Nagrobek Urszulki/Rozdział I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Mieczysław Hartleb
Tytuł Nagrobek Urszulki
Podtytuł Studjum o genezie i budowie Trenów Jana Kochanowskiego
Data wydania 1927
Wydawnictwo Krakowska Spółka Wydawnicza
Druk Drukarnia »Czasu«
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI


I.

Zagadnienia genezy i budowy (układu, kompozycji) w każdym utworze literackim dość wyraźnie łączą się i uzupełniają. Łączność ta silniej jeszcze występuje w Trenach, utworze cyklicznym, złożonym z wierszy pisanych samoistnie i w rozmaitych fazach natchnienia. Jeśli dążymy więc do wyjaśnienia genezy istotnej (a nie „podniety“ lub „pierwszego wpływu“) — zagadnień tych niepodobna rozdzielić.
Z natury rzeczy dotychczasowe rozważania nad genezą Trenów szukały przedewszystkiem pewnych faktów postronnych, któreby rzuciły światło na sprawę zupełnie niemal ciemną. Niestety faktów tych mamy ilość znikomą. Pierwsze wydanie dzieła nosi datę 1580, stąd prosty wniosek, że powstało ono na przełomie lat 1579/80. Ostatnio zaznaczyła się tendencja przesunięcia tegoż wydania na sam koniec 1580 r., jakkolwiek żadnych danych po temu niema. Nieokreślona bliżej data śmierci Urszulki ma tu znaczenie decydujące; zrębem zaś hipotezy, że zmarła ona w ostatnich tygodniach 1579 r., względnie nawet w pierwszych dniach roku następnego, jest list Kochanowskiego do kanclerza Zamoyskiego, datowany „14 Januarii 1580“, szczątek drobny a niezbyt jasny zaginionej — niestety — korespondencji poety.
Fragmenty tego listu cytowano z małą naogół dozą krytycyzmu za Chmielowskim;[1] z całkowitego dopiero brzmienia ustalić można, czy przynosi on jakiekolwiek dla genezy Trenów wartościowe szczegóły. Pisze więc Kochanowski z Czarnolasu:

Memu zdawna Miłościwemu Panu etc. etc. I stęknąć mi W. M. nie dasz; więc nie wiem mamli to od W. M. sobie za krzywdę brać. Ale jednak, chceszli mię W. M. na świecie mieć dłużej, proszę nie każ mi W. M. teraz nic pisać. Bo w dobrym zdrowiu ledwe jakie takie opere pretium człowiek uczynić może, teraz neque res, neque verba suppetunt. A prosto, jako on mówi, animus simul cum re concidit. Nie pomnisz W. M. co on więzień wielkiego Alexandra uczynił, że, bojąc się, aby był pierścienia nie chybił a sławy dobrego strzelca nie utracił, omyślił był raczej gardło dać, niż łuku przed królem pociągnąć. A jam tegoż mało nie uczynił, wprawdzie nie tak doskonały strzelec, jeno że łaska W. M. droższa u mnie, niż wszytka poetica. Jeśli co nie grzeczy (a bodaj nie wszytko), któż winien?... Ja naprzód a W. M. też poczęści qui scribere cogis, chocia zły aspekt. Zatym się łasce W. M. zalecam etc. etc.

Cóż ten list świadczy o nastrojach Kochanowskiego w styczniu r. 1580? Wyraźnie wskazuje złe zdrowie jako przyczynę niesposobności do pracy, dlatego też jako usprawiedliwienie słabych w przekonaniu poety utworów znalazł się na czele wydania Trzech Pieśni, podobnie jak przed trzema laty list do tegoż Zamoyskiego (z 22 grudnia 1577), równie na złe zdrowie wyrzekający, ale swobodniejszy i jakby żartobliwy, okrasił jako przedmowa Odprawę posłów greckich.
