O miłości ojczyzny (Libelt)/VI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Karol Libelt
Tytuł O miłości ojczyzny
Wydawca Wilhelm Zukerkandel
Data wydania ok. 1924
Druk Wilhelm Zukerkandel
Miejsce wyd. Lwów — Złoczów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

VI.
— Co kraj, to obyczaj —
— Szto horod, to norow —
— Kolko kragow, tolko obicagi. —
Przysłowia narodowe słowiańskie.

Przechodzimy do drugiej części rozprawy naszej: od materyalnej do duchowej ojczyzny; od fizycznych i korzyściowych jej wpływów do duchowych jej potęg i podniet — w ogóle: od ciała do duszy. Już w prawodawstwie, do którego naród bywa powołany, dopatrzeć można było tej duchowości. Było to rozwijanie się ducha publicznego w narodzie, nie mającego już nic wspólnego z materyalną korzyściowością ojczyzny. Duchowość z instytucyi politycznych wypływająca była jednością, spojem pojęć jednostkowych, była jednym interesem ogólnym wśród interesów partykularnych i tworzyła potęgę nieprzełamaną, oraz moralną siłę narodu, będącą już tchnieniem ducha samego. To tchnienie ogarnia i ożywia naród cały i uszlachetnia w krajowcach miłość do kraju, bo przedmiotowi miłości daje wyższą duchową podstawę.
Duch atoli publiczny, o którym mówiliśmy, jest wyrazem jeszcze ogólnej duchowości, podobnie jak duch przemysłu, duch naukowy, duch oświaty itp. Niema w tej duchowości nic ojczystego, i dlatego duchowość taka za duszę ojczyzny wziętą być nie może. Jako ciało było ojczyste, tak i dusza musi być ojczystą, czyli duchowość ojczyzny ojczystością nasiąknioną być powinna. Bez tego karminu ojczystości byłaby duchowość bez koloru, a zatem ogólna, bez względu na naród. Biegunami ciała ojczyzny była ziemia i lud na niej mieszkający; — duszą ojczyzny w odpowiednich biegunach będzie narodowość i język. Jako zaś tam prawa wiązały lud i ziemię ze sobą i stanowiły materyalną całość; — tak i tu narodowości języka jednością będzie literatura rodzima, będąca całkowitym ducha narodowego odblaskiem. To trojgo zatem: narodowość albo obyczaje narodowe, język ojczysty i literatura rodzima, stanowią duchową ojczyznę, są duszą ojczyzny materyalnej.
Co jest narodowość? — jest to pojęcie równie nieokreślone, jak ojczyzna. Szanowny autor treściwej i pełnej ognia rozprawy o pojęciu narodowości, umieszczonej w tomie 4-tym »Roku«, wychodził z tej zasady, że narodowością jest to wszystko; co do narodu należy, a biorąc naród jako państwo, to jest, jako żywot narodu we wszystkich funkcyach socyalnych, politycznych i postępowych, wziął oraz narodowość w najrozciąglejszem znaczeniu. Jest ona według takiego założenia formalną stroną wszystkich objawów ducha narodowego.
My rozróżniamy państwo od narodu w ten sposób, że do wyobrażenia narodu niekoniecznie wiąże się wyobrażenie bytu, postępu i urządzeń jego publicznych. Narody wchodzące w skład wielkiego państwa i dlatego obumarłe w rozwijaniu się ducha polityczno-narodowego, nie przestają przeto być narodami. Tak też zawsze w języku naszym pojmowano naród, że pojęcie to odnoszono do rodu, rodowości. Naród u pisarzy XVI wieku znaczy urodzenie, ród familię, gatunek, np. w statucie litewskim powiedziano jest: urzędów naszych prostego narodu ludziom dawać nie mamy, ale szlachcie. Jeszcze wyraźniej natrafiamy u Wereszczyńskiego w jego Regule króla chrześcijańskiego, że Agatokles król sycylijski był z duńskiego narodu (garncarza synem)[1]. Crescencyusz wymieniając gatunki psów, mówi: naród psów trojaki najdujemy, jeden łowczy itd.[2] Rey w swojem zwierciadle powiada: Matki około dzieweczek powinny pilność mieć, gdyż to jest naród miły, a na wszystko snadnie nałomny itp.[3]
Należałoby stąd zrobić wniosek, że kiedy lud także nazywano narodem, nie miano nic więcej na celu, jak oznaczyć w tym ludzie jedność rodu. Tak to jut rozumieć musiał Salinaryusz, dawniejszy nasz pisarz, kiedy mówi: Nie tylko dorośli, ale i niemowlątka są narodem[4]. W dziele zaś: O ustanowieniu i upadku konstytucyi 3. Maja czytamy str. 119., że słowo naród przemienione zostało w poprawie zasad rządowych na słowo rzeczpospolita[5]. — Narodowość wedle tego znaczenia będzie zatem właściwością ludu ród jeden tworzącego, zamieniającą go w naród, a którą to właściwością jeden naród od drugiego się wyróżnia.
