Krach na giełdzie/Katastrofa zaczęła się w USA

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Juliusz Łukasiewicz
Tytuł Krach na giełdzie
Podtytuł Zarys historii kryzysów ekonomicznych
Wydawca Wiedza Powszechna
Data wydania 1967
Druk Katowicka Drukarnia Dziełowa
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


Katastrofa zaczęła się w USA...

Okres ogólnego kryzysu kapitalizmu wywarł w okresie międzywojennym wyraźny wpływ na przebieg cyklów koniunkturalnych. W 1923 r. poszczególne gałęzie przemysłu Stanów Zjednoczonych, a następnie i innych krajów kapitalistycznych, zaczęły powoli wydobywać się ze stagnacji. Nastąpiła faza ożywienia, a potem rozkwitu.
W latach 1923—1929 w USA liczba pracowników zatrudnionych w przemyśle przetwórczym nie zwiększała się wraz ze wzrostem produkcji, lecz odwrotnie, zmniejszała się wskutek znacznej intensyfikacji pracy w przedsiębiorstwach kapitalistycznych. Nawet podczas krótkotrwałego powojennego ożywienia w 1919 r. w przemyśle przetwórczym USA pracowało więcej robotników niż w którymkolwiek roku ożywienia i rozkwitu owych lat. W 1929 r., który był szczytem rozkwitu, przemysł ten zatrudniał tyleż robotników co w roku 1923. Tak więc nowo powstające i rozwijające się dziedziny przemysłu nie rekompensowały znacznego spadku zatrudnienia w starych jego gałęziach. Stąd blisko 1900 tysięcy bezrobotnych w 1928 r., niemal 8% ogółu zatrudnionych.
Podobnie działo się w innych krajach. W Anglii i w Niemczech w latach 1927—1929 nadal co dziesiąty robotnik nie miał stałego zarobku. W 1928 r. w Anglii zarejestrowano ponad 1300 tysięcy bezrobotnych, w Niemczech było ich ponad 2500 tysięcy. W Danii w tymże samym roku wśród członków związków zawodowych liczono 22% bezrobotnych, w Holandii — 12%, w Szwecji — 17%, w Norwegii — 19%.
W okresie międzywojennym wystąpiła tendencja do coraz mniejszego, względnego wzrostu produkcji. Produkcja wprawdzie wzrastała, ale jej wzrost był coraz mniejszy. Równało się to coraz mniejszej potrzebie dodatkowych robotników. Ponieważ ponadto podnosiła się wydajność pracy, można było wykonać większe zadania nawet przy zmniejszonej liczbie robotników. Tymczasem ludzi zdolnych do pracy było coraz więcej.
Ta olbrzymia rezerwowa armia pracy rzutowała na płacę roboczą. W większości krajów nie wykazywała ona większej tendencji wzrostu. Jedynie w Stanach Zjednoczonych płace nominalne w latach 1923—1929 powoli, lecz stale rosły, równocześnie ich realna wartość była wyraźnie wyższa niż przed wojną. W innych krajach działo się gorzej. We Francji płace realne osiągnęły poziom przedwojenny dopiero w 1929 r., w Anglii i Niemczech natomiast w całym tym okresie przeciętne płace realne nic osiągnęły poziomu sprzed wojny.
Wzrost produkcji przemysłowej był nierównomierny, zarówno pod względem terytorialnym, jak i branżowym. Najszybsze tempo wzrostu wytwórczości przemysłowej wykazywały nadal Stany Zjednoczone i Japonia. Produkcja przemysłowa USA wzrosła w tym cyklu (rok 1929 w porównaniu z rokiem 1920) o około 38% i była większa niż przed wojną o ponad 70%. Jeszcze szybsze tempo wzrostu wykazywał młody przemysł Japonii; w 1929 r. osiągnął poziom ponad 3 razy wyższy niż przed wojną. W latach dwudziestych przemysł rozwijał się również szybko w Niemczech, a szczególnie w zniszczonej wojną Francji, lecz była to w dużej mierze powojenna odbudowa lub uruchamianie nieczynnych zakładów. Wzrost był znaczny w porównaniu z poziomem tuż po wojnie, lecz wielkość produkcji przedwojennej została przekroczona tylko w niewielkim stopniu. Dreptał właściwie w miejscu przemysł brytyjski, którego produkcja wykazywała zwyżkę w stosunku do liczb sprzed wojny o 22%.
