O początkach chrześcijaństwa/VI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stefan Pawlicki
Tytuł O początkach chrześcijaństwa
Data wydania 1884
Wydawnictwo Księgarnia Gebethnera i Spółki
Drukarz Drukarnia „Czasu“
Fr. Kluczyckiego i Spółki
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Indeks stron
VI. Petrynizm i Paulinizm.


W r. 1872 protestancki pastor Sciarelli ogłosił po gazetach, że dowiedzie publicznie, jako nigdy Piotr ś. nie był w Rzymie. Dotknięte do głębi w swoich uczyciach religijnych i partyotycznych, bo Piotr to i pierwszy biskup i największa sława Rzymu, duchowieństwo katolickie przyjęło wyzwanie, a gdy ułożono wzajemne warunki, stanęło naprzeciw sobie do wałki po trzech uczonych z każdego obozu, którzy odbyli świetną dysputę teologiczną[1]. Śmiałe jednak twierdzenie pastorów, że Piotr ś. nigdy nie był w Rzymie, było tylko słabym, opóźnionym odgłosem tubingskiej teoryi, w której ono jest jakoby kamieniem, zamykającym sztuczne sklepienie historyozoficznych wywodów. Jeżeli bowiem Piotr był w Rzymie, jeżeli tam rządził Kościołem i śmierć poniósł męczeńską w braterskiej zgodzie z Pawłem, upada rzekomy antagonizm, dzielący pierwotne chrześcijaństwo na dwa sobie wrogie stronnictwa, upadają także konsekwencye z niego wydobyte. Aby więc ocalić teoryę, z góry ogłoszono za bajkę, że książę apostołów był kiedykolwiek we Włoszech, że wędrował po Via Appia ku miastu na siedmiu wzgórzach, że mieszkał w domu senatora Pudensa, że cierpiał na górze Janikulskiej (dzisiejsze Montorio), że pochowany został w katakumbach watykańskich. Należało to wszystko podać w wątpliwość, aby módz uwierzyć w hypotezę tubingską. Zanim jednak przejdziemy do tych negacyj, wypada szkole tubingskiej poświęcić rozbiór dłuższy. Chociaż wielka część rezultatów, do których niby doszła w ciągu swoich badań, została odrzuconą przez nowszą krytykę, a nawet zapomnianą, to jednak dusza i treść jej żyją dotąd w niejednym teologu protestanckim, a nawet w owej szkole eklektycznej, której przewodniczy Renan. Porzucono tubingską chronologię jako samowolną i błędną, bo nikt dzisiaj na seryo nie uwierzy, że Dzieje apostolskie lub czwarta ewanielia są późniejsze od Justyna Męczennika i ś. Polikarpa, ale metoda filozoficzna zachowała dawno swoje znaczenie, a nawet ci jej używają, którzy mają pretensyę być niezależnymi od filozoficznych systemów, jak Hilgenfeld, Kaim, Renan i Reuss.
Metoda filozoficzna szkoły pochodzi niewątpliwie od Hegla, bo gdy zaczęły wychodzić „Roczniki teologiczne“ („Theologische Jahrbücher“) w r. 1842, po niemieckich uniwersytetach panowała filozofia Hegla wszechwładnie, a profesorowie tubingscy prawie wszyscy ją wyznawali. Nic tedy dziwnego, ze ją zastosowywali do teologii. Polega zaś metoda heglowska na tem, ze z dwóch kontradykcyj wyprowadza się zdanie nowe, które jest jakoby ich pogodzeniem. Mając np. dwa pojęciu wręcz sobie przeciwne, jak byt i nicość, szuka się pojęcia nowego, w któremby one się zeszły, a takiem pojęciem będzie powstanie, das Werden, bo i czemże powstanie, jeżeli nie przechodzeniem nicości do bytu[2].
Przykład ten pokazuje, że metoda ta jest nieustającą iluzyą, bo jak powstanie, taksamo możnaby znikanie albo śmierć uważać za pogodzenie bytu z nicością. Ale że ze znikania nic się nie da wyprowadzić, przeto pomija się milczeniem, a samo tylko powstanie służy za tezę do nowej antytezy, które razem znowu się godzą w nowej syntezie.
Ta metoda panowała w r. 1840 nietylko w metafizyce, lecz nawet w naukach specyalnych, szczególnie historycznych. Pod jej samowładnym impulsem historya rodzaju ludzkiego zamieniła się w olbrzymi łańcuch tez i antytez, a każda epoka musiała być zaprzeczeniem poprzedniej, każde zdarzenie być wynikiem walki dwóch przeciwnych pierwiastków, społecznych, politycznych, naukowych lub religijnych[3].
Metody tej, wszystko z gruntu burzącej, użył profesor Baur, aby wytłómaczyć początki naszej religii. Nie był on protestantem wierzącym, bo z góry odrzucał sam fakt Objawienia, jakoby Chrystus Pan pewne, przedtem nieznane prawdy przekazał apostołom, a przez nich Kościołowi. Pismo według Baura, a w tem zgadza się najzupełniej ze Straussem, powinno być traktowane jak księgi świeckie, a wszelka cudowność usunięta z badań historycznych, bo najmniejszy ślad jakiegoś działania nadprzyrodzonego przerywa, tak on mniema, przyrodzony bieg przyczyn i skutków, a uniemożebnia historyę, która powinna tłómaczyć fakta przez naturalne przyczyny. Że zaś fakt każdy koniecznie być musi owocem dwóch kontradykcyj, historya chrześcijaństwa nie mogła się zacząć od zgody i harmonii, lecz od głębokich różnic zasadniczych i namiętnych walk. To „odkrycie inaugurujące nową erę“ (epochemachende Entdeckung), jak niegdyś szumnie mówiono, było dla Baura i jego szkoły przewodnią myślą we wszystkich badaniach, nieomylną normą w sądzeniu faktów i dokumentów. Dwa przeciwne sobie prądy duchowe, konserwatywny i liberalny, podobno walczyły przez dwa wieki z bezprzykładną zaciętością, aż wkońcu znużone bezowocnemi zapasami, zgodziły się na jednę wspólną syntezę, zlały się w jeden Kościół katolicki.
Początki chrześcijaństwa tak przedstawione, nie zawierają nic cudownego, nic takiego, coby nie dało się wytłómaczyć przez rozwój przyrodzony rzymsko-greckiego społeczeństwa. Każdy naród układa sobie zawsze taką religie, jaka odpowiada duchowi czasu i warunkom społecznym, przygotowanym w przeszłości. Tak stało się w świecie starożytnymi, kiedy narodził się Chrystus. Podboje Aleksandra W. i z nich wyrosłe monarchie greckie, następnie powszechne imperyum Rzymskie, zlały najróżnorodniejsze plemiona i cywilizacye w materyalną całość, z której musiała wykwitnąć jedność duchowa, w miarę, jak zacierały się odrębność i antagonizm składników. Cóż dziwnego, że także pojęcia religijne pogan i żydów z gruntu się zmieniły? Politeistyczne religie dawno już się przeżyły. Umysły trawione niewiarą lub zabobonem, chętnie zwracały się do filozofów rozprawiających o życiu przyszłem, dla którego doczesne miało być jedynie przygotowaniem. Żydzi także nie bylito już owi dawni fanatycy, którzy rozkoszowali w proroctwach Izajasza lub w bohaterstwie Makabeuszów, umierających za Mojżeszowy zakon. Nawet Żydzi, zamknięci i oddzieleni od innych ludów, byli poruszani nowemi pojęciami. Filozofowie aleksandryjscy i Eseńczycy nauczyli ich oswajać się z filozofią grecką, tłómaczyć Pismo ś. alegorycznie, lekceważyć starozakonne ceremonie, a w ich miejsce poddawać się praktykom miłosiernym, krzewić religię ubogich i maluczkich.
Takim zbiegiem okoliczności stało się, powiadają Tubingczycy, że nibyto nowa religia Chrystusa właściwie nie nie zawierała nowego, nic, coby w zarodku lub pączku nie było dawniej już istniało wśród pogan, albo żydów, coby już dawniej nie było uznanem czy za aksyomat zdrowego rozsądku, czy za potrzebę ludzkiego serca, czy wreszcie za postulat sumienia i moralności. Chrystus nie chciał zakładać religii nowej, ani zrywać z mozaizmem; chciał tylko w swoich ziomkach podnieść samowiedzę religijną, miłość bliźniego, prostotę serca i pokorę umysłu, a wszystko to na podstawie starobiblijnej dogmatyki. Chciał uduchownić teokracyę żydowską w nowem Królestwie Bożem, ale nie chciał jej zniszczyć, a siebie nie podawał za Boga lub za Istotę nadziemską, lecz ogłosił się jedynie ziemskim Mesyaszem narodowym, w którejto roli zaczął walkę z faryzeuszami i zginał.
Czytelnicy wiedzą z dwóch pierwszych rozdziałów naszej rozprawy, co trzymać o mniemanych filiacyach religii naszej z pogaństwem lub Starym Zakonem. Dodam to jedno, że Baur karykaturę swego Chrystusa osnuł na jednej ewanielii Mateusza, i to jeszcze w najpowolniejszy sposób kaleczonej, a z pomijaniem najwiarogodniejszych świadectw historycznych, które on sam przecież uważał za autentyczne tj. czterech listów Pawłowych i Apokalipsy. Któż uwierzy Baurowi, że ani Chrystus Bogiem nie mienił, ani uczniowie go za Boga nie mieli, skoro Apokalipsa i listy Pawłowe prawie na każdej strunie takim go głoszą![4].
Po śmierci Zbawiciela, utrzymują dalej Tubinczycy, ani apostołowie, ani wierni, wszyscy będąc żydowskiego pochodzenia, nie myśleli wcale o zakładaniu nowej religii. Spodziewali się, że Chrystus niebawem: powróci, aby panować przez tysiąc lat w Królestwie sprawiedliwych. To jednak miejsce szczęścia i rozkoszy miało być tylko dla żydów, wiernych przestrzegaczy zakonu; gdyby zaś z pogan kto chciał dostać się do niego, powinien był poddać się obrzezaniu i wszystkim rytualnym przepisom Starego Testamentu, jako niezbędnej kondycji zbawienia, lub, co na jedno wychodziło, królowania z Mesyaszem. Oto sławny Petrynizm, tak zwany od Piotra, jednego z najmocniejszych swoich filarów.
Gdyby stronnictwo to, powiada Baur, było zwyciężyło, chrześcijaństwo nie byłoby rozrodziło się w Kościół uniwersalny, lecz pozostało drobną sektą żydowską. Aby wyjść z zaklętego koła mojżeszowych ceremonij, a rozbić ciasne, narodowe pojęcia żydowskie, za pomocą idei powszechnego zbawienia, należało przeciw tezie Piotrowej postawić śmiałą antytezę. Przeczuwał ją Ś. Stefan a wygłosił Paweł. Onto pierwszy, tak mniema Baur, Chrystusa z malutkiego narodowego Mesyasza wyniósł do godności założyciela uniwersalnej religii, mogącej objąć wszystkie narody; pierwszy zerwał z mozaizmem, jako ze zużytą formułą, nie mogącą się na nic więcej przydać ludziom; pierwszy uciążliwe przepisy starozakonne, zwłaszcza obrzezanie, zastąpił chrztem ś. i bramę zbawienia otworzył poganom. Tym sposobem naprzeciw ewanielii Piotrowej stanęła Pawłowa, naprzeciw skostniałemu, ekskluzywnemu Petrynizmowi, elastyczny, liberalny Paulinizm.
Śmiałe myśli Pawłowe wywołały w Jerozolimie u jednych podziw, u drugich oburzenie bez granic. Wprawdzie apostołowie uwolnili pogan ochrzczonych raz nazawsze od starozakonnych obserwancyj, ale ta koncesya nie miała wielkiego znaczenia. Przekonano się bowiem wkrótce, że szczere i serdeczne pożycie z nimi było dla chrześcian żydowskiego pochodzenia istnem niepodobieństwem. Zaczęto ich podejrzywać o bałwochwalcze zwyczaje, o zasady heretyczne, traktowano jako klasę niższą, ledwo tolerowaną. Paweł do żywego obrażony, miał w Antyochii gwałtowną rozprawę z Piotrem, a gdy nic nie wskórał, zupełnie z nim zerwał i z resztą apostołów. Odtąd na własną rękę głosił ewanielię Ukrzyżowanego, również gorącą, jak liberalną, wyrozumiałą dla pogan, pogardliwą dla żydów. Ze swej strony starsi apostołowie tego mu płazem nie puszczają, śledzą wszystkie jego sprawy i słowa, nawet po za jego plecami przez tajnych wysłanników podburzają gminy przez niego zakładane, szerząc ku niemu niechęć i podejrzenia. Paweł jak lew raniony broni się rozpaczliwie, piorunuje w listach swoich na „fałszywych braci,“ tj. Piotra, Jakuba i Jana, ci mu odpowiadają w Apokalipsie grubemi obelgami, a gdy przybywa do Jerozolimy z bogatemi jałmużnami, które zebrał podczas wypraw swoich apostolskich, oni przyjmują jego pieniądze, ale czemprędzej łączą się z Żydami przeciw niemu. Dokazali nawet tyle swemi intrygami, że trzymany był dwa lata w więzieniu, potem zawleczony do Rzymu przed trybunał Nerona. Tam osądzony na śmierć, opuszczony od wszystkich, wielki apostoł ludów umiera w rozpaczy, zmiażdżony powszechną żydów i chrześcijan nienawiścią[5].
A nawet po śmierci ściga wielkiego apostoła ludów gniew starowierców. Jego pamieć identyfikuje się z czarnoksiężnikiem Szymonem, który według ebionickiej legendy, ciągle ucieka przed Piotrem. Gdziekolwiek „samozwańczy“ apostoł głosi swą fałszywą naukę i sztuką magiczną zjednywa sobie umysły, zaraz przybywa książę apostołów i do ucieczki go zmusza. Wszędzie Piotr wyrywa „kąkol“ siany przez „nieprzyjaciela.“ Nareszcie dopędza go w Rzymie i mocą czartowską latającego po powietrzu zrzuca potęgą swej modlitwy pod nogi Neronowi. Tak uwieczniła legenda tryumf Petrynizmu po wszystkich kościołach[6].
Ten jednak stan rzeczy, ciągnie dalej Baur, długo potrwać nie mógł. Wobec straszliwych prześladowań, stronnictwa czuły potrzebę ścisłego połączenia się, co nie było wtedy zbyt trudnem, bo czas i doświadczenie złagodziły skrajne twierdzenia i przykre wspomnienia. Pod koniec drugiego stulecia zwolennicy Piotra i Pawła, przebaczywszy sobie swoje urazy, łączą się w jeden wielki Kościół rzymski, a legenda zapomniawszy o tem, że Szymon Magus był tylko obrazem Pawła, teraz obu apostołów przeciwnikiem go robi, im zaś w braterskiej zgodzie ginąć każe w tymsamym dniu i roku. Nareszcie ebionici, których Renan ma za prawdziwych wyznawców pierwotnej religii Chrystusowej, zostają wykluczeni z Kościoła jako heretycy.
Aby uzasadnić tak nowe a niezwykłe wyobrażenie o genezie chrześcijaństwa, musiał Baur oprzeć się na dokumentach, a że nowych nie miał, mógł tylko stare nowym tłómaczyć sposobem. W tym celu z ksiąg Nowego Testamentu powydobywał wszystkie ustępy, w których doczytał się śladów owych pierwszych walk i niezgód rodzącego się chrystyanizmu. Paulinizm odkrył w listach ś. Pawła, a nawet w ewanielii ś. Łukasza, Petrynizm u Mateusza i w Apokalipsie, resztę zaś pism apostolskich, n. p. ewanielię Marka, ogłosił za bardzo późne wyroby, bo ton ich pojednawczy i nauka, trzymająca środek między Petrynizmem i Paulinizmem, dowodzą podobno, że już dokonaniem było wielkie przeobrażenie, że pierwotne sekty niezgodne, złączyły się w jeden zgodny Kościół katolicki. Świadczą o tem także, w rozumieniu Baura, listy katolickie czyli powszechne Jakuba, Judy, Piotra i Jana, oraz pisma Barnabasza, Klemensa i Ignacego, wszystkie w późniejszych czasach podrobione, a jedynie dla dodania im powagi ozdobione imionami apostołów lub uczniów apostolskich, którzy jednak wszyscy hołdowali zasadom wręcz przeciwnym od Pawłowych.
