Poezje gnomiczne

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Anonimowy
Tytuł Poezje gnomiczne
Pochodzenie Dywan wschodni, dział Indye
Redaktor Antoni Lange
Wydawca Towarzystwo Wydawnicze w Warszawie
Data wydania 1921
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Antoni Lange
Źródło Skany na Commons
Inne Cały dział Indye
Pobierz jako: Pobierz Cały dział Indye jako ePub Pobierz Cały dział Indye jako PDF Pobierz Cały dział Indye jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron


POEZJE GNOMICZNE.

Mędrzec gorliwie zbiera jako żniwiarz kłosy
Na wszystkich polach świata — wielkich myśli głosy.


Człek podły zwykł dostrzegać cudze winy liczne,
Choćby tak były drobne jak ziarno gorczyczne.
Lecz swoich własnych grzechów w słowie, albo czynie
Nie widzi, choćby wielkie były, jako dynie.


— „Ten jest podły!“ Czy bywa kto śmiechu godniejszy
Niż ten, który tak mówi, sam będąc podlejszy?


Kto spokojnie znosi klątwy
Złego, jako wąż języka,
(Ktokolwiek jest jego wrogiem):
Ten zwycięży przeciwnika.


Kto nieustannie siedzi w ksiąg uczonych szkole,
Ale w rozumie własnym nic mu się nie mieści;
Ten jest, jak owa łyżka, kąpana w rosole,
Co nie zna smaku zupy, woni jej, ni treści.


Komu bogi przeznaczą zagładę sromotną,
Temu rozum zmieszają i do reszty dotną,
Tak że wszystko mu stroną widzi się odwrotną.


Kto jest żądz niewolnikiem, kto zwalczyć niemoże
Grzesznych rozkoszy zmysłów w pokalanej duszy:
Temu rychło się rozum na szczęty pokruszy,
Jak okręt, gdy nim wstrząsa rozwichrzone morze.


Mistrzem woźnicą zaiste jest ten, co żądze zmysłowe
Opanował wędzidłem mądrości, jak konie cugowe.


Choć obojętnem ci wszystko, rzecz jedna przecie jedynie
Wiąże i ludzi i bogów: prawdę mów zawsze, tak trzeba!
Jak okręt dopływa do celu po mórz szerokiej równinie,
Tak ty po szczeblach prawdy — do wyżyn sięgniesz, do nieba.


Kto innym i postaci i mocy zazdrości,
Kogo ich ród udręcza, fortuna, znaczenie:
Ten wiecznie w dobrowolne strąca się ciemności —
I tak cierpi jałowo — ciągle — nieskończenie.


Kogo nędza zrobiła swojem popychadłem,
Ten przywykł się posilać najnędzniejszem jadłem.
Przy głodzie nawet otrąb wór w zęby nie kole,
Jak to często się zdarza przy bogaczów stole.


Trudno iście powstrzymać gadatliwe usta.
Mędrzec mówi niewiele. Długa mowa — pusta.


Ciało nasze jest wozem. Rozum za woźnicę,
Zmysły zaś są za konie. Kto potrafi lejce
Dzierżeć — jedzie bezpieczny w najtrudniejsze szlaki.
Tak ty, gdy rozum żądz twych powściąga rumaki.


To starannie czyń w pierwszym kwiecie twego wieku,
Co na starość będzie ci służyło.
To starannie czyń zawsze, pókiś żyw, człowieku,
Co ci przyda się tam za mogiłą.


Jak śpiewak niechce śpiewać dla głuchych słuchaczy,
Tak mędrzec słów dla głupców marnować nie raczy.


Promienisty wóz słońca na jednem kole spoczywa.
Węże te jego wędzidło, co siedem koni powściąga.
Koła rydwanu w eterach nie mają żadnego oparcia,
A zważ i to, że kulawym jest Wiwaswatów woźnica:
Jednak codziennie przepływa bóg nieskończoność niebiosów.
Pomnij: nie środki zewnętrzne warunkiem wielkości człowieka.
Jeno wartość wewnętrzna określa dzieł jego wyniki.


Kto z podniosłymi się wiąże,
Ten i zewnętrznie się zmieni.
I ścieki czczą bogi, gdy woda
Z Gangesu wypływa strumieni.


Skupuj grunt: spadkobierca chciwy go zabierze;
Ten, co w górę się wspina, padnie w rumowiska;
Przyjaciół rychło stracisz, choć kochasz ich szczerze:
Śmierć, ostateczna meta — czuwa, zawsze bliska.


— „Noc przeszła. Jasno zorza rozświeca niebiosa.
Słońce lśni. Róża wodna czarownic rozkwita!“
Tak mówi pszczoła, siedząc w kielichu lotosa.
Wtem cały kwiat wraz z pszczołą słoń swą trąbą chwyta.


