Obłąkanie

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor William Wordsworth
Tytuł Obłąkanie
Pochodzenie Antologia poetów obcych
Data wydania 1882
Wydawnictwo H. Altenberg
Drukarz F. A. Brockhaus
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz Stanisław Egbert Koźmian
Źródło skany na Commons
Inne Cała antologia
Pobierz jako: Pobierz Cała antologia jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała antologia jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała antologia jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
OBŁĄKANIE.
(Z WILIAMA WORDSWORTH’A)
1770 † 1850.

Dzikie jej oczy a naga głowa,
Słońce spaliło wlos kruczy;
Na brwiach osiadła rdzy skaza płowa,
Gdzieś się z za morza przywłóczy;
Drobniutkie dziecię trzyma przy łonie,
Byłaby samą inaczéj:
I czyli znajdzie gdzie na zagonie,
Pośród swej drogi tułaczéj —
Stóg co ogrzewa, czy głaz u drzewa,
Siada i gada — i śpiewa.

∗             ∗

„Zwą mnie szaloną, o dziecię moje!
Lecz nie, w mem sercu nadto wesela:
Jam tak szczęśliwa, gdy głos nastroję
W żałosne pieśni, a znam ich wiela:

Więc się nie strachaj moje nieboże,
Przytul się do mnie, przytul bez trwogi:
Ja cię bezpiecznie tutaj ułożę,
Jakby w kolebce będziesz mój drogi:
Ja z tobą dzielę, szczęścia za wiele,
Bym cię w czem skrzywdzić mogła aniele!

Pomnę, był niegdyś mój mózg w pożarze,
A w głowie ciężki ból, skamieniały;
U piersi wisząc, szatańskie twarze,
Jedna, dwie, aż trzy, wskroś mię szarpały;
Lecz w tem błysł nagle widok radości,
Przyszedł, ozdrowił, zbudził — jam wstała,
Ujrzałam chłopca, co przybył w gości,
To moje dziecię z mej krwi i ciała;
O! memu oku, szczęsny widoku!
On był — i sam był — tam, przy mym boku.

Ach! ssij, ssij jeszcze, moja pieszczoto.
To mi krew chłodzi, to mi mózg ziębi;
Twe ustka czuję, niemi — ach! oto
Ból z mego serca wyciągasz głębi:
Ciśnij mnie rączką twoją, bo ona
Coś mi tu zwalnia, co jak pas śmierci,
Gdzie twe paluszki, tu, wedle łona,
Tu mnie tak ciężko dusi i wierci.


Gałąź się żywa, powiewem zrywa:
Ot, nam z ochłodą wietrzyk przybywa.

Kochaj mnie, kochaj, moje pacholę,
W tobie jedyne matki rozkosze;
Nie bój się wałów morskich na dole,
Gdy po skał zrębie ciebie przenoszę;
Wzniosła opoka mnie nie uszkodzi,
Ni spad potoku choć się rozjuszy,
Bo nad przepaścią i śród powodzi,
Ty na mem ręku bronisz mej duszy;
Więc śpij u łona, bom uszczęśniona;
Dziecię bez matki więdnie i kona.

Przeto się nie bój, — dla twej opieki
Jak lew odważna będę w potrzebie;
Przez zaspy śniegów, przez bystre rzeki;
Zawsze bezpiecznie powiodę ciebie;
Ja ci indyjską altankę splotę,
Najmiększe liście dam za posłanie;
I gdy do śmierci me dziecię złote
Mnie nie opuści, wiernem zostanie,
To przy mnie wzrośnie i tak radośnie
Śpiewać mi będzie, jak ptaszek w wiośnie.

Nie bacz, co mówią na mnie oszczerce,
Jam twego ojca ślubną jest żoną:

I żyć uczciwie będziem, me serce,
Sami, we dwoje, pod drzew osłoną.
Gdy on śmiał rzucić swe dziecię hoże,
Przy mnie by nigdy nie zdołał zostać:
On cię już dzisiaj skrzywdzić nie może,
Lecz sam, ah biedny, jak straszna postać!
We dwoje, skrycie, co dzień o świcie,
Będziem się modlić za jego życie.

Dziwów nauczę mego chłopczyka,
Jak sowa śpiéwa kiedy mrok wita...
Cóż to? me dziecię usteczka zmyka?
Znać, żeś już piersi miało do syta.
— Gdzieś ty, gdzieś drogie me własne dziecię?
Cóż to za brzydkie oczy w tem ciemnie?
Ach! wzrok tak dziki, nigdy na świecie
Nigdy nie wyszedł — nigdy — odemnie!
Jeśli kochane, tyś obłąkane,
To już na wieki smutną zostanę...

Zaśmiéj się do mnie drogi baranku;
Jam twoja matka; ma miłość stała —
Wszak doświadczona? Jam bez ustanku
Wszędzie ci ojca w koło szukała.
Znam ja trucizny, znam i korzenie
Które na pokarm ziemia nam niesie;

Więc się mnie nie bój, lube stworzenie:
Gdzieś twego ojca znajdziemy w lesie.
Wróć do twej krasy i dalej w lasy!
Tam żyć będziemy po wszystkie czasy.“

Stanisław Koźmian.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: William Wordsworth i tłumacza: Stanisław Egbert Koźmian.