Oto w ogólnym zarysie teorya Baura. Porównywana z tem, co wyżej się rzekło, zwłaszcza w trzecim i czwartym rozdziale, ukaże się ona tem, czem jest rzeczywiście, bezprzykładnem gwałceniem prawdy historycznej na korzyść filozoficznej mrzonki. To też pozostanie nazawsze smutnym przykładem uczonej wyobraźni, pędzącej bez hamulca po manowcach. Aby przekonać się o zupełnej jej dowolności, wystarcza jej się przypatrzeć przy świetle chronologii. Wtedy okaże się rażący brak wszelkiej podstawy, wszelkiego prawdopodobieństwa. Przyjmują dzisiaj najpoważniejsi racyonaliści jako rzecz pewną, że koło r. 100 naszej ery istniały już wszystkie księgi historyczne N. T., ewanielię zaś Marka uważają za wierne streszczenie kazań Piotrowych[7]. Skoro zaś według Baura ta właśnie ewanielia odznacza się usposobieniem pojednawczem, dowodziłoby to, że owych intryg namiętnych, owych walk pełnych grozy, tak ponuro odmalowanych przez Tubingczyków, nigdy nie było albo, jeżeli były, już w kilka lat po śmierci Zbawiciela ustały nazawsze. Tak jedna chronologia ewanielii Markowej obala całą hypotezę tubingską.
Ale czyż godzi się przypuszczać, że nawet przez chwilę jedne chrześcijaństwo powstające miało swoją wojnę domową, swoje walki bratobójcze między stronnikami Piotra i Pawła? Racyonaliści ciągle rozprawiają o walkach Petrynizmu z Paulinizmem, ale gdyby choć raz chcieli nam powiedzieć, z jakichto dokumentów, można powziąć wiadomość o tych przeciwnych sobie systematach!
Baur wprawdzie odkrył kompletny Petrynizm w ewanielii Mateusza, a jego uczeń Hilgerfeld nawet Petrynizm skrajny. Jednakże Volkmar i Renan znaleźli tam naukę pośrednią między Petrynizmem a Paulinizmem. Profesor zaś Reuss dowodzi, że ta ewanielia zgoła nie zawiera systemu teologicznego lub politycznego programu. Panuje więc zupełna niezgoda w łonie szkoły co do pierwszej ewanielii, a że Baur głównie na niej opiera wykład Petrynizmu, oczywiście wykład ten niebardzo zasługuje na wiarę.
Może znajdziemy owe słynne systemy w drugiej ewanielii. Renan powtarza, co w drugim już wieku twierdzili Papiasz i Ireneusz, że Marek wiernie streścił nauczanie Piotra; dodaje zaś, że to było zawsze umiarkowanem. Taksamo Hilgenfeld znalazł w Marku umiarkowany Petrynizm, Baur przeciwnie, bardzo późną, pojednawczą kompilacyę, zrobioną z Piotrowego Mateusza a Pawłowego Łukasza. Przeciwnie Volkmar, uczeń Baura, zamiast Petrynizinu, znalazł w Marku gorący Paulinizm, niejako publiczny manifest przeciw niegodnym zarzutom Piotrowych stronników. Nareszcie według Reussa nie należy Marek ani do Piotrowego, ani do Pawłowego obozu, lecz jestto neutralny pisarz, nieprzyjaciel wszelkich polemik. Panuje zatem co do drugiej ewanielii najzupełniejsza wolność zdań; można w niej znaleść Petrynizm albo Paulinizm, albo pogodzenie obu, albo ni pierwszego, ni drugiego. Gdzie taka panuje dowolność, o historycznej podstawie mowy być nie może.
Czyż ją posiada choć trzecia ewanielia? Według Baura tłómaczy ona dokładnie, według Volkmara nawet przesadnym sposobem idee Pawłowe. Renan przeciwnie, Zeller, Schwegler znajdują w Łukaszu usposobienie pojednawcze, Ewald kompozycyę bez barwy i celu, Reuss oddziela się od swoich kolegów i twierdzi, że Paweł nie miał żadnego udziału w napisaniu tej ewanielii, co choć ztąd widać, że zawiera ustępy jemu dosyć przeciwne, ale że mimo to nie ma ona wybitnej tendencji, lecz jest równie bezstronną, jak pierwsza i druga. Nie można dalej posunąć historycznego sceptycyzmu, dzięki któremu, mamy o Łukaszu tyle sprzecznych twierdzeń, co o Mateuszu i Marku. A nie wymieniłem zdań wszystkich, bo nie chciałem powiększyć i tak już wielkiego chaosu.
O czwartej ewanielii tutaj nie wspomnę. Racyonaliści ze szkoły tubingskiej nie biorą jej w rachubę, bo według nich dopiero wtedy została napisaną, kiedy stanęła już zgoda zupełna między wrogiemi sobie stronnictwami. W przeszłym rozdziale wykazałem, że ewanielia czwarta jest dziełem naocznego świadka, z czego wynika, że nie było owych głośnych rozterek, skoro o nich Jan ś. nie wspomina. Dziwić się zaś nie można, że dotąd nie zgodzili się racyonaliści, ani nie umieli nam wskazać, w którychto pismach Nowego Testamentu znajduje się Petrynizm, a w których Paulinizm, skoro wszystkie zawierają tyle pierwszego, co drugiego. Wszystkie cztery ewanielie wygłaszają tesame nauki dogmatyczne, chociaż różnią się stylem, wykładem i szczegółów doborem, w czem nic niema dziwnego, bo każda z nich była dla innych przeznaczona czytelników. Mateusz pisał dla Żydów palestyńskich, gdy jeszcze czuli się żywym narodem, gdy patrzali jeszcze na dym kadzideł, napełniający świątynię Salomona. Marek spisywał opowiadania Piotra o życiu Zbawiciela, a byłyto proste słowa do prostych słuchaczy, do biednych Żydów, pracujących w pocie czoła nad brzegami Tybru, przy wypróżnianiu statków, lub do majtków i żołnierzy po części azyatyckiego pochodzenia, a rozumiejących od biedy ową greczyznę łamaną, którą porozumiewano się podówczas we wszystkich portach Śródziemnego morza. Łukasz także pisze w Rzymie, ale dla ludzi wykształconych, rozmawiających chętnie po grecku, takich naprzykład, dla których Józef Flawiusz pisał swoje „Starożytności żydowskie.“ Słowem, każdy ewanielista tak pisał, aby go rozumieli czytelnicy, a pisał o takich rzeczach, które mogły ich zainteresować. Renan udaje zdziwienie, że w ewanielii czwartej, przeciwnie niż w trzech innych, niema żadnej przypowieści, a za to długie, teologiczne rozprawy, których nie mają tamte ewanielie[8]. A jednak łatwo tłómaczy się ta różnica. Jan pisał swoją ewanielię z tą intencyą, aby uzupełnić trzy pierwsze. Znalazłszy w nich mnóstwo przypowieści, a prawdopodobnie najpiękniejsze z tych, które Zbawiciel wygłosił, nie chciał ich powtórzyć, a zamiast nich położył wiele Jego mów i rozmów jerozolimskich. Oczywiście inaczej mówił Chrystus do rybaków i pasterzy galilejskich, a inaczej w stolicy do ludzi wykształconych. Ztąd cudne owe przypowieści należą do Jego nauczania w Galilei, abstrakcyjne zaś mowy do Jego pobytu w stolicy, gdzie dużo widywał Faryzeuszów[9]. Dlaczego pierwsi trzej biografowie przekładali przypowieści? Bo pisali albo dla Żydów prostaków, albo dla pogan, a jednych i drugich mało lub nic nie obchodziła teologia hebrajska, subtelne dyskusye z doktorami i rabinami. Zupełnie inny cel obrał sobie Jan apostoł. Pisał, znaglony prośbami biskupów i nauczycieli, którzy walcząc z herezyami i żydostwem, potrzebowali wyższej, spekulacyjnej mądrości. A że pod koniec pierwszego stulecia, po zburzeniu Jerozolimy, Żydzi duchowo zorganizowali się nanowo w Jabnie i kwitnąca tam szkoła rabinów podtrzymywała żywą antychrześcijańską propagandę po wszystkich stronach świata, było nietylko na czasie, lecz nawet najbliższym obowiązkiem, przekazać wiernym rozprawy, które Zbawiciel miał z rabinami jerozolimskimi[10].
Pomimo tych różnic, nie należy zapominać, że duch ewanielii zawsze jest tensam, że to są cztery twarze jednej osoby, że to właściwie jedna czterokształtna ewanielia, quadriforme evangelium, jak mówi Ireneusz. Jeżeli więc czytamy w nich ustępy, tchnące najwyższą czcią Zakonu Mojżeszowego, najgorętszą miłością narodu żydowskiego, a zaraz po nich przepowiednie o zburzeniu Świątyni, zniesieniu starozakonnego rytuału, odrzuceniu Żydów i powołaniu wszystkich narodów, to ani pierwsze nie są Petrynizmem, ani drugie Paulinizmem, lecz wyrażają zupełnie tosamo, co Paweł ś. powiedział do Żydów w Antyochii, mieście w Pizydyi: „Wam naprzód opowiadać należało słowo Boże, ale że je odrzucacie i osądzacie się niegodnymi wiecznego żywota, obracamy się do pogan[11].
Mysl Pawłowa nie jest żadną innowacyą. Przed nim Boski Mistrz jego powiedział: „Wielu przyjdzie od Wschodu i Zachodu i usiedą, z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w Królestwie Niebieskiem, a synowie Królestwa bedą precz wyrzuceni do ciemności zewnętrznych[12]. Myśl w obu razach jest tasama, że dwutysięcznem trwaniem przy wierze i oczekiwaniem Mesyasza, naród żydowski zasłużył sobie na zaszczyt, aby od niego zaczęło się, dzieło Zbawienia, a za jego pośrednictwem dostało się potem innym narodom.
Skoro Chrystus Pan według ciała był synem Dawidowym, a wszyscy apostołowie pochodzenia żydowskiego, nic dziwnego, że mówili z nadzwyczajnym szacunkiem o religii swego narodu. Wszak istniała jeszcze Świątynia, jedyna podówczas siedziba Boga prawdziwego, istniał Zakon Mojżeszów, niegdyś od Boga nadany, istniały ceremonie i ofiary, praktyką półtora tysiąca lat uświęcone. Cóż dziwnego, że apostołowie wielką czcią otaczają Boskie instytucye, że sam Chrystus oświadcza: „nie przyszedłem rozwiązać zakonu albo proroków, lecz wypełnić?[13] Tym słowom wcale się nie sprzeciwia, że na innem miejscu nazywa siebie Chrystus panem szabatu[14], dając do zrozumienia, że on ma prawo dyspensowania od starozakonnych przepisów, ile razy tego wymaga wyższe nad ceremoniał prawo miłości. A jeżeli przepowiada, że z świątyni nie zostanie kamień na kamieniu[15], nie objawia On żadnej nienawiści do religii Mojżeszowej, która była przez Boga objawioną, podnosi tylko fakt, że naród żydowski z religii zachował czczą formę, bez treści, i przy formie upierać się będzie do końca, dopóki nie zginie. W tem także znaczeniu należy brać owe słowa, powiedziane Samarytance, że przyjdzie czas, kiedy ani na górze Garizim, ani w Jerozolimie, lecz w duchu i prawdzie ludzie chwalić będą Boga[16].
Wyjąłem te ustępy prawie wszystkie z Mateusza, najbardziej żydowskiego ewanielisty, według Baura, ale nie brak podobnych u trzech innych. Można o każdym z nich powiedzieć, że ma tyle Petrynizmu, co Paulinizmu, jeżeli przez pierwszy rozumiemy szacunek starego zakonu i miłość żydowskiego narodu, a przez drugi uduchownienie i zbawienie całego rodzaju ludzkiego. Tem pono się tłómaczy, że szkoła tubingska mogła tęsamą ewanielię uważać za żydowską, lub antyżydowską, lub nawet obojętną, według tego, czy ona podnosiła zbytecznie ustępy pierwszej kategoryi, czy drugiej, czy też obu kategoryom przypisywała równe znaczenie.
Nie zdoławszy z ewanielii, jak świadczy sama niezgoda przeciwników, wyrobić sobie jasnego pojęcia o Petrynizmie i Paulinizmie, szukajmy ich w innych, niewątpliwych pomnikach. To pewna, że Paweł ś., jeżeli miał jaki system, wyłożył go w swoich listach. Poznawszy tam Paulinizm, może przez antytezę dowiemy się także, co to Petrynizm. Nadmieniam przy tej okazyi, że jak z resztą Nowego Testamentu, tak i z pismami wielkiego apostoła, obszedł się Baur bardzo dowolnie. Odrzucił wszystkie, które się jemu zdawały być napisane w duchu pojednawczym, a zostawił tylko cztery listy, tj. jeden do Rzymian, dwa do Koryntyan i jeden do Galatów. Takie postępowanie jest wygodne, ale nie jest naukowe. Mniejsza jednak o to. Zostawił w każdym razie cztery listy, „przeciw których autentyczności, jak mówi, nietylko nigdy nie powstało najlżejsze podejrzenie, lecz tak niezaprzeczone mają na sobie znamię Pawłowej oryginalności, że nawet pomyśleć nie można podstawy, na której oprzećby można krytyczne powątpiewanie o nich“[17]. Jeżeli zatem jest jaka nadzieja spotkania się z prawdziwym Paulinizmem, to niewątpliwie w tych czterech listach.
Pisząc do Rzymian, zaraz na wstępie kładzie apostoł Żydów na pierwszem miejscu, a Greków na drugiem: „Nie wstydzę się ewanielii, bo jest mocą Bożą, na zbawienie każdemu wierzącemu, Żydowi naprzód, potem Greczynowi“. Zaraz potem tak się odzywa: „Chwała i cześć i pokój każdemu czyniącemu dobrze, naprzód Żydowi, potem Greczynowi[18]. Na innem miejscu pyta się: „Iżali Bóg odrzucił lud Swój?“ Odpowiada czemprędzej: „Boże uchowaj! Albowiem i ja jestem Izraelita, z nasienia Abrahamowego, z pokolenia Benjamin. Nie odrzucił Bóg ludu Swego, który Sobie wybrał[19]. Żaden żydowski starowierca nie wyraził się sympatyczniej o ludzie i zakonie Mojżeszowym.
W tymsamym liście Paweł wysławia Izraelitów, „których jest synowstwo, i chwała, i testament, i zakon, i służba Boża, i obietnice... z których jest Chrystus wedle ciała[20]. Na zapytanie, stawiane zapewne przez pogan: „Cóż tedy ma więcej Żydowin? albo co za pożytek obrzezania?“ odpowiada stanowczo: „Wiele pod każdym względem, a naprzód, że im były powierzone Słowa Boże![21] Jeżeli to jest Paulinizm, to najskrajniejszy zwolennik Piotra niewątpliwie byłby się zgodził na niego.
Ale powie niejeden: to są grzeczne słówka, pisane dla kaptowania Żydów; nie sąto żadne dogmata. Poszukajmy więc dogmatów Pawłowych, aby zobaczyć, w czem różniły się od Piotrowych. Treść nauk, wygłaszanych w listach owych, jest mniej-więcej taka: Cała ludzkość zgrzeszyła w pierwszym Adamie i odwróciła od Boya, poczem na ziemi zapanowały śmierć i grzech[22], Aby przebłagać gniew Najwyższego, Syn Boży zstąpił na ziemię w kształcie grzesznego człowieka, choć sam bez grzechu, i niewinnie śmierć poniósłszy na krzyżu, wszystkich od niewoli grzechu i gniewu Bożego odkupił[23]. Usprawiedliwieni w krwi Jego, w Nim ochrzczeni, dostępujemy sprawiedliwości Bożej przez wiarę w Niego[24], a do Zbawienia wszyscy są powołani, nietylko Żydzi, lecz i poganie[25], bo za wszystkich ofiarowany został Baranek Wielkanocny[26].
