Przejdź do zawartości

Minstrel Rycerzem

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Tarnowski
Tytuł Minstrel Rycerzem
Pochodzenie Poezye Studenta Tom I
Wydawca F. A. Brockhaus
Data wyd. 1863
Miejsce wyd. Lipsk
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom I
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
MINSTREL RYCERZEM.
(Z średnich wieków.)
BALLADA.


I.

Jak dwa źródła z gór dalekich
Co się zejdą w pieszczot fale,
Dwoje oczu spojrzą w siebie —
Już ku sobie tęsknią w szale.

Jak do kwiatu kwiat się schyla
Gdy go musnie wietrzyk płonny,

Serce sercu, chwili chwila
Jak kwiatkowi kwiatek wonny —

Bo od wieków tu stworzone
Serce sercu — duch dla ducha
Dłoń dłoń pieści — i kochanka
W górze pieśni z dołu słucha —

Wiernych dusze razem żyją,
Kiedy serca razem biją —
Niech dziewica dumę rzuci
I lubemu szczęście wróci.


II.

«Pięknie mój ptaszku! o! czułe pieśni —
Emilja z okna zawoła,
Przy nich noc pusta całą noc prześni,
Żeglując skrzydłem sokoła;
Ale ty zawsze smutnym pasterzem,
Marzysz — i kochasz — nic więcej —
Jabym cię chciała widzieć rycerzem
Bez tej łzy w oku dziecięcej —
Dumnym rycerzem, pod tarcz którego
Mogła bym skryć się z ufnością!
Śpiewać — i słowik chłodnika mego
Potrafi z rzewną tęsknością.» —
«Każesz o Pani — bard bardon rzuci,
Pochwyci oręż rycerza,
I w imię twoje wroga w proch rzuci,
Lub padnie — godzien puklerza.
Acz bez oręża, w mej młodej duszy
Byłem dumniejszy, o! może,
Niż z tych niejeden co kopje kruszy
I w miękkie rzuca się łoże.
Jutro u dworu wielkie turnieje:
Jan walczy — twój narzeczony

Z orężem splotę lutni mej dzieje,
Zwalczę — lub padnę zwalczony.
Ale pamiętaj, jeźli zwyciężę,
Dać z wieńcem miłe spojrzenie;
A gdy po bitwie zatkniem oręże
Pójdź ze mną w walca pierścienie —
«Mój hardy piewco! zgoda, o zgoda!»
Niknąć szepnęła wesoło.
Bard czarnym płaszczem zarzucił czoło —
Czyż na tem czole swoboda?


III.

Już tron swój zasiadł książę dostojny,
A obok córa zasiadła,
W koło rycerzy stał wianek zbrojny,
Lecz coś Emilja pobladła —
Już całym dworem ciężki krużganek
Tylko w tłumnym księcia dworze,
Znikł młody minstrel — on muz kochanek —
Muz? jeszcze więcej czyjś może! —
Zagrzmiały trąby: z każdego boku
Rycerz się zbrojny wymyka,
Na dzielnych koniach z iskrami w oku —
Już brzmi harmonja surm dzika —
Jeden wyniosły postacią hardą,
Czarnego konia hamuje,
Na przeciwnika pojrzał z pogardą —
Koń złote wędzidło żuje.
Drugi mniej hardy — niemniej wspaniały,
Na białym koniu się toczy;
Z pod hełmu jasne włosy mu spływały —
Kto on? ku gankom wzniósł oczy —
Stanęli — wzajem mierzą się wzrokiem
Tłum wielką umilknął ciszą,
Obaj w milczeniu stoją głębokiem,
Pióra się w hełmach kołyszą —

Wyskoczył na przód na koniu białym
Rycerz on mniejszy z postawy,
I w piersi godzi ciosem zuchwałym
Goliata pychy — i sławy.
Tamten cios gromem Goliata wraca:
Starły się — bliżej — i bliżej
Dzwonią po tarczach spiżowym głosem
Kopie coraz to chyżej —
Aż nagłym razem jak piorun silnym —
W pierś godzi — mniejszy, większego,
Walczą — za ciosem cios nieomylny —
Koń jeden wgryzł się w drugiego.
Iskrzą się tarcze, wre bój piekielny,
Pyszny rycerz w piasek runął,
Ale zwycięzca wziął cios śmiertelny
I we krwi z siodła się zsunął —
Książe w arenę złoty kij rzucił,
Rycerz zwalczony się wścieka,
Raną zwycięzcy dwór się zasmucił,
Krew młoda z żył mu ucieka —
Zdarto zeń zbroję, hełm uchylono:
Minstrel! — a rana śmiertelna —
Z balkonu jęknął piersią stłumioną
Głos: o! godzina piekielna!


IV.

Już opłakały dzwony minstrela,
Z lutnią śpi głucho w mogile —
Dziś gody Jana, huczy kapela,
Emilja śmieje się mile.
W girlandy walca prądem porwane,
Ochoczo kołują pary,
Śmiejące oczy — pukle rozwiane,
Dzwonią spienione puhary.
Nagle coś chmurna i zadumana
W kąt panna młoda usiadła,

O! czyją boli minstrela rana? —
Czyż dobrze wróżka odgadła? —
Grają wesoło — tańczą wesoło,
Śpiew bije o ściany sali,
Jak morskiej burzy, o skalne czoło
Spienionej tłucze wał, fali —
Lecz coraz dziksze powstają dźwięki,
I nuta jakaś nieznana,
I nikt nie słyszał takiej piosenki —
Emilja słucha — zmięszana.
Aż oto pękły wielkie podwoje,
W płaszczu wszedł rycerz nieznany,
Z pod hełmu węgli się oczu dwoje,
Krwią ma pióropusz skalany —
Z pod hełmu długi włos mu się toczy,
On płaszcz swój odział iskrzący,
Ku pannie młodej powoli kroczy,
Staje — i stoi milczący —
«Milczysz Emiljo! — Pani życzliwa
Wszak obiecałaś trupowi
Jednego walca — żono szczęśliwa —
Duchy! zagrajcie bardowi!» —
Ona krzyknęła drżąca i blada,
Gdy na nią spojrzał w milczeniu,
Jak liść mu drżąca w ramiona spada:
Chwycił ją — niesie w ramieniu!
Zadrżały damy, drżą i rycerze,
Duchów zawrzasła muzyka,
W chichoty sowie i nietoperze
Harmonja pląta się, znika.
A on kołuje, coraz to chyżej
Kiesie ją w tańcu szalonym,
Porywa z sobą wyżej i wyżej,
Aż ku sklepieniom złoconym —
Próżno go rąbią miecze i włócznie,
Jego żelazo nie rani,
Gdy błędny — taniec duchów rozpocznie
Błędnemu światem już — pani.

Lecą — wirują — zadrżały mury
W przestrachu niema drużyna,
Na wieży dzwoni zegar ponury:
To duchów bije godzina.
Pękły sklepienia — i ulatują —
Gruz godowników przywala,
Już trupem leżą co tu ucztują —
To zemsta ducha rywala!
Dzisiaj pod krzyżem stoją te gruzy,
Dzwon jęczy w ciche wieczory,
Wśród gmachów milcząc błądzą Kartuzy
I słychać: «Memento mori!»
Ale w ciemności nieraz północy
Piekielne powstają krzyki,
Walcuje para w walec ochoczy
I duchów słychać śmiech dziki. —






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Tarnowski.