Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/382

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Promienisty wóz słońca na jednem kole spoczywa.
Węże te jego wędzidło, co siedem koni powściąga.
Koła rydwanu w eterach nie mają żadnego oparcia,
A zważ i to, że kulawym jest Wiwaswatów woźnica:
Jednak codziennie przepływa bóg nieskończoność niebiosów.
Pomnij: nie środki zewnętrzne warunkiem wielkości człowieka.
Jeno wartość wewnętrzna określa dzieł jego wyniki.


Kto z podniosłymi się wiąże,
Ten i zewnętrznie się zmieni.
I ścieki czczą bogi, gdy woda
Z Gangesu wypływa strumieni.


Skupuj grunt: spadkobierca chciwy go zabierze;
Ten, co w górę się wspina, padnie w rumowiska;
Przyjaciół rychło stracisz, choć kochasz ich szczerze:
Śmierć, ostateczna meta — czuwa, zawsze bliska.


— „Noc przeszła. Jasno zorza rozświeca niebiosa.
Słońce lśni. Róża wodna czarownic rozkwita!“
Tak mówi pszczoła, siedząc w kielichu lotosa.
Wtem cały kwiat wraz z pszczołą słoń swą trąbą chwyta.


Gdy osieł dźwiga ciężki wóz złotego piasku,
Wie, że ciężar ma wielki; nie zna jego blasku.
Tak po oślemu błądzi ten, co księgi czyta
Niezliczone, a treść ich zawsze mu zakryta.


Kto żyje śród szlachetnych, godność od nich zyska;
Kropla rosy w lotosie — jako perła błyska.


Choćbyś przeszyty był grotów tysiącem,
Nie zginiesz przed swym określonym końcem.
Lecz, gdy dzień przyjdzie twych losów wyroku,
Choćby od lichej trawki legniesz w mroku.