Czyż te nauki, znane każdemu dziecku chrześcijańskiemu, są specyalnie Pawłowe? Kto przeczytał Nowy testament, wié, że albo w tych samych, albo bardzo podobnych słowach, wypowiedziane zostały w każdej ewanielii, w każdym liście apostolskim. Rzecz to tak powszechnie wiadomo, że nadużyłbym cierpliwości moich czytelników, przytaczając jakiekolwiek cytaty. W przeszłym rozdziale zwróciłem uwagę na zgodę w teologicznych przekonaniach, między Apokalipsą a listami Pawła. Jeżeli najbardziej żydowska księga Nowego Testamentu, jak ją Renan nazywa, jest w zgodzie z Pawłem, tosamo oczywiście należy powiedzieć w wyższym stopniu o innych księgach. To też napróżno szukamy w Nowym Testamencie mniemanego Paulinizmu, skoro panuje wszędzie tasama nauka Chrystusowa.
Ale nietylko naukę osobną, nawet bunt przeciw starszym apostołom kładą Tubingczycy na karb Pawłowi. Baur powiada, że zerwał zupełnie z towarzyszami i na własną pracował rękę, dla siebie i dla swojej ewanielii. Renan robi go nawet rewolucjonistą, który tak się różnił w pojęciach swoich od gminy jerozolimskiej, że musiał zginąć. Mówiąc o intrygach tej gminy przeciw niemu, dodaje: Jak wszyscy wielcy rewolucyoniści, Paweł także doszedł do niemożebności życia. Comme tons les grands révolutionniaires, Paul arrivait à l’impossibilité de vivre[27]. Czytelnik niechaj sam osądzi, co warte są tego rodzaju twierdzenia.
W pierwszym liście do Koryntyan porównywa Paweł siebie z resztą apostołów. Opowiadając, jak oni oglądali Chrystusa po zmartwychwstaniu, dodaje: „A na końcu, po wszystkich, był widziany i przezemnie, jakoby przez jaki płód poroniony. Bo ja najmniejszy jestem z apostołów, niegodny, abym nazywał się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży[28]. Zaiste, nie sąto słowa człowieka, nienawidzącego swoich kolegów, podkopującego ich znaczenie. O swojej zaś nauce mówi, że jest tasama, co innych apostołów: „Czy więc ja, czy oni, tak głosimy i takżeście uwierzyli[29].
W liście do Galatów opowiada, jak po czternastu latach znowu udał się do Jerozolimy z Barnabaszem i Tytusem, aby tam z przedniejszymi apostołami porównywał swoją ewanielię, którą opowiadał poganom[30], poczem tak kończy: „A poznawszy łaskę, która mnie była dana, Jakub, Cefas i Jan, których uważano za filary, podali oni mnie i Barnabaszowi prawice do przymierza, abyśmy pracowali dla pogan, a oni dla obrzezanych. Tylko kazali nam pamiętać o ubogich, o co też zawsze starałem się gorliwie[31].
Z ustępu tego to jest widoczne, że Paweł nietylko był ciągle w związku z innymi apostołami, lecz nawet swoje nauczanie poddawał pod ich aprobatę. To bowiem znaczą słowa: porównywałem z nimi ewanielię, contuli cum illis evangelium.
A sławna kłótnia w Antyochii! — zawoła tutaj niejeden z czytelników. Oczywiście trudno ją pominąć, skoro jest głównym argumentem, na którym opiera się przypuszczenie gwałtownego antagonizmu między Piotrem i Pawłem. Niemasz pono ustępu w Nowym Testamencie, o którym tyle napisano, co o drugim rozdziale listu do Galatów. Należy on do tych miejsc okrzyczanych, gdzie, jak turysta przy szwajcarskim lub włoskim widoku, każdy teolog musi zatrzymać się, popatrzeć i — napisać, jeżeli nie rozprawy, to przynajmniej kilka uwag krytycznych[32].
Fakt antyocheński, któremu niektórzy racyonaliści nadali bajeczne znaczenie i wymiary, według opowiadania samego Pawła tak się odbył: Gdy apostoł bawił w Efezie w r. 56, założone przez niego przed sześciu laty Kościoły Galacyi, zostały nagle zaniepokojone przybyciem kilku Żydów, prawdopodobnie należących do kategoryi „fałszywych braci i szpiegów,“ przeciw którym piorunuje apostoł[33]. Głosili oni, że przestrzeganie zakonu Mojżeszowego, przedewszystkiem zaś obrzezanie, koniecznem jest do zbawienia, w co uwierzywszy „głupi“ Galatowie (tak są nazwani w liście), donieśli o zmianie swego usposobienia Pawłowi i to w formie, zdaje się, nie bardzo grzecznej, jak domyśleć się, wolno z apostolskiej odpowiedzi. Paweł w świętem oburzeniu, widząc zagrożone wszystkie owoce mozolnej swej pracy, napisał wtedy sławny ów list, główną podstawę zarzutów czy pochwał, gorszych od zarzutów, któremi pamięć Pawła prześladują profesorowie tubingscy, list gwałtowny, to prawda, ale z każdego wiersza ziejący żarem apostolskiej gorliwości.
O głupi Galatowie, któż was omamił, że nie słuchacie prawdy, wy, przed których oczami Jezus Chrystus ukrzyżowany już przedtem był ogłoszoną? Tego jednego choć się dowiedzieć od was, czy z uczynków zakonu wzięliście ducha, czy ze słuchania wiary? Takeście głupi, że począwszy od ducha, teraz kończycie ciałem[34].
Tłómaczy im potem, że zakon był tylko przygotowaniem do wyższych obietnic, pedagogiem niejako, wiodącym do Chrystusa. Ale gdy przyszedł Chrystus, ci, co w Niego uwierzyli, nie potrzebują więcej pedagoga. Z niewoli zakonnej stali się wszyscy uczestnikami wolności Chrystusowej. Jak dzieci niedorosłe pod opiekunami, tak była ludzkość cała pod surowym rządem zakonu; ale gdy przyszło wypełnienie czasów, Chrystus, Syn Boży, śmiercią swoją, na krzyżu wykupił tych, którzy byli w niewoli, i dał im synowstwo Boże. Wracać pod jarzmo zakonnych przepisów jest tosamo, co porzucić dziedzictwo synów Bożych i skazać siebie na dobrowolną niewolę. I pisze Paweł owe wielkie słowa:
Nie masz już Żyda ani Greka, nie znasz niewolnika, ani wolnego; nie masz mężczyzny ani niewiasty, bo jedno wszyscy jesteście w Chrystusie Jezusie[35].
Jednakże nie o część dogmatyczną listu teraz chodzi, lecz o fakt antjyocheński, który podobno tak jaskrawo oświeca straszliwe rozdarcia i walki pierwszego chrześcijaństwa, les terribles déchirements, nad któremi Renan ubolewa. Otóż Paweł, aby uspokoić skrupuły Galatów i odzyskać dawną, jaką miał u nich, powagę, tłómaczy im na wstępie, że nie jest posłannikiem ludzi, lecz Boga, że jest prawdziwym apostołem, czemu, zdaje się, przeczyli wspomniani podziemni intryganci, a dodaje, że inni apostołowie są w zupełnej z nim zgodzie i poniekąd potwierdzili go jako szczegółowego apostoła pogan. O spotkaniu i zawartej z apostołami ugodzie, po czternastu latach nieobecności w Jerozolimie, przytoczyłem już wyżej słowa ś. Pawła. Po nich tak dalej ciągnie:
A gdy przyszedł Cefas do Antiochii, w twarz jemu się sprzeciwiłem, ponieważ zasłużył na naganę. Albowiem przedtem, niż przyszło kilku od Jakuba, jadał on z poganami; od chwili zaś, gdy przyszli, cofnął i oddzielił się, bojąc się obrzezanych. A w tęsamą, co on, hypokryzyę popadła reszta Żydów, tak, że nawet Barnabasz został pociągnięty ich obłudą. Ale gdy widziałem, że nieprosto chodzili według prawdy ewanielii, rzekłem Cefasowi przed wszystkimi: Jeżeli ty, Żydem będąc, żyjesz po pogańsku, a nie po żydowsku, dla czego pogan zmuszasz, aby żyli po żydowsku[36]
Na tym drobnym i dosyć niewinnym fakcie zbudowano stos najdziwaczniejszych hipotez. Jedni znaleźli w nim argument przeciw nieomylności papieskiej, bo Piotr niby pomyli się w kwestyi dogmatycznej, drudzy przeciw wspólnemu pobytowi obu apostołów w Rzymie, bo ludzie, co do tego stopnia się nienawidzili, oczywiście nie mogli w zgodzie i miłości zakładać razem Kościoła rzymskiego. Trudno nie wyrazić zadziwienia z powodu tak śmiałych konkluzyj. Odpowiemy później na pytanie, czy Piotr rzeczywiście był w Rzymie razem z ś. Pawłem. Co do papieskiej zaś nieomylności, każdy widzi, że fakt ten nic z nią nie ma wspólnego. Piotr źle zrobił, że wbrew swojemu przekonaniu, a nawet wbrew publicznemu nauczaniu swemu, jedynie przez bojaźń i wzgląd ludzki przestał jadać z chrześcijanami pogańskiego pochodzenia. Nie chodziło w tym razie o żaden dogmat, lecz o cywilną odwagę, a ta niezawsze jest towarzyszką nieomylności.
Sprowadziwszy zdarzenie w Antyochii do rozmiarów zwykłej sprzeczki, jakie nieraz mieli ze sobą apostołowie, nie widać w niem nic nadzwyczajnego, nic, coby wywarło wpływ jakiś na rozwój chrześcijańskiej sprawy. Jeżeli niektórzy pisarze kościelni i teologowie nie mogli oswoić się z myślą, żeby Piotrowi którykolwiek z apostołów śmiał opierać się lub nawet uchybiać, a ztąd wbrew oczywistej prawdzie historycznej twierdzili, że nie z Piotrem, lecz z jakimś nieznanym Cefasem pokłócił się Paweł, to stosowali najniesłuszniej zwyczaje i stosunki etykietalne późniejszych wieków do czasów i ludzi apostolskich[37]. Inaczej trudno wytłómaczyć sobie psychologiczną zagadkę, że o rzecz tak drobną a przytem tak jasną ludzie tak znakomici, jak ś. Augustyn i ś. Hieronim, zaczęli długi, dosyć żółcią zaprawiony spór, gdy pierwszy Pawłowi przyznawał racyę, drugi Piotrowi; pierwszy scenę antyocheńską uważał za cierpką kłótnię, drugi za komedyę, w tym celu odegraną, aby Paweł mógł dać naukę zagorzałym Żydo-chrześcianom, których tak bardzo Piotr się obawiał[38]. Jednakże z listu Pawła widać, że on do żywego był dotknięty postępkiem Piotra; że miał zbyt głębokie przeświadczenie o ważności sprawy, by chciał ją traktować lekko i powierzchownie; zbyt silne poczucie osobistej godności, by chcieć udawać coś, czego nie czuł w duszy. Nie należy tracić z uwagi, że Paweł niemniej od innych apostołów cenił i kochał Piotra[39]; miał go, jak tamci, za skałę niewzruszoną, za pomoc w działaniu i podporę w wierze; ale takie apostołów względem siebie nawzajem i względem Piotra usposobienie, nie przeszkadzało wcale, że ludzie prości, jakimi oni byli z wyjątkiem Pawła, a nadto od dzieciństwa zażyli, mówili sobie nieraz, w pierwszym popędzie, z najszlachetniejszych pobudek, rzeczy najnieprzyjemniejsze[40]. Toteż nie w tem zbłądzili Tubingczycy, że w łonie rodzącego się chrześcijaństwa widzieli niektóre sprzeczki, kłótnie, nawet małe zazdrości i niezgody, bo takie rzeczy zawsze będą udziałem ludzkiej natury, apostolstwie zaś i pierwsi ich towarzysze byli ludźmi. Gdyby to byli podnosili razem z olbrzymiemi zasługami apostołów i niezrównanemi pięknościami ich charakterów, niktby do nich nie miał żalu. Ale Tubingczycy wszystko eksagerując, nadali zwykłym słabostkom rozmiary brzydkich, głębokich nienawiści, a braterskim sprzeczkom pozór straszliwych rozdarć, terribles déchiremens, jak gdzieś Renan się wyraża. Z tego zaś sztucznie stworzonego chaosu wywodząc potem dogmata wręcz sobie przeciwne, niewątpliwie przełamali Baur i uczniowie jego wszystkie zapory zdrowego rozsądku, podeptali najprostsze wymagania słuszności, stworzyli krzyczący fałsz historyczny, który dotąd cięży na protestanckiej kościelnej i świeckiej historyografii.
Czytelnik bez uprzedzeń, tylko prostym kierujący się zmysłem logicznym, wyczyta ze słów Pawłowych o wsponnianem zajściu niewątpliwie trzy fakta następujące:
1° Piotr dawniej już żył po pogańsku, co znaczy w języku owych czasów: jadać potrawy niekoszerne;
2° energiczne wystąpienie Pawła przywróciło zgodę i braterstwo między obu narodowościami, w przeciwnym bowiem razie nie byłby w liście swoim wspomniał o wypadku;
3° istniała skrajna partya starozakonna, po większej części rekrutująca się z nawróconych Faryzeuszów, a ta nawet apostołom usiłowała narzucać swoje przesądy. Wiemy z Dziejów Apostolskich, że od samego początku partya ta domagała się, aby poganie także po nawróceniu swojem przestrzegali Mojżeszowego Zakonu[41]. W r. 51 w tejsamej Antyochii Paweł i Barnabasz mieli z nią ostry zatarg, skutkiem którego cała sprawa została odesłana do apostołów[42].
Łukasz zachował nam sprawozdanie[43] z najpierwszego w Kościele soboru, mało pokaźnego liczbą, niesłychanie świetnego znakomitością osób, które w nim zasiadały. Byli tam Piotr, Jan i Jakub, brat stryjeczny Chrystusa; było wielu starszych z gminy jerozolimskiej, którzy pamiętali dobrze Zbawiciela; byli Paweł i Barnabasz w sile wieku, opromienieni rozgłosem pierwszej swej wyprawy apostolskiej, w ciągu której tysiące pogan przyjęło ewanielię. Piotr zagaił posiedzenie. Z jego mowy widać, że wśród zebranych było dużo faryzeuszów nawróconych, żądających, aby na pogan wchodzących do Kościoła, nakładano razem z obrzezaniem cały Zakon Mojżeszowy[44]. Przypomniał Piotr, że on sam już niejednego ochrzcił poganina, a znalazł w nim tesame łaski Boże, co w Żydach. Na co tedy nakładać na nich jarzmo, którego my Żydzi nawet nie umiemy dźwigać? Zakończył Piotr wielkiem słowem, które pozostało nazawsze hasłem chrześcijaństwa: „Przez łaskę Chrystusa będziemy zbawieni, jako i oni.
Mowa naczelnika Kościoła zrobiła wielkie wrażenie. Wezwano Barnabasza i Pawła, aby zdali sprawę z odbytej misyi, i z wielką słuchano ich uwagą, opowiadających o wielkich rzeczach, w tak krótkim czasie i tak drobnemi siłami dokonanych. Opuściwszy bowiem przed pięciu laty Antyochię, rozgłosili słowo Boże po Cyprze, Pamfilii, Pizydii, Likaonii, Galacyi, wszędzie zakładając gminy, po najczęściej z samych tylko pogan złożone. Grecy i barbarzyńcy nawrócili się w takiej liczbie, że należało się z nimi liczyć. Nawet najzagorzalsi Faryzeusze przyznawali, że liczne te nawrócenia są nowym dowodem Bóstwa Chrystusowego, skoro prorocy w Starym Zakonie jako znak przybycia Mesyasza obiecanego zapowiadali wnijście ludów do Kościoła.
W tak usposobionem zebraniu nie było trudno Jakubowi, biskupowi Jerozolimy, doprowadzić obrad do zgodnego i stanowczego rezultatu. Przemówił gorąco w duchu Piotrowym, potem wniosek postawił, aby uwolnić pogan nawróconych od obrzezania, a tylko zakazać im porubstwa i jedzenia mięsa ofiarnego[45]. Tak więc sprawozdanie Łukasza wprost przeciwne jest teoryi tubingskiej, głoszącej Piotra i Jakuba najzaciętszymi przeciwnikami Pawła, a filarami partyi Starozakonnej. Aby uratować swoją teoryę, musiał Baur „Dzieje Apostolskie“ Łukasza odrzucić między apokryfy drugiego stulecia, dowolność swoją tem głównie motywując, że Łukasz nie wspomniał o nieprzyjemnej scenie antyocheńskiej. Jakże mógł Łukasz, powiada Baur, opowiedziawszy szczegółowo przebieg soboru jerozolimskiego, pominąć wypadek, który niedługo potem miał miejsce, a dla Pawła ś. szczególniejsze miał znaczenie?
