu'il a désavouée et la force nouvelle qui prend ses inspirations non pas de lui, mais du pouvoir central.
Les germes nouveaux appelés à l'existence trouvèrent leur centre matériel dans le Soleil. Les forces divines se manifestèrent dans cette Création inférieure, comme Unité dans le Soleil, comme concentration dans Saturne, comme force de mouvement dans Mercure etc. Ces existences, éloignées de l'Unité par l'effet de la révolte de l'Esprit qui aurait dû leur servir de lien avec l'Unité, tendaient pourtant et nécessairement à s'unir la force de concentration, désiraient s'unir à la force d'expansion. L'expansion spirituelle se manifestait dans la région matérielle, comme Feu, la concentration comme pesanteur, le mouvement comme éclair et acide, la douceur comme eau etc. De cette séparation est venu le désir de se reunir de nouveau pour former une Unité; et c'est là que gît le principe des deux sexes, les tendances des deux sexes n'étant autre chose que le désir de rentrer à l'Unité.
Le Ciel donc et la Terre, c. à d. la Lumière et les Ténèbres produits déjà ostensiblement et matériellement commencèrent les manifestations du monde extérieur. Plus tard vinrent les manifestations de la vie individualisée comme plantes, poissons et animaux, créations toutes dépendantes du troisième principe dans lequel se reflétaient et la colère du Dieu le Père et la Lumière, c. à d. le Vrai Dieu. Ces créations qui enveloppaient de tous côtés le Satan formaient pour ainsi dire les murailles de sa prison.
Alors Dieu anima l'image de l'Homme. Cette image a de toute éternité existé devant Dieu comme Idée; car toutes les créations successives jusqu'à la fin des temps existent devant Dieu comme Idées. (Ici Boehme est parfaitement d'accord avec Platon, c. à d. avec Socrate). Cependant ces images devant Dieu n'ont aucune existence réelle: ce sont comme des reflets d'une figure qu'on aperçoit dans un miroir; nous y voyons tous nos traits parfaitement rendus, qui n'ont cependant aucune existence vraie. Dieu, c. à d. l'Universalité de toutes les existences, de toutes les formes, a vu dès le commencement, et voit et verra à jamais les reflets de toutes ses existences possibles; mais ces reflets, ces images n'entrent dans la vie que par un mouvement de Celui qui se fait réfléchir en elles, de la force centrale de Dieu.
Le temps donc était venu pour que l'Idée de l'Homme conçu de toute éternité entrât en existence réelle. Une telle existence, commençant la vie, concentrait en elle toutes les forces divines; elle devenait le fils de Dieu, elle devenait Dieu pour ainsi dire pour les créations intérieures. Un mouvement de la force centrale divine créa alors l'Homme: Il devint le dépositaire de toutes les forces divines, il est représentant de Dieu, il devint Dieu lui-même, Maître Souverain de la Création, plus puissant que n'a été Satan lui-même; car il puisait sa force de l'Esprit du Père, il avait la lumière de Dieu: connu comme Lumière, comme Fïls; et en même temps il était maître souverain de la troisième création nouvelle, de la création matérielle: son corps était tiré de ce que Boehme apelle l'élément unique, l'élément primordial, l'élément pur: Cet élément là n'était pas encore corrompu par l'influence du Satan; mais le corps de l'homme primitif, formé de cet élément n'était pas du tout matériel. Le premier Homme était, d'après Boehme, parfaitement angélique comme sentiment et intelligence et plus fort que les anges par la puissance qu'il exerçait sur le monde inférieur.

II. (Księga Rodzaju).

Przyszliśmy już do chwili, kiedy się zaczynają przestrzeń i czas, kiedy się poczyna walka, której widownią będzie Materja; zbliżamy się do czasów Gienezy, o której Mojżesz wypowiedział prawdy niezupełne. Musimy jeszcze wrócić do zasadniczych wypadków Stworzenia, musimy jeszcze wyjaśnić ruchy, które ostatecznie oddzieliły świat szatański, świat buntu, od Wszechogółu boskiego.
W owej chwili, którą Boehme nazywa pierwszą i największą z burz, jakie zawichrzyły Stworzenie, gdy Szatan powołał do bytu zarodki niezupełne, Duch środkowy (centralny) Boga oddziałał przeciwko niemu. Szatan za pomocą ognia, żaru, wzbudzał i wyprowadzał z głębi Przyrody boskiej istoty, które po szatańsku usposabiał; wpływ jego mógł się stać powszechnym, ale Bóg wypuścił ze swego środka błyskawicę siły, błyskawicę Gniewu, potężniejszą od błyskawicy Szatana; Bóg-ojciec, jako ojciec wszystkiego, a więc i ojciec Gniewu, rzucił swą gniewną błyskawicę w głębiny Przyrody, poza okrąg, w którym Szatan mógł działać. Rozniecił ognisko wyższe siłą od tego, jakie zapalił Szatan; gniew Boga powołał do bytu zarodki niedotknięte jeszcze wpływem Szatana. W tej chwili walki, siły boskie, przeciwdziałające wysiłkom Szatana, nazwane zostały Archaniołami i Serafinami, Michałem i Gabrjelem. Działaniem tych sił powstawał świat nowy: zarodki, zostające poza obrębem wpływu szatańskiego zaczynały żyć, czuć siebie, wznosić się, lecz były już pozbawione władzy stawania się odrębnemi indywiduami, pozbawione tego stopnia potęgi zupełnej, co stanowi indywiduum boskie. To nowe stworzenie nazwał Boehme Wielkim Światem, a jego ośrodek Duchem Wielkiego Świata, t. j. świata materjalnego, Spiritus mundi majoris. Mówimy: jego ośrodek, gdyż Bóg ustanowił wówczas nowy ośrodek: jestto ośrodek Przyrody widzialnej, świata obecnego. Bóg-ojciec powołał zarodki Stworzenia nowego do bytu prawidłowego, mającego swój ośrodek kierowniczy. Albowiem przed wielkim buntem i wielką burzą Bóg stwarzał tylko Duchy, a te Duchy miały swój ośrodek w sile twórczej Ojca i w Świetle (Syna). Istniały więc dwa ośrodki: jeden, przez który Przyroda boska, to jest Bezmiar, Chaos, Nieogarnialność, Niepochwytność, dochodziła do bytu, i drugi, ku któremu wszystek ten Chaos, cały wynik zderzenia się Duchów chaotycznych dochodził do bytu wyższego, do Światła; ten drugi ośrodek świetlny, kochający i wszechmocny, nazywał się właściwie Bogiem.
Teraz, po burzy i buncie, Bóg-ojciec wywołuje ośrodek trzeci, w którym działają obie natury boże, to jest Gniew i Światło; ośrodkiem tego trzeciego bytu, tego odbicia dwu bytów wyższych jest to, co nazywamy Słońcem. Bóg, wywoławszy poza obrębem wpływu Szatana nowe byty, znacznie niższe od tych, jakie powstały w czasach stworzeń boskich, dał im ośrodek wpływu i działania, stworzył im Słońce. Skoro te nowe stworzenia przyszły do poczucia istnienia swego, nastąpiło to, co Księga Rodzaju nazywa oddzieleniem Światła od Ciemności. W harmonji Istoty Powszechnej, Ciemności utrzymywały Światło, tworzyły grunt Światła; zimno było gruntem ciepła, gorycz stanowiła żywioł słodyczy; ale po nadużyciu Ducha Złego, trzeba było dla odjęcia mu siły twórczej, a więc powszechnej, oddzielić te dwa ośrodki. Tym sposobem wszystkie Duchy, dochodzące do bytu po buncie Szatana, już były rozdwojone, niezdolne wydać stworzeń jednolitych. Duch, np. Duch Ognia, już się uczuł powstrzymanym w swym niepowściągnionym działaniu przez połowę, oddzieloną od siebie, to jest przez Ducha Wody; Duch ruchu, goryczy, czyli, jak się Boehme wyraża, Duch Kwasu albo Merkurego, znajdował przeciwwagę w Duchu Ciężkości i t. d. Nakoniec, Duchy, powołane do życia po wielkim buncie, nie miały już całości, jedności, a więc i potęgi podobnej do potęgi Boga Jedności.