Nieszczęście jednak chciało, że niewyśledzony winowajca pierwsze zaraz słowo: stęknąć przepisał stęsknąć, w nieszczególnej zresztą zgodzie z duchem języka XVI w. W ten sposób zrodziła się ponętna przytem hipoteza o jakimś bólu wewnętrznym, o — tęsknocie wreszcie za dopiero co zmarłą córeczką. Konstrukcja ta, oparta na jednem nieuważnie zanotowanem słowie, oczywiście upada, ale pozatem nie ulega wątpliwości, że pismo pełne jest istotnego, czy też celowo maskowanego przygnębienia. Może nie samo liche zdrowie nastrój tak niesposobny i brak wiary w utwory własnego pióra wywołało; daleko stąd jednak do przypuszczeń, że ukochana Urszulka zgasła niedługo przed dniem napisania listu. Ojciec przecie i z potrzeby wewnętrznej i dla usprawiedliwienia wspomniałby tę smutną stratę; wytłumaczyłoby to najlepiej przed kanclerzem jego „zły aspekt“ i upadek ducha. Przyjmijmy wreszcie, że Zamoyski wiedział już o żałobie w Czarnolesie; Kochanowski więc nie potrzebował mu o niej donosić. W tym stanie rzeczy znów nie ulega wątpliwości, że wiadomość o śmierci nieletniego dziecka nie doszła z zapadłej wsi pod Radomiem do uszu kanclerza lotem błyskawicy; dowiedzieć się mógł o niej w parę tygodni lub miesięcy nawet po fakcie, i to najprawdopodobniej z jakiegoś listu samego poety. Gdyby to zaś wydarzyło się na czas niedługi przed wysłaniem gońca do Czarnolasu — Zamoyski niewątpliwie wyraziłby współczucie w swem piśmie, byłaby to przecie odrobina pociechy dla serca ojcowskiego i najpewniejsze zarazem pozyskanie go dla pracy żądanej. W liście kanclerza mowy o tem z pewnością nie było, gdyż Kochanowski, przy znanej kurtuazji epistolarnej owych czasów, nie omieszkałby znów w odpowiedzi nawiązać do kondolencji i podziękować znakomitemu protektorowi.
Całe to napozór kunsztowne może, ale w gruncie rzeczy bardzo proste rozumowanie prowadzi do tego, że na liście z 14 stycznia 1580 r. — śmielszych wniosków o genezie Trenów budować nie można. Stoimy wobec dylematu: albo treść pisma dotyczy wyłącznie złego zdrowia autora i z śmiercią Urszulki nic nie ma wspólnego, albo też jest w przygnębieniu swem echem odległem tejże śmierci, której wspominać nie potrzeba, gdyż była już kiedyś mowa o niej między poetą a kanclerzem. W jednym i w drugim przypadku list ten nic bliższego o dacie zgonu Urszulki powiedzieć nam nie może.
Skutki tej hipotezy nie były zresztą szczęśliwe. Czas piania Trenów ścieśniono do kilku miesięcy, kiedy ogromny obszar przeżycia i myśli poety świadczy o procesie twórczym znacznie dłuższym; narzucono dalej Kochanowskiemu niespotykany u niego pośpiech w druku dzieła, gdy wiemy skądinąd, że traktował on te sprawy dość leniwie a protektor lub wydawca często naglić go musiał do ukończenia pracy; ustalono wreszcie apodyktycznie termin druku na koniec 1580 r., gdy jest to tylko termin ad quem, a żadnych poszlak nie mamy, by zasadę tę przyjąć na trwałe. Badacze dotychczasowi omylili się również, nie doceniając zupełnie elementu „literackiego“ w liście omówionym, i wytłumaczyli pismo poetyckie à la lettre, jakgdyby było ono najwiarygodniejszym dokumentem z życia poety, a nie cząstką publikacji Trzech Pieśni.