Argumentacya jednak Baura nie jest bardzo silna. Odmawiać Łukaszowi autorstwa „Dziejów Apostolskich“ jedynie dlatego, że w nich pominął niektóre, choćby ważne wypadki, sprzeciwia się pierwszym zasadom krytyki historycznej. Dzieje Apostolskie stylem i językiem zupełnie są podobne do trzeciej ewanielii i są, jak ona, niewątpliwie dziełem towarzysza Pawłowego, jak pokazują niezliczone szczegóły w opowiadaniu. Zresztą już dlatego nie godzi się oddzielać od siebie dwóch tych pism, że jedna i tasama tradycya historyczna potwierdza ich autentyczność.
Łukasz zresztą niejedno rzecz opuścił, obchodzącą zbliska osobę ś. Pawła. Nie wspomina nigdzie o jego listach, choć sława ich napełniała wszystkie Kościoły; nie wspomina o jego trzyletnim pobycie w Arabii i Damaszku, o którym dowiadujemy się przypadkowo z listu do Galatów[46], nie wspomina o wielu osobistościach, pozostających w bliskich stosunkach z Pawłem, a znanych nam z jego listów[47]. Jeżeli więc pominął Łukasz scenę w Antyochii, to albo dlatego, że nie przywiązywał do niej wielkiego znaczenia, albo że nie przedstawiała żadnego interesu dla jego czytelników. W liście do Galatów była ona silnym argumentem, dowodzącym, że Piotr, choć czasem przez słabość ludzką ulegał namowom faryzeuszów, w gruncie tak myślał, jak Paweł; dla chrześcijan stolicy, po większej części dawnych pogan, była ona nic nieznaczącymi epizodem. Dodajmy, że Dzieje Apostolskie nie zostały ukończone; większa ich część poświęcenia jest sprawom Pawła, a tych nawet opowiadanie nagle się urywa. Czyż uwierzymy, że tak utalentowany pisarz, jakim był Łukasz, założywszy sobie pisać dzieje pierwsze Kościoła, umyślnie pozostawił książkę bez końca, lub sprawy ś. Pawła traktował w nieproporcjonalnych rozmiarach? Powiemy raczej, że śmierć lub inna jaka nieprzewidziana przeszkoda wytrąciła mu pióro z reki[48].
Profesorowie tubingscy chcieliby w nas wmówić, że między Pawłem a Jakubem, głową Kościoła jerozolimskiego, istniała nienawiść głęboka, nieprzejednana. Jednakże w dokumentach spółczesnych nic o tem nie masz, a nawet są wzmianki przeciwne. Paweł trzy razy wspomina Jakuba w liście do Galartów i to dwa razy, niewątpliwie z wielkiem poważaniem. Powiada, że gdy w trzy lata po nawróceniu swojem przybył do Jerozolimy, odwiedził tylko Piotra i zamieszkał u niego przez dwa tygodnie. „A innego z apostołów, dodaje, żadnego nie widziałem, tylko Jakuba, brata Pańskiego[49]. A gdy po czternastu latach wraca do Jerozolimy, znowu widuje Jakuba i wymienia go między filarami Kościoła[50]. W tych dwóch miejscach trudno dopatrzeć się jakiejkolwiek niechęci. Pozostaje więc tylko trzecie miejsce, którem zwykle wojują zwolennicy niezgody między apostołami. Oto, co pisze Paweł: „przedtem, niż przyszli niektórzy od Jakuba, Piotr z poganami jadał[51]. Słowami temi podobno oskarża emisaryuszów Jakuba jako głównych sprawców nieprzyjemniej sceny antyocheńskiej, a ztąd pono niedaleko do wniosku, że Jakub nie cierpiał Pawła i wszędzie przez ajentów swoich podburzał przeciw niemu wiernych. Jednakże ze słów Łukasza, wyżej przytoczonych, przekonali się czytelnicy, że Jakub nie miał żadnych powodów do jakiejś niechęci przeciw Pawłowi, że przeciwnie partya faryzejska prowadziła ową agitacyę nieszczęsną na własną rękę. Wprawdzie Renan, który zamiast historyi pisze romanse historyczne, opowiada z największą dokładnością czarne intrygi Jakuba: „Jakub wykonał swój projekt fatalny. Bracia wyjechali z Jerozolimy, opatrzeni w listy polecające, z jego podpisem, jako od naczelnika dwunastu i jedynego, który miał prawo uwierzytelniać misyę itd.[52] Trudno uwierzyć, że wszystko to wyczyta akademik francuski z jednego wiersza Pawłowego: „przedtem, niż przyszli niektórzy od Jakuba, Piotr z poganami jadał; potem zaś, gdy przybyli, odłączył się z bojaźni przed obrzezanymi.“ Potrzeba bujnej wyobraźni, aby z tych kilku słów dowodzić, że Jakub umyślnie wysłał ajentów do Antyochii[53]. Nie wiemy zgoła, z jaka misyą przybyli owi Żydzi jerozolimitańscy ani nawet czy mieli jakąkolwiek misję. Łaciński, a z niego dokonany polski przekład, zdają się za tem przemawiać, ale tekst grecki nie powiada, że byli przysłani przez Jakuba, lecz że byli z otoczenia jego lub domu; lub poprostu z jego gminy[54]. Że w Jerozolimie była wśród chrześcijan silna, partya żydowska, wiadomo powszechnie[55], że ona zasłaniała się powagą ś. Jakuba, bardzo jest prawdopodobnem, bo Jakub był biskupem, a zatem władzą, i nawet u Żydów używał wielkiego poważania, jak donosi Józef Flawiusz. Nikt także nie przeczy, że Jakub sam przestrzegał zakonu i chętnie widział, gdy jego gmina, prawie wyłącznie złożona z chrześcian obrzezanych, tosamo robiła. Że w takim stanie rzeczy wielu członków tej gminy pragnęło swoje praktyki narzucać chrześcijanom nie-żydowskiego pochodzenia, nikogo nie zadziwia, kto zna słabość ludzkiej natury, pragnącej swoje widzimisię wszystkimi narzucać i wszystko na swój sposób przerabiać. Ale to nie racya żadna, żeby Jakubowi przypisać jakąkolwiek intrygę przeciw Pawłowi. Jakub był patryotą żydowskim, gorąco przywiązanym do narodowych tradycyj, ale był także apostołem, posłańcem Boskim, który swoje osobiste sympatye, podobnie jak inni apostołowie, poświęcał dla interesów powszechnego Kościoła. Z Łukasza zaś wiadomo, że apostoł Jakub nie chciał na pogan nakładać jarzma Mojżeszowego. Gdyby był chciał to zrobić, lub gdyby przybysze jerozolimscy byli w Antyochii wystąpili w jego imieniu, byłby Paweł ze zwykła otwartością swoją to wypowiedział, on, który nawet Piotrowi nie pozostawał dłużnym odpowiedzi.
Mamy nawet pozytywne dowody, że Paweł zawsze był w dobrych stosunkach z Jakubem. W pierwszym liście do Koryntyan, napisanym conajmniej kilka lat po zdarzeniu antyocheńskiem, mówi z wielkim szacunkiem o biskupie jerozolimskim[56], a w tymsamym czasie, kiedy partya starozakonna przeciw niemu intryguje w Galacyi i w Koryncie, on zbiera jałmużny dla Kościoła jerozolimskiego i zaraz po przybyciu do świętego miasta odwiedza sędziwego Jakuba[57]. Goszcząc w Jerozolimie, przestrzega ściśle zakonu, stosując się do miejscowych przepisów. Jest widocznem, że w tym punkcie nie było żadnej istotnej różnicy między apostołami[58]. Jeżeli zaś pewne stronnictwo, złożone po części z nawróconych Faryzeuszów, było zbytnie przywiazanem do Starozakonnych obrządków, dowodzi to tylko, że w kościele były i będą zawsze skrajne fakcye, które regularnie na tem kończą, że z Kościoła wychodzą pod pretekstem, że Kościół nie jest dosyć kościelnie usposobionym. Tak się stało i z partyą starozakonną, w drugim wieku zamieniła się ona w herezyę ebionicką.
Nierównie ważniejsza jest kwestya, czy i jakie stosunki zachodziły między Pawłem a Piotrem, bo od rozwiązania tej kwestyi zależy zrozumienie największego faktu w dziejach chrześcijaństwa, prymatu Piotrowego. Tubingczycy twierdzą, że najsławniejszy Kościół na ziemi, założony został przez niewiedzieć kogo, tak sobie przypadkiem, przez jakichś przybyszów palestyńskich, którzy pierwszą wiadomość o nowej wierze przywieźli do Rzymu. Później wzrastającą gminę Paweł podobno nauczał i utwierdzał słowem i przykładem, a Piotr albo żadnego nie miał udziału w powstaniu rzymskiego Kościoła, bo prawdopodobnie nigdy nie był w Rzymie, albo chyba wpływ ujemny, burzący, bo gdziekolwiek spotkał się z gminami Pawłowemi, przeprowadzał je na Ebionityzm.
Tak niesłychane twierdzenia, sprzeciwiające się ośmnastowiekowej tradycyi historycznej, opiera szkoła tubingska, któżbyto uwierzył, na romansie Klemensa. Pod imieniem tego wielkiego papieża zjawiła się w trzecim wieku bogata literatura apokryficzna, a wśród niej fantastyczny romans, najdawniejsza próba owych religijno-historycznych powieści, z których najbardziej udaną jest Fabiola. Jedną formą kilkakrotnie przerobionego romansu są tak zwane Recognitiones, zachowane w przekładzie łacińskim Rufina, przyjaciela ś. Hieronima[59]; drugą formą są Homilie czyli Klementyny (Κλήμεντια), t. j. dwadzieścia kazań Piotrowych, spisanych nibyto przez jego ucznia Klemensa. Posiadamy je w greckim oryginale, a nadto w dwóch obszernych streszczeniach, także po grecku, które odkrył Dressel w bibliotece watykańskiej[60]. W obu formach jestto jedna i tasama powieść o podróżach i dysputach Piotra z Szymonem Magusem, urozmaicona cochwila śmiesznemi cudami i czarami lub dosyć nudnemi, nibyto romantycznemi przyrodami. Treść powieści jest pokrótce taka:
Za czasów Tyberyusza cesarza, Faustus, bogaty Rzymianin, wysyła dwóch synów do Aten na edukacyę. Gdy matka, która ich odwoziła, nie wraca, ojciec zaniepokojony puszcza się za nią w drogę. Ale on także bez wieści przepada. Pozostały trzeci syn tymczasem w Rzymie starannie się wychowuje, a niezadowolony odpowiedziami filozofów na kwestyę nieśmiertelności duszy, wybiera się do Egiptu, aby tam od czarnoksiężników dowiedzieć się prawdy o tajemnicach pozagrobowych. Kto wié, może mu pokażą jaką duszę, a wtedy wszystkie jego niepokoje ustaną!
Wtem przybywa do Rzymu pierwsza wiadomość o cudach i nauczaniu Chrystusa Pana, a Klemens do najwyższego rozciekawiony, zamiast do Egiptu, puszcza się do Palestyny. Ale burza, która w każdym greckim romansie niezbędne ma miejsce, wyrzuca go do Aleksandryi, już po śmierci Zbawiciela. Tam poznawszy Barnabasza, opowiadającego ewanielie, wybawia go od śmierci, a za jego namową jedzie do Cezarei w Palestynie. Właśnie Piotr gotuje się do wielkiej dysputy z Szymonem Czarnoksiężnikiem i chętnie młodego Klemensa na nią zabiera. Szymon przez trzy dni cały zapas najrozmaitszych zarzutów przeciw chrześcijaństwu wystrzelił, a gdy Piotr zawsze zwycięsko odpowiada, lud porzuca czarnoksiężnika, przechodzi na stronę Piotra, a Szymon upokorzony cichaczem ucieka do Tyru. Jednakże ani tam nawet nie pozwala mu Piotr długo gościć, bo dowiedziawszy się że lud zwodzi sztukami djabelskiemi, przybywa i cudami swemi czary rozprasza. Tosamo w Sydonie się powtarza i Berycie. Szymon z miasta do miasta ucieka, ale nic mu to nie pomaga, bo Piotr zawsze za nim, mając przy sobie młodego Klemensa, który po kolei odnajduje utraconych niegdyś ojca, matkę i braci. Cała rodzina po wielu latach rozłączenia a najdziwniejszych przygodach znowu połączona, przyjmuje chrzest ś. i razem z Piotrem udaje się do Antyochii, gdzie odbywa się ostatnia, walna rozprawa z Magusem. Po świetnej dyspucie, a jeszcze świetniejszych cudach, Piotr zwycięża, pobity zaś czarnoksiężnik napowrót do Palestyny ucieka. Tyberyusz cesarz dowiedziawszy się, że Faustusa rodzina się odnalazła, sprowadza ją radośnie do Rzymu, bo to jego bliscy krewni, a obsypana bogactwami, przy sobie zatrzymuje. Jeden Klemens przy Piotrze pozostał. Razem liczne miasta odwiedzają, głosząc słowo Boże; nareszcie oni także do Rzymu jadą. Piotr czując się bliskim śmierci, niby drugi Mojżesz, mowę ma wspaniałą do zebranego ludu, święci Klemensa na swego następcę i na tronie biskupim osadza. W końcu każe mu wszystkie podróże swoje i kazania porządnie spisać dla Jakuba, „biskupa biskupów“ w Jerozolimie, z czego naturalnie Klemens sumiennie się wywiązuje.
Zapyta tu niejeden: Cóż wspólnego, na Boga, z pobytem apostołów w Rzymie mają te niesmaczne syryjskie bajki? Tubingczycy i Lipsius, który niedawno ich hypotezę wydobył z zapomnienia, są przekonani, ze romans o przygodach Piotra i Szymona napisał Ebionita jakiś celem wywyższenia księcia apostołów, a zohydzenia Pawła w osobie Szymona Magusa. Dowodziłoby to według nich, że jeszcze w trzecim wieku stronnictwo starozakonne czyli ebionickie odrzucało Paulinizm jako naukę, przeciwną ewanielii Piotrowej, a miało zarazem tradycyą o nienawiści wzajemnej obu apostołów. Oprócz tego, powiada Lipsius, przechowywała się w Rzymie stara legenda o walce Piotra z Szymonem przed Neronem. Szymon z wielkiem zdumieniem cesarza i ludu już unosił się w górę, dźwigany przez swoje duchy służebne, kiedy potęgą modlitwy swojej Piotr zrzucił go z wyżyn powietrznych cesarzowi pod nogi, gdzie czarnego ducha wyzionął. Otóż ten czartom zaprzedany człowiek, jest według Baura i Lipsiuisza personifikacyą Pawła i jego nauki; że zaś podróże Piotra i apostołowanie w ścisłym zostają związku z przygodami Szymona, przeto i pobyt Piotra w Rzymie będzie tylko alegoryą, wyrażającą zwycięstwo Petrynizmu czyli stronnictwa starozakonnego, nad Paulinizmem czyli stronnictwem liberalnem. W żadnym zaś razie nie godzi się temuż pobytowi nadawać więcej znaczenia historycznego, niż wspomnianemu romansowi[61].
Nie trudna jest rzeczą zbijać uczoną hypotezę Baura i Lipsiusza. Pobyt obu apostołów w Rzymie opiera się na bardzo starych prawie spółczesnych świadectwach, w których nie masz żadnej wzmianki o Magusie. Przeciwnie, wszystkie podania o Szymonie zawsze pobyt jego w Rzymie łączą z pobytem apostołów, co dowodzi, że raczej pierwszy zależy od drugiego, nie drugi od pierwszego. Nie tutaj miejsce rozwodzić się nad przybyciem Piotra i Pawła do Rzymu. Że tam był drugi, o tem nikt nigdy na seryo nie wątpił: że był także pierwszy, uchodziło zawsze za rzecz najpewniejszą. Powątpiewania Tubingczyków zostały w ostatnich latach przez samych racyonalistów zwycięsko rozproszone, tak, iż niechcący wierzyć katolickim uczonym, znajdzie w dziełach Renana, Hilgenfelda, Wieselera, Delitzscha, Mangolda odnośne argumenta[62]. Zajęty w tej rozprawie więcej źródłami, niż sama historyą pierwotnego chrześcijaństwa, wspomnę pokrótce o kilku dokumentach, rozświecających tę sprawę dostatecznie.