To wywołanie bytów całkiem nowych, mających własny swój ośrodek, powstrzymało rozpowszechnienie się Ducha Szatańskiego. Ta olbrzymia Istota, która nazywamy Przyrodą (Materjalną), na łonie której żyjemy, była tedy stworzona przed stworzeniem Człowieka, dla powstrzymania postępu Złego. To, co w Przyrodzie boskiej stanowiło działanie, opór, ruch, stało się, jakeśmy to już wyżej powiedzieli, błyskawicą, kamieniem stworzenia niższego, materjalnego, a zatym, niedostępnego działaniu duchowemu Ducha szatańskiego. By wyjaśnić pospolitemi wyrazami te wielkie pomysły ducha mistycznego, wyobraźmy sobie np. bunt wielkiego wodza (a Boehme zawsze nazywa Szatana Wielkim Księciem) przeciwko władzy naczelnej, a tę władzę naczelną odwołującą się, dla stawienia mu oporu, do istot niższych, do tłumu Duchów, i dającą temu tłumowi wodza, ośrodek działania, zawisły nie od urzędników odpadłych, ale od siły naczelnej. Tym sposobem Szatan jest zamknięty między siłą naczelną, którą wzgardził, a siłą nową, biorącą swe natchnienia nie od niego, lecz od władzy naczelnej.
Zarodki nowe, powołane do życia, znalazły swój ośrodek materjalny w Słońcu. Siły boskie przejawiły się w tym niższym Stworzeniu jako Jedność w Słońcu, jako ześrodkowanie w Saturnie, jako siła ruchu w Merkurym i t. d. Te byty, oddalone od Jedności wskutek buntu Ducha, który miał im służyć za łącznik z Jednością, dążyły przecież koniecznie do przyswojenia sobie siły ześrodkowania, pragnęły złączyć się z siłą rozlewności. Rozlewność duchowa objawiała się w dziedzinie materjalnej, jako Ogień, ześrodkowanie jako Ciężkość, ruch jako Błyskawica i Kwas, słodycz jako Woda i t. d. Z tego rozdziału przyszło pragnienie zjednoczenia się nanowo dla utworzenia Jedności, i tu to leży zasada dwu płci, gdyż dążności obu płci są tylko pragnieniem powrotu do Jedności.
A więc Niebo i Ziemia, to jest Światło i Ciemności, wytworzone już widzialnie i materjalnie, rozpoczęły objawy świata zewnętrznego. Później nastały objawy życia zindywidualizowanego jako rośliny, ryby i zwierzęta, — wszystko stworzenia zależne od trzeciego pierwiastku, w którym odbijały się i Gniew Boga-ojca i Światło, t. j. Prawdziwy Bóg. Te stworzenia, ogarniające Szatana ze wszech stron, tworzyły, że tak powiem, mury jego więzienia.

Wtedy Bóg ożywił obraz Człowieka. Obraz ten od wiek-wieków istniał wobec Boga jako Idea; gdyż wszystkie kolejne stworzenia aż do końca czasów istnieją wobec Boga jako idee (Tutaj Boehme zupełnie się zgadza z Platonem, to jest z Sokratesem). Jednakże te obrazy wobec Boga nie mają wcale bytu realnego: są to jakby odbicia postaci widziane w zwierciedle; widzimy tam wszystkie nasze rysy, oddane dokładnie, ale nie mające bytu prawdziwego. Bóg, to jest Wszechogół wszystkich istnień, wszystkich kształtów, widział od początku, widzi i widzieć będzie zawsze odbicia wszystkich swoich istnień możliwych, ale te odbicia, te obrazy wchodzą w życie dopiero skutkiem ruchu Tego, który się w nich odbija, siły naczelnej Boga.

Przyszedł tedy czas, żeby Idea Człowieka, powzięta od wieków, weszła w byt rzeczywisty. Byt taki, rozpoczynający życie, ześrodkowywał w sobie wszystkie siły boskie; stawał się Synem Bożym, stawał się, że tak powiem, Bogiem dla stworzeń niższych. Ruch siły naczelnej boskiej stworzył wtedy Człowieka: stał się on depozytariuszem wszystkich sił boskich, jest przedstawicielem Boga, stał się Bogiem samym, panem wszechwładnym Stworzenia, potężniejszym od samego Szatana, gdyż siłę swą czerpał z Ducha-ojca, miał światło Boże, znane jako Światło, jako Syn; a równocześnie był panem wszechwładnym trzeciego nowego Stworzenia, Stworzenia materjalnego; ciało jego było wzięte z tego, co Boehme nazywa żywiołem jedynym, żywiołem pierwotnym, żywiołem czystym. Żywioł ten nie był jeszcze zepsuty wpływem Szatana; ale ciało człowieka pierwotnego, utworzone z tego żywiołu, nie było wcale materjalnym. Pierwszy człowiek był, według Boehmego, zupełnie anielskim jako uczucie i inteligiencja, a silniejszym od aniołów władzą, jaką wywierał na świat niższy.


