Pani Dubarry/Część II/Rozdział XXIX

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Leo Belmont
Tytuł Pani Dubarry
Podtytuł Miłośnica królewska
Rozdział Lody pękają
Pochodzenie Od kolebki do gilotyny
Data wydania 1927
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy „Renaissance“
Druk Zakłady Graficzne E. i D-ra K. Koziańskich
Miejsce wyd. Warszawa — Poznań — Kraków — Lwów — Stanisławów
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część II
Pobierz jako: Pobierz Cała część II jako ePub Pobierz Cała część II jako PDF Pobierz Cała część II jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

ROZDZIAŁ XXIX.
Lody pękają.
(Kartki z dziennika pani Chon).

Mnogie barwne epizody z czasu pojawienia się publicznego pani Dubarry na dworze Wersalskim proszą się o ramy fantastyczne, konkurując z poprzedniemi. Ale beletrysta musi liczyć się z brakiem miejsca i musi uciec się do skrótu. Jaką nadać mu formę?...
Gdyby „wszyscy“ ludzie owego czasu nie byli skłonni do pisania pamiętników, gdyby nie pisała ich pani Chon (Skrót imienia Fachon), siostra hrabiego Dubarry, należałoby je stworzyć.
A zatem, na szczęście, pisała je!
Notowała poczęści dla siebie, po części dla sprawozdań przed bratem wypadki z życia Joanny, u której umieścił ją w roli panny do towarzystwa hr. Dubarry, jako żywą wskazówkę. Sam bowiem po mózgowym ataku, który sprawił dwojenie się w oczach, zmuszony był na pewien czas wyjechać dla poratowania zdrowia, aby przestał — jak się wyraził — „widzieć świat podwójnie obrzydliwym“. Genialny mentor na wyjezdnem polecił Joannie siostrę garbuskę, jako „osobę mądrą, bo małomówną, choć ma coś do powiedzenia, gdy niemający nic do powiedzenia zwykle są gadatliwi“.
Pisała również lakonicznie, zrzadka tylko dając upust przysłowiowej złośliwości garbatych.
Oto kilka kartek z jej pamiętnika, oświetlających interesujące nas wypadki:

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Hrabina D. przy pożegnaniu rzekła memu bratu:
„Gwar dworu już mnie rozdrażnia. Gdyby mnie spotkała rzecz najgorsza t. j. że król by mnie porzucił, ostatecznie z jego darów mam dosyć, aby prowadzić życie przyjemne“.
Brat nauczył ją rozumu:
— Zakazuję ci o tem myśleć. Jakże mało znasz dwór! Gdybyś odeszła obecnie, zapakowanoby cię do klasztoru, abyś nie była kompromitującą na widoku pamiątką. A może sprzątniętoby cię trucizną. Zapamiętaj to sobie dla zbawiennego strachu.
Hrabina obecnie już nie myśli o głupstwach“.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

„Przedstawiono ją księżniczkom i młodemu delfinowi, który wydaje się wielkim niedołęgą. Jak sobie poradzi, gdy będzie XVl-tym? Co prawda i obecny nie grzeszy rozumem. Mówią, że kiedy w towarzystwie sprzeczano się, kto jest głupszy, czy znany z głupoty pan de la Vrillere, czy Ludwik XV, Choiseul powiedział: „Jako dobry poddany, trzymam za królem“. Szkoda, że nikt nie ma odwagi donieść o tem królowi, bo królby nie uwierzył, a donosiciel dostałby się do Bastylji. Ostatecznie Francja posiada formę despotyczną rządu, złagodzoną przez anonymowe piosenki“.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

„Zapomiałam zapisać, że hrabina podczas mszy, nazajutrz po ceremonji przedstawienia u dworu, siedziała przy królu na miejscu Pompadour. Było mało panów i pań z dworu w świcie królewskiej. Za to było dużo biskupów i sam arcybiskup z Reims. Na razie musi to nam wystarczyć“.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

„Damy dworu na wczorajszej uczcie u króla — jak mi mówiła D. — wciąż jeszcze były względem niej mroźne, jak lód. Kręcą nosami na wybór monarchy. Król nie może na to nic poradzić.
Dziś odbył się wieczorek u nas. Panowie zjawili się z musu, ale manifestacyjnie usunęli się od gry w faraona. Grało li parę pań i panów. Hrabina popełniła lekkie faux pas... Wygrawszy, wyraziła się: „Moja mama mówiła zwykle w takich razach: upiekło mi się. Mogę to samo powiedzieć“. Złośliwy R... zauważył: „Panie znają się na tem!“ Hrabina winnaby ustrzedz się wspomnień o... kuchni.”