Nieco światła natomiast na życie i nastroje ówczesne Kochanowskiego rzuca inne wydarzenie z tegoż samego stycznia 1580 r. Oto w sądzie radomskim „ipso die Conversionis S. Pauli Apostoli“ (26-go) — spisano akt, w którym Andrzej Firlej z Dąbrowicy, kasztelan lubelski i starosta sandomierski, zeznaje, iż od Jana Kochanowskiego pożycza 7.700 florenów i zobowiązuje się spłacić je w tym samym terminie następnego roku.[2] Ta transakcja pieniężna, bardzo na owe czasy poważna, kłóci się wyraźnie z rzekomem przygnębieniem poety i jego niechęcią do wszelkiej pracy. W dwanaście dni po żałosnym liście do Zamoyskiego, jedzie autor Trzech Pieśni ubijać znaczny interes do Radomia... Utwierdza to nas tylko w przekonaniu, że narzekania epistolarne miały znaczenie nieco retoryczne a dotyczyły najpewniej istotnie nietęgiego zdrowia, które w tych latach raz wraz się psuło, a nadto były wyrazem właściwej Kochanowskiemu skromności autorskiej, w której stale sobie i dziełom swym przyganiał. O przygnębieniu trwałem i rozpaczy niema chyba mowy. Znów drobny to lecz znamienny wskaźnik, że śmierć ukochanej córeczki cofnąć należy wstecz o szereg miesięcy.
Cóż obok tych wydarzeń postronnych, niezwykle zresztą nikłych, mówi dalsza, rdzenna dziedzina twórczości? Jest ona w okresie tym — gdy wliczymy Treny — dość bujna i ożywiona. Przedewszystkiem wówczas to podejmuje Kochanowski wielką i żmudną pracę nad zgromadzeniem i przygotowaniem do druku dawnych swych rękopisów. Wydobyty z teki młodzieńczej Aratus ukazał się w roku 1579, w następnym prócz Trenów wychodzą Pieśni Trzy, Liricorum Libellus, De expugnatione Polottei, oraz Wtargnienie do Moskwy, które niechybnie sporo mitręgi kosztowało; w roku 1582 wreszcie Epinicion.
Datę napisania kilku wierszy drobniejszych możemy bliżej jeszcze określić. Z pośród Trzech Pieśni więc, wyjątkowo śpiesznie, gdyż na zlecenie Zamoyskiego drukowanych — pieśń „Panu dzięki oddawajmy“, pisana ku uświetnieniu wiktorji połockiej, powstała jesienią 1579 r. (Połock padł 31 sierpnia t. r.); do tegoż czasu odnieść należy odę De expugnatione Polottei. Wiersz „Niemasz i po raz drugi niemasz wątpliwości“ wiąże się, jak wykazuje Chmielowski, z atakami na kanclerza, które wzmogły się właśnie u schyłku tegoż roku.[3] Z pierwszej połowy 1580 r. żadnych danych bliższych nie mamy; w lipcu natomiast (może z początkiem sierpnia) powstaje pieśń żałobna „Królewno lutnie złotej“, którą poeta — jakby list kondolencyjny — śle wojewodzie Kostce po śmierci jego żony Zofji z Odrowążów. Utwór ten, zarówno w treści jak budowie zwrotkowej, wykazuje już znaczne wpływy Trenów. Oto utwory, których daty dadzą się niewątpliwie oznaczyć; odnieść można również do tego czasu niektóre fraszki, a przedewszystkiem parę pieśni w pośmiertnych „Fragmentach“, które wiążą się blisko z Trenami i tworzą ciekawy ich komentarz myślowy i artystyczny.[4]
Zbierając wszystkie te fakty z twórczości i życia poety, stwierdzić musimy, że Treny nie rodziły się w jakiejś rozpaczliwej pustce i odosobnieniu. Okres głuchej i niepłodnej boleści po zgonie Urszulki mógł trwać parę tygodni czy miesięcy nawet — ale przesunęlibyśmy ten upadek sił twórczych na środkowe mniej więcej miesiące 1579 r., w którym to czasie brak wszelkich wiadomości z Czarnolasu. Jesień tegoż roku przynosi już pewne ożywienie. Nominacja poety na wojskiego ziemi sandomierskiej (9 października), w zasadzie małoznaczna ale poparta niezwykłą, nawet na owe czasy kwieciste, pochwałą zasług — wywołała niewątpliwie jakąś korespondencję, jakieś zobowiązania „propagandowe“, o które się później Zamoyski dopominał. Treny prawdopodobnie dojrzewały w tych miesiącach; przerywała je tylko niekiedy jakaś praca obowiązkowa, którą Kochanowski niechętnie witał i złem zdrowiem usiłował się od niej wyprosić. List styczniowy, tak wyraźnie tłumaczący niechęć do wszelkiego pisania przymusowego, nie przeszkadza przecie, że w tym samym czasie poeta gorliwie mógł ślęczeć nad ukochanemi Trenami. Z tych przerw jednak, w których i złe zdrowie i zajęcia gospodarskie też się odzywały — powstawały pewne rysy, pewne załamania się czy zmiany koncepcji, które decydujący wpływ wywarły na układzie całego dzieła.