Właściwość ta przyrodzona jest narodowością w najściślejszem znaczeniu; są to zatem przyrodzone usposobienia i skłonności narodu, warunkujące jego sposób życia, jego charakter; następnie to wszystko, w czem się te skłonności objawiają, urzeczywiszczają i ustalają. Niewątpliwie, że taka przyrodzona właściwość jest pigmentem farbującym wszystko, co z łona i usposobienia narodowego wychodzi — i tu zbliżamy się w pojęciach z autorem powyższej rozprawy. Wszakże gdy nic tak czystym i bezpośrednim nie jest tej właściwości narodowej wypływem, jak obyczaje i zwyczaje — do nich szczególniej przywiązujemy i na nich ograniczamy znaczenie narodowości. Ani to jest tak szczupłe, albo wązkie ograniczenie, jakby się na pozór wydawać mogło. Cały zakres domowego, rodzinnego i towarzyskiego życia jest tej narodowości rozległą podstawą, — nie w jedności barwy, ale i owszem w najrozliczniejszych kolorach, ile rozlicznych jest krain, okolic i różnych pokoleń — atoli w jedności narodowego uczucia — w jedności narodowej, to jest: rodowej myśli, która te wszystkie krainy, okolice i pokolenia, a choćby i ludy, w jedność rodu powiązała.
Ród ten rzadko bierze się w znaczeniu czystem, to jest, aby plemię narodu było jednorodne, z jednego źródła, bez dopływu obcych strumieni, w jedno wielkie koryto rzeki narodu wylane. I owszem, z czasem naród wzmógł się dopiero w taką szerzawę, i wylał dlatego tak szeroko granicami, że się mnogie ludy i pokolenia z nim zespoliły, w ród jego weszły, jak Ruś, Litwa i Polska. Prosty Litwin i chłop Rusin, że się jeszcze tą ideą jednego rodu z narodem polskim nie zlał, nie uczuje też tej narodowości w obyczajach, od ojczystych obyczajów swoich odrębnych, bo na nieszczęście idea ówczasowa narodu nie rozciągała się do ludów, ale do szlachty. Wielka unia Litwy i Polski odbyła się naprzód na sejmie w Horodle 1413 r., gdzie Jagiełło Litwie, to jest litewskim bojarom obrządku łacińskiego, nadał przywileje i przypuścił ich do swobód i przywilejów szlachty polskiej. »Była stąd w Horodle niezmierna radość, powiada Lelewel, szlachta litewska brała herby szlachty polskiej i serdecznie się z nią ściskała[6].« W trzydzieści lat później, po zaprowadzeniu unii kościoła łacińskiego i greckiego przez Izydora metropolitę kijowskiego, Władysław III. przypuścił podobnie szlachtę ruską na Rusi Czerwonej i Podolu do przywilejów szlachty polskiej. — Herb był symbolem pojedynczych rodów, przypuszczenie Litwy i Rusi do herbów rodzin polskich było zespoleniem rodów różnoplemiennych w jedną rodowość, było spłynieniem rzek pomniejszych do głównej rzeki dziejowej. Od tej chwili tworzyły się powinowactwa, pokrewieństwa, związki wielorakie familijne; — i stało się, jak powiedział Radziwiłł »panie kochanku«, że gdy kto kichnie na Litwie, odpowiedzą mu w Wielkopolsce. Tak więc idea narodowości nawet w różnoplemieńcach do idei rodu odnosiła się do idei daleko trwalszej, niżeli polityczna, bo w krew i w ciało zamienionej. Gdy ta rozerwaną została, tamta przetrwa i zachowa święty Znicz ognia narodowego, w życiu domowem, w uczuciach, w wspomnieniach.
Jeżeli więc obyczaje Litwy, Żmudzi, Polesia, Wołynia, Podola, Ukrainy, Galicyi, Małopolski i Wielkopolski różne są, i jeżeli nawet każda ziemia wyróżnia się obyczajami, to jednak w tej rozmaitości jest jedna myśl narodowa i rodowa, co je zespala w uczuciu; są to jak gdyby waryacye, przez które dźwięczy jedna pełna narodowości melodya — a tę jedność, tę melodyę tworzy wspólność rodu.
