Nagrobek Urszulki/Wstęp

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Mieczysław Hartleb
Tytuł Nagrobek Urszulki
Podtytuł Studjum o genezie i budowie Trenów Jana Kochanowskiego
Data wydania 1927
Wydawnictwo Krakowska Spółka Wydawnicza
Druk Drukarnia »Czasu«
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI


Wiek XVI przekazał nam pierwszy sąd literacki o Trenach, wyrażony w przedmowie Jana Januszowskiego do zbiorowej edycji Kochanowskiego (1585). Ocenę tę, czy obronę raczej, cytowano kilkakrotnie; godzi się raz jeszcze przypomnieć ją i rozważyć.
„Ten wielki i zacny poeta polski — pisze Januszowski — ...zostawił Treny; lekkie, rzeką podobno; ja nie wiem; afektu ojcowskiego przeciw dziatkom w tej mierze upatruję, którego nie widzę, by kiedy kto lepiej wyrazić mógł i umiał“.
Jedyne to w spuściźnie Kochanowskiego dzieło, którego przyjaciel a równocześnie zapobiegliwy wydawca broni w swej przedmowie, wybitnie zresztą panegirycznej. Widocznie więc Treny nie zyskały słów uznania tak powszechnych, jak Psałterz czy inne utwory „zacnego szlachcica polskiego“; odezwały się jakieś głosy krytyczne, dość złośliwe przytem, jeśli użyto w nich własnych słów poety, który w tr. II pisał:[1]

Jeślim kiedy nad dziećmi piórko miał zabawić,
A kwoli temu wieku lekkie rymy stawić...