III. L'homme primitif.

L'homme primitif, d'après Boehme, tout spirituel et doué d'un corps immatériel et invisible, n'avait que des organes propres à la vie spirituelle; il tirait ses forces de la nature primitive, de la source de la puissance; il communiquait ainsi au centre de la Colère de Dieu, il était aussi puissant et plus puissant que Satan. Quant à sa vie divine, il la suçait à la source de la Lumière et de la Grâce de Dieu; il n'avait d'organes que ceux qui communiquent avec la vie Supérieure, il n'avait besoin de rien de ce qui correspond aux besoins matériels et physiques. Il n'apparaissait par conséquent dans l'Idée que comme un Etre qui ressemble beaucoup à des créations des peintres chrétiens qui représentent des intelligences célestes.
Cet être nouveau, ce fils de Dieu, son Vicaire dans la Création, possédait, à ce que Boehme suppose mais n'affirme pas trop expressément, le pouvoir de se continuer, de produire de son centre même, de suite, des créations nouvelles; cet être, c'était l'Androgyne des antiques traditions conservées par Platon. Mais la force créatrice de l'homme dépendait de son union constante avec le centre de l'Unité, avec Dieu. Il a fallu que l'homme fit des efforts pour se soutenir dans ce centre de l'Unité, pour qu'il n'en sortit pas et ne retombât pas dans le mal.
Ici il nous faut aborder une question très difficile et dont l'explication définitive nous paraït pour le moment absolument impossible: nous devons cependant en parler, parce que tous les hommes qui ont médité sur les choses divines l'ont méditée, ont cherché à la résoudre. C'est la question de la Cause du Mal. Comment les Esprits étant tous sortis d'un même sein, du même Dieu, pouvaient-ils se diviser dans leur tendance et leur mouvement? D'où avaient-ils pris la force de se séparer de Dieu? Issus d'une même et unique source, d'où pouvaient-ils tirer un élément de mouvement qui les rejetait en dehors de cette source? Comment Dieu pourrait-il permettre une déviation des êtres crées par lui, jetés par lui dans l'existance et conduits par lui vers un but ou vers le but qu'il devait nécessairement connaître? Question capitale de la fatalité et de la liberté, de la providence et du libre-arbitre. Voyons comment Boehme explique cette question.
Il faut nous reporter ici à ces heures primitives de la Création, ou pour mieux dire, à l'état divin d'avant la Création. Dieu alors comme Unité se reflétait dans l'infinité des Idées, des germes et des créations. Chaque rayon parti de son centre, chaque affluve appelait ces idées à la vie. Or chacune de ces Idées, sortant des gouffres du Chaos primitif, animée par le rayon de l'Unité avait nécessairement deux tendences dont la première était de suivre le rayon qui l'appelait à la vie, de s'unir à ce rayon, de s'élever ainsi, de tendre continuellement vers le centre de la Création, de se confondre avec Dieu; la deuxième tendance la reportait vers le Chaos d'où elle venait de sortir, vers ses existences passées, vers ces forces incommensurables dont elle faisait partie et qu'elle supposait avoir été la cause de son élévation jusque vers le centre. Un Esprit, sorti, ainsi des ténèbres, se sentant fort et devenu lumineux, fait continuellement des appels à la force et croit que la Lumière lui est due. Il y a donc dans chaque Esprit appelé à l'existence réelle deux tendances nécessairement, dont l'une le reporte vers le passé d'où il est sorti, et l'autre vers l'avenir. C'est sur cette limite, dit Boehme, qu'a commencé la volonté, ou, comme il dit, une nouvelle naissance, un acte indépendant d'un Esprit qui arrive à la conscience de lui-même. Lorsqu'il regarde le passé, il se sent tout-puissant: car au moment où il sort du Chaos, il est certainement l'Esprit le plus mûr et le plus puissant de ce Chaos; il est maître et souverain du Chaos; la nature ténébreuse l'accepte et le regarde comme son chef. Arrivé à la limite de la lumière, il se sent annullé, dépouillé de toutes les forces dont il disposait par en bas; il lui faut donc reconnaître que le moindre des Esprits de lumière qu'il rencontre sur la limite d'une nouvelle existence et qui lui paraissent nuls comme forces, lui est infiniment supérieur. Une pierre lancée dans l'air retombe avec orgueil et toute sûreté de droits acquis vers le centre de la terre; mais tout ce qui s'élève au dessus de la surface de la terre, une plante ou un oiseau, travaille longtemps à faire des efforts incertains pour s'élever vers une sphère supérieure.

L'individualité humaine une foi posée comme existence jusqu'alors inconnue dans la Création, touchant par sa force à la Colère de Dieu aux Enfers, s'élevant à la Lumière ou à l'Amour de Dieu et en même temps maîtresse de ce nouveau principe qui venait de surgir du Chaos, du principe de la Nature extérieure, participant aux Esprits et en même temps souverain du Soleil et des Planètes, devint l'objet des tentations c. à d. des efforts du Satan et des existences inférieures c. à d. de la nature visible et créée. Ces existences inférieures, ce monde élémentaire et les Esprits élémentaires qui président à ce monde, qui après la chute de Satan n'avaient pas de communications directes avec l'Unité et qui ne pouvaient plus y communiquer que par l'Homme, se sont efforcées à s'approcher de lui, à s'unir avec lui, à entrer le plus possible en Dieu par son entremise; car partout, dit Boehme, où l'Esprit de Dieu réside, tous les Esprits se groupent pour avoir une parcelle de cet Esprit (et notre mystique, Angelus Silesius, dit de même que chaque endroit où l'Esprit de Dieu s'est reposé tous les Esprits s'y précipitent pour s'y réchauffer). Il y eut donc autour du premier homme une tendance universelle des Esprits élémentaires de s'unir avec lui: ces Esprits lui faisaient des actes de soumission complète; ils le regardaient comme leur prince, comme leur Dieu. Qu'as tu besoin, lui disaient-ils par l'organe des inspirations instinctives, qu'as tu besoin de faire des efforts pour t'élancer vers l'Unité qui ne se manifeste nulle part en actes et en créations? Nous sommes là des actualités, des formes, des choses, qui ne demandons qu'à t'obéir, qu'à te servir; tu nous vois, tu nous touches, tu peux nous diriger d'un regard, d'un geste. As-tu jamais vu un Etre supérieur à toi, un Dieu qui eût un regard, un geste, qui commandât aux éléments? Crois nous, tu es véritable Dieu pour nous, tu es le véritable maître de la Création; unis-toi à nous: devenons la même chair, la même nature, associons nous.
Pour entrer dans cette association, il a fallu que l'Homme s'unit à ces Esprits inférieurs, à cette hiérarchie du troisième principe. On s'unit à un Esprit en ouvrant son âme à ses inspirations; mais pour s'unir aux Esprits inférieurs, il fallut leur ouvrir son organisation, ses entrailles; il fallait y mordre, il fallait les manger. L'homme primitif n'avait pas d'organisation capable de faire cet acte; mais il conçut un désir très vif de le faire. Et pour expliquer d'une maniere vulgaire ce désir, nous pourrions nous figurer un jeune-homme qui voudrait réunir chez lui une société d'hommes bas et criminels, mais qui n'aurait pas le moyen de le faire. C'est dans ce désir contraire à la volonté de Idée de Dieu, que l'homme primitif perdit sa communication continuelle avec Dieu; c'est alors qu'il tomba dans le sommeil, c. à d. sous l'influence de forces inférieures, ou, comme dit la Genèse, Dieu envoya le sommeil à Adam et de ce sommeil il devait déjà se réveiller comme individu appartenant à moitié à la Nature visible, aux Esprits inférieurs, comme leur associé, mais non pas encore comme leur esclave; de ce sommeil il se réveillait déjà enveloppé de corps terrestre et assujetti à moitié à la nature physique, au troisième principe: de maître souverain des Esprits de la Nature visible, il devint son agent.

III. (Człowiek pierwotny).

Człowiek pierwotny, według Boehmego, całkiem duchowy i obdarzony ciałem niematerjalnym i niewidzialnym, miał jeno organa odpowiednie do życia duchowego; brał swe siły z przyrody pierwotnej, ze źródła potęgi; komunikował się tym sposobem z ośrodkiem Gniewu Bożego, był równie potężny jak Szatan, a nawet potężniejszy od niego. Co do swego życia boskiego, ssał je ze źródła Światła i Łaski Bożej; miał tylko organa łączące go z życiem wyższym, nie potrzebował niczego, co się ściągało do potrzeb materjalnych i fizycznych. Ukazywał się zatym w Idei tylko jako istota, wielce podobna do kreacji malarzów chrześcjańskich, przedstawiających inteligiencje niebiańskie.
Ta nowa istota, ten Syn Boży, jego zastępca w Stworzeniu, posiadał, jak Boehme przypuszcza, ale nie twierdzi zbyt wyraźnie, moc kontynuowania się, wydawania ze swego ośrodka stworzeń nowych: ta istota była to Androgyne (mężczyzna-kobieta) dawnych podań, przechowanych przez Platona. Atoli siła twórcza człowieka zależała od jego trwałego zjednoczenia z ośrodkiem Jedności, z Bogiem. Trzeba było, żeby człowiek robił wysiłki dla utrzymania się w tym ośrodku Jedności, jeżeli nie miał z niego wyjść i popaść w złe.