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

„Idziemy naprzód. Zdobywamy sobie damy dworu. Hrabina będzie miała swój dwór. Pierwsza zdecydowała się na asystowanie jej marszałkowa Mirepoix. Co prawda dlatego tylko, że zabrnęła w długi, jak w błoto. Ale to już jest nazwisko. Choiseul podobno wścieka się na marszałkową; odwrócił się od niej przy spotkaniu.
Mnóstwo dam zionęło z początku oburzeniem, ale śladem Mirepoix już poszły hrabina de Valentinois, markiza d‘Hôpital, księżna Montmorency. Idziemy szybko wgórę. Mąż księżnej jest przecie kawalerem świty delfina.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

„Robota mego brata jest arcydziełem!... D. gra swoją rolę na dworze z takim taktem, że najgorsi wrogowie nic jej zarzucić nie są w stanie. Ma się wrażenie, że jest z najlepszej krwi. Co uderza, to fakt, że nie zawróciło się jej w głowie na szczycie. Budzi zdumienie powszechne jej zimna krew, spokój, naturalna pewność siebie, pogoda usposobienia, zwłaszcza skromność. Ma miły uśmiech bez kokieterii, lub kokieteryjny w miarę. Wczoraj w poselstwie zagraniczni goście szeptali po kątach, że jej czar zadał kłam rozpuszczanym o niej plotkom potwarców.
Wszystko zawdzięcza memu bratu. Ile się namęczył, aby oduczyć ją od nieprzystojnych wybuchów płaczu i śmiechu. On ją sam nauczył, jak obchodzić się z wachlarzem. Ona rozwinęła wymowę ruchu wachlarza do granic perfekcji.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Jest mi posłuszną. Nie rozdrażnia zadrości kobiet, trzymając mężczyzn w odległości należytej. Jest oddana jedynie królowi. Ludwik przez wdzięczność posłał Janowi sporą sumę, która bratu jednak nie na długo starczy, bo ma dziurawe sita zamiast rąk. Podziwiają tu hrabinę, że nie puszy się zbytkiem, ograniczyła swoje wydatki do pensji, wypłacanej przez generalnego dzierżawcę Vitry. Sądzono, że będzie niepoprawną zbytnicą. Jej bezinteresowności oddał pochwałę sam Choiseul. Nikt nie wie, że to rada mego brata, który z królewskiej nagrody przysyła jej środki, rekompensujące jej skromność.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Dziś hrabina otrzymała list od mego brata. Z uznaniem cytowała zeń ustępy. Umie je na pamięć:
„Nie daj się zepchnąć ze szczytu, na który weszłaś. Miej się wciąż na baczności. Twoja nadzwyczajna szczerość jest twoją nieprzyjaciółką: waż słowa. Nieostrożne zaniosą wrogowie królowi i wypchną cię z jego serca. Jeżeli powiesz wypadkiem głupstwo, umiej z wdziękiem wyznać to przed królem. Masz czar, który każe królowi śmiać się, a to znaczy: wybaczyć. Strzeż się przyjaciółek twoich przyjaciół bardziej, niż przyjaciółek nieprzyjaciół, choć i te są niebezpieczne. Udawaj, że nie zauważasz nieprzyjaźni i podtrzymuj każdą przyjaźń; każda może się przydać w pewnej chwili. Nie miej mi za złe drobiazgowych rad. Lepiej przesadzić w dobrych radach, niż zapomnieć o jakiejś. Możesz pominąć je na dziś, gdy sama znajdziesz drogę lepszą, ale w potrzebie przypomnij moją. Twoją przyrodzoną lekkomyślność otacza chaos i blask, w którym łatwo stracić kierunek. jeżeli niema się oparcia w takim przyjacielu, jakim ja jestem dla Ciebie!“[1]
„Potrafiła tak dobrze robić się małą, że będzie z czasem wielką. Ustępowała tak długo wszystkim z drogi, że teraz ustępują jej wszyscy. Nie jest to metoda, zawsze trafiająca do celu, gdyż nierozpierających się odpychają, ale w jej położeniu, wobec otoczenia z dworaków, okazała się najlepszą, gdyż wspomógł ją talent sztuki i czar natury.
„Lody prysły!... Partja naszych zwolenników rośnie z dniem każdym. Obóz przeciwny topnieje. Pani Flavacourt oświadczyła, że raczej nigdzie bywać nie będzie, niż ominie zaproszenie pani Dubarry. Wczoraj marszałek Richelieu przegrał do D. z galanterją 250 luidorów w Landsknechta. Król drwił, że w takiej marnej grze można tak wiele przegrać! Marszałek odparł:
„Hrabina tak rozgrzewa swoją grą, że można przegrać znacznie więcej. Król chyba wie o tem“. Ludwik zrozumiał i, śmiejąc się, poklepał marszałka po ramieniu, z aprobatą dla przezroczystej przenośni.“

