Niebezpieczne związki/List LXXX

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Pierre Choderlos de Laclos
Tytuł Niebezpieczne związki
Data wydania 1912
Wydawnictwo E. Wende i Spółka
Drukarz Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł orygin. Les Liaisons dangereuses
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

LIST LXXX.

Kawaler Danceny do Cecylii Volanges.

Cesiu, Cesiu moja, i kiedyż znowu losy pozwolą nam się zobaczyć? Kto mnie nauczy żyć zdaleka od ciebie? Kto mi da siłę i odwagę po temu? Każdy dzień mnoży moją niedolę i nie widzę zgoła jej kresu! Valmont, który przyrzekł mi pomoc, pociechę, Valmont zaniedbuje mnie, może o mnie zapomniał! Sam pędzi dni obok przedmiotu swojego kochania; nie chce już wiedzieć, co się cierpi, kiedy się jest odeń dalekim. Przesyłając mi ostatni twój list, nie dodał od siebie ani słowa, a przecież to on miał mi donieść, kiedy i jak będę cię mógł oglądać! Ty sama nie mówisz mi nic o tem, czyżbyś już nie dzieliła mojego pragnienia? Ach, Cesiu, Cesiu, jestem bardzo nieszczęśliwy. Kocham cię bardziej niż kiedykolwiek: ale ta miłość, która stanowi urok mojego życia, staje się jego udręczeniem.
Nie, nie chcę już żyć w ten sposób, muszę cię wreszcie widzieć, muszę, muszę, chociażby na chwilę. Kiedy się budzę powiadam sobie: nie zobaczę jej. Udaję się na spoczynek, mówiąc sobie: nie widziałem jej. Dodaj do tych mąk śmiertelnych ciągły niepokój o ciebie, Cesiu moja, a będziesz miała obraz życia, jakie prowadzę.
Ach, nie tak było wówczas, kiedy ty byłaś blizko! Wszystko było mi wówczas rozkoszą. Pewność widzenia ciebie stroiła w powab nawet chwile rozłączenia; czas, który trzeba było spędzić zdaleka od ciebie, upływając zbliżał mnie znowu ku tobie. A teraz, cóż mi pozostało? żale bolesne, wiekuista tęsknota i cień nadziei, którą rozwiewa milczenie Valmonta, którą przemienia w niepokój twoje własne milczenie. Dziesięć mil zaledwie nas rozdziela i ta przestrzeń, tak łatwa do przebycia, staje się dla mnie samego przeszkodą nieprzezwyciężoną! błagam o pomoc mego przyjaciela, moją ukochaną i oboje pozostają zimni i nieczuli! Nie tylko nie chcą użyczyć mi ratunku, ale nie odpowiadają mi nawet!
Cóż się więc stało z tak czynną przyjaźnią Valmonta? co się stało zwłaszcza z twojem uczuciem tak tkliwem, które czyniło cię niewyczerpaną w obmyślaniu środków widywania się codzień? Niekiedy, przypominam to sobie, nie przestając jednako pragnąć tego widzenia, zmuszony byłem poświęcić je jakimś innym względom lub obowiązkom; czegóż nie mówiłaś mi wówczas? ilomaż pozorami nie zwalczałaś moich zamiarów? I, chciej o tem pamiętać, Cecylio, zawsze, w takim razie, ja ustępowałem twoim chęciom. Nie czynię sobie z tego chluby; nie miałem nawet wówczas zasługi poświęcenia. Ale dziś wreszcie proszę ja z kolei i o co proszę? aby cię widzieć przez chwilę, aby wymienić z tobą na nowo przysięgi niewygasłej miłości! Czyż to przestało już być zarówno twojem szczęściem tak jak mojem? Odpycham tę myśl rozpaczliwą, która dopełniłaby miary mojej niedoli. Kochasz mnie, będziesz mnie kochać zawsze, wierzę w to, jestem tego pewny, nie chcę wątpić o tem, ale moje położenie jest straszne i nie mogę znieść go już dłużej. Do widzenia, Cesiu moja.

Paryż, 18 września 17**.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Pierre Ambroise François Choderlos de Laclos.