Tutaj musimy potrącić o pytanie bardzo trudne, którego stanowcze wyjaśnienie wydaje się nam na teraz zgoła niemożliwym; winniśmy jednak pomówić o nim, gdyż wszyscy ludzie, co rozmyślali o rzeczach boskich, rozmyślali i o nim, starali się je rozwiązać. Jest to pytanie, dotyczące Przyczyny Złego. Jakim sposobem Duchy, chociaż wszystkie wyszły z tegoż samego łona, z tegoż Boga, mogły się rozdzielić w swej dążności i w swym ruchu? Skąd wzięły siłę oddzielenia się od Boga? Powstawszy z tegoż samego i jedynego źródła, skąd mogły wziąć żywioł ruchu, który je odrzucał poza obręb tego źródła? Jakże Bóg mógł pozwolić na zboczenie istot stworzonych przez siebie, powołanych przez siebie do bytu i prowadzonych przez siebie ku pewnemu celowi czyli ku celowi, który znać musiał koniecznie? Jestto nader ważna kwestja fatalizmu i wolności, Opatrzności i wolnej woli. Zobaczmy, jak ją wyjaśnia Boehme.
Musimy tu przenieść się do chwil pierwotnych Stworzenia, albo, mówiąc lepiej, do stanu boskiego przed Stworzeniem. Bóg wówczas jako Jedność odbijał się w nieskończonej ilości Idei, zarodków i stworzeń. Każdy promień, wyszły z jego ośrodka, każdy wypływ[10] powoływał te Idee do życia. Otóż każda z tych Idei, wychodząc z wirów Chaosu pierwotnego, ożywiona promieniem Jedności, miała nieodwołalnie dwa dążenia, z których pierwszym było iść za promieniem, co ją powoływał do życia, zjednoczyć się z tym promieniem, wznosić się tym sposobem, ustawicznie zdążać do ośrodka Stworzenia, do zlania się z Bogiem; drugie zaś dążenie zwracało ją ku Chaosowi, z którego dopiero co wyszła, do tych istnień minionych, do tych kształtów bezładnych, których stanowiła cząstkę, a które poczytywała za przyczynę wzniesienia swego aż do ośrodka. Duch, wyszedszy tym sposobem z ciemności, czując się silnym i stając się świetlnym, wciąż się odwołuje do siły i mniema, że Światło mu się należy. W każdym tedy duchu, powołanym do bytu rzeczywistego, są z konieczności dwa dążenia, z których jedno zwraca go ku przeszłości, skąd wyszedł, a drugie ku przyszłości. Na tej to granicy, powiada Boehme, poczyna się wola, czyli, jak on mówi, nowe narodzenie się, akt niezależny Ducha, przychodzącego do samowiedzy. Patrząc na przeszłość, czuje się on wszechmocnym; gdyż w chwili, kiedy wychodzi z Chaosu, jest on niewątpliwie Duchem najdojrzalszym i najpotężniejszym tego Chaosu, jest panem i władcą Chaosu; przyroda mroczna przyjmuje go i uważa za swego naczelnika. Przybywszy na granicę Światła, czuje się on unicestwionym i pozbawionym wszystkich sił, jakiemi tam w dole rozporządzał; musi więc uznać, że najmniejszy z duchów świetlnych, jakich spotyka na granicy nowego bytu, wydających mu się niczym jako siły, jest nieskończenie wyższy od niego. Kamień, rzucony w powietrze spada z dumą, z całą pewnością praw nabytych ku środkowi ziemi; ale wszystko to, co się wznosi nad powierzchnię ziemi, roślina lub ptak, długo pracuje, czyniąc niepewne wysiłki, by się wznieść ku sferze wyższej.
Indywidualność ludzka, raz postawiona jako byt dotychczas nieznany w Stworzeniu, dotykając siłą swoją Gniewu Bożego, Piekieł wznosząc się do Światła czyli do Miłości Bożej, a równocześnie pani tego nowego pierwiastku, co właśnie co wyszedł z Chaosu, pierwiastku Przyrody zewnętrznej; łącząc się z Duchami, a równocześnie panując nad Słońcem i Planetami, stała się przedmiotem pokuszeń, to jest usiłowań Szatana i istot niższych czyli Przyrody widzialnej i stworzonej. Te istoty niższe, ten świat żywiołowy i Duchy żywiołowe, przewodniczące temu światowi, które po upadku Szatana nie miały stosunków bezpośrednich z Jednością boską, a stosunki te mogły mieć tylko przez Człowieka, starały usilnie zbliżyć się do niego, złączyć się z nim i za jego pośrednictwem wejść jak tylko można najgłębiej w Boga; wszędzie bowiem, mówi Boehme, gdzie przebywa Duch Boży, wszystkie Duchy skupiają się, aby posiąść cząsteczkę tego Ducha (a nasz mistyk, Anioł Ślązak[11], powiada również, że na każde miejsce, gdzie spoczął Duch Boży, cisną się wszystkie Duchy, by się tam ogrzać). Wokoło pierwszego człowieka skupiała się powszechna dążność Duchów żywiołowych do zjednoczenia się z nim; duchy te czyniły mu oświadczenia zupełnej podległości; uważały go za swego księcia, za swego Boga. „Pocóż ci — mówiły mu one za pośrednictwem natchnień instynktowych — pocóż ci robić wysiłki, by się dostać ku Jedności, która się nigdzie nie objawia w czynach i stworzeniach? My jesteśmy rzeczywistościami, formami, rzeczami, pragnącemi jedynie być ci posłusznemi, służyć ci; ty nas widzisz, ty nas dotykasz, możesz nami kierować spojrzeniem, giestem. Czyś widział kiedy Istotę wyższą od siebie, Boga, któryby miał spojrzenie, giest, któryby rozkazywał żywiołom? Wierz nam, ty jesteś prawdziwym Bogiem dla nas, ty jesteś prawdziwym panem Stworzenia; zjednocz się z nami; stańmy się tym samym ciałem, tą samą naturą, stowarzyszmy się“.
Ażeby zawrzeć to towarzystwo, musiał Człowiek zjednoczyć się z temi Duchami niższemi, z tą hierarchją trzeciego pierwiastku. Jednoczymy się z Duchem, otwierając swą duszę na jego natchnienia ale dla zjednoczenia się z Duchami niższemi, trzeba było otworzyć im swój organizm, swoje wnętrzności; potrzeba je było ugryźć, potrzeba było je zjeść. Człowiek pierwotny nie miał organizmu zdolnego do zrobienia tego aktu; ale powziął żądzę bardzo żywą zrobienia tego. A dla wyjaśnienia tej żądzy w sposób pospolity, moglibyśmy wystawić sobie młodzieńca, pragnącego zebrać u siebie towarzystwo ludzi podłych i zbrodniczych, ale nie mającego na to sposobu. W tej to żądzy, przeciwnej woli Idei Bożej, człowiek utracił swą ustawiczną łączność z Bogiem; wtedy to zapadł w sen, to jest pod wpływ sił niższych; czyli, jak mówi Księga Rodzaju, Bóg zesłał sen na Adama, a z tego snu miał się już obudzić jako jednostka, należąca w połowie do Przyrody widzialnej, do Duchów niższych, jako stowarzyszony z niemi, ale jeszcze nie jako ich niewolnik; z tego snu obudził się już owinięty w ciało ziemskie i poddany w połowie Przyrodzie fizycznej, trzeciemu pierwiastkowi; z wszechwładnego pana Duchów przyrody widzialnej stał się jej spółdziałaczem.


