Niedoszły bohater

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
>>> Dane tekstu >>>
Autor Elwira Korotyńska
Tytuł Niedoszły bohater
Podtytuł Komedyjka w 1-ym akcie
Pochodzenie Księgozbiorek Dziecięcy Nr 45
Wydawca „Nowe Wydawnictwo”
Data wydania 1929
Druk „BRISTOL“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron

KSIĘGOZBIOREK DZIECIĘCY.
E. KOROTYŃSKA.
NIEDOSZŁY
BOHATER.
Komedyjka w 1-ym akcie.
Korotyńska - ornament 5.jpg
WYDAWNICTWO
KSIĘGARNI NAKŁADOWEJ w WARSZAWIE
ul. Marszałkowska № 114.
Druk. „BRISTOL" Warszawa, Elektoralna 31




OSOBY:

Franek 
 lat 12.
Adaś 
 lat 10.
Lodzia 
 lat 13.
Jadzia 
 lat 12.
Głos za drzwiami.



Rzecz dzieje się w mieście. Pokój musi mieć dwoje drzwi. Umeblowanie skromne, meble niezbędne tylko: stół, krzesła, etażerka z książkami.


SCENA 1.

Pokój o dwu drzwiach, w nim stół, krzesła, łóżka, na stole książki i kajety, kałamarz, pióra. Na jednem z krzeseł siedzi młodszy chłopiec i pisze. Starszy chodzi po pokoju mówiąc głośno i machając energicznie rękami.

Franuś (chodząc szybko po pokoju).

Wstyd! śmiech istny! Chłopiec szesnastoletni zląkł się głupiej niedźwiedzicy, broniącej swoich dzieci! Co za śmieszność! Gdyby to jeszcze niedźwiedź! Ale to niedźwiedzica, więc kobieta... Mężczyzna zląkł się kobiety!.. Cha! cha! cha! Co za nonsens! I ty tem się zachwycasz, że niedźwiedzica obroniła pięcioro niedźwiedziątek przed głupim tchórzliwym chłopakiem?.. To wstyd, hańba dla rodu męskiego!.. Jabym się tam i dziesięciu niedźwiedzi nie przeląkł, nietylko jednej, słabej niedźwiedzicy...

Adaś.

Ależ, mój Franku, pleciesz niestworzone rzeczy!.. Jak możesz nazywać tchórzem tego dzielnego chłopca, który z narażeniem własnego życia chciał uwolnić wioskę od napaści niedźwiedziej rodziny... To nie tchórz ale bohater! A że niedźwiedzica uratowała swoje dzieci od zabrania, zmuszeniem ich do wejścia na najwyższe drzewo, toć to tylko dowód szlachetnego serca tego dzielnego górala, że zostawił jej dzieci, a potem, gdy sprowadziła samca, odszedł do chaty.. A tybyś inaczej zrobił?.. Dałbyś zabić swe dzieci?.. lub też mordowałbyś może w oczach matki jej biedne niemowlęta?..

Franuś.

O, jakiś ty przeczulony!..

Adaś.

Wcalem nie przeczulony..

Franuś.

I tchórz!..

Adaś (przybiegając do niego z pięściami).

Coo? ja tchórz?? O, nie ujdzie ci to na sucho!..

Franuś (odskakując na środek pokoju).

Dajże spokój!

(Wbiega Jadzia).
Jadzia.

Co to za krzyki? co wyprawiacie?..


Adaś.

Nazwał mnie tchórzem!

Franuś.

Żartowałem!

Adaś.

Piękne mi żarty!

Jadzia.

I o cóżto poszło?

Franuś.

O niedźwiedzicę...

Jadzia.

Co pleciesz? O jaką niedźwiedzicę?...

Franuś.

O prawdziwą, żyjącą niedźwiedzicę!.

Jadzia.

Gdzież ona?


Franuś.

W lesie...

Jadzia.

W jakim lesie?..

Franuś.

Takim, z drzewami i mchem...

Jadzia.

Kpisz ze mnie?

Franuś.

Wcale nie kpię...

Jadzia (do Adasia).

Ty, Adasiu mi powiedz. Jesteś rozsądniejszy od Franka...

Franuś.

Bardzo proszę nie urągać! Jestem od Adasia o dwa lata starszy...


Adaś.

Dwa lata bez miesiąca...

Franuś.

O! o, o! jaka pomyłka poważna!..

Adaś.

Ależ raz bądź cicho...

Jadzia.

Więc cóżto za niedźwiedzica?

Adaś.