Klucz tej tajemnicy spoczywa w samych Trenach; należy zastanowić się, czy z bogactwa i rozmaitości ich formy nie dadzą się wysnuć jakieś wnioski, które nie wyświetlą nam wprawdzie daty rozpoczęcia pracy, ale okażą kolejne narastanie poszczególnych części cyklu oraz zasadniczy rozwój planu artystycznego. Innemi słowy, chodzi o rekonstrukcję genetyczną Trenów; siłą rzeczy — układ, kompozycja, łączy się tu najściślej z genezą. Po bezowocnem szukaniu źródeł postronnych, po grzebaniu w aktach i korespondencji, przerzucamy się odrazu do zagadnień formy literackiej, szanując oczywiście w pełni ogólną perspektywę historyczną. To wszystko, co w szczęśliwszych warunkach uwydatniają i przypominają źródła uboczne, dopowiedzieć nam muszą: wymagania smaku ówczesnego, nakazy poetyki humanistycznej, technika wreszcie poetycka Kochanowskiego, znana nam z jego dzieł, Treny wyprzedzających. Tej perspektywy historycznej w odniesieniu do formy literackiej badania dotychczasowe nie przestrzegały; stąd też wynikły omyłki, a problem rekonstrukcji poematu na mylne schodził drogi.
Kilku pracowników literackich podejmowało tę pracę. Pierwszy Felicjan Faleński, który czytywał Kochanowskiego z umiłowaniem i subtelnością poety, a Treny uważał — niestety — za „przedziwną improwizację, wykazującą całe nicestwo sztuki wobec prawdziwego uczucia“, próbował rozwikłać misterną budowę poematu. „Właściwy zawiązek — jego zdaniem — zdają się stanowić treny VI, VII i VIII, wszystkie trzy niewątpliwie współczesne zdarzeniu. Wnosząc z natężenia głosu prawdy, najwcześniejszy jest środkowy... Staranniejsze obrobienie początku zdradza poniekąd rodzącą się myśl w poecie spisania dalszych pamiętników swego cierpienia... Najbliższemi co do stanowiska zdają się być tr. III, IV i V“. Te sześć trenów „rozwijają zadanie główne“ a same znowu są niby węzłem, do którego czepia się cały łańcuch objaśnień, rozprowadzających okoliczności w nich wzmiankowane“. Tak więc ostatnie wiersze trenu III — wywołują XIV; ostatnie wiersze IV-go znów — XV; z tr. III powstaje XIX, a z VIII-go — XIII. Jest w tej skomplikowanej budowie druga jeszcze kondygnacja; oto w „powtórnym napadzie boleści“ tr. XVI ma najwięcej powinowactwa z XI-tym; usprawiedliwienie zaś tr. XVII „całkowicie odpowiada“ trenowi XIII. „Kunsztowne psalmowanie tr. XVIII prowadzi do ostatecznego tryumfu, sprowadza do jednej zgodnej harmonji wszystkie najniestrojniejsze nawet głosy duszy poety“. Dwa treny początkowe uważa Felicjan za najpóźniejsze ze wszystkich; „one to wraz z ostatnim spowijają rzecz całą w okrągłość formy“. „Całość tego poematu nie da się podciągnąć pod żadną wyrozumowaną formę, nie jest bowiem wypływem obmyślenia, tylko uczuciowej bezwiedzy“.[5]
Faleński usiłuje więc, z pewnych trenów podstawowych wychodząc, rozwikłać dalszą budowę cyklu. Jest to rekonstrukcja wybitnie genetyczna; jedynym sprawdzianem są jednak wątki treściowe lub mniej jeszcze uchwytne — uczuciowe. Dlatego powaga jej, wywodząca się z romantycznych zachwytów Brozińskiego, nie trwała długo. W krytyce późniejszej atakowano Faleńskiego i wertowano na nice; niesłusznie, przecie to tylko studjum poety o innym, starszym poecie.