IV. L'état de la création après la chute de l'homme et la nécessité d'une nouvelle force réparatrice.

L'homme primitif ou idéal, étant devenu agent d'un Esprit, de tout une hierarchie des Esprits inférieurs, aurait nécessairement produit des monstruosités, s'il avait agi par lui-même, possédant la force créatrice et s'étant mis au service des Esprits Chaotiques et incomplets. Dieu arrêta l'homme dans cette voie: il divisa sa force centrale, il sépara l'homme en deux. Ses instincts inférieurs et son idéal à lui tiré de lui-même vint à l'existence dans l'idée de la femme: le désir de l'homme donna naissance à un être nouveau, sépare de l'homme, qui apparut comme femme. Après le sommeil d'Adam, après son union intime avec le troisième principe, avec le monde visible, il y eut un réveil où Adam se trouvait dédoublé: il reconnut dans la nouvelle individualité, dans la femme, une moitié de lui même; il ne pouvait plus continuer une existence réelle et créatrice qu'avec cette moitié. La femme tirait sa matière, sa corporéisation non pas de l'élément pur, mais d'un élément déjà influencé par le troisième principe: cet élément se trouvait sous la domination du soleil et du système planétaire; mais la femme ainsi faite, en arrêtant le mouvement spontané de la volonté de l'homme, le ramenait à l'Unité, en lui faisant sentir de nouveau la nécessité de dominer d'une manière légitime le monde élémentaire qui acquérait dans la femme sa plus haute expression. L'homme ne pouvait pas créer des êtres sataniques et il retomba dans la nécessité de ne créer que des individus tenant au monde spirituel et en même temps au monde matériel. Le centre du monde matériel, du monde planétaire arrêtait ainsi ce qu'il y aurait pu avoir de méchant dans la force créatrice, mais corrompue de l'Homme.
Comment maintenant l'Humanité, l'Idéal de l'homme pourrait-il se refaire, se reconstituer? S'il se maintenait dans l'état où il se trouvait après la création de la femme, il aurait continué une race intermédiaire entre celle des Anges et celle des animaux, race pure et légitime d'après la Nature, mais qui n'était plus adéquate à l'idée de l'Homme, telle qu'elle a existé dans l'esprit de Dieu. Cette race pourtant aurait pu, en conservant la loi donnée par Dieu, en cherchant les sources de sa vie en Dieu, en répandant cette vie sur les créations inférieures, remonter laborieusement vers le centre dont elle était issue; mais la condition essentielle, posée alors à l'homme, était de ne pas obéir a des insinuations, à des conseils du monde inférieur, a ne pas manger le fruit de la terre, le fruit de l'arbre de la connaissance du bien et du mal. Dans cette connaisance, résidait la toute-puissance divine: Dieu n'en était pas jaloux; mais il voyait que l'homme déchu en abuserait certainement, car cette connaisance, lorsqu'elle n'est pas élevée vers le centre de la lumière, ne peut produire que les créations inférieures, c. à d., des créations mauvaises, sataniques. Les Esprits déchus avant Adam possédaient le mystère de la science du bien et du mal: ils se sont imaginés que ce mystère suffisait pour créer et par conséquent pour se substituer à Dieu; ayant reconnu après l'éclat d'une création visible et pleine d'actualité, leur insuffisance scientifique, ils s'adressèrent à l'homme qu'ils voyaient posséder la force créatrice dont ils s'étaient privés. L'homme primitif s'étant divisé après sa chute, l'Esprit du Mal s'est adressé à cette moitié de l'homme qui était la plus rapprochée de la Nature inférieure, qui représentait les instincts sensitifs de l'homme; il s'adressa à la femme. Dans le conseil de la femme, l'homme entendit la voix de la Nature déjà individualisée et s'exprimant en paroles; il l'entendit qui lui expliquait de nouveau sa toute-puissance: Si vous réunissez, disait la voix de la femme, cette force que vous puisez dans le même centre d'où sort la force divine, aux instincts de la Nature Universelle dont moi femme je suis dépositaire, nous retrouverons l'Unité complète, nous constituerons à nous deux un Dieu complet; mais pour celà il nous faut nous unir à l'Universalité et par conséquent faire un acte de communion intime avec la nature inférieure. Il ne s'agissait plus seulement d'avoir le désir de manger le fruit de la terre, désir que l'homme avait déjà conçu avant son sommeil, mais de saisir ce fruit, de la faire passer dans son organisation, de se l'assimiler, de devenir Un avec la Terre: c'est ainsi que Boehme explique l'acte par lequel l'homme communia avec l'arbre de la science du bien et du mal.
La condition de l'homme, après son union intime avec le monde visible influencé par le Mal, devint pire que ne l'était celle des animaux: le principe vital des animaux sortait de la source ténébreuse et chaotique éclairée et formée par le troisième principe dont le siège existait dans le Soleil; ce troisième principe qui, d'après Boehme, est périssable, n'avait d'autre but dans son existence que de manifester les productions complétés de la lumière et des ténèbres. Le monde visible a pourtant une tendance pour se constituer pour s'unir à Dieu: toute créature, dit St. Paul, souffre et aspire à être délivré de la vanité; c'est pourquoi toutes les créatures du monde visible convergent vers l'homme, espérant trouver en lui leur complément, leur Dieu. Mais comme l'homme, après avoir interrompu ses communications directes avec le monde céleste, n'apporte sur la terre qu'une étincelle qu'il n'a plus le pouvoir de ranimer par les rayons d'en haut, cette étincelle, enveloppée par une masse des Esprits inférieurs qui l'attirent pour s'en réchauffer, ne peut que faiblir et s'amoindrir. Ainsi le monde extérieur (soleil, planètes), se jette au devant de chaque homme qui vient au monde; il se met à son service; il attend à chaque moment dans cet homme son Dieu, comme l'humanité attend son Messie: il fournit à chaque enfant tous les dons dont il dispose: les forces nerveuses, musculaires, connaisances, science, il le sert comme son Souverain tant que brille dans l'homme l'étincelle apportée d'en haut. Cette étincelle venant nécessairement de faiblir, l'Esprit du monde extérieur abandonne son favori; il cherche ailleurs son appui; il retire a l'homme qu'il avait favorisé ses forces sanguines et bilieuses, sa puissance brutale, puis l'usage de ses sens et ses connaissances, sa puissance astrale: l'homme favorisé tombe dans l'abattement et la misère, il meurt![12] Nous parlerons ailleurs de la mort des animaux, dont d'après Boehme il ne reste dans le monde surnaturel que des formes; quant à l'homme, il conserve en mourant les restes de son étincelle divine, car il est sorti comme nous l'avons dit, de même que toutes les créatures créées, du monde chaotique et ténébreux; mais il a eu communication avec la lumière divine et il possédait toutes les qualités propres à communiquer avec le monde visible, avec le troisième principe; lorsqu' après la mort ce troisième principe lui est retiré, n'ayant plus de communication avec la lumière, son étincelle reste solitaire et combattue par les forces ténébreuses sans pouvoir les vaincre; elle rentre dans le chaos tout en conservant le souvenir de son état paradisiaque.
Ainsi l'Esprit de l'Homme après sa chute, redevenait le jouet des Esprits du Mal, se sentait une âme souffrante, damnée; car tout être ne souffre, que lorsqu'il se trouve au dessous de sa loi constitutive: les créations chaotiques et ténébreuses ne souffrent pas, tant qu'elles n'ont pas atteint la limite de la lumière et n'ont pas été mises en état de s'approprier librement les parcelles de la lumière qui leur étaient dues; si elles repoussent cette lumière, cette grâce, elles commencent alors à souffrir. Satan n'a commencé à souffrir que du moment de sa révolte. L'Homme commença à souffrir lors de la Chute; il ne pouvait sortir de cette souffrance qu'en rentrant dans sa loi, qu'après une victorie sur Satan. Les forces dont il avait besoin pour ce combat, il ne pouvait les tirer après sa chute que de la Nature extérieure, du troisième principe: il aurait dû grouper autour de lui tous les éléments de cette nature extérieure, il devait la préserver des atteintes du Mal, il devait s'en former une forteresse, un corps nouveau; mais comme, s'étant soumis aux Esprits inférieurs, il n'avait plus le pouvoir de les dominer, de les diriger, il devait nécessairement après sa sortie du monde extérieur devenir esclave du mal, du Satan.
Cette situation de l'homme déchu provoqua une nouvelle création, une nouvelle manifestation de la miséricorde divine; un rayon sorti du centre de la lumière qui n'a jamais communiqué avec le monde matériel, traversa les conches ténébreuses où était enfermé l'Homme et pénétra dans son âme; il y porta une chaleur nouvelle, les germes d'une force nouvelle, l'espérance du pardon, d'un retour vers Dieu. Ce rayon n'a cessé d'éclairer les âmes des premiers élus de l'Humanité: il préparait de loins dans les âmes une atmosphère pure; il y faisait revivre ce que Boehme appelle l'élément unique, l'éther, la teinture, l'élément paradisiaque, le paradis. Cet élément ayant acquis une consistante voulue par Dieu forma la substance dont Dieu créa une femme nouvelle, une femme paradisiaque, la seule femme vraie, destinée à devenir la mère de l'Etre de Lumière, du Verbe divin, Marie, mère de Dieu. Sa création exceptionnelle la mettait corporellement au dessus des atteintes du Mal; cependant comme Esprit elle a dû faire des efforts pour se maintenir à la hauteur de sa destinée, elle aurait pu tomber, elle est restée fidèle à sa loi, et devint ainsi un être exceptionnel, le reposoir du Verbe de Dieu.
Après le temps voulu, destiné par Dieu, le peuple d'Israël, conduit exceptionellement par l'Esprit de la terre sous les ordres de Dieu le Père, ayant par des sacrifices atteint le plus haut degré de spirituaité sur la terre, la femme divine offrit un milieu où pouvait naître, a femme de Dieu.