Gdy osieł dźwiga ciężki wóz złotego piasku,
Wie, że ciężar ma wielki; nie zna jego blasku.
Tak po oślemu błądzi ten, co księgi czyta
Niezliczone, a treść ich zawsze mu zakryta.


Kto żyje śród szlachetnych, godność od nich zyska;
Kropla rosy w lotosie — jako perła błyska.


Choćbyś przeszyty był grotów tysiącem,
Nie zginiesz przed swym określonym końcem.
Lecz, gdy dzień przyjdzie twych losów wyroku,
Choćby od lichej trawki legniesz w mroku.


Grotem zadana, zagoi się rana.
Odrosną bory, ścięte przez topory.
Ale złośliwe słówko — niby jad kaleczy.
Rany, zadanej słowem, nic ci nie uleczy.


Zła kobieta, duch fałszywy,
Sługa sprzeczny, gadatliwy,
Dom, gdzie węży jest siedlisko:
Wszystko to jest śmierci blizko.


Nienawiści nie czuj do nikogo,
Nie oczekuj swych działań wyniku,
Nie pożądaj niczego na ziemi:
Te trzy prawdy miej w sercu, pątniku.


Chciwy ma zawsze mało, choć wciąż mnoży grosze,
Zaś równowaga ducha daje nam rozkosze
Najwyższe. — To też mędrzec w każdym ją wypadku
Uważa za skarb większy od chciwych dostatku.


„To zrobiłem“. — „To zrobię“. — „To zaczęte skończę“!
Wtem śród trosk, nieczekany schodzisz, śmierci gończe.


Razem z złota rozrostem
Miłość złota w nas rośnie,
Jak bykowi co rośnie —
Rosną rogi o wiośnie.


Nigdy mędrzec się nie gniewa,
Ani trwoży się ni nudzi,
Nienawiścią nie zapłonie,
Ni radością się nie łudzi.
Choć fortuny cios weń wali,
Mędrzec nigdy się nie żali.
W cnocie zawsze nie przełomny,
Żyje wedle praw natury;
Niewzruszony, jako szczyty
Himalaju świętej góry.


...Czas — jest to źródło powszechne
Rzeczy tych, co istnieją i co nie istnieją na świecie;
Źródło nieszczęścia i szczęścia, źródło początku i końca.
Czas wytwarza stworzenia, czas też unosi stworzenia.
Czas pożera stworzenia, czas na spoczynek je składa.
Czas więc je czyni dobremi, albo też złemi na świecie.
Czas łączy wszystkie istoty, czas je rozpędza na nowo.
Czas, kiedy śpimy, trwa czujnie. Więc trudno przestąpić moc czasu.
Czas przenika zarówno wszystkie istoty i zjawy,
A nikt zaiste na ziemi czasowi się oprzeć nie zdoła.
Ze twory minione i przyszłe, jak owe, co teraz istnieją —
W naszym rozumie jedynie — wytworem nam zdają się czasu:
Przeto rozum niech nas nie opuszcza!...


Bez zasiewu nic nie wzrośnie,
Niema zboża bez nasienia:
Ten, co zasiał ryż o wiośnie,
Żniw doczeka się i mienia.


Co myśli, to wygłasza zazwyczaj mąż prawy —
I czynem stwierdza zamiary.
Nieprawy chytrem słowem zataja swe sprawy,
Świat okłamuje bez wiary.


Noc po dniu następuje, dzień po nocy świta,
Radość idzie po smutku, żal z śmiechu wykwita.


Prawy człowiek śród ludzi idzie na wyżyny,
Jak łódź, co lekko płynie po najwyższej fali.
Nieprawy, obarczony występnemi czyny —
Jest jak miecz, co strącony w toń — na dno się wali.


Jak dwa kawały drzewa na powierzchni morza
Przypadkiem się stykają i w sprzeczne rozdroża

Znów płyną od przeciwnych tknięte fal powodzi:
Tak człowiek się z człowiekiem schodzi i rozchodzi.


Niesłusznie język językiem się zowie,
Jeśli w szlachetnym nie jaśnieje słowie.
Jest to ukryta w gębie mięsa sztuka
Z trwogi, by nie wpaść w głodne gardło kruka.


Ten, co w dół zawsze patrzy — bywa pełny pychy,
Kto na niebo spogląda — ten się czuje lichy.


Kochamy, co nam miłe, choć nam klęsk udziela,
Czcimy ogień, choć dom nasz czasem w pył spopiela.


Burza nie dotknie błahej trzciny,
Co wciąż się chwieje śród równiny:
Jeno w wysoki dąb uderza,
Mocarz tylko w mocarza swoją moc wymierza.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Anonimowy i tłumacza: Antoni Lange.