Przeczytałem Frankowi o pięknym dowodzie miłości macierzyńskiej u niedźwiedzicy. Biedna matka, widząc nadchodzącego z fuzją szesnastoletniego górala, bojąc się o swoje dzieci, powsadzała je na wysokie drzewo, zmuszając biciem do zajęcia bezpiecznego stanowiska, poczem biedz poczęła do nory, aby ostatnie maleńkie nie zostało znalezione i zabrane przez myśliwego.
Chłopiec tak był wzruszony ratowaniem rozpaczliwem biednej matki, że nie zauważył, iż ta sprowadziła niedźwiedzia pilnującego nory, aby wspólnemi siłami rzucić się na napadającego na nich górala. Widząc przeważającą siłę góral, aczkolwiek odważny, musiał uciekać... A ten go nazywa tchórzem, mówi, że pobiłby i dziesięciu niedźwiedzi sam jeden, wreszcie mnie wymyśla od tchórzów!.. (Przyskakuje znów do Franusia, wołając): Ja ci tego nie daruję! zedrę ci wszystkie włosy z twej chwalczej głowy!

Jadzia (stając między nimi).

No, dajcie spokój! Jeszcze tego brak, żebyście się o jakąś niedźwiedzicę pobili!..

Adaś.

Której wcale może nie było!..


Jadzia.

Naturalnie! Może być zmyślona powiastka...

Franuś.

Więc pocóż się ten zachwyca?..

Jadzia.

Uspokójcie się. Niema o co się swarzyć.

Franuś.

Ja tam swoje powtarzam, że góral był tchórzem, jabym nie zostawił tych rabusiów żywymi!

Jadzia.

Ależ, Franusiu, niedźwiedzica obala woły, rzuca się na najsilniejsze zwierzęta i zamordowuje... a ty... wątły, dwunastoletni chłopczyna!

Franuś.

Co? ja wątły? ja?... Dam rady i dwudziestoletniemu Edziowi z kursów rolniczych!..

Adaś.

Dasz mu rady, gdy śpi, ale jak się obudzi... o, zmykałbyś co siły!..

Franuś (obrażony).

Bardzo proszę liczyć się ze słowami!..

(wychodzi z podniesioną głową)


SCENA II.
Jadzia i Adaś, potem Lodzia.
Adaś.

Coby tu zrobić, żeby tego Franka rozumu nauczyć? Toćto zgroza, jak on siebie wysoko ceni i za jakiego bohatera uważa swoją osobę. Poradź, Jadziu... Tyś starsza i rozumniejsza...


Jadzia.

Trudno to... Moglibyśmy go może nauczyć skromniejszego o sobie mniemania, ale z przykrością dla niego... a nie chciałabym, żeby cierpiał przez swe rodzeństwo...

Adaś.

Naturalnie... naturalnie... chociaż mnie tchórzem nazwał...

Jadzia.

Co cię to może obchodzić!.. Ja ciebie nie nazwę nigdy tchórzem...

Adaś (całując Jadzię).

O, ja wiem... tyś dobra, szlachetna dziewczynka!.. jakżeż żałuję, że nie jesteś chłopakiem!..

Jadzia.

Wszystko jedno... i dziewczynka może być bohaterką... a Emilja Plater... a Grażyna? a królowa Jadwiga?..


Adaś.

Ale zawsze wolałbym, żebyś była chłopcem... mógłbym się bić z tobą, jak z Frankiem...

Jadzia (śmieje się).

Ach! to tylko dlatego, tylko dlatego!

(Wchodzi Lodzia)
Lodzia.

Czego tak się śmiejesz?

Jadzia.

Chciałby, żebym była chłopcem, tylko dlatego, żeby bić się ze mną...

Lodzia.

Mało ci Franka?

Adaś.

E... z tym chwalibursą!..


Lodzia.

Racja! Musimy go przekonać, że nie jest tak odważnym, jak mu się zdaje, ale jak to zrobić?..

Jadzia.

Właśnie o to chodzi, jak zrobić?..

Adaś.

Ja mam pewną myśl...

Lodzia.

Mów! mów! jaką?

Adaś.

Przebrać kogo za niedźwiedzia...

Jadzia.

I co? i co?..

Adaś.

Niech wejdzie do jego pokoju, stanie w kącie...


Lodzia.

Może zemdleć ze strachu...

Adaś.

Będziemy blizko...

Jadzia.

Ależ to doskonały pomysł!..

Lodzia.

Kogoż przebierzemy za niedźwiedzia?

Adaś.

Ja się przebiorę... Skórę z niedźwiedzia ma nasz leśnik, pożyczył na przedstawienie w teatrzyku... zaraz pobiegnę od nich wziąć na dzisiaj...

Jadzia.

Biegnij! biegnij! A to będzie wspaniałe!


Adaś.

Pędzę! A wy, siostrzyczki, pomyślcie nad tem wspólnie, jak tę farsę urządzić!