Le temps s'étant accompli, le rayon divin, ce Emmanuel (Dieu est en nous) qui éclairait et réchauffait l'humanité entière, vint de corporiser, s'unir à l'élément primitif du monde visible, vint enfin s'incarner. La plus forte manière d'agir sur les hommes, c'était de devenir leur semblable, de devenir le fils de l'homme, il ne pouvait y exister un autre moyen d'agir sur l'homme, à condition de lui conserver son libre arbitre; car un être ne peut s'unir volontairement qu'à son semblable: Dieu devait donc devenir semblable à l'homme. Jésus-Christ sortit de la lumière divine qui existe au delà de toutes les créations; les anges ainsi que les hommes sont sortis de la Nature ténébreuse et ils arrivent ou peuvent arriver par leurs efforts au centre de la lumière; mais Jésus-Christ seul est sorti de ce centre même de la Lumière, il est redescendu volontairement dans les abîmes où réside l'âme humaine, il s'est approprié les éléments au milieu desquels elle luttait, il se forma au milieu du troisième principe un corps qui devait en se spiritualisant ressembler à celui que d'après la pensée de Dieu, l'homme primitif devait posséder. Jésus-Christ, tout en revêtant l'humanité entière, s'affirma non plus comme agent, mais comme dominateur du monde extérieur; il a conservé durant toute sa vie l'esprit et le sentiment angéliques et les a fait agir dans un corps tout puissant sur la nature extérieure; il a spiritualisé ce corps au point de pouvoir descendre dans les abîmes sataniques sans se laisser entamer et constata ainsi la toute puissance de l'homme sur toute la création.
Jésus-Christ réalisa sur la terre, l'idéal de l'homme, conçu dans les cieux, trahi par Adam; il l'a même élevé à une nouvelle puissance, laissant aux enfants d'Adam, les moyens de sortir de l'abîme où ils étaient tombés, mais à condition de monter plus haut qu'Adam n'a été dans le paradis, de monter jusqu'au ciel. Ce n'est pas par l'enseignement ni par la loi donnée à l'homme, ni par l'histoire de ses faits accomplis que Jésus-Christ aida l'humanité; c'est par les effluves d'une force vivante qu'il a communiquée à la nature en descendant dans son centre, c'est par le souffle qui sortait non plus de la nature invisible mais de la poitrine humaine de l'Homme-Dieu, c'est par les signes, qui apparaissaient non pas dans des rêves et des visions, mais dans des gestes de l'Homme-Dieu que Jésus-Christ se communiqua à ses disciples, en leur présentant le modèle de vie et en leur communiquant en même temps la force de l'imiter.

