Strona:Józef Wilhelm Rappaport - Nowe monologi.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ŚWIAT SIĘ KOŃCZY!
(Typ starego aktora prowincjonalnego, lat 50 — Mówi, gestykulując i strojąc grymasy, jakby grał na scenie. — Głos ochrypły z pijaństwa — lekka czkawka — nos czerwony. Wychodzi z prawej strony, tyłem do sceny i przez uchylone drzwi, którymi wyszedł, mówi do kogoś zgięty w ukłonach. — Scena przedstawia poczekalnię dentysty. Z prawej, drzwi do biura ordynacyjnego).

Tak jest, panie dyrektorze! Do usług pana dyrektora! Naturalnie, że mogę poczekać! (ukłon) Mnie się wcale nie spieszy! Wiem, że pan dyrektor jest zajęty, więc mogę sobie poczekać, (ukłon) Sługa pana dyrektora i podnóżek! (zamyka drzwi) Cześć! (rozgląda się po scenie — do publiczności) Moje uszanowanie państwu! (czkawka) Wracam od dyrektora bo chcę się zaangażować. (j. w.) Kazał mi czekać, to i poczekam, (rozgląda się) Całkiem możliwa poczekalnia! No, no, ktoby się spodziewał, że państwo macie takiego dyrektora z taką poczekalnią! Całkiem niczego! (mówi sam do siebie) Siadaj sobie Ciapulkiewiez na tej ławeczce i poczekaj aż pan dyrektor będzie miał czas, aby z tobą pomówić. (siada — czkawka) Siupaj sobie stary! (prostuje sobie kości i wyciąga się na ławce) Aaaa! Teraz wyciągaj sobie kości na ławkach poczekalni dyrektorskich — taka dola! Muszę państwu powiedzieć, że tego waszego dyrektora ja znam, choć on teraz udaje, że mnie nie zna. Zmienił się, chłop bardzo, ale poznałem go. Ho! ho! Znamy się, jak dwie stare kulisy, albo jak budka ze suflerem. Nie chcę go obmawiać, bo staram się do jego teatru, ale jeśli