Obyczaje codzień tworzą i wyrabiają się między ludźmi, napływa ich niemało z obczyzny, wszelako te tylko są narodowe, które są właściwością narodu. Właściwości te, jak się rzekło, wypływają z przyrodzonych własności krajowców, a będąc pierwszym objawem narodowego ducha, — są tem samem pierwszym, początkowym rozwojem narodowego życia, pierwszą jutrzenką oświaty, praw, religii, porankiem całego duchowego żywota. Kolebką więc każdego narodu i peryodem życia, w którym na podobieństwo wesołego chłopięcia, co hasa po błoniach, naród wszystko uczuciem tylko pojmuje i wszystko z uczucia wylewa, wszystko kształtuje we formy zewnętrzne i z całą wiarą, z całą rozkoszą dziecięcą do nich przylega — jest życie obyczajowe. Przed literaturą i oświatą książkową, przed polityką i chrześcijaństwem, to życie obyczajowe szeroko w narodzie zapuściło korzenie. Do tych korzeni pierwotnych, których żadna siła do szczętu wyrwać nie potrafi, do nich w kolei wieków te tylko jeszcze dorostały konary, które z przetrawienia obcych pokarmów w soki narodowego życia się zamieniły. Tak chrześcijaństwem nasiąknąć wprzódy musiało przez wieków kilka całe rozłożyste drzewo narodu polskiego i litewskiego, w pniu tym potężnym soki pogańskie na chrześcijańskie wprzódy przemienić się musiały, zanim chrześcijańsko-narodowe obyczaje z niego odrosły. Podobnie się miało z wszystkimi innymi wpływami obcymi, że się wprzódy przyswoić, w rodowość zamienić musiały, zanim narodowymi obyczajami zakwitły.
Z takiego uważania rzeczy wypada, że obyczaje narodowe, do samego rodu, do samej kolebki, do samych początków narodu się odnoszą; — że pod narodowością w tem znaczeniu nigdy nie rozumiemy życia tegoczesnego pod wpływem nowej oświaty i nowych wyobrażeń, bo te się jeszcze w krew i soki narodowości nie zamieniły; — ale rozumiemy życie domowe przodków naszych. — Wszelka obczyzna jest zatraceniem narodu, a gwałtem do kraju wciskająca się albo naród zatraci, gdy był wątłego bezsilnego ducha, albo sama przenarodowi się i w obyczaj narodowy zamieni, gdy duchowa potęga rodowa jest dość silna do przetrawienia go. W Polsce monarchizm zupełnie sprzeczny z rodowem gminowładztwem Słowian, naniesiony do Polski przez germańskie wpływy, uległ zwyczajowi pierwotnemu, i przenarodowił się w szlachecką monarchię, czyli w rzeczpospolitę z królem na czele. W Słowiańszczyźnie w ogólności słowiańszczyły się Waregi, Tatarowie i Bułgary. Wendy rzucone w samo serce Niemiec od kilkunastu wieków do ostatnich pokoleń opierają się pierwiastkowi germańskiemu. Reakcya słowianizmu dziś na wszystkich punktach się odzywa. Jest to barometr ogromnych zasobów narodowego ducha, który wszystko trawi, a sam strawić się nie da.
Narodowość wiążąc się z pierwiastkami narodu wtenczas, kiedy się pod wpływem samych uczuć przyrodzonych rozwijał, uczepia się najsilniej spodnich warstw jego, to jest ludu, czyli gminu, stojącego zawsze jeszcze na stanowisku obyczajowego, czyli uczuciowego życia, — zasłonionego tem stanowiskiem od zagnieżdżenia się w niem obcych wpływów, odpychającego całą uczuciową potęgą wszystko to, co do tych uczuć nie przystaje. Lud też najtroskliwiej w łonie swojem przechowuje obyczaje narodowe. One jedynym żywiołem jego ducha; ojczyzna duchowa stoczyła się u niego w to jedno ognisko, wszystko tchnie tem jednem narodowem obyczajowem życiem. A że w tem życiu serce, uczucie ludu utkwione, stąd u niego i u nas taka miłość tego wszystkiego, co jest narodowem. Melodya pieśni, którą pierś ludu, smętnie lub wesoło nastrojona, nabrzmiała, skoro wylewa się słowem i głosem, dziwnie młode serca rozczula, i zda się, jakby aż do tych głębin duszy wnikała, gdzie rodowość w nas uczepiona korzeńmi swymi. Albo gdy narodowy zabrzmi taniec, jakże nuta jego idzie w nogi, jak całe ciało w ruch mimowolny wprawia, a cóż dopiero, gdy się w pląsach wesołe zatoczy koło? coś się niewypowiedzianego na sercu naszem dzieje — bo gra w niem uczucie narodowości i silne ognie miłości ojczyzny roznieca. — W ubiorze, w obrzędach, uroczystościach i w całym zakresie domowego życia to samo przebija narodowości uczucie, i choć nie tak silne, ale miłe i słodkie robi wrażenia. We wszystkiem dopatrzysz jakiejś właściwości narodowej, z którą dziwnie jednoczy się serce twoje.