Jakiej treści były te zarzuty? Przed kilkudziesięciu laty, gdy zaczęto w naszej literaturze krytycznej czytać uważnie i studjować Treny — poruszono również tę sprawę. Wład. Nehring w rozprawie Treny J. Kochanowskiego[2] tłumaczy wystąpienie Januszowskiego tem, że w XVI w. popłacała w poezji dydaktyczność, że twórczość literacka szła podówczas w posługę spraw publicznych, wtórowała wielkim wydarzeniom, podnosiła głos nauki, przestrogi lub otuchy. Treny nie spełniały tych postulatów — stąd ich niepopularność. R. Plenkiewicz podkreśla błahość tematu:[3] „W czasach, gdy tylu mężów znakomitych, tylu ojców rodzin i młodzieńców rokujących najpiękniejsze nadzieje kładło głowy na polu walki orężnej, co mogła znaczyć śmierć trzydziestomiesięcznej dziewczynki, z której ten jeden kiedyś mógł być dla kraju pożytek, żeby dziatki rodziła?... Ogół więc nie rozumiał niemęskiego żalu poety“.
Oba sądy powyższe, usprawiedliwiające niejako krytykę XVI w., bardzo są pokrewne, choć pierwszy szuka jej przyczyn w typie utworu wogóle, drugi zaś w samej treści. Stanowisko to jest w pewnej cząstce słuszne, ocenia jednak Treny, a wraz z niemi poezję „złotego wieku“, zbyt jednostronnie i nie wyczerpuje wszystkich zarzutów, które w owe czasy podnieść się mogły przeciw poematowi o Urszulce. W ten sposób przecie potępilibyśmy w czambuł całą poezję, która równie błahą pochlubić się mogła treścią i nie miała walorów nauczających, lecz mimo to cieszyła się znaczną popularnością, a co więcej, pozostawiła nam pełen życia i barwy obraz minionej epoki. Przytem, jeśli o dydaktyzm chodzi, Treny zawierają go sporo, więcej nawet niż względy artystyczne wymagały. Czytelnicy, którzy wybaczyli Kochanowskiemu przemożne władanie miłości w Pieśniach i Elegjach, pustotę i żart czasem zbyt dosadny we Fraszkach, polskich i łacińskich — pewnie nie sarkaliby zbytnio przeciw Trenom, nad któremi unosi się przecie majestat śmierci. Uwaga o niedojrzałym, niegodnym pamięci wieku Urszulki również w części tylko zadowala. Bezwątpienia poezja polska XVI w. nie zajmowała się dzieckiem, o ile nie było ono dzieckiem monarszem (wyjątkowo magnackiem, por. w ks. II Fraszek: „Małemu wielkiej nadzieje Radziwiłłowi“), gdyż wtedy musiał je sławić panegiryk dworski; ale czyż nie znajdujemy tematów bardziej jeszcze lekkich? Tradycja klasyczna i nowoczesne prądy humanistyczne przyniosły ich sporo; życie wartko płynące a nie poświęcone tylko — jakby się z perspektywy dziejowej zdawało — wielkim wydarzeniom państwowym, dokonało reszty; to też w dworskiej muzie Criciusa, w figlikach Rejowych, w epigramatach Kobyleńskiego, we wspomnianych wreszcie fraszkach i dworzankach poety czarnoleskiego — bardzo wiele utrwaliło się spraw pospolitych i błahostek. Ze śmiercią nawet, naśladując obce wzory, igrano dość często i swobodnie.
Musiały być więc inne jeszcze powody zbyt obojętnego, czy wręcz w pewnych kołach nieprzychylnego przyjęcia Trenów. Januszowski obronę swą zamieszcza w przedmowie do Jana Kochanowskiego, gdzie Treny ukazywały się drukiem po raz czwarty (w samym 1583 r. dwa nakłady) w ciągu lat pięciu. Bieg wydań był bardzo szybki; dlaczego więc i przed kim trzeba było bronić książki „dobrze idącej“? Możnaby wprawdzie wnioskować, że nakład ostatni (1583) nie rozszedł się należycie, a wydawca uznał za stosowne zachęcić przyszłych czytelników, ale byłaby to już hipoteza zbyt kunsztowna. Widocznie Treny rozchodziły się nieźle, a tylko w pewnem gronie nie zyskały chętnego przyjęcia; Januszowski śledził poczytność dzieł przyjaciela i zbierał pilnie sądy postronne, ów zarzut zaś o „lekkości“ uznał za tak ważny, że z miejsca sparować go należało; może zresztą w duchu mu przytakiwał.
Na jakich zaś czytelników liczyć mógł wydawca w owym roku pańskim 1585? Z jednej strony miał plebs szlachecki, typu rejowskiego, rozchwytujący nietylko Psałterz i Postylle, lecz również liczne wydania Dziesięcioro przykazań mężowych lub Naukę obierania żony Paprockiego, z drugiej natomiast elitę umysłową, zastęp ludzi światłych i oczytanych w poetach i prozaikach klasycznych, humanistów, szukających w młodej literaturze rodzimej odblasku i piękna dzieł starożytnych. W grupie pierwszej łatwo podnieść się mogły zarzuty, które oświetliła krytyka późniejsza; przeczą temu jednak fakta, gdyż niedługo po ukazaniu się Trenów zaczęto z nich niezdarnie przepisywać wersety na nagrobkach szlacheckich, a zresztą z tych właśnie gminnych, nieuczonych gustów wyszedł wielki odłam grafomańskiej poezji XVII w., w której Treny mają długi poczet naśladownictw. W drugiej więc grupie czytelników, mniej licznej, ale w sądach bardziej wpływowej, szukać należy lekceważącej oceny dzieła. Ten sąd krytyczny zaś nie mógł zwracać się wyłącznie przeciw treści cyklu żałobnego, który wzory swe znajdował w poezji klasycznej i humanistycznej, ale głównie przeciw zbyt oryginalnej i nieskoordynowanej formie poetyckiej.
W epoce pamiętającej niedawny spór literacki o perjody cycerońskie, spór, który przecie Kochanowski wierszem zamykał, składając palmę zwycięstwa Jakóbowi Górskiemu — słusznie mogła ludzi wpatrzonych w ideał antyczny zaniepokoić strona formalna Trenów, nieznana poezji greckiej i łacińskiej. Epitafium, poemat nagrobny, pieśń żałobna — wiodły swój rodowód z form prastarych i uświęconych. W Trenach natomiast części wybitne epicedjalne mieszają się z pieśnią zwrotkową; nie brak przytem nagrobka i stylizowanej inskrypcji; w układzie treści zaś opowieść o małem dziecku i polemika z Cyceronem, mit o Niobie i wzniosła modlitwa chrześcijańska... Śmiałość, varietas tych niezharmonizowanych z ówczesnego punktu widzenia kształtów literackich — nie dały się pomieścić w kanonach poetyki humanistycznej. Musa docta XVI w. słusznie mogła niechętnem okiem patrzeć na Treny. Mamy zaś wszelkie prawo sądzić, że Januszowski, autor Nowego karakteru polskiego, padewczyk, ocierający się blisko o koła humanistów, w których jaśnieli Andrzej Nidecki, Jakób Górski, Stempowski i onże Kochanowski, co to „niegdyś dużo wszelkich nauk zakosztował a potem słodszej oddał się muzie“[4] — na ocenę tego grona uczonego przedewszystkiem był wrażliwy.
Krytyka humanistyczna w kilku momentach szukać mogła słabych stron utworu. Najpierw raziła pewna, napozór nieuzasadniona grandiloquentia Trenów. Wychodziły one z przyczyny błahej i opiewały w znacznej części postać małoważną, by zczasem wstąpić na wysokie koturny poezji dydaktycznej i filozoficznej. Maxima de nihilo nascitur historia... mógł powtórzyć sobie humanista, przyzwyczajony do prostoty, i — powiedzmy otwarcie — schematyzmu dzieł klasycznych. Nie brak więc elementów nauczających, ale ich niestosowne nawiązanie urazić mogło smak ówczesny. Poetyka humanistyczna odróżniała troskliwie język, styl i ton poezji zależnie od jej tematu. Niedarmo przecie kodeks poetycki Scaligera podaje w rozdziale „Grandiloquus“:[5]

