Przy kominku (Bełza)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Bełza
Tytuł Przy kominku
Pochodzenie Dla polskich dzieci
Data wydania 1912
Wydawnictwo „Kultura i Sztuka“
Drukarz Zakład Narodowy
im. Ossolińskich
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
PRZY KOMINKU

Na kominku ogień huka,
Rzuca światła smug;
Wtem do okna ktoś zapuka:
— „Kto tak późno? czego szuka?
Skąd prowadzi Bóg?“ —

— „Hej! otwórzcie tam niebodze!“
Głos odezwał się:
— „Zima jestem, w śniegu brodzę,
W rękawicach ciepłych chodzę,
Puśćcie, puśćcie mnie!“ —

Poskoczono od komina,
I otwarto drzwi:
Weszła zima starowina,
Licha na niej salopina,
Biedna, z zimna drży...

Szła oparta na kosturze,
Stara jak ten świat;

Na jej twarzy mróz i burze,
Choć ukryła ją w kapturze,
Wyryły swój ślad.

Ociężałe wlokła kroki,
Pokaszlując wciąż;
Z lodu miała srebrne loki,
Co zwieszały się na boki,
Długie, niby wąż.

Wprowadzono starowinkę
Tam, gdzie płonął chrust;
Dano chleba okruszynkę,
I herbaty odrobinkę,
Wlano jej do ust.

Z gościnności polskiej rada,
Babcia kłania się;
Na fotelu miękkim siada,
I każdemu rozpowiada,
Jak jej w życiu źle.

Plecie sobie babcia, plecie,
Marszcząc siwe brwi:
Jak przez burze i zamiecie,
Wędrowała po tym świecie,
Długie, długie dni...


A gdzie w strasznym swym pochodzie,
Przeszła wzdłuż czy wszerz:
Tam się ścinał lód na wodzie,
Marzły drzewa, a w zagrodzie
Ginął ptak i zwierz...

Plotła babcia... a w kominie
Płonął drewek stos;
Na sen przyszło starowinie,
I choć brzydko spać w gościnie,
Zachrapała w głos.

Spała babcia... Aż wiosenka
Przyszła sobie raz:
Zapukała do okienka,
Mówiąc do niej: „Chodź stareńka,
Bo już ogień zgasł!“...


Dla polskich dzieci page0037.jpg



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Bełza.