Najstarszym z nich jest list pierwszy ś. Piotra. Czytamy w nim na końcu słowa: „Pozdrawia was Kościół, który jest w Babilonie, spółwybrany z wami i syn mój Marek[63]. Że list rzeczywiście został napisany przez Piotra, i ze Babilon nie oznacza wyludnionych, potwornych rumowisk nad Eufratem, lecz stolicę świata na siedmiu wzgórzach, o tem żaden poważny historyk dzisiaj nie wątpi. Kto nie chce poprzestać na tem, co napisali o tej sprawie katoliccy i protestanccy exegeci Nowego Testamentu, niechaj zajrzy do Renana[64] lub Hilgenfelda[65].
Drugim w porządku chronologicznym jest list ś. Klemensa do Koryntyan, pisany najpóźniej w ostatnim roku Domicyana (r. 96). Napomina wiernych do zgody, przytaczając wiele przykładów ze Starego Testamentu o zgubnych skutkach niezgody i zazdrości. Po czem tak dalej prawi: „Ale żeby już skończyć z dawnemi przykładami, przystąpmy do najbliższych nam atletów (t. j. męczenników). Bierzmy szlachetne wzory naszego pokolenia. Dla zazdrości i nienawiści, ci, którzy byli najwiekszemi filarami sprawiedliwości, zostali prześladowani i aż do śmierci walczyli (t. j. ponieśli śmierć męczeńska). Stawmy sobie przed oczy dobrych apostołów: Piotra, który dla niesprawiedliwej zazdrości nie raz ani dwa razy, lecz bardzo wiele wycierpiał, a tak męczeństwo poniósłszy (μαρτυρήσας) poszedł do przynależnego sobie miejsca chwały. Dla zazdrości i niezgody Paweł nagrodę cierpliwości otrzymał, siedm razy więziony, ścigany, kamieniowany, apostołowawszy na wschodzie i na zachodzie, dostąpił znakomitej sławy za swą wiarę. Nauczywszy świat cały sprawiedliwości, a do granic zachodu zaszedłszy, poniósł męczeństwo wobec naczelników władzy, i tak świat porzucił, a do świętego udał się miejsca, zostawszy największym wzorem cierpliwości. Do tych mężów, którzy tak święcie żywot swój sprawowali, dodane zostało wielkie mnóstwo wybranych, którzy wiele zniewag i mąk dla zazdrości wycierpiawszy, stali się wśród nas bardzo pięknym przykładem[66].“ Potem przechodzi do świętych niewiast, z których bezecnie naigrawano się, przed śmiercią kazawszy im występować w tragicznych rolach Danaidek lub Dirkij.
Przytoczyłem ustęp w całości, bo jest spółczesnem prawie świadectwem o śmierci męczeńskiej Piotra w Rzymie, ma zatem wagę nadzwyczajną. Że Klemens, uczeń Piotrowy list napisał, o tem mało kto dzisiaj wątpi. Zdania uczonych rozchodzą się tylko o rok, w którym był nadpisany. Jedni dla niektórych aluzyj, chcą go umieścić przed zburzeniem Świątyni Jerozolimskiej, inni dopiero pod koniec rządów Domicyana[67]. Różnica niewielka, a dla naszej kwestyi zupełnie obojętna; ważniejsza, że wszyscy odnoszą ów ustęp do prześladowania Nerońskiego i zgadzają się, że niedługo po niem został napisany. Drugie wynika ze słów: najbliżsi nam atleci, wzory naszego pokolenia, pierwsze zaś z faktu, że przed napisaniem listu było jedno prześladowanie tj. Nerona, a z niem najzupełniej się zgadza opis. Domicyan dopiero w ostatnim roku swoich rządów krotko prześladował chrześcian i to tylko znaczniejszych, według Klemensa zaś wielkie mnóstwo (πολὺ πλῆθος) wybranych poniosło śmierć razem z apostołami wśród mąk okrutnych i artystycznie obmyślanych. Szczegóły te prawie dosłownie zgadzają się z opowiadaniem Tacyta, ze stracona została chrześcian ingens multitudo i że naigrawano się z ginących, pereuntius addita lubibria[68]. Prześladowanie zaś Nerona, odbyło się w Rzymie, a nie wiadomo czy rozszerzyło się także po prowincyach. Dlatego słusznie mówi Klemens, że ofiary tego prześladowania, zostawiły pośród nas (ἐν ἡμῑν) t. j. pośród nas Rzymian „przykład najpiękniejszy.“ Że zaś według słów Klemensa ta wielka liczba wybranych została dołączona (συνηθροίσθη) do błogosławionych apostołów Piotra i Pawła, oczywiście rozumiał, że i tamci ponieśli śmierć w Rzymie. Kto tych słów nie chce zrozumieć w znaczeniu prostem i dosłownem, musi je dziwnie ponakręcać, a w dodatku i tak nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego papież Klemens właśnie Piotra i Pawła z męczennikami nerońskimi stawia za przykład Koryntyanom. To też chyba ze złą wiarą twierdzi Lipsius, że Klemens nie nie wié o pobycie Piotra w Rzymie[69]. Za odpowiedź niechaj posłuży to, co napisał uczony protestant Harnack w komentarzu do listu Klemensowego: Niktby nie spierał się o tę sprawę, gdyby pewni krytycy nie dawali więcej, niż przystoi, wiary owym bajkom rzekomego Klemensa i Chrześcian żydowskich[70].
Najbliższy, prawie spółczesny Klemensowi jest ś. Ignacy. Że z listów jego siedm jest autentycznych było dość powszechnem wśród uczonych mniemaniem, a dowiedli na nowo w roku 1873 profesor protestanckiej teologii Zahn[71] w bardzo udanej monografii, przed kilku zaś tygodniami z niemniejszą uczonością znany patrolog Dr Funk[72]. Wielu jednak racyonalistów, n. p. Rénan odrzuca z nich sześć, a tylko jeden do Rzymian uważa za autentyczny[73]. Ograniczę się przeto do niego jednego, aby nie wdawać się teraz w niewczesne krytyczne rozprawy. Prosi więc Rzymian ś. biskup męczennik, żeby nie robili żadnych starań celem jego ułaskawienia. „Ja wam nie rozkazuję jak Piotr i Paweł, oni byli apostołami, ja skazany na śmierć; oni wolni, ja do tej chwili niewolnik[74]. Oczywiście słowa te nie mają żadnego sensu, jeżeli dwaj apostołowie nigdy nie byli w Rzymie. W liście do Efezyjczyków przypomina im, że Paweł apostoł wśród nich przebywał i do wiary św. wprowadził[75]. Można ztąd słusznie wnosić, że Ignacy w roku 106 nie byłby w piśmie swojem wymienił obu apostołów, gdyby pamięć ich pobytu nie była w Rzymie pewną i żywą za czasów Trajana. Wtedy żyło jeszcze wiele osób, które w młodości swojej widziały apostołów. Ledwo czterdzieści lat upłynęło od żywych świeczników Nerona! Sześćdziesiecioletni starzec, który w roku 106 przypatrywał się w Koloseum lwom rozszarpującym ś. Ignacego, miał lat siedmnaście, kiedy Neron urządzał swoje ohydne nocne festyny, kiedy na Janikulu, w dzielnicy żydowskiej, wznoszono ponury krzyż z rozpiętym ś. Piotrem, kiedy przez bramę Ostyjską prowadzono na stracenie tarsyjskiego Żyda, którego głośny, przez dwa lata ciągnący się proces, nawet rozbawioną ludność stolicy umiał od czasu do czasu zainteresować. Nie! takie sceny zatrzeć się nie mogły nawet w najtępszej pamięci!
Nie przytaczam świadectw późniejszych, bo przeciwnicy nasi zmuszeni są przyznać, że w połowie II stulecia wiara ta jest powszechną w całym Kościele. Jeżeli Piotr nie był w Rzymie, jeżeli tam nie umarł, jeżeli zwłoki jego nie spoczęły w katakumbach wzgórza watykańskiego, to chyba gdzieś przepadł bez wieści. Czyż podobna przypuścić, żeby żadna gmina chrześciańska nie wiedziała co się stało z najstarszym z apostołów? Jeżeli on nie umarł w Rzymie na krzyżu, to tylko podwójna zostaje alternatywa: albo wyszedł z granic imperyum rzymskiego i przepadł bez wieści, albo umarł w obrębie jego granic, ale w nieznanem miejscu. Otóż jedno i drugie jest istnem niepodobieństwem. Gdy o innych apostołach donoszą mniej lub więcej bajeczne legendy, że zginęli za wiarę w Etyopii, u Scytów, u Indów i t. d., o Piotrze zgodnie z historya powtarzają, że razem z Pawłem poniósł Śmierć w Rzymie za Nerona. Nic nie wiadomo o tem, że apostołował w obcych krajach. A drugie przypuszczenie jeszcze jest mniej podobnem do prawdy. Jeżeli Piotr umarł w któréj z rzymskich prowincyj, ale w nieznanem miejscu, to jakimże cudem się stało, że nikt o tem nie wiedział? nie wspomniał? W połowie II stulecia panuje już wiara powszechna, że jego zwłoki są w Rzymie, żadne jednak miasto nie protestuje. Posiadać grób sławnego męczennika, była to niezrównana chluba, cóż dopiero grób apostoła! Efez był dumny, że miał zwłoki ś. Jana, Hierapolitanie, że ś. Filipa! Czyż uwierzy kto, że tylko miasto, posiadające zwłoki Piotrowo, pokornie milczało i nigdy nie podniosło głosu przeciw pretensjom Rzymu? Nie zapominajmy o jednym szczególe, który po przytoczonych świadectwach, wydaje mi się drobnej wagi; skoro jednak racyonaliści upatrują w nim silny argument za pobytem Piotra w Rzymie, nie chcę go pominąć. Prawdę należy przyjmować, zkądkolwiek przychodzi.
W ostatnim rozdziale ewanielii Janowej przepowiada Chrystus Piotrowi rodzaj śmierci, którą umrze: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: gdy byłeś młodszy, przepasywałeś się i chodziłeś, kędy chciałeś; teraz gdy zestarzejesz się, wyciągniesz ręce twoje i przepasze cię inny i poniesie tam, gdzie nie chcesz. To zaś mówił, oznaczając śmierć, jaką miał uwielbić Boga[76]. Wszyscy exegeci, wierzący i niewierzący, przyjmują jako rzecz pewną, że Chrystus mówił o śmierci krzyżowej. Wiedziano więc koło r. 100, kiedy Jan pisał swą ewanielią, że Piotr umarł na Krzyżu. Na pół przezroczysta aluzya była dla wszystkich zrozumiałą[77]. Renan robi trafną uwagę, że trudno pomyśleć, aby Piotr był umęczony gdzieśindziej niż w Rzymie, bo tylko w Rzymie prześladowano gwałtownie[78]. Ja dodam, że nie nie wiadomo z spółczesnych źródeł o prześladowaniach na prowincji; Tacyt mówi tylko o Rzymie, a wśród ofiar wymienia także ukrzyżowanych, crucibus affixi[79].
Gdyby nie zbyt ciasne ramy tej rozprawy, możnaby wspomnieć także o silnych i wszechstronnych argumentach, dostarczanych przez archeologię chrześciańską. Niejeden pomnik chrześciański w istocie wprost łączy się z przybyciem księcia apostołów. Wedlu badań pp. De Rossi i Armelini jedne z najdawniejszych katakomb, ostryańskie, niedaleko od ś. Agnieszki, są owem miejscem ad Nymphas, gdzie według dawnej tradycji sakrament chrztu ś. udzielał Piotr apostoł, ubi Petrus baptizabat, a jeszcze dzisiaj tam widzieć można w skale wykute krzesło, przed którem znowu od roku 1880, jak niegdyś w pierwszych wiekach, w dniu 18 stycznia, liczne palą się lampki, bo jest to krzesło, na którem po raz pierwszy siadywał Piotr błogosławiony, sedes, ubi prius sedit Petrus apostolus, jak mówi stary dokument z czasów Grzegorza W.[80].
Jeżeli pobyt apostołów w Rzymie jest faktem zupełnie niezależnym od legendy o Szymonie Magusie, to sztuczna hypoteza Baura i Lipsiusza sama przez się upada. Są bowiem dokumenta, świadczące o pierwszym fakcie, a w których nic nie masz o drugim.
Potem jest wysoce nieprawdopododnem, że dopiero Ebionici wymyślili postać Szymona i jego przygody. Rzekomy romans Klemensa z pewnością nie powstał przed III wiekiem, skoro zawiera ustęp z książki heretyka Bardesanesa o przeznaczeniu, a Bardesunes żył pod koniec II stulecia[81]. Tymczasem Justyn męczennik już w roku 138 mówi o przybyciu czarnoksiężnika do Rzymu za panowania Klaudyusza, jako o rzeczy powszechnie znanej[82]. Tak samo Ireneusz[83], którego tradycye przez Polikarpa, Potyna i Papiasza, jak wykazałem w jednym z przeszłych rozdziałów, dochodzą aż do apostołów. Powinniśmy zatem uważać za dwa fakta historyczne, niezależne od siebie pobyt apostołów w Rzymie i pobyt tamże Szymona Magusa. Że Magus znał ś. Piotra, wiadomo z Dziejów apostolskich. Nawet chciał od niego w Samaryi kupić moc udzielania Ducha ś., t. j. sakramentu bierzmowania, na co Piotr mu odrzekł: niechaj pieniądze twoje będą z tobą na zatracenie, żeś mniemał, iż dar Boży może być nabywany za pieniądze[84]. Że później Magus w Rzymie sprzeciwiał się obu apostołom, a w końcu został porażony przez Piotra, wiemy z Filosofumenów, owej sławnej książki, która odkryta na górze Atos, a ogłoszona po raz pierwszy w roku 1850 przez angielskiego filologa Millera, zachowała nam w streszczeniu nawet system filozoficzny Magusa, według dzieła jego Άπόφασις; tj. Objawienie[85]. Dwa te świadectwa o życiu Szymona czarnoksiężnika są dawniejsze od romansu Klemensa, a nie zdają mi bardzo naukowo poczynać sobie ci, którzy więcej wierzą romansowi z trzeciego, niż poważnym dokumentom historycznym, z pierwszego i drugiego stulecia; co więcej, którzy polegając na romansie niesmacznym i kłamliwym, ogłaszają za niezasługujące na wiarę najpewniejsze świadectwa, za niebyło najlepiej potwierdzone fakta!
Mógłbym tu zakończyć polemikę przeciw szkole Baura i Lipsiuszowi, gdyby Renan, pisarz zdolny, ale zmienny i lubiący się w paradoksach, nie był kwestyi założenia rzymskiego Kościoła nadał nowej, niespodziewanej formy; a że wszystko, co się tyczy tego Kościoła, ma dla nas i dla całego świata niezwykłe znaczenie, nie mogę milczeniem pominąć, najnowszej hypotezy o jego początkach.
Renan przyjmuje jako fakt niewątpliwy, że Piotr i Paweł za Nerona zginęli w Rzymie, jeden na krzyżu, drugi od miecza, i że aż do śmierci byli w najlepszej zgodzie, bo oni byli wyżsi nad stronnictwa i zawsze się kochali[86]. W tem wszystkiem, z wyjątkiem może chronologii, o której nie czas teraz się spierać, jestem jednego z Renanem zdania. Ale po śmierci apostołów, powiada Renan, pozostały ich stronnictwa, a te wzajemnie się niecierpiały. Albowiem ebjonici i elkasaici, wyznawający dziwaczną mieszaninę żydowskich, chrześcijańskich i gnostycznych nauk, byli w Rzymie podobno bardzo liczni i oni to stworzyli legendę Piotrową i przyszłość wielkiego rzymskiego Kościoła[87].
„Rzym, według Renana, był zawsze głównem ogniskiem chrześciaństwa żydowskiego. Duch liberalny Paulinizmu był tam trzymany na wodzy przez usposobienie nader konserwatywne. Pomimo wszelkich starań pojednawczych, apostoł ludów miał tam jeszcze wrogów nieprzejednanych. Oni to po śmierci apostołów stoczyli ze stronnikami Pawła niejednę walną rozprawę, zanim pogodzili się na zawsze i podali sobie ręce na łonie Kościoła powszechnego“[88].