(Wychodzi)


SCENA III.
Jadzia i Lodzia, potem Adaś, na końcu Franuś.
Jadzia.

Naturalnie, i my niby się będziemy lękały wejść do tego pokoju, gdzie siedzi niby niedźwiedź... On pierwszy, ten zuch, wejść musi, a gdy strach go obezsili i my za nim!...

Lodzia.

Ach! gdyby się to nam udało!..

Jadzia.

Uda się napewno!.


Adaś (wchodząc, z paką w ręku).

Uda się! uda napewno! Mam już niedźwiedzia!.. (okrywa się skórą i staje w kącie pokoju mrucząc): Mr, mrrr...

Lodzia i Jadzia (skacząc z zadowolenia).

Ach, jakie to wyśmienite! Franek uwierzy, że to Misio, zwłaszcza gdy w ciemnym będzie pokoju...
(Słychać chód Franka, Adaś wdziewa skórę i biegnie do drugich drzwi, Jadzia zaś i Lodzia biegną do stołu i siadają niby przy czytaniu).

Franuś (wchodząc).

No, i cóż?.. czy ta niedźwiedzica nie przyszła czasem do Adasia, aby go pocałować za zachwyt nad jej macierzyńskiem sercem?..


Lodzia.

Do Adasia nigdy nie przyjdzie, bo Adaś boi się dzikich zwierząt, ale może zajrzeć kiedy do ciebie...

Jadzia.

Łapą z tobą się przywitać...

Franuś.

Miałaby w tej chwili przezemnie strzaskaną łapę!..

Lodzia.

Tylko łapę?..

Franuś.

No... i łeb...

Jadzia.

Jakiś ty paradny![1]

Głos zza drzwi.

Dzieci! bierzcie palanta, — pójdziemy na plac!.


Lodzia.

To ciocia woła! Ach, jak to dobrze!..

(mruga porozumiewawczo na Jadzię)

Palant w drugim pokoju... Pójdź, Jadziuniu i przynieś!..

Jadzia (otwiera drzwi przyległego pokoju i wpada z krzykiem).

Ach! ach! to okropne! o Boże!..

Franuś.

Tchórzem podszyta! Cóż tam zobaczyłaś? Pewnie myszkę niewinną lub karalucha! Cha, cha, cha!

Lodzia (przybiegając do siostry)

Jadziu! co ci się stało? mów!..


Jadzia (udając przestrach).

Niedźwiedź! niedźwiedź w pokoju! ach, jaki straszny!

Lodzia.

Czy być może?.. pewnie uciekł ze zwierzyńca! Może kto po niego przyjdzie... Ale tymczasem zabawa przepadła... palant w niedźwiedzim pokoju.

Jadzia.

Tuż koło komody, gdzie też stoi i niedźwiedź...

Lodzia.

Ach! zapomniałyśmy! Przecie jest między nami mężczyzna! Franek marzy o potykaniu się z niedźwiedziem... A że lubi grać w palanta, więc pójdzie do pokoju i przyniesie...


Franuś (zmieszany i przerażony).

To Adaś lubi niedźwiedzie... ja ich nie cierpię!..

Jadzia.

Ależ, Franku... wszak jesteś mężczyzną! Skocz, braciszku, po palant!..

Franuś (zagląda przez dziurkę od klucza).

Brrr!... jaki on straszny! To jakiś olbrzymi okaz!.. ja tylko do zwyczajnego bym poszedł!..

Lodzia.

Pójdź, pójdź, kochany, drogi braciszku, tak nam będzie wesoło na placu... Przynieś!

Franuś (znowu patrzy i odskakuje z krzykiem).

Idzie, idzie do nas!.. uciekajmy!
(Pędzi do drzwi i znajduje je zamkniętemi) Co to? Gdzież klucz? Lodziu, Jadziu!
(Dziewczęta udają przerażone i biegają, szukając niby klucza, który naumyślnie schowały, tymczasem niedźwiedź staje we drzwiach.)

Franuś (pada przestraszony przed niedźwiedziem).

Litości! ach, litości!..

Adaś (w przebraniu).

Wstań, panie bohaterze!.. Tchórzem nazwałeś dzielnego górala, tchórzem mnie mianowałeś, przed chwilą Jadzię ochrzciłeś tą nazwą... a sam... o, jakże czuć od ciebie tchórza!..

Franuś (zdziwiony, podnosi się i chce zacząć bójkę z Adasiem).

To ty, ty!..


Adaś (śmiejąc się).

Tylko ja! poczekaj na prawdziwego niedźwiedzia, z przebranym bić ci się nie przystoi!..

(Lodzia i Jadzia śmieją się, Franuś zawstydzony.)


Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł Uzupełniono na podstawie wydania z 1929 roku.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Elwira Korotyńska.