Nowe monologi/Świat się kończy

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Wilhelm Rappaport
Tytuł Świat się kończy
Pochodzenie Nowe monologi
Wydawca Wydawnictwo „Odrodzenie”
Data wydania 1946
Druk Księgarnia i Drukarnia Katolicka
Miejsce wyd. Katowice
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
ŚWIAT SIĘ KOŃCZY!
(Typ starego aktora prowincjonalnego, lat 50 — Mówi, gestykulując i strojąc grymasy, jakby grał na scenie. — Głos ochrypły z pijaństwa — lekka czkawka — nos czerwony. Wychodzi z prawej strony, tyłem do sceny i przez uchylone drzwi, którymi wyszedł, mówi do kogoś zgięty w ukłonach. — Scena przedstawia poczekalnię dentysty. Z prawej, drzwi do biura ordynacyjnego).

Tak jest, panie dyrektorze! Do usług pana dyrektora! Naturalnie, że mogę poczekać! (ukłon) Mnie się wcale nie spieszy! Wiem, że pan dyrektor jest zajęty, więc mogę sobie poczekać, (ukłon) Sługa pana dyrektora i podnóżek! (zamyka drzwi) Cześć! (rozgląda się po scenie — do publiczności) Moje uszanowanie państwu! (czkawka) Wracam od dyrektora bo chcę się zaangażować. (j. w.) Kazał mi czekać, to i poczekam, (rozgląda się) Całkiem możliwa poczekalnia! No, no, ktoby się spodziewał, że państwo macie takiego dyrektora z taką poczekalnią! Całkiem niczego! (mówi sam do siebie) Siadaj sobie Ciapulkiewiez na tej ławeczce i poczekaj aż pan dyrektor będzie miał czas, aby z tobą pomówić. (siada — czkawka) Siupaj sobie stary! (prostuje sobie kości i wyciąga się na ławce) Aaaa! Teraz wyciągaj sobie kości na ławkach poczekalni dyrektorskich — taka dola! Muszę państwu powiedzieć, że tego waszego dyrektora ja znam, choć on teraz udaje, że mnie nie zna. Zmienił się, chłop bardzo, ale poznałem go. Ho! ho! Znamy się, jak dwie stare kulisy, albo jak budka ze suflerem. Nie chcę go obmawiać, bo staram się do jego teatru, ale jeśli mam być szczery (czkawka) to — takiego łajdaka jeszcze święta ziemia nie nosiła! (z ironią) Pamuła dyrektorem! (bije się ręką w czoło) Pomyśleć, że Pamuła jest dyrektorem, a stary Ciaputkiewicz musi siedzieć w jego poczekalni, i prosić się o angagement! (zrywa się z ławki) Nie, to człowieka szlag może trafić! (popija wódki z flaszki) Pamuła dyrektorem — świat się kończy! Żebym choć nie znał go tak dobrze! Taki idiota, taka wolna okolica bez perspektywy, taki am ant od siedmiu boleści, taki ogon z kryminalnych wodewilów — dyrektorem! (po chwili) Nie chcę nikogo obmawiać, ale państwo wiecie, że ten człowiek przyszedł na scenę bez jednej koszuli! W moim fraku, (czkawka) w moim fraku, który pożyczyłem sobie od znajomego aptekarza, grał pierwszą swoją rolę.(siada — czkawka) Pamiętam jak dziś... Trzy razy go w czasie przedstawienia wywoływano, (czkawka) ale do policji. Taki ci nam kryminał urządził na scenie, (popija wódkę z flaszki) Pamuła dyrektorem! Pamiętam jeszcze, jak graliśmy „Zbójców“ Szylera w Ujściu Biskupiem. Ja grałem Franciszka Moora, a on jednego ze zbójców. Powiadam państwu, że takiego zbója jak on, dawno już nie widziano. To też była jego najlepsza rola! Na zbója to on się zawsze nadawał, bo już z takiej rodziny pochodzi... Kiedy temu osiem lat graliśmy w Bydgoszczy jakiś kryminał, to mu dali główną rolę, bo on z tego miasta pochodzi i chciano publiczność wziąć na sentyment. Ho, ho, ale publiczność nie dała się wziąć na kawał, bo tam go znają. Jego matka do dziś jeszcze sprzedaje — tam flaki na targu. Kiedy też w pierwszym akcie Pamuła zawołał ze łzami w oczach, w najbardziej wzruszającym momencie sceny: (gra, uwydatniając tragizm roli) „O matko moja, matko, gdzie jesteś?!“ — wtedy z parteru ktoś krzyknął. „W kryminale za pasek!