Przytoczyłem prawie dosłownie długi efektowny ustęp; zobaczmy, czy w nim jest choć pozór prawdy. Czytelnicy Renana są przyzwyczajeni do jego nieustających paradoksów. W ostatnim tomie „Historyi początków chrześcijaństwa,“ któremu dał napis: Marc-Aurèle, nawet katakumbową sztukę chrześcijańską wywodzi z kultu i tajemnic Mitry[89]. Cóż tedy dziwnego, że tyarze papiezkiej daje za matkę herezyę Ebionitów!
Na podobne paradoksy nie masz lepszego środka, jak zapytać się o dokumenta. Bo jeżeli w lekkiej, dowcipnej rozmowie paradoks jest dozwolony, to w historyi, im niezwyklejsze jest twierdzenie, tem silniejsze powinno mieć za sobą dowody. Czy jest dokument jaki, dowodzący, że około r. 140 istniała, w Rzymie bogata legenda ebjonicka o ś. Piotrze[90]? Renan za całą odpowiedź odsyła nas do romansu Klemensa, a że ten należy do wieku III, przypuszcza on, że jest przerobieniem jakiegoś tekstu dawniejszego, który znany był w Rzymie około roku 120, a potem zaginął. Jest to przypuszczenie, nie więcej; nadto, przypuszczenie mylne!
Analiza bowiem romansu dowodzi, że był napisany w Syryi, tak samo jak konstytucye apostolskie i inne pod imię Klemensa podszyte pisma, które wszystkie z tych samych pochodzą czasów. Wprawdzie bohater owych przygód dziwacznych rodzi się w Rzymie, ale następne wszystkie sceny odgrywają się w Syryi, a po ostatniej porażce z Antyochii Szymon Magus ucieka do Palestyny. Ani jednem słowem autor nie objawia zamiaru, jakoby chciał przenieść dalszy ciąg wypadków do Rzymu.
Nie można nawet dowieść, że autor miał głównie lub wyłącznie na myśli Pawła; on przedewszystkiem zajęty wielkim pojedynkiem duchowym między Piotrem a Magusem. Jeżeli Magus czasem podobny jest do Pawła, to jeszcze częściej występuje we własnej osobie, będąc przedstawicielem wszystkich możebnych błędów.
Nie powiadam, że autor jest przyjacielem Pawła. Jest niewątpliwie Ebjonitą, bo nie wierzy w Trójcę ś. ani w bóstwo Chrystusa, ani w inne dogmata esencyalne naszej religii; a Epifaniusz nas upewnia, że Ebjonici oczerniali i znieważali pamięć wielkiego apostoła pogan. Jednakże kilka aluzyj[91] w grubej książce obok stu innych rzeczy, które nic zgoła nie mają wspólnego z Pawłem, to nie dosyć, aby romans ów ogłosić satyra przeciw Pawłowi. Do wytłómaczenia owych cytat lub aluzyj, wystarcza dosyć prawdopodobne przypuszczenie, że Szymon herezyarcha przyswoił sobie niejeden sposób mówienia Pawłowy, niejednę sentencyę z jego listów; a takie przypuszczenie opiera się na znanym fakcie, że wszyscy heretycy I i II stulecia kryją się chętnie pod płaszcz którego z apostołów. Sam autor romansu jest tego jawnym dowodem, bo jego Piotr mówi często jak prawdziwy Ebjonita.
Ale przypuściwszy, o co tak bardzo chodziło Baurowi a teraz Renanowi, że Klementyny są wyłącznie przeciw Pawłowi zwróconą satyrą, to jaka ztąd korzyść dla hypotezy Renana? Że Żyd Ebjonita pisze romans w III stuleciu, w Syryi, pełen kabalistycznych niedorzeczności i grubych błędów historycznych, w którym apostołowie Piotr i Jakub figurują jako naczelnicy Ebjonityzmu, Szymon Magus jako głowa wszelkich możebnych i niemożebnych herezyj, cesarz Tyberyusz jako krewny Klemensa i przyjaciel chrześcijan nie jest to przecież fakt, zasługujący na seryo, aby był brany w rachubę; nie jest to dokument, z którego możnaby cokolwiek wnosić o usposobieniu lub opiniach pierwszego Kościoła w Rzymie. Chrześcianami rzymskimi zgoła się romans nie zajmuje, a gdyby nawet zajmował się, nie zasługiwałby na większą wiarę od apokryficznych ewanielij lub dziejów apostolskich, na które historycy nie zwracają wcale uwagi.
Chcąc poznać początki Kościoła rzymskiego, stan umysłów, które go składały, stronnictwa polityczne lub religijne, które w nim powstały, należy studyować spółczesne dokumenta historyczne, a tych doprawdy nie brak. Możemy z nich bardzo dokładne powziąć wyobrażenie o genezie i morfologii rzymskiego Kościoła, nietylko za Nerona i Domicyana, lecz nawet za Trajana i Hadryana t. j. w tych właśnie czasach, w których według Renana potężne stronnictwo ebjonickie w Rzymie utworzyło wielką legendę o Piotrze i Szymonie Magusie.
Najdawniejszym dokumentem jest wspomniany kilkakrotnie list ś. Pawła do Rzymian. Czytając go z uwagą, dochodzi się do wniosku, że wierni, do których był pisany, składali się po większej części z nawróconych pogan. Wiadomo, że Paweł apostoł tylko pisywał do takich Kościołów, które sam założył, bo nie chciał, jak mówi, budować na cudzym fundamencie[92]. Wyjątek zrobił dla Kościoła rzymskiego; a usprawiedliwia ten postępek, przypominając Rzymianom, że jemu w udziale dostało się apostolstwo między wszystkiemi narodami (tj. poganami), wśród których wy także jesteście powołani od Jezusa Chrystusa[93]. Słowa te nie miałyby żadnego sensu, gdyby podówczas Kościół rzymski składał się czy wyłącznie, czy po większej części ze Żydów. Wyraz narody, ἕθνη, gentes, który cochwilę powraca w liście, oznacza w języku Pawłowym zawsze pogan, w przeciwstawieniu do Żydów. Żeby zaś o tem nie pozostawić żadnej wątpliwości, Paweł Rzymian wprost nazywa poganami:

Wam bowiem mówię poganom, że póki jestem apostołem pogan, będę z zaszczytem spełniał moje urzędowanie[94].

Daje on w tym liście niektóre rady, które tylko poganom nawróconym przystawały np., aby mieli pobłażanie dla braci, mających rozmaite skrupuły w jedzeniu tej lub owej potrawy, albo chcących święcić dni pewne[95]. Wiadomo, że tylko Żydzi mieli skrupuły podobne; tylko Żydzi, nawet ochrzczeni, zachowywali posty i święta Mojżeszowe.
Mocniejsi, mówi, powinni znosić krewkość słabszych[96], a że przez mocniejszych rozumiał pogan nawróconych, widać z rozd. XI, gdzie pogan upomina, aby się nie wynosili nad żydów. Żydzi, powiada, są to gałęzie ułamane a w ich miejsce została wszczepiona dzika oliwka. „Ale niechaj poganie nie chlubią się z tego, niechaj nie mówią: Żydzi to gałęzie połamane a my świeże gałęzie wszczepione, boć nie Ty nosisz korzenia, lecz korzeń ciebie[97].
Często Paweł przypomina czytelnikom swoim, że on sam przecież jest Żydem, że lud żydowski wielkie w ciągu wieków spełniał posłannictwo, że nie należy pozbywać się nadziei, że jeszcze kiedyś się nawróci. Z tych wszystkich słów jasno jest, że gmina rzymska trochę lekceważyła Żydów i że ci byli w mniejszości, inaczej byłyby zupełnie niestosowne owe napominania Pawłowe i prośby.
Wszystko to zgadza się przedziwnie z historyą. Donosi Swetoniusz[98], że Klaudyusz kazał Żydów wypędzić z Rzymu za rozruchy jakieś, impulsore Chresto, t. j. jak dzisiaj powszechnie przyjmują uczeni, za kłótnie z chrześcijanami. O wypędzeniu Żydów mówi także Łukasz w Dziejach apostolskich[99]. Pozostali więc w Rzymie tylko poganie nawróceni. Gdy w r. 57, Paweł pisze list swój do Żydów, trzy lata po Śmierci Klaudyusza, Żydzi zaczynali powoli wracać, jak widać z licznych pozdrowień na końcu listu, ale większość gminy składała się jeszcze z pogan nawróconych. Tłumaczy to także, dlaczego w r. 61, cztery łata później, gdy Paweł przybywa do Rzymu, synagoga tamtejsza nic nie wiedziała o jego prześladowaniu i dwuletniem uwięzieniu w Palestynie ani o tem, że odesłany został przed trybunał cesarski[100]. Oczywiście synagoga niedawno uformowała się na nowo, a pod świeżem wrażeniem prześladowania Klaudyuszowego, nie utrzymywała stosunków z chrześcijanami, inaczej byłaby się od nich czegoś dowiedziała o przygodach Pawła w Jerozolimie.
Rozbiór zatem listu do Rzymian dowodzi niewątpliwie, że w r. 57 gmina chrześcijańska w Stolicy składała się przeważnie z byłych pogan; że była bardzo droga Ś. Pawłowi, który bezustannie pamiętał o niej w modlitwach[101]; że nareszcie wyznawała tę same wiarę, co Paweł, skoro ten mówi: pragnę was widzieć.... abym się ucieszył razem z wami przez zobopólną wiarę, waszę i moję[102]. Nie masz ani cienia antypaulińskiego usposobienia w Kościele rzymskim aż do r. 57.
Ale kto założył ten Kościół, którego wiara już w r. 57, według słów apostoła, sławiona była po całym świecie[103]. To pewna, ze nie Paweł go założył, jak mniema wielu protestantów, bo przekonaliśmy się z jego własnych słów, ze w r. 57 Kościół rzymski był silny i dobrze zorganizowany. Że przed r. 57, Paweł nie był w Rzymie, sam to mówi w liście, że tam nie posłał żadnego z uczniów swoich, wnosić należny ze słów przytoczonych, że nie chce budować na obcym fundamencie[104] a przez fundament rozumie Paweł apostołów, tak jak przez kamień węgielny rozumie Chrystusa[105]. Kto więc założył Kościół rzymski.
Można z góry być pewnym, że gdyby go założyli jacyś nieznani przybysze, jak utrzymuje Renan[106], byłby Paweł bez skrupułu budował na tak lichym fundamencie, a nawet byłby miał obowiązek, skoro sobie przypisuje apostolstwo między poganami, a do pogan także Rzymian zalicza[107].
Oprócz Pawła jednak żaden apostoł nie nauczał w Rzymie z wyjątkiem Piotra. Wiemy to z listów Klemensa i Ignacego, których młodość przypada w samo czasy apostolskie, obaj nawet znali osobiście i księcia apostołów i apostoła pogan. Nikt więc inny, jak Piotr Św. rzucił podwaliny pod najsławniejszy z kościołów. Gdyby zaś nauczanie Piotra było przeciwnem nauczaniu Pawła, nie byliby wierni w Rzymie w r. 57 usłyszeli pochwały od Pawła, że mają tę samą co i on wiarę, i że pragnie odwiedzić ich jak najprędzej. Jeżeli zaś w r. 57 byli paulinistami, mówiąc językiem tubingskim, to prawdopodobnie nimi już byli w r. 42, kiedy Piotr po raz pierwszy opowiadał im słowo Boże. Wszak treść jego kazań zachowała się w ewangelii Marka, w której racyonaliści po kolei albo Paulinizm znaleźli, albo pojednawczy, umiarkowany Petrynizm, albo nawet żaden system zgoła. Prawdą jest, że ewangelia Marka nie zawiera ani Paulinizmu ani Petrynizmu, jedno ogólną prawdę Chrystusową, zastosowaną do pojęć ludności pogańskiej.
Mamy inny dowód, że wiara rzymska była podówczas ta sama, co Pawłowa. Gdy cesarz Klaudyusz wypędził ze stolicy Żydów, Akwila i Pryscylla uciekli do Koryntu, gdzie poznali Św. Pawła. Od pierwszego dnia wchodzą z nim w najserdeczniejsze stosunki. Paweł często wspomina wdzięcznie o usługach, które mu oddawali, nazywa ich nawet swoimi spółpracownikami w dziele Bożem[108]. Ale Akwila i Pryscylla byli już chrześcijanami, jeżeli więc od pierwszej chwili są w najzupełniejszej zgodzie przekonań z Pawłem, dowodzi to, że mniemamy Paulinizm był wszędzie w kościele, nawet tam, gdzie nigdy nie postała stopa Pawłowa.
Należałoby również obszernie rozebrać inne dokumenta, ale brak czasu i miejsca, zmusza mnie do poprzestania na kilku uwagach.
Pierwszy list Piotra, pisany krótko przed prześladowaniem Nerona, jest tak naszpikowany Paulinizmem, że prawie wszyscy uczeni tubingskiej szkoły, Baur, Schwegler, Zeller i t. d. ogłosili go apokryfem. Dzisiaj jednak większość racyonalistów znowu go przyznała Piotrowi, ale pocieszają się słowami Renana, że Piotr był człowiekiem wyższym po nad stronnictwa, mógł więc sam być Paulinistą, a jego stronnictwo mogło nie pochwalać takiego liberalizmu. W każdym razie, zapisujemy fakt, że naczelnik Kościoła napisał list, przepełniony Paulinizmem, a napisał go głównie do pogan nawróconych.
Drugi list Piotra, dla błachych powodów odrzucany przez niektórych racyonalistow, jest jeszcze bardziej przejęty duchem Pawłowym. Chwali w nim książę apostołów pisma swego najmilszego brata Pawła, kładąc je na równi z Pismem Św.[109].
Wspomniałem już o liście Ś. Klemensa, który jest z r. 94 mniej więcej. Chwali on obu apostołów, że pozostawili w Kościele przykład najpiękniejszy a często cytuje listy Pawłowe.
Ś. Ignacy, w r. 106 pisząc do Rzymian, nazywa obu apostołów mistrzami Rzymu: „Ja wam nie rozkazuję, jak Piotr i Paweł, oni byli apostołami, a ja jestem skazany na śmierć“. Liczne przytacza ustępy z listów Pawłowych.
Ś. Polikarp, w rok później, krótki swój, treściwy list do Filipensów przepełnił sentencyami Pawłowemi. Wynosi nadto mądrość błogosławionego i chwalebnego Pawła, który osobiście wykładał Filipensom, słowo prawdy. Ten sam Polikarp, biskup ultrakonserwatywny, jak go Renan nazywa, cytuje również często listy Piotra i Jana, ewangelie Mateusza i Łukasza, a nigdy nie wątpi o tem, że w tych pismach, tak radykalnie między sobą różniących się, według szkoły tubingskiej, jest wszędzie ta sama nauka, ten sam duch Chrystusa.
Ignacy i Polikarp są niezbitym dowodem, że kościoły w Azyi, tak nieraz przesadnie konserwatywne, a nawet rozmiłowane w niektórych praktykach żydowskich, np. w obchodzeniu Wielkanocy, nic zgoła nie wiedzą o wymyślonym przez szkolę tubingską antagonizmie między Pawłem z jednej a Piotrem i Janem z drugiej strony, z którego to antagonizmu miał niby powstać Kościół katolicki.
Zważmy także, że jeżeli w Rzymie na początku istniało silne stronnictwo ebionickie, jak utrzymuje Renan, powinniśmy przecież tam znaleźć choćby drobny ślad jakichś praktyk żydowskich. Sam jednak Renan zmuszony jest wyznać, że koło r. 140, Wielkanoc, ta główna podówczas kość niezgody pomiędzy Wschodem a Zachodem, obchodzona była w Rzymie według zachodniego kalendarza. Mogę dodać, że nie dopiero w r. 140, lecz od samego początku, bo gdy w r. 154 przybył Polikarp do Rzymu, papież Anicet mu oświadczył, że jego poprzednicy zawsze obchodzili Wielkanoc według zachodniego zwyczaju[110].