Est igitur Altiloquum Poeseos genus, quod personas graves, Res excellentes continet. E quibus lectae sententiae oriuntur; quae lectis item verbis, verborumque numerosa collocatione explicantur. Personae graves sunt Dii, Heroes, Reges, Duces, Civitates... Res excellentes sunt Bella propter pacem et quietem, consilia ad deliberandum; Iudicia ad deligendum; Virtus ad exequendum; et alia, quae cohaerent his. Lectae sententiae sunt, quae a vulgo abhorrent, lecta verba quae non sunt trita; numerosa collocatio quae quamsi rem ipsam sono suo pingit (lib. IV, cap. 2).

W kompozycji całości krytyka humanistyczna znaleźć mogła również usterki widoczne. Cykliczność Trenów jest swobodna i dość krucha, gdyż obok utworów zupełnie samoistnych, inne łączą się i uzupełniają wzajemnie. Typ ten nie znajduje odpowiednika w piśmiennictwie antycznem; istniały wprawdzie wzory podobne w poezji włoskiej wczesnego renesansu, ale te — nawet Canzoniere Petrarki — nie zyskały jeszcze w Polsce literackiego prawa obywatelstwa. Zespół utworów samoistnych związanych wspólną nicią osnowy skłania się ku formie epicedjalnej, ale wtedy znów Treny układają uświęcone człony poematu żałobnego zbyt dowolnie: pewne motywy powtarzają się kilkakrotnie, inne ledwie zaznaczono, a weszły ponadto nowe, których zwarta i jasna konstrukcja klasyczna nie zna. Scaliger lakonicznie podaje:[6] „In recenti epitaphium partes haec: laudes, iacturae demonstratio, luctus, consolatio, exhortatio...“ Trzeba naprawdę nielada mozołu, by odszukać w Trenach ten logiczny a naogół w tym porządku zachowywany schemat budowy epicedjalnej. A wreszcie, jeśli Treny traktować będziemy jako poemat jednolity, nasuwa się słuszne pytanie: kto jest bohaterem utworu: Urszulka, czy sam „niefortunny ociec“?
Czy są to usterki istotne? Nie, to wpływ nowych prądów, swoista inwencja poetycka, utwór wielkiego talentu, który — acz z trudem — wyłamywał się z krzepnących formuł klasycznych. Całkowicie wyzwolić się nie zdołał, gdyż Kochanowski twórczością swą poprzednią i nauką zbyt silnie trwał w duchu i nakazach poetyki humanistycznej. Stąd jednak rodziły się dysonanse i niepewność, do jakiego z ustalonych typów Treny zaliczyć. Januszowski zaś, jakiekolwiek o uszy jego odbiły się sądy i uwagi krytyczne, w obronie swej szedł drogą najsłabszego oporu, „afektem ojcowskim“ parował zarzuty.
Sąd wydawcy Jana Kochanowskiego ma dla krytyki nowoczesnej znaczenie pierwszorzędne i źródłowe; niestety, zbyt jest lakoniczny i nie znajduje żadnego oświetlenia postronnego. Nie ma zresztą i zaprzeczenia, prócz licznych wydań i naśladownictw trenowych w XVII w., które potwierdzają żywo naszą hipotezę. Jest rzeczą bardzo znamienną, że jedyne to dzieło z klasycznego spadku, które zyskało tak żywy oddźwięk w epoce „seicentyzmu“.
W pół wieku po wydaniu Trenów (około 1628) znakomity pogrobowiec humanizmu polskiego ks. Sarbiewski, wykładając w Akademji płockiej poetykę, przytacza z cyklu Kochanowskiego „exempla — jak pisze — quod paria in lyricis graecis et latinis non reperiam“. Nie dotyka on jednak ani słowem kompozycji Trenów jako całości, wyszukuje w nich tylko przykłady stylu poetyckiego, wyrazy pewnych nastrojów lirycznych, czy (jak sam określa) sposoby wzbudzania afektów. Na „palinodję“ więc ( natchnienie przechodzące w szał poetycki) cytuje tr. XI, na łagodniejszą tej palinodji formę, gdy poeta nie poddaje się jeszcze szałowi — tr. XV., na „apsichologję“ (ożywianie rzeczy martwych) — tr. VII, na „colloqia cum rebus idealibus“ — tr. IX i I.[7] Ks. Sarbiewski, mimo silnego powinowactwa z epoką renesansu, jest już wyrazicielem prądów nowych; w nowatorstwie swem idzie znacznie dalej niż zacny Łukasz Opaliński w niedrukowanym Poecie; za propagatora czystych teoryj humanistycznych uważać go więc nie można. Pierwszy zwrócił on uwagę na walory liryczne Trenów, co późniejsza krytyka, nie znając zresztą skryptu wykładów płockich, nieświadomie podjęła. Nie rozjaśnia jednak ks. Sarbiewski dręczącego pytania, jak poetyka humanistyczna patrzyła na kompozycję dzieła, nie rozwiewa niepokojącego wrażenia słów Januszowskiego.
Tem bardziej nic nam już nie powiedzą oceny i zachwyty późniejszych: Krasickiego, który Treny nazwał „nieśmiertelnemi rymami“, ks. Włodka, rozkoszującego się ich „słodyczą języka“, i poważniejsze Osińskiego, Euzebjusza Słowackiego, Brodzińskiego. Ludzie epoki oświecenia stracili bezpowrotnie nić łączności z humanizmem. Sądy o poezji zmieniły się, a poetyka renesansowa spoczęła w pyle zapomnienia o wiele głębszym niż Treny, które tę miały nad wszelkie praecepta wyższość, że odrazu przemówiły do serc bardziej czułych, stworzyły bujną gałąź literacką i odradzały się w coraz to nowych i coraz — słabszych naśladownictwach.
Badania nowsze — jak widzieliśmy — poruszyły sprawę pierwszego sądu literackiego o Trenach dość jednostronnie. Szukano przyczyn chłodnego ich przyjęcia na zewnątrz niejako, a nie w samym utworze, jakby obawiając się rzucić cień jakikolwiek na dzieło piękne i niepospolite. Mimo to stwierdzić na wstępie wypada, że Treny nie są utworem jednolitym, przynajmniej w tem znaczeniu, jakie uznawał smak XVI w., szukający w poezji przedewszystkiem formy skoncentrowanej i harmonijnej. Słusznie jednak powiedziano: „dzieło sztuki wysłane w świat żyje własnem życiem i zdobywa sobie często w umysłach czytelników jednolitość, której mu brakło w chwili powstania“.[8] Treny mają przytem niezaprzeczoną jedność i prawdopodobieństwo (trudno o dziele poety renesansowego powiedzieć: prawdę) przeżycia; można więc było budować teorje o ich jednolitości uczuciowej, filozoficznej czy wreszcie poetyckiej, chociaż teorje te często przekraczały granice, metodą filologiczną zakreślone.