Miłość ojczyzny wielki u nas uczyniła postęp, gdy lud i jego zwyczaje stały się przedmiotem nie tylko naszej uwagi, ale i naszego przywiązania. Gdyśmy uczuli w tych szerokich pokładach narodu niewyczerpane skarby dla serca i myśli, gdyśmy w tem wszystkiem, co lud myśli i czuje, co działa i poczyna, uczuli nas samych i rozkochali się w tej narodowości, co od nas już odbiegła przez rozliczne obce wpływy, a przechowała się u ludu nieskażona w pełności życia i krasy. Karpińskiemu, Brodzińskiemu i Mickiewiczowi należy się ta zasługa, że w poezyi gminnej natchnienia swoje czerpali; Chodakowskiemu, Żegocie Paulemu, Wacławowi z Oleska, Wojcickiemu, że zbierali pieśni i powieści ludu; Kolbergowi, że zbiera melodye ludu. Dobytą tym sposobem została krynica prawdziwej i jedynej narodowości, obfitsza niż źródła kastalskie, zraszająca całą literaturę i sztukę rosą pożywną. Dlatego z kompozycyi muzycznych Chopina taka woń się rozchodzi, że z nich narodowa przebija się nuta. Kraszewskiego powieści najwięcej dlatego mają wartości, że na narodowych oparte obyczajach i wiernie je malują. Wszakże zbyt świeżem jeszcze to odrodzenie się duchowe narodu, wynikłe z odgrzebania w masach ludu czystej narodowości, ale z czasem nieprzebrane stąd uróść muszą korzyści, i podniosą daleko wyżej miłość ojczyzny, niżeli była kiedykolwiek.
Niedarmo komisya edukacyjna, jak gdyby w przeczuciu tego odrodzenia, pozaprowadzała do instytutów naukowych nazwę szkół narodowych. Wyzwolona młodzież z pod szkół jezuickich, i wogóle klasztornych, miała odtąd odbierać narodowe, nie duchowne wychowanie. Młódź kształcąca się miała uczuć narodowość swoją i wczas w uczucie ją swoje zamieniać, aby dorósłszy, uczuła się narodem. Plan wychowania już na tych podstawach był zakreślony, choć jeszcze w zbyt surowych i niedokładnych, jak naówczas, zarysach. Podobnie Bogusławski, zakładając scenę narodową, chciał ją na narodowych oprzeć żywiołach i, ile mógł, zbliżał ją do tego celu. »Krakowiacy i Górale«, nacechowane tym charakterem, zawsze z zapałem przyjmowane są od publiczności.
Narodowość jest zatem uczuciową stroną duchowej ojczyzny, a jako taka najsilniej działa na uczucie i jest potężną podnietą miłości ojczyzny. Naród się kocha w obyczajach swoich. Jest to rozległa podstawa wszystkiej duchowości narodu. To tylko jest narodowe, co na tej podstawie, jak na tle się odbija. Krom tej podstawy niema narodowości. Słaba więc miłość ojczyzny, a może żadna w człowieku, na cudzoziemskich obyczajach zrosłym i wychowanym. Podobien do syna na łonie i w pieszczotach obcej niewiasty wychowanego; serce jego nie zadrgnie radością, gdy głosem, choćby serdecznym, własna matka się doń odezwie. Będzie jak obcy między swymi, i nic mu się w kraju podobać nie będzie, a pogani wszystko, co mu się nie podoba. A już Andrzej Maksymilian Fredro o takich powiedział: Którzy Polacy Polskę ganią, tacy ją najprędzej zgubią[7]. Bo tak tego dowodzi: Kto co gani, tego nie kocha; czego nie kocha, o to nie dba. — Źle ci robią i ciężką odpowiedzialność na siebie ściągają, którzy dzieci swoje na wychowanie do obcych krajów wywożą, albo je otaczają cudzoziemcami guwernerami, strzegąc pilnie, aby obyczai narodu własnego nie poznały. Wiek młody jak wosk miękki, najpochopniejszy do przyjmowania wrażeń; a to, co się w tym wieku przyjęło w sercu i z laty stwargło, starczy przez cały żywot na posiłek szlachetnych uczuć. Tak i narodowość w dzieciach zaraz zaszczepiona, zostaje im na posilny pokarm serca i ducha aż do późnej siwizny; a obczyzna tam gnieżdżona jest ciągłą zawadą nawet dla serca prawego, co się poznało na błędzie. A wieleż to takich, co się na nim poznają!