Z odmiennym zupełnie aparatem naukowym i mniejszym — rzecz jasna — entuzjazmem przystępował do analizy Trenów Wł. Nehring. Niewielka jego rozprawka wywołała sui generis przełom; przyjęto bez szemrania podział na trzy części i bystre uwagi o kilku trenach, milczeniem pominięto natomiast zawarty tamże plan rekonstrukcji. Faleński kilkakrotnie nazwał Treny poematem; określenie to znika u Nehringa i jego następców, a po latach dopiero przypomni je mimochodem Chlebowski.[6]
„Treny nie są wynikiem obmyślenia — pisze Nehring — nie są też improwizacją wiążących się z sobą uczuć i myśli, innemi słowy nie są wszystkie sobie współczesne (sic!) i nie są pisane jakby za jednym zapędem ducha. Ten brak ciągu, owo powtarzanie się i nierówne usposobienie, w którem poeta pisał poszczególne treny, przemawia przeciw temu przypuszczeniu. Powstały one niewątpliwie w różnych czasach, choć niepodobna odgadnąć ich następstwa“. A dalej: — „napróżno nam kusić się o wykazanie ciągu i związku między poszczególnemi trenami, bo największa ich część są to osobne elegje na jeden temat... Treny pisane były w rozmaitych czasach i w różnych stadjach cierpienia i w nierównem usposobieniu; pisał je Kochanowski jako osobne elegje, które zapewne miały być pomiędzy pieśniami pomieszczone“. Jedyne pewniki, wysunięte przez Nehringa, to że tr. XIX powstał ostatni, że tr. I i II należą do najpóźniejszych, tr. III do najwcześniejszych, gdyż wspomniano tu motywy później rozwinięte (w VI, XII i XIV), a wreszcie, że tr. IV dawniejszy od XV. „To też i wszystko co się da powiedzieć o chronologicznym porządku, w jakim Treny pisane były“. Odnalezienie jakiegoś zgóry powziętego planu — bezskuteczne; pewien ład i następstwo obmyślone wprowadził poeta dopiero oddając Treny do druku. Ład ten odnajduje Nehring w następujących częściach: po dwóch trenach wstępnych „rozpamiętywanie smutnej katastrofy (III—VIII), rozpaczliwy brak pociechy (IX—XIII)i szukanie pociechy (XIV—XVIII); drugą i trzecią część w braku innego wyrażenia (sic!) można nazwać częścią liryczną“. „Uporządkowanie to — zastrzega się komentator — nie da się przeprowadzić à la rigeur, ale widać w niem pewną intencję. Swobodnem jest o tyle, że np. tr. XII dałby się pomieścić w pierwszej, epicznej części, treny zaś III i V w części lirycznej; tr. X lepszeby miał miejsce przed IX; od tr. VIII począwszy, odpowiedniejszy może byłby porządek taki: VIII, X, (XII), XIV, XV, XIII, IX, XI, XVI“.[7] Nowy ten układ unicestwia w znacznej części podział poprzedni; nie sięgając zresztą do tekstu łatwo wykazać pewne niekonsekwencje. Oto tren XIII, który pierwotnie zamykał (niepoślednia to przecie rola!) część drugą, obecnie znalazł się między tr. XV (z części trzeciej) i IX (z drugiej), a wraz z tym ostatnim przegnano i tr. XI głęboko w część trzecią; słyszeliśmy wprawdzie, że tr. X lepszeby miał miejsce przed IX, ale to nie znaczy chyba, by między nie wstawiać cztery inne treny!