Wobec takich świadectw wymownych, chcieć utrzymywać, że za cesarza Hadryana Kościół rzymski był nieprzyjaźnie usposobiony dla pamięci Ś. Pawła, jest to istna swawola nie naukowa. Jeżeli Renan wolał jej się oddawać, a dziejowym pomnikom z I i II stulecia mniej wierzyć, niż romansowi z III stulecia, dowodzi to jedynie, jak miłość powziętego z góry systemu, zaślepia nawet wielkich uczonych.
Gdyby przynajmniej romans Klemensa był napisany w Rzymie. Prawda, że nawet w takim razie nie mógłby zaważyć na szali przeciw oczywistym świadectwem historycznym, ale zawierałby jakieś lokalne podania. Renan[111] w istocie przyjmuje, że romans, który nas doszedł, jest naśladowaniem dawniejszego, Κήρυγμα Πέτρου czyli kazanie Piotrowe. To Κήρυγμα nawskroś ebionickie, miało powstać za Hadryana a potem ze Stolicy dostać się na Wschód. Ale i to subtelne przypuszczenie nie ma najmniejszej podstawy.
Hilgenfeld ogłosił nieliczne ułamki wspomnianego Κήρυγμα w czwartym zeszycie swego cennego wydania Novum Testmentum extra Canonem receptum, a w tych ułamkach nie masz źdźbła nawet antypaulinizmu, przeciwnie Piotr i Paweł każą razem w najlepszej zgodzie. Słusznie Hilgenfeld dzieło to nazwał antyżydowskiem[112].
Możnaby zaś łatwo dowieść, że pierwotny tytuł tej książki brzmiał Κήρυγμα Πέτρου καὶ Πάυλου t. j. Kazanie Piotra i Pawła, a dopiero w III wieku Ebionici obcięli ten tytuł. Epifaniusz wyraźnie mówi, że heretycy owi, nie tając się z nienawiścią swoją do Św. Pawła, sfałszowali wszystkie pisma apostolskie. Wspomniany przeto apokryf, jeżeli pochodzi z czasów Hadryana, nie na korzyść Renana, lecz przeciw niemu świadczy.
Długie moje, a może zbyt szczegółami obciążone dowodzenie, zmierzało do tego, aby wykazać, że począwszy od r. 57, nie masz w Kościele rzymskim śladu Ebionityzmu lub jakiejkolwiek różnicy między nauczaniem Piotrowem a Pawłowem, że przeciwnie, jak za Domicyana poświadcza papież Klemens, obaj apostołowie w zupełnej, braterskiej zgodzie śmiercią swoją dali świadectwo prawdzie chrześcijańskiej. Fakt ten już za Trajana znany jest powszechnie w całym Kościele, jak dowodzą listy Ignacego Męczennka. Ani Kościoły na Wchodzie, ani na Zachodzie, nic nie wiedzą o rzekomych niezgodach między stronnikami Piotra a Pawła, jednomyślnie zaś uważają obu apostołów za założycieli Kościoła rzymskiego i mistrzów duchowych całego chrześcijaństwa.
Widzieliśmy jak uczeń Janowy, Polikarp, bez różnicy żadnej cytuje pisma i Piotra i Pawła. Dionizy biskup Koryntu, w połowie II stulecia, powiada, że obaj apostołowi założyli Kościół rzymski, że głosili ewanielią po całych Włoszech, a wkońcu razem ponieśli śmierć męczeńską[113]. Ireneusz tak dobrze obeznany z tradycyami rzymskiemi, powiada, że Kościół ten, największy, najdawniejszy i najbardziej znany, został założony i urządzony przez wielce chwalebnych apostołów Piotra i Pawła[114]. Taksamo Tertulian szczęśliwym nazywa rzymski Kościół, któremu razem z krwią swoją, apostołowie wylali całą swoję naukę; gdzie Piotr w zgonie zrównał się z męką Pańską, a Paweł tą samą, co Jan Chrzciciel, uwieńczony śmiercią[115].
Ta powszechna tradycya, przed którą schyla się pokornie każdy umysł bezstronny, przyjmowana jest dzisiaj nawet przez wielu przeciwników katolicyzmu, a nie byłaby nigdy została podaną w wątpliwość, gdyby szkoła tubingska trzymała się metody historycznej i bez uprzedzenia przystępowała do badania dokumentów. Ona jednak wolała pójść drogą odmienną. Odrzuciwszy świadectwa najstarsze i najprawdziwsze, pod pretekstem, że za wiele zawierają cudów, pogardziwszy inspiracyą Pisma św., jakoby nie dawała się pogodzić z naturalnym rozwojem ludzkości; zerwawszy z nieomylném nauczycielstwem Kościoła, na korzyść samowolnego i bez zasad błąkającego się racyonalizmu, odsunąwszy Istotę Najwyższą od wszelkiego wpływu na bieg rzeczy ludzkich w imię skrajnego naturalizmu i jakiejś nowej, nader wątpliwej metafizyki, szkoła ta przyjęła za dogmat swój rzekome prawo dziejowe Hegla o tezie i antytezie i doszła do rezultatu, że największy i najdziwniejszy fakt dziejowy, powstanie Kościoła katolickiego i prymatu Piotrowego, jest późnym wynikiem długiej niezgody, powolnem, sztucznem zlewaniem się religijnych przeciwieństw, lub jak Renan gdzieś mówi:[116] un tour de force sans égal. Wszystkie te twierdzenia okazały się w rażącej sprzeczności z prawdą historyczną, nie zdołały wytrzymać nawet najlżejszej krytyki.
Bo też nie słyszano nigdy, aby z walki systemów była powstała jakakolwiek jedność w nauczaniu. Powstanie co najwięcej bezbarwny eklektyzm, skazany na to, aby prędko ustąpił z widowni naukowej i politycznej, nie zadowolniwszy nikogo. Kompromis chwilowy między przeciwnemi sobie stronnictwami, nie wyda nigdy silnego, jednolitego, poważanego przez wszystkich rządu, lecz chyba wytworzy huśtawkę polityczną i religijną, która znudziwszy wszystkich, stanie się źródłem nowych walk i niezgód bez końca. Baur na poparcie swojej hipotezy, cytuje przykład pierwszych reformatorów XVI stulecia, ale nie mógł zrobić nieszczęśliwszego wyboru. Pomijając bowiem niestosowność i niedelikatność porównania Kalwina lub Lutra z Apostołami, to właśnie postępki reformatorów dowodzą, że system tubingski jest zupełnie fałszywy. Reformatorowie XVI stulecia, gdziekolwiek się zjawili, zaczęli od niezgody, od wojny domowej. Kalwin, Zwingli, Henryk VIII, Münzer, Luter, w tem jednem się zgadzają, że Papież jest antychrystem, we wszystkich innych punktach nienawidzą się śmiertelnie, nawet z bronią w ręku bez ogródki mordują. Czyż, choćby dzisiejsza wiara ewanielicka w Prusiech jest syntezą kilkawiekowych walk luteranizmu z kalwinizmem? Obie strony ani na jeden dogmat wspólny zgodzić się nie mogły, a gdyby nie bagnety Fryderyka Wilhelma III, owa sławiona pod niebiosa unia, nigdy nie byłaby doszła do skutku. A nawet ta unia religijna w Prusiech, te religie państwowe w Anglii, Szwajcaryi, Holandyi, Szwecyi lub Danii, na co się przydały? jaką korzyść duchową przyniosły biednym odszczepieńcom? Tę jednę chyba, że zamiast jednego papieża mają kolegium superintendentów, którzy pod karą przepisują pastorem, w co wierzyć mają, co wykładać z ambony. Ale umysły więcej są poróżnione niż kiedykolwiek przedtem, sekty mnożą się w przestraszający sposób, a gdyby nie silna ręka rządów dla celów politycznych wciąż nowe nakładała żelazne obręcze na walącą się budowę, gdyby nie wspólna nienawiść Rzymu i następcy św. Piotra, byłoby dzieło reformacyi oddawna już zniknęło z powierzchni ziemi. Bo też reformacya uroczystem jest zaprzeczeniem teoryi tubingskiej; dowodząc, że ludzkiemi środkami nie wznosi się trwałych kościołów, ani niezgodą stronnictw, antagonizmem systemów nie dochodzi się do jedności i zgody. Jedność jest dziełem Ducha św. a tylko ten Kościół posiada jedność i prawdę, który przez Chrystusa założony na Piotrowej opoce, ma przyrzeczoną sobie opiekę. Ducha Św. do końca wieków.



Przypisy

    południowych, u których przyjacielskie dyskusye odbywają się często z taką żywością słowa i gestykulacyi, że ludziom północnym, nieprzyzwyczajonym do takich widowisk, cochwila wydaje się jakaś katastrofa nieunikniona. Wbrew oczekiwaniu, dyskusya kończy się jak najlepiej, a w godzinę później obie strony już zapomniały swoich uraz, jeżeli przypadkiem były.

  1. Dysputa odbyła się 9 i 10 lutego w wieczornych godzinach w pałacu de' Sabini przy Via delle Muratte. Niestety, sala mogła tylko pomieścić trzysta osób.
  2. U Hegla każda afirmacya jest zarazem negracyą i naodwrót negacya zawsze musi być afirmacyą. Pojęcie bowiem każde nietylko wyraża, czem rzecz jest, lecz także czem ona nie jest. Pojęcie jedności np. wlecze za sobą jako cień swój pojęcie wielości czyli nie-jedności, a naodwrót pojęcie wielości zawiera w sobie pojęcie nie-wielości czyli jedności. Wychodząc z tej widocznej iluzyi (boć nie-wielość nie jest koniecznie jednością, tak jak nie-księżyc niekoniecznie musi być słońcem, skoro może być ziemią lub kometą), Hegel identyfikuje byt (Sein) z nicością (Nichts). Goły byt, oderwany, tak mało ma w sobie treści, że właściwie niejest niczem. Chcąc więc dobrze zrozumieć dwa te pojęcia, w gruncie identyczne, a jednak sobie przeciwne, powinniśmy przypatrzyć się owej chwili, kiedy jedno w drugie przechodzi, w chwili, kiedy się staje (Werden). Ale stawanie (Werden) ma w sobie nową kontradykcyę, a tą jest możność powrotu do nicości. Gdyy coś, co nie było jeszcze, wydobywa się z nicości, mówimy, że powstaje (Enstehen). Jednakże to, co powstało, nie może istnieć wiecznie; wydobywszy się z nicości, znowu do niej wraca. Ztąd powstania (Enstehen) naturalną antytezą jest przechodzenie (Vergehen). Ale dwa te momenta unieruchomiają się w nowej syntezie, w istnieniu (Dasein), bo rzecz, która istnieje, ongi powstała, a kiedyś przejdzie.
    Mógłbym przedłużyć jeszcze ten szereg tez i antytez, sądzę jednak, że ta próbka heglowskiej dyalektyki wystarczy. Czytelnik odrazu dostrzeże grubego błędu, który, niby grzech pierworodny, cały system skaził, owej nieszczęsnej identyfikacji bytu z nicością, która nie ma żadnej logicznej podstawy. Bo jakkolwiek byt abstrakcyjny jest niesłychanie ubogim, pozbawionym wszelkiej rzeczywistości pojęciem, nie jest on przecież nicością, skoro ma tę jedne cechę dodatnią, że jest; nicość zaś ma same cechy ujemne. Identyfikować ich zatem nie można. Opowiadają Hegliści, że chociaż mistrz ich głosił, że byt i nic są absolutnie tosamo, dodawał wszakże, że są także absolutnie różne, bo ciągle przechodzą jedno w drugie, mimoto zostają czem były, jedno bytem, drugie nicością. Mógłbym zauważyć, że rozsądny człowiek nie zrozumie, jak dwie rzeczy mogą być absolutnie tosamo i absolutnie różne, ale umniejsza o to. To jedno podnoszę, że byt nigdy w nicość nie przechodzi. W świecie byt każdy konkretny przechodzi w byt inny, który poniekąd dla niego jest niebytem, ale bynajmniej niczem. Gdy chleb w organizmie ludzkim w krew się przemienia, przechodzi on nie jako w swoją negacyę, ale ta negacya jest także jestestwem a nie żadną nicością.
  3. Za przykład może posłużyć hystoryozofia Hegla, która rozwojowi ludzkości naznacza trzy chwile wielkie, w trzech odrębnych światach uwiecznione: wschodnią, grecko-rzymską, i germańską, z których trzecia jest syntezą dwóch poprzednich. W świecie wschodnim Chiny i Indye maja się do siebie, jak teza i antyteza, syntezą ich jest Persya. W trzeciej chwili dziejowej, tak znanej giermańską, znowu tezą jest monarchia uniwersalna Karola W. i teokracya; antytezą powstanie narodów nowożytnych i walka z Kościołem; syntezą będzie nowe połączenie narodów w całość oraz ubóstwienie i kult państwa.
    Profesor mój Braniss dzielił historyę filozofii na trzy epoki: grecką, średniowieczną i nowożytną, a każdą znowu na trzy niniejsze działy. Przekonany, że tego nie dosyć, dzielił każdy z tych peryodów mniejszych znowu na trzy chwile. I tak w drugim peryodzie filozofii greckiej, jest pierwszą chwilą Anaxagoras, drugą Demokryt, a trzecią Sofiści. Ci oczywiście łącza w jeden zgodny rezultat sprzeczności dwóch pierwszych chwil itd.
    August Cieszkowski ogłosił w „Bibliotece Warszawskiej“ z r. 1842 rozprawę o filozofii jońskiej, w której tezą jest Tales, antytezą Anaxymander, syntezą Anaxymenes. To trzypolowe gospodarstwo, przyczyniło się głównie do zdyskredytowania heglowskiej spekulacyi.
  4. W Apokalipsie (XLX, 11-16) ukazuje się słowo Boże (tj. Chrystus) ze wszystkiemi przymiotami Bóstwa. Taksamo „Baranek“ (inny obraz Chrystusa) jest czczony na równi z Bogiem Ojcem. zob. V. 6. 12, 13; XIV. 4, 10 i t. d. Wyrażenie τῷ θεᾦ καὶ τῷ ἀρνίῳ wraca ciągle. Nareszcie „Syn Człowieczy“ (take Chrystus) siedzi na białym obłoku, z koroną złotą na głowie, w ręce sierp ostry, którym zmiata ludy ziemi. Renan, choć przypisuje Apokalipsę Janowi, dziwi się jednak, że mistrza swego już w trzydzieści kilka lat po śmierci uważał za Mesyasza i Boga (L’Antéchrist p. XLI). Zdziwienie Renana byłoby słuszne, gdyby Jan tego nie był robił już za życia Chrystusa. Nie ulega wątpliwości, że jeszcze przed męką jego i zmartwychwstaniem wszyscy apostolstwie uważali Chrystusa za Boga. (Zob. Math. XVI. 13-20). Co zaś do Pawła ś., to on na każdej niemal stronicy swoich listów Chrystusa Bogiem być głosi. Zob. np. Rom. I. 7. Gratia vobis et pax a Deo Patre nostro et Domino Jesu Christo. IX, 5 ex quibus est Christus secundum carnem, qui est super omnia Deus benedictus in sæcula. XIV. 10. Omnes enim stabimus ante tribunal Christi itd.
  5. Nawet Renan, choć udaje większą bezstronność i obiektywność, wszystkie te oszczerstwa tubingskie nanowo powtórzył w Saint Paul p. 508 i nast.
  6. Zeller, Vorträge und Abhandlugen geschichtlichen Inhalts. Leipzig 1865, p. 325 i nast. Renan, L'Eglise chrétienne p. 319 i nast.
  7. Zob. Renan: Les Evangiles p. 114-121.
  8. Renan, L'Eglise chrétienne p. 60.
  9. Słowa Mateusza (XIII, 34): sine parabolis non loquebatur eis, odnoszą się tylko do ludu galilejskiego. Ś. Jan nie używa ani formy przypowieściowej, ani nawet wyrazu παραβολή, tak często znachodzącego się u innych ewanielistów.