IV. (Stan stworzenia po upadku człowieka i konieczność nowej siły naprawczej).

Człowiek pierwotny czyli idealny, stawszy się spółdziałaczem Ducha, całej hierarchji Duchów niższych, byłby z konieczności wydał rzeczy potworne, gdyby działał sam przez się, posiadając siłę twórczą i oddany na usługę Duchów chaotycznych i niezupełnych. Bóg powstrzymał człowieka na tej drodze; rozdzielił jego siłę ośrodkową, rozbił człowieka na dwoje. Jego popędy niższe i jego własny ideał, wydobyty z samego siebie, doszły[13] do bytu w idei kobiety: żądza człowieka zrodziła istotę nową, oddzielną od człowieka, która się ukazała jako kobieta. Po śnie Adama, po jego wewnętrznym zjednoczeniu się z trzecim pierwiastkiem, ze światem widzialnym, nastąpiło przebudzenie, kiedy Adam ujrzał się zdwojonym; uznał w nowej indywidualności, w kobiecie, połowę siebie samego; z tą tylko połową mógł odtąd prowadzić dalej istnienie rzeczywiste i twórcze. Kobieta brała swoją materję, swoje ucieleśnienie już nie z żywiołu czystego, ale z żywiołu ogarniętego już przez trzeci pierwiastek; żywioł ten zostawał pod panowaniem słońca i systemu planetarnego; ale kobieta, tak utworzona, zatrzymując samorzutny ruch woli człowieka, wiodła go znowuż ku Jedności, dając mu nanowo uczuć konieczność zapanowania w sposób prawowity nad światem żywiołowym, który otrzymał w kobiecie najwyższy swój wyraz. Człowiek nie mógł stwarzać istot szatańskich i popadł w konieczność stwarzania jedynie indywiduów, należących zarówno do świata duchowego, jak i do świata materjalnego. Ośrodek świata materjalnego, świata planetarnego powstrzymywał tym sposobem to, co mogłoby być złośliwego w sile twórczej, lecz zepsutej Człowieka.
Jakże teraz Ludzkość, Ideał człowieka, mogła się odtworzyć, rekonstytuować? Gdyby Człowiek utrzymał się w stanie, w jakim był po stworzeniu kobiety, to byłby rozpowszechnił rasę pośrednią między aniołami a zwierzętami rasę czystą i prawowitą według Przyrody, która jednak nie była już zupełnie równą idei Człowieka, jaka istniała w Duchu Bożym. Wszakże rasa ta mogłaby była, zachowując prawo dane przez Boga, szukając źródeł życia swego w Bogu, rozszerzając to życie na stworzenia niższe, wznieść się z trudem ku temu ośrodkowi, z którego pochodziła; ale głównym warunkiem, postawionym wtedy człowiekowi, było nie słuchać insynuacji, rad świata niższego, nie jeść owocu ziemi, owocu z drzewa wiadomości dobrego i złego. W tej wiadomości tkwiła wszechmoc boska; Bóg nie był o nią zazdrosny, lecz widział, że człowiek upadły nadużyłby jej z pewnością, gdyż wiadomość ta, gdy nie jest podniesiona ku ośrodkowi Światła, może wydawać tylko stworzenia niższe, to jest stworzenia złe, szatańskie. Duchy upadłe, przed Adamem, posiadały tajemnicę wiedzy dobrego i złego; wyobraziły sobie, że tajemnica ta wystarczała do stwarzania, a zatym do zastąpienia Boga; po ukazaniu się stworzenia widzialnego i pełnego rzeczywistości, uznawszy niedostateczność swej wiedzy, zwróciły się do człowieka, posiadającego, jak widziały, siłę twórczą, której pozbawiły się same. A że człowiek pierwotny był rozdzielony po swym upadku, Duch Złego zwrócił się do tej połowy człowieka, która najbardziej była zbliżona do Przyrody niższej, która reprezentowała popędy zmysłowe człowieka, zwrócił się do kobiety. W radzie kobiety człowiek usłyszał głos Przyrody już zindywidualizowanej i wyrażającej się słowami, usłyszał głos wyjaśniający mu nanowo jego wszechmoc. „Jeżeli zjednoczysz — mówił głos kobiety — tę siłę, jaką czerpiesz z tego samego ośrodka, skąd wypływa siła boska, z popędami Przyrody Powszechnej, których ja, kobieta, jestem depozytariuszką; to odnajdziemy Jedność zupełną, stanowić będziemy we dwoje Boga zupełnego; ale na to musimy się zjednoczyć z Wszechogółem, a więc uczynić akt komunji wewnętrznej z przyrodą niższą“. Nie chodziło tu już jedynie o powzięcie żądzy zjedzenia owocu ziemi, żądzy, którą człowiek już miał przed swym snem, ale o ujęcie tego owocu, o wprowadzenie go do swego organizmu, o przyswojenie go sobie, o stanie się Jednym z Ziemią: tak to Boehme objaśnia akt, którym człowiek komunikował z Drzewem wiadomości dobrego i złego.
Położenie człowieka po wewnętrznym zjednoczeniu się ze światem widzialnym, poddanym wpływowi Złego, stało się gorszym od położenia zwierząt; zasada żywotna zwierząt wypływała ze źródła ciemnego i chaotycznego, oświetlonego i ukształtowanego przez trzeci pierwiastek, którego siedziba była w Słońcu; ten trzeci pierwiastek, który, według Boehmego, jest znikomy, nie miał innego celu w swym istnieniu, prócz przejawiania utworów złożonych ze światła i ciemności. Atoli świat widzialny ma dążność do ustalenia się, do zjednoczenia się z Bogiem; wszelkie stworzenie — mówi Ś. Paweł — cierpi i pragnie być oswobodzonym od próżności; dlatego wszystkie stworzenia świata widzialnego dążą zbieżnie ku człowiekowi, spodziewając się znaleźć w nim swe dopełnienie, swego Boga. Ale ponieważ człowiek, przerwawszy swe bezpośrednie stosunki ze światem niebiańskim, przynosi na ziemię iskierkę tylko, której nie może już ożywiać promieniami z góry, iskierka ta, ogarnięta masą Duchów niższych, co ją przyciągają, by się nią rozgrzać, słabnie wciąż i zmniejsza się. To też Świat zewnętrzny (Słońce, Planety) wybiega naprzeciw człowieka, przychodzącego na świat, oddaje się na jego usługi; oczekuje w tym człowieku co chwila swego Boga, jak Ludzkość oczekuje swego Mesjasza, daje każdemu dziecku wszystkie dary, jakiemi rozporządza: siły nerwowe, mięśniowe, wiadomości, umiejętność; służy mu jako swemu Władcy, dopóki błyszczy w człowieku iskra przyniesiona z nieba. A ponieważ iskra ta musi z konieczności słabnąć, Duch świata zewnętrznego opuszcza swego ulubieńca, szuka podpory gdzieindziej; odbiera człowiekowi, którego pieścił, jego siły krwiste i żółciowe, jego potęgę zwierzęcą, potym używanie zmysłów i wiadomości, jego potęgę astralną: człowiek pieszczony wpada w przygnębienie i nędzę, umiera[14]. Gdzieindziej pomówimy o śmierci zwierząt[15], z których, według Boehmego, zostają w świecie nadprzyrodzonym formy tylko; co do człowieka, zachowuje on, umierając, resztki swojej iskry boskiej, gdyż wyszedł on, jakeśmy powiedzieli, podobnie jak wszystkie istoty stworzone, ze świata chaotycznego i mrocznego, lecz miał stosunki ze Światłem boskim i posiadał wszystkie przymioty odpowiednie do stosunkowania się ze światem widzialnym, z trzecim pierwiastkiem; kiedy po śmierci ten trzeci pierwiastek zostaje mu odjęty, iskra jego, nie mając już łączności ze światłem, skazana jest na osamotnienie i na ciosy sił mrocznych bez możności zwyciężenia ich; wraca do Chaosu, zachowując jednak wspomnienie swego stanu rajskiego.
Tak to Duch Człowieka, po jego upadku, stawał się bawidełkiem Duchów Złego, czuł się duszą cierpiącą, potępioną; wszelka bowiem istota wtedy tylko cierpi, gdy się znajduje poniżej swego prawa organizacyjnego; stworzenia chaotyczne i mroczne nie cierpią, jeżeli nie dosięgły granicy światła i nie były w możności swobodnego przyswojenia sobie cząsteczek światła im należnych; jeżeli odpychają to światło, tę łaskę, to wówczas zaczynają cierpieć. Szatan zaczął cierpieć dopiero z chwilą swego buntu. Człowiek zaczął cierpieć po swoim upadku nie mógł się pozbyć tego cierpienia inaczej, jak tylko wracając do swego prawa, po zwycięstwie nad Szatanem. Siły, których potrzebował do tej walki, mógł po swym upadku czerpać jedynie z Przyrody zewnętrznej, z trzeciego pierwiastku; powinien był zgromadzić wkoło siebie wszystkie żywioły tej Przyrody zewnętrznej, powinien był ochronić ją od napaści Złego, powinien był utworzyć z nich sobie twierdzę, ciało nowe; ale ponieważ, poddawszy się Duchom niższym, nie miał już mocy panowania nad niemi, kierowania niemi, musiał po swym wyjściu ze świata zewnętrznego stać się niewolnikiem Złego Szatana.
To położenie człowieka upadłego wywołało nową kreację, nowy przejaw miłosierdzia boskiego; promień, wyszły z ośrodka Światła, który nigdy się nie stykał ze światem materjalnym, przebył warstwy mroczne, gdzie człowiek był zamknięty, i wniknął w jego duszę; zaniósł tam ciepło nowe, zarodki siły nowej, nadzieję przebaczenia, powrotu do Boga. Promień ten nie przestał oświecać dusz pierwszych wybrańców Ludzkości; przygotowywał on zdala w duszach atmosferę czystą, odżywiał w nich to, co Boehme nazywa żywiołem jedynym, eterem, tynkturą, żywiołem rajskim, rajem. Gdy ten żywioł nabył gęstości, zamierzonej przez Boga, powstała substancja, z której Bóg stworzył kobietę nową, kobietę rajską, jedyną kobietę prawdziwą przeznaczoną na matkę Istoty Świetlanej, Słowa Bożego, Marję, matkę Bożą. Jej wyjątkowe stworzenie stawiało ją cieleśnie ponad zamachami Złego; ale jako duch musiała ona czynić wysiłki, by się utrzymać na wyżynie swego przeznaczenia; mogła była upaść, ale pozostała wierną swemu prawu, i stała się tym sposobem istotą wyjątkową, naczyniem Słowa Bożego.
Po czasie zamierzonym, oznaczonym przez Boga, lud izraelski prowadzony wyjątkowo przez Ducha ziemi pod rozkazami Boga-ojca, osiągnąwszy przez swe ofiary najwyższy stopień uduchowienia na ziemi, lud Boży dawał środowisko, w którym mogła się narodzić Kobieta Boża[16].
Gdy się czas wypełnił, promień boży, ten Emmanuel (= Bóg jest w nas), który oświecał i ogrzewał Ludzkość całą, przybrał ciało, zjednoczył się z żywiołem pierwotnym świata widzialnego, jednym słowem wcielił się. Najsilniejszym sposobem działania na ludzi było stać się do nich podobnym, zostać synem człowieczym; nie mógł istnieć inny sposób działania na człowieka, jeżeli tenże miał zachować wolną wolę, gdyż istota wszelka może się zjednoczyć dobrowolnie tylko z podobną sobie. Bóg więc musiał stać się bliźnim człowieka. Chrystus wyszedł ze Światła boskiego, istniejącego poza wszystkiemi stworzeniami; aniołowie zarówno jak ludzie wyszli z Przyrody mrocznej i dostają się albo mogą się dostać wskutek wysiłków swoich do ośrodka Światła; sam tylko Chrystus wyszedł z tego właśnie ośrodka Światła, dobrowolnie zstąpił w otchłanie, gdzie przebywa dusza ludzka, przyswoił sobie żywioły, wśród których ona walczyła, ukształtował sobie wpośród trzeciego pierwiastku ciało, które miało, uduchowiając się, stać się podobnym do tego, jakie, wedle myśli Bożej, winien był posiadać człowiek pierwotny. Chrystus, chociaż przywdział całkowicie człowieczeństwo, wystąpił nie już jako spółdziałacz, ale jako pan świata zewnętrznego; przez całe swe życie zachował on ducha i uczucie anielskie i kazał im działać w ciele, mającym wszechmoc nad Przyrodą zewnętrzną; uduchowił to ciało tak dalece, że mógł zstąpić do otchłani szatańskich bez żadnego nadwerężenia i tym sposobem stwierdził wszechmoc człowieka nad całym stworzeniem.
Chrystus urzeczywistnił na ziemi Ideał Człowieka, powzięty w Niebie, zdradzony przez Adama; podniósł go nawet do nowej potęgi, pozostawiając dzieciom Adama środki wyjścia z otchłani, w którą wpadły, ale pod warunkiem wzniesienia się wyżej, niż był w raju Adam, aż do nieba. Nie nauczaniem, ani zakonem danym człowiekowi, ani historją swych czynów Chrystus wsparł Ludzkość; wypływami to siły żywej, jakiej udzielił Przyrodzie, zstępując do jej środka, tchnieniem to, wychodzącym jużnie z natury niewidzialnej, lecz z piersi ludzkiej Boga-człowieka; znakami-to ukazującemi się już nie w marzeniu i wizjach, lecz w giestach Boga-człowieka: Chrystus udzielił się uczniom swoim, dając im wzór życia, a zarazem użyczając im siły do naśladowania go.