Ta próba rekonstrukcji, niezbyt konsekwentna i trochę chwiejna, zaciera bystre spostrzeżenia Nehringa o swobodnem, niezależnem powstawaniu trenów; coprawda nie jest ona, ściśle biorąc, rekonstrukcją genetyczną; dotyczy tylko „redakcji końcowej“, a szukając głównie prymitywnych związków między ostatniemi a początkowemi wierszami utworów sąsiadujących — opiera się na kryterjach zbyt mechanicznych.
Trzecią przebudowę Trenów, na większą jeszcze skalę, podjął Roman Plenkiewicz. Niewielu czytelników przedarło się przez gąszcze niepospolitego zresztą dzieła p. t. Jan Kochanowski, jego ród, żywot i dzieła — aż do rozdziału o Trenach; to też rekonstrukcja ta zainteresowania większego nie wzbudziła. Mimochodem tylko dotknął tej sprawy St. Kossowski, karcąc W. Kubika za niecne przeoczenie olbrzymiego foljału,[8] a później — słusznie zresztą — zarys tej hipotezy pomieścił w Pilatowej Historji literatury polskiej. Plenkiewicz żałuje więc, że poeta nie dał się Trenom „odleżeć“, że naglony chęcią druku, dorobił tren I a następnie pięć innych, które przerywają „naturalny ciąg myśli“. Są to: V, XII, XIV, XV i XVI, „warjanty, bez których w utworze najzupełniejby się obeszło“. Żmudna i zagmatwana nieco analiza Plenkiewicza zatrzymuje się na tr. XI i rozważa, który tren po nim następować powinien. W pewnej chwili uwagę ściąga tren XIII; krytyk pyta więc, „czy poeta tym nagrobkiem dla Urszuli skreślonym nie zamierzał pierwotnie zamknąć swego utworu jako całości skończonej?“ Zaczem wysuwa koncepcję dość zawiłą, opartą na pokrewieństwach tr. XIV i wspomnianej pieśni na śmierć Kostczyny — a mianowicie, że w lipcu 1580 r. było wykończonych 13 pierwszych trenów, które poeta jako całość zamkniętą przesłał do drukarni Łazarzowej, a następnych pięć później dopiero opracował niezależnie. Nastrój tych nowych trenów zupełnie odmienny; „musiał go wywołać jakiś przewrót, który się w tym czasie dokonał w duszy poety“. Podstaw tego przełomu nie znajduje Plenkiewicz w samym utworze i ucieka się do hipotezy — jak sam powiada — psychologicznej. Oto „niepodobna, by poeta nie zawinął wkońcu do tej cichej przystani, którą nazywamy wspomnieniami dzieciństwa“. Pamięć matki własnej była tą strugą ożywczą, a w tr. XVII widać rozterkę między rozumem a wiarą, między starym, spogańszczonym przez humanizm a poczynającym się odradzać człowiekiem... To też tr. XVII łączy się organicznie z ostatnim dwuwierszem tr. XI i po nim bezpośrednio następować powinien“. W jakiej tedy kolei mają według teorji Plenkiewicza następować wszystkie treny po sobie? „Rozumie się nie w innej, tylko utrzymującej tę całość w nierozerwalnej jedności: II, III, IV, VI, VII, VIII, IX, X, XI, XVII, XVIII, XIX. Tylko tak zestawione tworzą całość architektoniczną o linjach estetycznie czystych i zachowują jedność planu we wszystkich szczegółach, organicznie ze sobą związanych. Tego planu nie obmyślał poeta; wypłynął on z jego uczuć“. Treny: I, V, XII, XIII, XIV, XV i XVI — „mają dla nas tylko znaczenie odmianek... jako rozrywające myśl przewodnią utworu. Poeta napisał je w ciężkich dla siebie chwilach, stosownie do uczuć, jakiemi był miotany, nie uwzględniając całości. Później mu było trudno rozstać się z niemi, porozrzucał je więc pomiędzy inne, nie pomyślawszy, czy to nie zaszkodzi całości. Inaczej nie możemy sobie powstania Trenów wytłumaczyć“.[9]
Mimo tej ostatniej tezy, rekonstrukcja Plenkiewicza, rojąca się zarówno od spostrzeżeń świetnych jak i wszelakich sprzeczności, nie zachowuje wiernie charakteru genetycznego. Wyróżnia on dwa trzony trenowe: właściwy, silnie związany myślowo, i uboczny, złożony z upiększeń, odmian lub naleciałości. Jest to więc rekonstrukcja idealna, szukająca usilnie jakiejś „nierozerwalnej jedności“... Jak wątłe są jej podstawy, świadczy już choćby drobny fakt, że liczba odmianek, oznaczona zrazu na sześć, w trakcie wywodów wzrasta niepostrzeżenie do siedmiu trenów, a wchodzi do nich ten właśnie, który zrazu tak przełomową grał rolę — tren XIII!