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

„Syn mego brata Jana, jako powinowaty hrabiny, otrzymał wczoraj zaproszenie na obiad u króla.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

„Wczoraj zaszła rzecz pierwszorzędnej wagi. Wieczerzano w parku Wersalskim. Były dwie grupy gości. Powoli zwolennicy Choiseula odłączali się od jego grupy. Pociągał ich srebrzysty śmiech Dubarry, której d‘Aiguillon opowiadał anegdoty, zebrane przez Chamforta z życia arystokracji i duchowieństwa. Wreszcie Choiseul został sam jeden. Chmurny przechadzał się w parku. Król bawił się tem. Potem litując się nad jego samotnością, zaproponował mu wista. Ale i podczas gry pierwszy minister miał czoło trochę zasępione.
D. opowiadając mi o tem, tarzała się radośnie na łóżku. Dojadł jej ten uparciuch!“

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

„Pani de Bearn stała się już dawno zbyteczną dla nas. Papiery nasze poszły w górę. Wczoraj karzełkowaty książe de Trèsmes fiknął przed nią koziołka, oświadczając: „Przyszła z wizytą do pani Dubarry jej wiernopoddańcza małpa!“
„D. ma już nie tylko dworaków, przyjaciół, lokajów, ale nawet błaznów.“

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

„Jest coraz lepiej! Kawaler de Morlière przysłał hrabinie poświęconą jej książkę p. t. „Fatalizm, czyli zbiór prawdziwych anegdot, dowodzących wpływu losu na serca ludzkie“. Książka ta mieści na każde dwa słowa prawdy siedemnaście kłamstw, wyglądających prawdziwiej od niej, co nie przeszkadza jej być genialną, jako wzór umiejętnego doboru dokumentów historycznych.[2] W poświęceniu nazywa panią Dubarry „najszczęśliwszą. gwiazdą, która wzeszła na horyzoncie chwały Francji“. Podpisuje się, jako „najkorniejszy jej niewolnik“.
Mamy więc już już i swoich literatów! Na jutro de Morière jest proszony do nas na kolację“.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

„De Morlière dziś podczas wieczerzy ubawił D. wspaniałą charakterystyką kanclerza pieczęci p. Maupeou, który ma żółtą cerę i wygląd „gorzkiej pomarańczy“ od występującej na twarz żółci. Aby to ukryć, maluje się na biało i na różowo. Morlière powiada, że kanclerz nosi w uśmiechu twarzy i oczu maskę dobroduszności, ażeby pokryć nią chytre sumienie urodzonego galernika.
„Radzi on nie dowierzać temu pozornemu pustakowi, który odrzucił togę, noszoną dotąd przez jego poprzedników na najwyższym urzędzie trybunalskim, stroi się, jak nierządna dziewka, kocha zbytek, dom swój urządził, jak buduar, bywa w teatrach, klubach i na balach. M. twierdzi, że kanclerz kryje w duszy kolce ambicji i jakichś chciwych planów.
„Że zdradza on Choiseula dla Aiguiliona, Aiguillona dla Choiseula, że knuje zamiar zniszczenia obu stałych kłótników, strąci pierwszego, drugiemu utoruje drogę, aby następnie na jego karku wjechać na urząd pierwszego ministra. Ciekawe! Jeżeli się to stanie, to de la Morlière okaże się duchem proroczym, genialniejszym od mego brata.“

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

„Coś zaczyna się sprawdzać. Dziś Maupeou, który jest moim krewniakiem, złożył wizytę hrabinie.
„Pani Dubarry rzekła doń:
— Słyszałam, że pan przepowiedział Choiseul‘owi, iż uda mu się zniweczyć d‘Aiguillona w jego procesie o roztrwonienie funduszów państwowych wbrew uniewinniającemu wyrokowi sądu parów — z pomocą parlamentu. Czy to prawda?
— Najniewątpliwsza! Ale to mi nie przeszkadza przepowiedzieć pani, że Choiseul padnie, opierając się zbyt mocno na przywilejach parlamentu. Wypada tylko pani dyskretnie zwrócić uwagę króla, że nie jest dogodną dla korony taka... uzurpacja jej przywilejów przez parlament, wspierany nielojalnie przez Choiseula. Mam nadzieję, że pani zrozumiała mnie... Nie trzeba tylko wychodzić na scenę, ale tem energiczniej nakręcać maszynę za kulisami.
— A jeżeli król spostrzeże intrygę przeciw Choiseul‘owi, którego talentom ufa bezwzględnie?
— O, pani! między nami mówiąc — bo „mała Chon“ się nie liczy — (uśmiechnął się) — nie zna pani dostatecznie swego Najjaśniejszego Miłośnika. On jest za dobry, to jest... za głupi.[3] Nie dowidzi intryg. Co gorsza, nie dowidzi niebezpieczeństw od strony polityki Choiseul’a... Dałbym pani dobrą radę, ale... pod warunkiem, że pani jej usłucha.
— Spróbuję. Jaka rada?
— Śród wyprzedawanych obecnie ze spadku po zmarłym panu de Thiers obrazów znajduje się jeden o nader zajmującej treści. Kup go Pani za wszelką cenę. Powieś w swojej sypialni obok portretu króla, aby nań często patrzył. Upozoruj to tem, że... przypuśćmy... obraz jest pamiątką rodową du Barrych po spokrewnionym z nimi domu Stuartów i pochodzi z ich galerji. To będzie wyśmienite!
— Ale cóż ten obraz przedstawia?!
— Naradę parlamentu angielskiego, wydającego wyrok ścięcia Karola I na szafocie. Racz pani uświadomić króla o treści tego obrazu... i niech często patrzy nań... Zrozumiała, pani?... A teraz mam honor Ją pożegnać!“