Najgorsza sytuacja panowała w Polsce, gdzie globalna wytwórczość przemysłowa była nawet w 1929 r. zdecydowanie niższa od produkcji przedwojennej. Zmalała ona aż o około 15%. W 1929 r. w Polsce produkowano mniej niż w roku 1913, zwłaszcza wszelkich wyrobów hutniczych, a więc surówki, stali, wyrobów walcowanych i cynku, a także przędzy bawełnianej i wełnianej. Co więcej, nawet niewielkie wobec słabego stosunkowo uprzemysłowienia kraju środki produkcyjne nie były w pełni wykorzystywane. Tak na przykład w 1927 r. wyzyskiwano tylko niecałe 73% możliwości produkcyjnych przemysłu wełnianego.
Do dziedzin przemysłu, które w świecie kapitalistycznym rozwijały się nadal bardzo szybko, należały: wydobycie ropy naftowej, wytwarzanie energii elektrycznej, produkcja samochodów. Coraz większego znaczenia nabierała produkcja samolotów, aluminium i jedwabiu sztucznego. Wspomniane nowe gałęzie przemysłu rozwijały się wszędzie, ale przodującą rolę utrzymywały Stany Zjednoczone. W 1928 r. na USA przypadało ponad 70% wydobycia ropy naftowej w świecie kapitalistycznym, produkowano tam 4 razy więcej samochodów niż we wszystkich innych krajach, wytwarzano również więcej energii elektrycznej niż na pozostałym obszarze świata. Państwa kapitalistyczne produkowały w 1928 r. blisko 4 razy więcej ropy naftowej (w rzędzie wielkich wydobywców ropy naftowej znalazły się Wenezuela i Iran), blisko 4 razy więcej aluminium, ponad 10 razy więcej sztucznego jedwabiu (najszybszy wzrost nastąpił we Włoszech i Japonii), około 7 razy więcej samochodów niż w roku 1913.
Natomiast stare dziedziny przemysłu, szczególnie w niektórych krajach, nie wykazywały większego rozwoju. Do takich należało m.in. wydobycie węgla kamiennego i wytop surówki żelaza, które w Wielkiej Brytanii przez cały okres lat dwudziestych nie osiągnęły poziomu przedwojennego. Jedynie w Japonii wzrosła produkcja surówki. Globalny wzrost wydobycia węgla kamiennego w świecie kapitalistycznym w roku 1929 wynosił zaledwie 16% w porównaniu z 1913 r., a wytopu surówki — 27%.
W szczególnie trudnej sytuacji znajdował się przemysł lekki produkujący na potrzeby wewnętrznego rynku. Zubożenie mas pracujących spowodowało znaczny spadek popytu na produkcję przemysłu spożywczego, włókienniczego, skórzanego itp. Przemysł bawełniany, ogólnie biorąc, znajdował się w stanie stagnacji. Łączne zużycie bawełny we Francji i Niemczech nigdy w latach dwudziestych nie przekroczyło poziomu z 1912 r., a przeciętna z lat 1927—1929 była niższa o 5% od przeciętnej z lat 1911—1913. W Anglii przemysł znajdował się w stanie permanentnego zastoju. Zużycie bawełny w latach 1927—1929 było aż o 23% mniejsze niż w latach 1914—1916. Nawet w Stanach Zjednoczonych rozmiary produkcji tego przemysłu niewiele się różniły od poziomu lat wojennych. Przemysł ten natomiast rozwijał się w Azji, szczególnie w Japonii. W tym ostatnim kraju produkcja tkanin bawełnianych w 1929 r. była blisko 4 razy wyższa niż w 1913 r. Japońskie tkaniny skutecznie konkurowały na rynkach świata z wyrobami angielskimi. Przed wojną 70% tkanin bawełnianych, znajdujących się w międzynarodowym obrocie towarowym, pochodziło z Anglii. Po wojnie sytuacja zmieniła się; eksport z Wielkiej Brytanii tracił znaczenie i malał nawet bezwzględnie, rósł natomiast eksport z Japonii. Tkaniny japońskie opanowały rynki Dalekiego Wschodu, zwłaszcza Chin i Indonezji. Co więcej, w latach tych większość importowanych wyrobów bawełnianych do brytyjskich Indii i Malajów pochodziła z Kraju Kwitnącej Wiśni.