Późniejsi komentatorowie i badacze Trenów nie podejmowali już niewdzięcznej pracy rekonstrukcyjnej. W. Kubik — w pracy zbyt śmiało zatytułowanej Geneza „Trenów“ J. Kochanowskiego — dowodził, że „dzisiejsze następstwo trenów jest pierwotne, że Kochanowski w tym samym porządku je napisał, w jakim wydał“, powtarzania pewnych motywów i nieskładność tłumacząc tylko „rozpaczą poety“. W jednem tylko ustąpił Kubik Nehringowi, przyznając, że tr. I dorzucono po ukończeniu całości.[10] Teza ta byłaby rewelacją prawdziwą, gdyby opierała się na jakichkolwiek dowodach poważnych; a tych niestety braknie.
Powiew nowej metody i niepospolitą wiedzę filologiczną wniósł w badania nad Trenami — T. Sinko.[11] Nie wszczynał on jednak dyskusji o pierwotnem czy obecnem następstwie trenów, nie szukał śladów ich genezy i nie rekonstruował; wziął pod uwagę stan faktyczny, a więc utwór taki, jak go poeta zostawił, i starał się wykazać, że struktura cyklu, układ i treść motywów epitaficznych zgadzają się z wzorami poezji klasycznej oraz postulatami poetyki renesansowej.
Prace Sinki, obok tej wielkiej zasługi, że zamknęły na czas chyba dłuższy rozprawę nad wpływami klasycznemi w Trenach, przyniosły dwie jeszcze trwałe wartości; oto rzuciły okiem wstecz na dawniejszą twórczość epicedjalną Kochanowskiego (pomijając niestety „nagrobki“) i zwróciły uwagę na niedopatrzone „fragmenty“ Trenów. Badania genetyczne rozszerzyły dzięki temu ciasny swój widnokrąg, zyskując dwa nowe a doniosłe punkty widzenia. Gdy chodzi jednak o całkowite ujęcie zagadnienia, stoimy po dawnemu na stanowisku trzech badaczy (pomijając niefortunną czy może tylko źle ujętą pracę Kubika) i trzy mamy próby rekonstrukcyjne. Zatraciły one dziś coprawda wszelką świeżość i siłę argumentów; powodem tego jest właśnie brak fatalny perspektywy historycznej oraz zbyt nowoczesne — powiedzielibyśmy — traktowanie cyklu żałobnego o Urszulce jako dzieła literackiego. Słusznie pisze St. Dobrzycki: „Nie mamy niestety dla zrozumienia i wyjaśnienia twórczości Kochanowskiego takich środków pomocniczych, jakiemi rozporządzamy przy poetach XIX wieku, autografów, listów, pamiętników itp. Stąd nie możemy u Kochanowskiego obserwować procesu powstawania poematu, od tajemniczej chwili pierwszego drgnięcia umysłu, pierwszego uderzenia jakąś pobudką, aż do chwili zupełnego wykończenia utworu... Mamy jedynie fakt dokonany, skończony, mamy poemat, i z niego tylko musimy wyczytać jego historję. Na szczęście wiele z utworów Kochanowskiego ma tę właściwość, że można z nich wyczytać wiele...“[12]