Niema zatem nic świętszego nad to, aby pierwsze wychowanie synów i córek na narodowych rozwijało się żywiołach. Rodzice pierwszy tu zakładają fundament, a nauczyciele dokonywują moralnej człowieka budowy. Z jednych i drugich wsiąka w pojętny umysł młody, a gorącą wyobraźnią na wszelkie wrażenia otwarty, — każde słowo wyrzeknione, każda myśl uroniona, każdy czyn dokonany. Biada przyszłemu pokoleniu, gdy rodzice i nauczyciele są zgorszeniem dzieciom i uczniom! Gdy ojczyma obojętność na ich losy opanuje serca prowadników, a z serc młodych, źle prowadzonych, wymiecie miłość, zaufanie, nareszcie szacunek! Biada pokoleniu, które nauki pierwsze nie od rodaków odbiera! Jak kwiat bez słońca rośnie blado bez koloru, tak młódź bez narodowego żywiołu wyrasta blado, bez barwy, bez ciepła ojczystego. Przyszłe powodzenie każdego kraju na tem zależy, aby pokolenie wzrastające narodowe odbierało wychowanie, aby w wieku kształcących się i wzbierających uczuć, wzbierało i ukształcało się najszlachetniejsze na ziemi uczucie, uczucie miłości ojczyzny. Później, gdy cię proza życia ogarnie i rozliczne materyalne interesa przycisną, już nie pora ku temu. Jakie powinno być narodowe wychowanie, byłoby przedmiotem osobnej obszernej rozprawy. Tu dosyć nadmienić tę kardynalną zasadę, że cudzoziemiec narodowego wychowania dać nie może i że wszystkie nauki z ojczystości, jako punktu środkowego wychodzić, a rozbiegając się choćby w najodleglejsze promienie, nazad do tego środka zmierzać powinny.
Więc nie stronić od oświaty, by też cudzoziemskiej, należy, ale nabierając jej, przyswajać ją sobie, narodowić ją trzeba, inaczej jak zboże nie na odpowiednim gruncie zasiane, nie uda się i zielskiem zajdzie, w którem nie dobierzesz się czystego plonu. Takie wychowanie wróci oświecone klasy do narodowości, od której na szkodę kraju i oświaty najbardziej odbiegły. Poeci i młodzi pisarze narodowi są i tu, jako owi Janowie na puszczy, torujący ścieżki do takiego odrodzenia się w narodowości przez wychowanie. Zwracając rzecz do nas, ileż to w ostatnich lat dwudziestu nie usunięto już przesądów, nie utorowano drogi postępowi narodowego ducha!
Pamiętajmy wszakże, że narodowość złożona jest w sercach, uczuciach mieszkańców, że jest ich najrzetelniejszą własnością, której im nikt odjąć nie może. Jest to »święta arka przymierza między dawnemi a nowemi laty[8]
Tej narodowości nikt nadać, i też nikt z serca wyrugować nie potrafi. Jeżeli naród byt polityczny utrącą, nie utrącą przez to jeszcze narodowości swojej; tleć w nim będzie niepokalanym ogniem, dopóki go skażenie obyczajów, nadpsuta moralność wodą obojętności i lekceważenia nie zaleje. Ucisk narodowości, jak ucisk wszystkiego, co jest w sobie boskie i święte, podnosi i roznieca narodowość. Może obmierzły Muzułmanin w wściekłej zaciętości na krew chrześcijańską, jak gdyby podnosząc bunt przeciw Bogu, co sam narodowości piętnem ludy nacechował, może wytracać na piętno, może porywać dziatki, i wywozić w syrty puszcz między Araby, aby tam na gorących piaskach i pod spieką nieba ród swój, pochodzenie i uczucia swoje zmieniły — ale całego rodu chrześcijańskiego, który ujarzmił, tam nie przepędzi, a pomsta osieroconych, płacze matek, przekleństwa ojców, muszą budzić naokół nienawiść przeciw wrogowi, i roztwierać coraz większą przepaść między tem, co jest chrześcijańskie, boskie, a tem, co jest pohańskie, szatańskie.