“ (czkawka) Taka ci to sakramencka rodzina! Nie chcę nikogo obmawiać, ale jego ojciec, jeżeli go kiedykolwiek miał, leż pochodzi z takiej samej rodziny, (popija wódkę i z biegiem akcji staje się coraz bardziej pijany). Co to ja chciałem powiedzieć? Aha! Trochę się zmienił ten Pamuła, że go ledwo poznałem. Mówi, że mnie nie zna i że jak nie imam wielkich boleści, to żebym zaczekał, (czkawka) mogę zaczekać! (do siebie) Napij się Ciaputkiewicz i zaczekaj. (pije) Ale diablo się zmienił ten Pamuła! Jeśli mam być szczery, to nic na Pamułę nie wygląda... (po chwili) Tak się łajdak ucharakteryzował, aby go nikt nie mógł poznać! Ubrał ci się w jakiś biały płaszcz, jak pielęgniarka i udaje Bóg wie kogo... (z goryczą) Nie zna ranie! To d cholera, nie zna starego Ciaputkiewicza! Muszę sobie z żalu, ten tego... (pije) Teraz człowiek powinien chodzić wiecznie pijany, bo na to co się u nas dzieje, na trzeźwo patrzeć nie można... (po chwili) Ale zmienił się Pamuła: diabelnie zmienił! Całkiem inny nos zafasował, inne włosy, a nawet skrócił się o jaki ćwierć metra — ale łajdak z niego został ten sam... (siada) Mówię mu: Słuchaj Pamuła, chwilowo nie mogę zgodzić się na warunki, jakie mi dają w Teatrze Narodowym, więc chciałbym się u ciebie zaangażować. A wiecie co mi ta małpa powiedziała? Odpowiedziała mi: „Nie rób pan kpin, bo jest pan w gabinecie doktora“ — „Dyrektora!“ — poprawiłem go, — ale ta cholera furt swoje: doktora! (popija) Napij się Ciaputkiewicz. Niech ci będzie doktora! Tak się ucharakteryzować, to tylko Pamuła potrafi! (wstaje i lekko się zatacza) Co on sobie właściwie myśli, ten połamany rekwizyt teatralny?! To stary Ciaputkiewicz ma tu siedzieć do nagłej, a niespodziewanej śmierci? A niedoczekanie! Byłem dotychczas grzeczny, ale mogę się stać ordynarny jak reżyser, albo jak sam dyrektor teatru! (uspokaja się) Która to godzina? (wyciąga z kieszeni pudełko zapałek i patrzy na nie w skupieniu) Oho! Już jest środa! Nie imam dłużej czasu czekać! (podchodzi do drzwi z prawej i puka) Przepraszam (czkawka) pana dyrektora, czy można? (do publiczności) Nie odpowiada! (puka) Czy można?... Bo ja dłużej nie mam czasu czekać, panie dyrektorze! (uchyla lekko drzwi i zagląda do pokoju, po chwili cofa się w przerażeniu) O Boże! Chyba ja zwariowałem! Co ten człowiek wyrabia! (do publiczności) Na fotelu siedzi jakaś niewiasta, a Pamuła dobiera się do niej obcęgami jak do pudełka sardynek! (zagląda przez drzwi) Chryste Panie, ten człowiek gotów jest jej jeszcze coś złego zrobić! (z mocnym postanowieniem — do siebie) I ty, Ciaputkiewicz, który grałeś w „Dziewicy Orleańskiej“ w „Julii“ i w „Dżentelmenie włamywaczu“ pozwolisz, aby Pamuła gwałcił obcęgami jakąś nieletnią dziewicę? Nigdy! Raz muszę tego łotra zdemaskować! (wpada do pokoju — wrzeszcząc na cały głos) Ha, mam cię bratku! (po chwili słychać za sceną głośne krzyki, jakby, szamocących się i bijących ludzi) Pamuła! To ty z obcęgami na ludzi? Pamuła, łajdaku jeden! Poczekaj, już ja cię wyprzęgnę z tego dyrektora! (po chwili wypada przez drzwi, jakby kopnięty nogą) Co? To nie jest wcale Pamuła? Powiada łajdak, że on jest dentystą, i że dyrekcja teatru jest na drugim piętrze, (zagląda na tabliczkę umieszczoną na drzwiach i sylabizuje) Dr. Zębowicz, przyjmuje od 2 — 1... (z refleksją) Więc to tak?... Pomyliłem się o całe piętro! (do publiczności) A mówiłem, że na to, co się u nas dzieje, na trzeźwo patrzeć się nie można! (wyciąga flaszkę) Napij się Ciaputkiewicz! (pije i zatacza się) Ale żeby z Pamuły zrobił się dentysta! Świat się kończy! (wychodzi, zataczając się) Świat się kończy!

KURTYNA.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Wilhelm Rappaport.