Otóż cała trudność w tem, by nie czytać za wiele. Żaden z trzech zasłużonych badaczy nie przetrawił poetyki humanistycznej, a szczególnie schematu epicedjalnego, i nie zastanowił się, czy to, co z końcem XIX w. zwie się „nierozerwalną jednością“, było nią także w wieku XVI. Wynikły stąd również dość nieszczęśliwe „poprawiania“ autora, które słusznie złożyćby można do Scaligera Poetyki — „Liber V qui et hypercriticus...“ Obok tej śmiałości, łamiącej granice wieków i epok, brakło głębszej i odważniejszej myśli konstrukcyjnej. Ograniczano się do mechanicznego śledzenia wątków treściowych; żaden z trzech komentatorów nie poszedł śladami tej krytyki, którą znakomity filolog niemiecki nazywa „kühne Conjecturalkritik grossen Stils, die den Irrtum nicht fürchtet“.[13]
A jednak sprawie zdawałoby się straconej poświęciliśmy tak wiele uwagi! Zawiodła metoda i siła oddechu, ale nie zawiódł instynkt wytrawny ludzi, którzy wczytywali się głęboko w poetyckie dzieło Kochanowskiego. Poruszono więc pobieżnie ale subtelnie szczegóły, w których — zdaje się — spoczywa zagadka Trenów; zaciekawiał tr. III, niepokoił XIII, padły określenia „część epicka i liryczna“, dopatrywano się śladów przełomu między trenami IX a XVII. Wertując i przekładając treny, szukano jakiejś formy idealnej, wyższej ponad tę, którą poeta w drukarni Łazarzowej tłoczył i nazwiskiem swem sankcjonował. „Lekkie, rzeką podobno“ — było na ustach wszystkich, niedomówione. Podobne więc kłopoty, które miał w XVI wieku Januszowski, nękały naszych krytyków u schyłku XIX&nbspw.
Badania dotychczasowe (z wyjątkiem jednego Sinki) brnęły przytem raz po raz w błąd dawny i ustalony; nie uwzględniały należycie poprzedniej twórczości epitaficznej Kochanowskiego, która jest nietylko ważnem źródłem pomocniczem i porównawczem, ale wprost przygotowaniem formalnem i treściowem poematu o Urszulce. Dlatego przerywając narazie tok opowieści o samych Trenach, zwrócić się należy do tej zapomnianej dziedziny.





Przypisy

  1. Chmielowski P., Ostatnie lata życia J. K. („Kłosy“ r. 1885, nr. 1026). List cytowany przedrukował Brückner A. w wydaniu Pisma zbiorowe J. K., Warszawa 1924; tekst przepisałem jednak z homograficznego wydania Trzech Pieśni, Kraków 1883.
  2. Plenkiewicz R., l. c., str. 606.
  3. Chmielowski P., l. c., str. 143.
  4. Prócz wierszy i fragmentów omówionych obszerniej zaliczyć tu można trzy pieśni: 1) „Pewienem tego a nic się nie mylę“, 2) „Niema świat nic trwałego“, 3) „Kiedyby kogo Bóg był swemi słowy“.
  5. (Faleński) Felicjan, Treny J. K. („Bibljoteka Warszawska“ 1886, I, str. 369—384).
  6. Chlebowski Br., Poezja polska w w. XVI. (Dzieje literatury pięknej w Polsce, t. I, str. 220).
  7. Nehring Wł., l. c., str. 38—41.
  8. Kossowski St., Recenzja pracy W. Kubika (j. n.), Pam. Liter. 1905 (IV), str. 96 i n.
  9. Plenkiewicz R., l. c., str. 613—624.
  10. Kubik W., Geneza „Trenów“ J. K. (Spraw. gimnazjum w Tarnopolu 1903, str. 13—14).
  11. Sinko T., Wzory „Trenów“ (Eos 1917, oraz nadbitka) i cytowane wydanie Trenów w „Bibl. Narodowej“.
  12. Dobrzycki Stan., Pieśni J. K. (Rozpr. Ak. Um. Wydz. filolog., Ser. II. t. XXVIII), str. 124.
  13. Roethe G., Die Entstehung des Urfaustes, str. 643.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Mieczysław Hartleb.