Kto się więc domaga narodowości, nie wie, co czyni, bo się domaga uczuć swoich, które mu dane być nie mogą. Domagaj się wychowania narodowego, instytucyi narodowych, to będzie dorzecznością; a gdy tego dostąpić nie możesz, żyj przeszłością narodową, karm ducha pamiątkami narodowemi, szerz przykładem, nauką i pismem cnoty narodowe i tak ducha narodowego wskrzeszaj. W pewnym kraju sejmującym obwiniono reprezentantów, że się domagali narodowości, ale dla lokai i forszpanów swoich. Jest to gorzka satyra na tych, co szukają narodowości gdzieś poza sobą, dlatego, że jej w sercach nie mają.
Narodowość tak przerosła z uczuciem naszem, że niema narodu bez narodowości. I gdyby było podobna wytracić narodowość, naródby zarazem wytracić trzeba. Narodowość jest duchowem piętnem, charakterem niezmazanym, którym Bóg lud nacechował, aby go od innych ludów ku niedoścignionym celom odróżnił. Kto się więc targa na narodowość, bluźni Bogu i podnosi rokosz przeciw wyrokom jego. Z tego to tytułu obyczaje każdego narodu są tak święte i szanowne, i tylko niedowiarek, tylko człowiek bez Boga i bez miłości ojczyzny z nich się natrząsać może. Ty, co szydzisz z obyczajów narodowych, nie wiesz może o tem, że szydzisz z ducha narodowego, który wylał się z łona samego Ojca przedwiecznego! — Nie wiesz, że zadrasnąłeś naród twój w najdotkliwszej jego stronie; bo on kocha obyczaje swoje i w nich siebie kocha; — nie wiesz wreszcie, że tą ohydą, rzuconą na świętość narodową, ohydziłeś samego siebie — bo czem jesteś bez tej narodowości? uschłą gałązką i odpadłą od pnia dębu ojczystego, nie przydatną ani swoim ani obcym, dobrą chyba na ogień ku spaleniu.
Po tych obyczajach, jak po żagwiach, zatliwia się ogień miłości ojczyzny i nadaje ciepło ożywne miłości ziemi, miłości ludu i miłości ustaw krajowych. Święty to ogień, który ty, młodzi narodowa, pielęgnuj w piersi twojej, strzeż go troskliwie dniem i nocą, jak ogień poświęcony Westy strzegły Westalki Rzymu, by nie wygasł, a strzeż, jak one, w czystości i niewinności obyczajów. Dopóki ten urząd Westalek sprawować będziesz, urośnie naród twój, jak niegdyś Rzym urósł, potężny, wielki, szanowny.

Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł Mowa tu o książce pt. Reguła, to jest nauka albo postępek dobrego życia króla chrześcijańskiego Józefa Wereszczyńskiego.
  2. Przypis własny Wikiźródeł Mowa tu o łacińskim podręczniku rolnictwa Opus ruralium commodorum Pietra de Crescenzi.
  3. Przypis własny Wikiźródeł Matki około dzieweczek... — fragment księgi pierwszej Żywotu człowieka poćciwego Mikołaja Reja.
  4. Przypis własny Wikiźródeł Nie tylko dorośli... — fragment polskojęzycznej rozprawy Censura Wojciecha Salinariusa z 1615 roku.
  5. Przypis własny Wikiźródeł słowo naród przemienione... — fragment rozprawy O ustanowieniu i upadku Konstytucji 3 Maja Hugona Kołłątaja.
  6. Przypis własny Wikiźródeł Była stąd w Horodle... — fragment Dziejów Polski (cz. III, akap. VIII) Joachima Lelewela (1829).
  7. Przypis własny Wikiźródeł Którzy Polacy... — jedno z przysłów z drugiego wydania zbioru Przysłowia mów potocznych (nr 697) Andrzeja Maksymiliana Fredry z 1664.
  8. Przypis własny Wikiźródeł święta arka przymierza... — nawiązanie do fragmentu rozdziału czwartego Konrada Wallenroda Adama Mickiewicza.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Karol Libelt.