Przypisy

  1. Teksty Kochanowskiego podaję: Treny według wydania Bibljoteki Narodowej (Ser. I, nr. 1, J. K. Treny, z wstępem i komentarzem Tadeusza Sinki); inne utwory według Wydania pomnikowego (J. K. Dzieła wszystkie, Warszawa 1884, t. I—III).
  2. Nehring Wł., Treny J. K. (Studja literackie, Poznań 1884, s. 42 i n.).
  3. Plenkiewicz R., Jan Kochanowski, jego ród, życie i dzieła (Wydanie pomnikowe, t. IV, Warszawa 1896, str. 611).
  4. Górski J., Disputationis de periodis... refutatio, A. D. 1562. Por. również Morawski K., Jakób Górski, humanista i apologeta (Czasy Zygmuntowskie... Warszawa 1922, str. 121).
  5. Scaliger J. C., Poētices libri septem, Lib. IV, cap. 2 (Editio tertia 1586, str. 459). Por. nadto Borinski K., Die Antike in Poētik und Kunsttheorie, I. Mittelalter, Renaissance, Barock; Leipzig 1914, str. 123—124 (Wszystkie cytaty z poetyk Scaligera i Pontanusa podano w pisowni źródeł).
  6. Scaliger J. C. l. c., str. 426.
  7. Koppens R. ks., Anecdota Sarbieviana (VII. Spraw. Zakładu Nauk.-Wych. w Bąkowicach, Przemyśl 1900), oraz Sinko T., Poetyka Sarbiewskiego (Spraw. Ak. Um., t. LVIII, 1918).
  8. Roethe G., Die Entstehung des Urfaustes (Sitzungsberichte d. preuss. Akademie, 1920, str. 644).



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Mieczysław Hartleb.