  10. Aberle, Einleitung in das Neue Testament p. 109-111.
  11. Act. Apost. XIII. 46.
  12. Math. VIII. 11.
  13. Math. V. 17.
  14. Tamże XII. 8.
  15. Tamże XXIV. 2.
  16. Joan. IV. 21-23.
  17. Paulus, der Apostel Jesu Christi. Tübingen 1866. Tom I. Tom I, p. 276.
  18. Rom. I. 16, II. 10.
  19. Tamże XI. 1. 2.
  20. Tamże IX. 5.
  21. Rom. III. 1. 2.
  22. Rom. III. 23: omnes enim peccaverunt. 1. Cor. XV. 21: por hominem mors. 22: in Adam omnes moriuntur.
  23. Rom. V 9: Christus pro nobis mortuus est. III. 25: Quem proposuit Deus propitiationem per fidem in sanguine ipsius, ad ostensionem justitiæ suæ. VIII. 3: Deus Filium suum mittens in similitudinem carnis peccati et de peccato damnavit peccatum in carne. VI. 22: Nunc vero liberati a peccato. V. 9: salvi erimus ab ira. Cor. I. 17: Ut non evacuetur crux Christi.
  24. Rom. V. 9: justificati in sanguine ipsius. VI. 3: Quieumque baptizati sumus in Christo Jesu, in morte ipsius baptizati sumus. 1. Cor. XV. 22: Et sicut in Adam omnes moriuntur, ita et in Christo omnes vivificabuntur.
  25. 1. Cor. I. 24: Ipsis autem vocatis, Judæis atque Græcis. Rom. III. 29: An Judæorum Deus tantum? nonne et gentium? XI. 11: Salus est gentibus. XV. 16: Ut sim minister Christi Jesu in gentibus.
  26. 1. Cor. I. 7: Etenim pascha nostrum immolatus est Christus.
  27. Saint Paul p. 521.
  28. 1. Cor, XV. 8. 9.
  29. Tamże XV. 11.
  30. Gal. II. 2: ἀνεθέμην αὐτοῖς τὸ εὐαγγέλιον.
  31. Tamże II. 9. 10. δεξιὰς ἔδωκαν κοινωνίας; znaczy: podali prawice do utwierdzenia przymierza.
  32. O bogatej literaturze, która odnosi się do listu Galackiego, zob. Reuss: Die Geschichte der heiligen Schriften N. T. p. 55 i nast. 73 i nast.: Hilgenfeld: Historisch-kritische Einleitung in das N. T. p. 227 i nast.
  33. Gal. II. 4: διὰ δὲ τοὺς παρεισάκτους ψευδαδέλφους, οἵτινες παρεισῆλθον κατασκοπῆσαι. Dosłownie: dla podstępem wprowadzonych fałszywszych braci, którzy przyszli szpiegować itd.
  34. Gal. III. 1-3.
  35. Tamże III. 28.
  36. Tamże II. 11-14.
  37. Zdanie ojców teologów zestawił Korneliusz A Lapide w Komentarzu do listu do Galatów II. 11. Własne swoje zdanie w tych słowach wypowiada: ab infereribus carrigi posse superiores cum humili caritate, pro veritate tuenda. Wyrażenie in faciem ei restiti wygląda bardzo groźnie, ale greckie κατά πςόδωπον αύτώ άντέστην nie jest takie straszne, a nie znaczy nic innego, jak: oparłem się jemu publicznie. Jak w polskiem, tak i w greckiem, wyraz opierać się niekoniecznie mieści w sobie pojęcia gwałtowności, a ztąd Renan niekoniecznie tłómaczy: apostropha violemment (Saint Paul p. 297). Sam apostoł wyraża kilka wierszy dalej (w. 14), jaki był jego opór publiczny: είπον τώ Κηφά έμπςοσθεν, z czem należy porównać Polibiuszowe: κατά πςόσωπον λέγειν. Zawsze jest myśl tasama „powiedzieć coś w oczy komu.“
  38. Do słynnej polemiki odnoszą się listy ś. Augustyna: 28, 40, 67, 73, 82, w II tomie edycyi Benedyktynów, oraz listy ś. Hieronima tamże, pod Nr. 68, 75 i 81.
  39. Gal. I. 18. Nawet Renan przyznaje, że obaj apostołowie bardzo się kochali (Saint Paul p. 291).
  40. .Math. XIX. 13. XX. 24. XXVI. 8. Zdarzenie zresztą w Antyochii powinno być sadzone według pojęć ludzi
  41. Act. Apost. XV. 5: Surrexerunt autem quidam de hæresi Pharisæorum, qui crediderunt, dicentes: quia oportet circumcidi eos, præcipere quoque servare legem Moysi.
  42. Act. Apost. XV. 1-2.
  43. Tamże XV. 6-30.
  44. Tamże XV. 5.
  45. Act. Apost. XV. 20: ut abstineant se a contaminationibus simulacrorum et fornicatione et suffocatis et sanguine. Trzeci i czwarty punkt, o ile nie były objęte pierwszym, poszły niebawem w zapomnienie.
  46. Gal. I. 17.
  47. Porówn. Rom. XVI. 5: Salutate Epænetum dilectum mihiqui est primitivus Asiæ in Christo. XVI. 7: Salutate Andronicum et Juniam cognatos et concaptivos meos, qui sunt nobiles in Apostolis etc. Philipp. IV. 3: adjuva illas, quæ mecum laboraverunt in Evangelio cum Clemente et ceteris adjutoribus meis etc. O wszystkich tych osobach i wielu innych Lukasz nie wspomina wcale, choć niewątpliwie nieraz do tego była okazya.
  48. Hypoteza profesora Aberle, według której „Dzieje Apostolskie“ sa „obroną sądową Pawła“ nie została przychylnie przyjęta nawet przez katolickich teologów. Tłómaczy ona od biedy, dlaczego książka nagle urywa się na rzymskiej niewoli Pawła, ale za to tysiąca innych rzeczy albo nie tłómaczy wcale, albo naciąganym sposobem. Zgodziwszy się nawet na to, że adwokat Pawłowy musiał obronę jego zaczynać od powstania chrześcijaństwa, bo o tem nic nie wiedzieli rzymscy sędziowie, to nikt nie zrozumie potrzeby długich epizodów o Ananiaszu i Safirze, o podróżach ś. Piotra, męczeństwie Szczepana itd., które nic zgoła nie mogły pomódz oskarżonemu. Jest prawdopodobniej, że jak ewanielię, tak i „Dzieje Apostolskie“ napisał Łukasz daleko później, prawdopodobnie podczas wielkiego pokoju, którego Kościół zażywał pod Wespazyanem i Tytusem. Porówn. Aberle, Einleitung in das N. T. p. 62 i nast. Schanz, Commentar über das Evangelium des heil. Lucas, p. 17 i nast.
  49. Gal. I. 19.
  50. Gal. II. 9.
  51. Gal. II. 12.
  52. Jacques avait exécuté son fatal projet. Des trères munis de lettres de recommandation signées de lui, comme du chef des Douze et du seul qui eût le droit d'authentiquer une mission, partirent de Jérusalem (Saint Paul p. 291). W. tym krótkim ustępie jest prawie tyle błędów, co słów, zjawisko dość powszechne w dziełach Renana. Jakub nie jest głową dwunastu apostołów, bo w najdawniejszych pomnikach czytamy: powiedzcie uczniom jego i Piotrowi (Mark. XVI. 7.), Piotr z jedenastu (Act. Ap. II. 14.). Jakub nigdzie nie jest wymieniony na pierwszem miejscu, gdy mowa o wszystkich apostołach; przeciwnie, Piotr, występuje ciągle jako ich rzecznik i przełożony. Porówn. Act. Apost. V. 3-9. 29. XI. 4. XII. 5. itd. Polecające listy Jakuba i jego niemany przywilej wysyłania lub potwierdzania misyonarzy, nie opierają się na żadnym tekście Nowego Testamentu.
  53. Oprócz powyższego miejsca z listu do Galatów, powołuje się Renan na 1. Cor. IX. 2; 2. Cor. III. 1; V. 12. X. 12-18; XII. 11. Jednakże żaden z tych cytatów nie odnosi się do stosunków Pawła z Jakubem
  54. πρò τού γάρ έλθείν τινας άπό Ίακώβου. Porówn. z tem wyrażeniem Act. Apos:. XV. 1: Καί τνες κατελθόντες άπό τής Ίονδαίας, lub Hebr. XIII. 24. οί άπό τής Ίταλίας, lub też Xenoph. Anab. VII. 2, 19: Ξενοφών ό άπό τού στρατεύματος.
  55. Act. Apost. XV. 1, 5.
  56. 1. Cor. XV. 7.
  57. 1. Cor. XVI. 1. 2. Act. XXIV. 17.
  58. Paweł np. obrzezał Timoteusza pod pretekstem, że matka jego była Żydówką. Act. Ap. XVI. 3., a zrobił to nie w Jerozolimie, lecz w Azyi Mniejszej, w Listrze, „przez wzgląd na Żydów, którzy mieszkali w tamtych stronach.“
  59. Rufin przezwał je Recognitiones (ὰναγνωρισμοί), ponieważ rozproszeni rodzice i bracia Klemensa po wielu latach rozłączenia, znajdują i poznawają się po kolei. Mamy także przekład syryjski, ogłoszony w r. 1861 w Lipsku i Londynie przez protestanckiego teologa Pawła Lagarde.
  60. Homilie i dziesięć ksiąg Recognicyj wydał nanowo Migne w tym i 2im tomie swojej Biblioteki greckich Ojców. Streszczenie homiliów greckie (Clementinorum Epitome) ogłosił już Turnebus, a po nim Cotelerius i Clericus. Zasługą Alberta Dressel'a jest, ze odkrył manuskrypt kompletniejszy i razem z drugiem skróceniem bardzo starannie wydał. Zob. jego Clementionorum Epitomae duae. Lipsiae 1859. Edit. II.
  61. Zob. kilkakrotnie cytowane dzieło Baura: Paulus, der Apostel Jesu Christi, sein Leben und Wirken, seine Briefe und seine Lehre. 12. Aufl. Lipsius, Chronologie der römischen Bischöfe. Kiel 1869. Die Quellen der römischen Petrussage. Kiel 1872.
  62. Na szczególną uwagę zasługuje Uhlhorn'a książka: Die Homilien und Recognitionen des Clemens Romanus, bo chociaż dawniejsza od rozprawy Lipsiusza, nie straciła nic ze swej wartości.
  63. 1. Petr. V. 13.
  64. L'Antéchrist p. 555.
  65. Historisch-kritische Einleitung in das N. T. p. 640.
  66. Epist. ad cor. V, 4-VI, 2.
  67. Zob. o tem Funk, Opera patrum apostolicorum T. I. prolegg. p. XXIII.
  68. Tacit. Ann. XV. 44. O rafinowanych artystycznych okrucieństwach Nerona zob. także Suet. Nero 12 i 16.
  69. „Clemens von Rom weiss überhaupt nichts vom römischen Aufenhalte des Petrus“ (Die Quellen der römischen Petrussage p. 6.) Gruntowną Lipsiuszowi odprawę dał racyonalista Hilgengfeld, Einleitung in das N. T. p. 620-625. Zob. także podobne argumenta u Renan'a, L'Antéchrist p. 185-190.
  70. Zob. w Patrum apostolicorum opera. Lipsiae 1876. Fasc. I. w komentarzu do rozd. V: „Lis sub judice adhuc non esset, nisi critici tabulis illis Pseudoclementis vel judaizantium christianorum, plus quam par est, auctoritatis tribuerent.“
  71. Ignatius von Antiochien. Gotha 1973.
  72. Die Echtlieit der Ignatianischen Briefe auf's Neue vertheidigt. Tübingen 1883.
  73. Les Evangiles p. XXI-XXVIII.
  74. Epist. ad Rom. IV. 3.
  75. Epist. ad Ephes. XII, 2.
  76. Joan. XXI. 18.
  77. Renan: Nous Savons avec certitude que Pierre fut crucifié (L'Antéchrist p. 189). Zwracam uwagę, że οἵσει w greckim oryginale jest daleko wyrazistsze, niż ducet w łacińskiej wulgacie, a może znaczyć dźwigać w górę, tak, iż aluzya do krzyża więcej jest widoczna.
  78. L'Antéchrist p. 186 i 555.
  79. Renan utrzymuje, że prześladowanie Nerona wywołało gwałowną przeciw chrześcianom represyą w Smyrnie, Pergamie, i innych miastach Azyi mniejszej. Jednakże ustępy z Apokalipsy (n. p. II. 9-13) na które się powołuje, niekoniecznie tego dowodzą. Mogły bowiem owe zdarzenia, n. p. zabójstwo Antypasa w Pergamie, mieć miejsce znacznie później w ostatnich latach Domicyana.
  80. Zob. Kraus: Roma Sotteranca p. 72 i nast. p. 576 i nast. Rome souterraine. Résumé des découvertes de M. de Rossi dans les catacombes romaines par Spencer Northcrote et Brownlow, traduit par Paul Allard. Paris 1877, p. 100 i nast. p. 546 i nast. Nadewszystko zaś sprawozdanie o niespodzianém odkryciu; Scoperta della cripta di Santa Emerenziana e di una memoria, relativa alla Cattedra di San Pietro per Mariano Armellini. Roma 1877.
  81. Hilgenfeld, Bardesanes, der letzte Gnostiker. Leipzig 1864, p. 133 i nast.
  82. Apol. I. 26.
  83. Adv. hær. I. 23.
  84. Act. Apost. VIII. 20.
  85. Philosophumena VI. 1.
  86. L'Antéchrist p. 186-188.
  87. L'Eglise chrétienne p. 322.
  88. Tamże p. 323.
  89. Marc-Aurèle et la fin du monde antique p. 544, p. 575 i nast.
  90. L' Eglise chrétienne p. 323.
  91. N. p. Clement. Homil. XVII. 19 o wizyach Magusa, które przypominają wizye Pawłowe. Tamże aluzya do sporu antyocheńskiego. Zob. tak. Homil. II. 17. XVI. 15.
  92. Rom. XV. 20.
  93. Rom. I. 5. 6.
  94. Rom. XI. 13.
  95. Rom. XIV. 2-6.
  96. Rom. XV. 1.
  97. Rom. XI. 18.
  98. In vita Claudii. 25.
  99. Act. Apost. XVIII. 2.
  100. Tamże XXVIII. 2l.
  101. Rom. I. 9.
  102. Rom. I. 11-12.
  103. Tamże I. 8.
  104. Tamże XV. 20.
  105. Ephes. II. 20.
  106. L'Antéchrist. p. 26 i nast.
  107. Rom. I. 5-6.
  108. Zob. Act. Apost. XVIII. 1-4. 18. 26. Rom. XVI. 3. 1 Cor. XVI. 19, 2. Tim. IV. 19.
  109. 2 Petr. III. 15-16.
  110. Zobacz cytaty w poprzednim rozdziale.
  111. L'Eglise chrétienne p. 327.
  112. Novum Testamentum extra canonem receptum. Fasc. IV. p. 57.
  113. Euseb. Hist. eccles. II. 28. p. 146. Zob. tamże świadectwo Gajusa, kapłana rzymskiego, który za czasów papieża Zefiryna (202-218) w dziełku przeciw montaniście Proklusowi pisze: „Mogę ci pokazać trofee (t. j. groby) apostołów. Jeżeli zechcesz pójść na Watykan lub na drogę ostyjską, znajdziesz trofee założycieli tego kościoła“. Warto także przytoczyć nagrobek z III stulecia, świadczący, jak powszechnie w Rzymie od najdawniejszych czasów łączono pamięć obu apostołów. Napis, znaleziony w r. 1867 w Ostyi przy drodze do dawnego Laurentum, brzmi:

    D. M.
    M. ANNEO.
    PAVLO PETRO
    M. ANNEVS. PAVLVS.
    FILIO. CARISSIMO.

    Napis ten pod wielu względami niesłychanie ciekawy, bo w całej np. epigrafice rzymskiej staro-chrześcijańskiej nie masz drugiego przykładu, aby kto zwał się Piotrem i Pawłem razem, dowodzi także, że w familii Anneuszów przechowywała się tradycya o stosunkach Pawła z filozofem Seneką, którego brat Gallion, jak wiadomo, sądził św. Pawła w Koryncie, a filozof w Rzymie — obaj zaś byli Anneuszami. Zob. De Rossi, Bullettino di archeologia cristiana z r. 1867 p. 6 i nast.

  114. Adv. haer. III. 3, 2.
  115. De praescr. haer. 36. Felix Ecclesia cui totam doctrinam apostoli cum sanguine suo profuderunt, ubi Petrus passioni Dominicae adaeqnatm, ubi Paulus Joannis exitu coronatur.
  116. Marc-Aurèle p. 70.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stefan Pawlicki.