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

„Dziś podsłuchałam przypadkiem zajmujący, ale zagadkowy dla mnie kawałek rozmowy pani Dubarry z księciem de Brissac, który zrzadka składa nam krótkie konwencjonalne wizyty.
Hrabina spytała:
— Czemu zawdzięczam to, że tak rzadko zbliżając się do mnie... wydajesz mi się jednak, książę wielce mi przyjaznym? Jeżeli nie mylą mnie pańskie poczciwe oczy! — dodała ze zwykłą sobie słodyczą.
— To cała historia! — odparł. Razu pewnego chciałem popełnić czyn nieprzystojny wobec kobiety... dziecka. Zreflektowałem się jednak w porę. Kobieta była ponętną, ale tkwiące w niej dziecko było... świętością. Uciekłem. Pojechałem do ojca. Był to starzec stuletni. Ogromny dziwak! Zastałem go tego dnia w agonii... Po jego śmierci przeglądałem pozostałe w skrytce biórka papiery. Znalazłem tam listy. Był jeden — po matce mojej, który wyjaśnił mi jej tajemnicę. Otruła się. List ten pisany do człowieka, którego pokochała nad życie. Wysłany do Anglii, powrócił z powodu nieodnalezienia adresata i wpadł w ręce mego ojca. Był inny list, w którym człowiek ten korzył się przed mą matką, że ją opuszcza, gdyż ma naturę okrutnie niewierną... nie potrafi kochać jednej kobiety, nawet jej, którą ukochał ponad wszystkie inne!... „Dlatego uciekam — pisze — ponieważ nie jestem godny tak wielkiej miłości, jaką jest twoja!“... I była jeszcze kartka, napisana ręką ojca... do mnie. Brzmiała: „Wiem, że ją wpędziłem do grobu, wymagając bezustannie a próżno, aby odkryła mi nazwisko kochanka. Jej przebaczyłem. Jemu nie mogłem. Okropnie mi będzie umierać, nie nasyciwszy zemsty. Przebacz mi, synu, żem nie uszanował tak rzadkiej w naszym wieku miłości i zabiłem zazdrością twoją czarującą matkę“...
— Nie rozumiem związku zemną tej opowieŚci! — rzekła D.
— Zaraz powiem... W szkatułce pod listem matki mojej ze słowami: „Odkupuję śmiercią moją winę wobec męża“ — znajdował się medaljon. Znalazłem w nim portret niezwykle pięknego młodzieńca... ogromnie podobny do twoich rysów, hrabino. Pokochałem rysy człowieka, którego kochała moja matka. Oto wszystko!
Odskoczyłam od drzwi gdyż spostrzegłam przez szparę, że książę powstał i żegna się. Jest znacznie starszy od Joanny. Miałam jednak wrażenie, że ma oczy zakochane. Jest to zaciekły monarchista. Szanuje prawa Majestatu... Zabawny człowiek! Nie z naszych czasów... ale dawno minionych i może niepowrotnych“...

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Na tem urywają się kartki tego pamiętnika. Będę rad, jeżeli czytelnik tego pożałuje...

Przypisy

  1. Wiele zdań cytowano tu niemal dosłownie z oryginalnego listu hr. Dubarry.
  2. Ów kawaler de M. stworzył później nowy rodzaj beletrystyki w formie kronik obyczajowo-dziejowych. Są to „czarujące mistyfikacje“ ocenione dziś dopiero we Francji jako arcydzieła kunsztu pisarskiego (P. A.)
  3. Por. list Maupeou (P. A.)


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Leopold Blumental.