Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/383

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Grotem zadana, zagoi się rana.
Odrosną bory, ścięte przez topory.
Ale złośliwe słówko — niby jad kaleczy.
Rany, zadanej słowem, nic ci nie uleczy.


Zła kobieta, duch fałszywy,
Sługa sprzeczny, gadatliwy,
Dom, gdzie węży jest siedlisko:
Wszystko to jest śmierci blizko.


Nienawiści nie czuj do nikogo,
Nie oczekuj swych działań wyniku,
Nie pożądaj niczego na ziemi:
Te trzy prawdy miej w sercu, pątniku.


Chciwy ma zawsze mało, choć wciąż mnoży grosze,
Zaś równowaga ducha daje nam rozkosze
Najwyższe. — To też mędrzec w każdym ją wypadku
Uważa za skarb większy od chciwych dostatku.


„To zrobiłem“. — „To zrobię“. — „To zaczęte skończę“!
Wtem śród trosk, nieczekany schodzisz, śmierci gończe.


Razem z złota rozrostem
Miłość złota w nas rośnie,
Jak bykowi co rośnie —
Rosną rogi o wiośnie.


Nigdy mędrzec się nie gniewa,
Ani trwoży się ni nudzi,
Nienawiścią nie zapłonie,
Ni radością się nie łudzi.
Choć fortuny cios weń wali,
Mędrzec nigdy się nie żali.
W cnocie zawsze nie przełomny,
Żyje wedle praw natury;
Niewzruszony, jako szczyty
Himalaju świętej góry.