Zakopane, 8 czerwca, Tłumaczył Piotr Chmielowski.
1898 r.  


Przypisy

  1. Literatura Słowiańska, t. II, 192.
  2. Żywot Adama Mickiewicza, opowiedział Władysław Mickiewicz, t. IV.
  3. Żywot Adama Mickiewicza, t. IV.
  4. A. Mickiewicz: Cours de littérature slave IV, 350.
  5. Ibid.
  6. Wszechogółem (l’Universalité) nazwał Mickiewicz to, co Boehme oznaczył wyrazem Urgrund (pra-przyczyna) lub Ungrund (nic), a co dąży do stania się czymś.
  7. Inkubacja = akt zapłodnienia, dokonanego przez ducha.
  8. Zderzenie się = silniejsze zetknięcie się.
  9. Starożytny poeta grecki, autor „Teogonji“.
  10. W rękopiśmie czytamy: affluve; z treści jednak wynika, że trzeba czytać: effluve.
  11. Jan Scheffler ur. 1624, zm. 1677. Wiele jego zdań Mickiewicz przełożył na język polski.
  12. L'esprit du monde ressemble à un public politique favorisant toute individualité nouvelle (sans précédent), dans laquelle il espère trouver son vrai souverain, son libérateur, son dieu. La force d'une telle individualité une fois épuisée, le public s'en retire, l'abandonne.
  13. W rękop. czytamy vint, ale gramatycznie powinno być vinrent.
  14. Duch świata podobny jest do publiczności politycznej, wielbiącej każdą indywidualność nową (bez poprzednika), w której spodziewa się znaleźć swego prawdziwego władcę, swego wybawiciela, swego Boga. Kiedy siła takiej indywidualności raz się wyczerpie, publiczność cofa się, opuszcza ją. (Przyp. autora).
  15. W ręk. dochowanym niema tego ustępu.
  16. W tym miejscu ręk. widocznie mylnie jest zredagowany, bo i cały układ zdania jest wadliwy i wyrażenie: „la femme de Dieu divine offrit im milieu où pouvait naître la femme“ nie daje jasnego pojęcia; ażeby jakiś sens wydobyć, musiałem zrobić przypuszczenie, którego wynik podaję powyżej w przekładzie tego ustępu.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Mickiewicz.