Ogólnoświatowy przerób bawełny w końcu łat dwudziestych był niewiele wyższy niż przed wojną i wynosił niecałe 5,8 miliona ton, a tymczasem — jak pisał Hipolit Gliwic, polski ekonomista burżuazyjny — „żeby najskromniej przyodziać całą nieubraną i w łachmanach chodzącą część ludzkości, tj. olbrzymie gros mieszkańców globu naszego, trzeba by było podnieść produkcję bawełny do 42 miliardów bel, czyli do 9,5 miliona ton rocznie.”[1] Podobnie przedstawiała się sytuacja w przemyśle wełnianym. Łączny import wełny Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Belgii w latach 1923—1927 był mniejszy w porównaniu z latami 1909—1913 o blisko 8%, a własna produkcja wełny surowej również uległa obniżeniu. Obliczano, że gdy przed pierwszą wojną światową w strefie klimatycznie umiarkowanej 90% ludności mogło otrzymać rocznie po jednym nowym ubraniu wełnianym, to w końcu lat dwudziestych roczna produkcja wełniana mogła w tym stosunku zaspokoić potrzeby około 70% ludności tej strefy. Przemysł włókienniczy więc jako całość nie wykazywał większych tendencji rozwojowych.
Również do prawdziwego rozkwitu nie doszło w europejskim przemyśle cukrowniczym, w dużej zresztą mierze na skutek konkurencji cukru trzcinowego. Produkcja cukru z buraków przekroczyła poziom przedwojenny dopiero w kampanii 1928/1929. Z innych dziedzin w całkowitym upadku znalazł się przemysł stoczniowy, w którym nie zanotowano nawet ożywienia. Tonaż spuszczonych na wodę statków morskich na świecie nawet w końcu lat dwudziestych nie przekroczył w żadnym kraju poziomu przedwojennego, przy czym nie osiągnął połowy tonażu z lat 1918—1921.
Po okresie krótkiej stabilizacji gospodarki kapitalistycznej (1924—1929) wybuchł nowy, największy w dziejach kapitalizmu kryzys ekonomiczny. Poprzedził go rozkwit spekulacji giełdowej na olbrzymią, nieznaną dotąd skalę, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Obfitość kapitałów pieniężno-pożyczkowych gwarantowała możliwość spekulacji. Emisje papierów wartościowych zwiększały się z roku na rok. W ciągu 7 lat, 1923—1929, w Stanach Zjednoczonych emitowano papiery wartościowe na sumę 49 000 000 000 dolarów, przy czym w ciągu 2 ostatnich lat na sumę 18 000 000 000. Emisje kapitałów akcyjnych były w 1929 r. 2 razy większe niż w roku 1926. Ośrodek spekulacji stanowiła nowojorska giełda pieniężna. Oto jak przedstawiały się wahania kursów papierów wartościowych: gdy przeciętny kurs akcji na giełdzie nowojorskiej na początku 1923 r. wynosił 98 dolarów, a z początkiem 1926 r. — 157, to w 1928 r. wynosił już 199 dolarów, a we wrześniu 1929 r. osiągnął poziom rekordowy — 365 dolarów. Oznacza to, że w latach 1923—1929 przeciętny kurs akcji przemysłowych wzrósł ponad 3 i pół raza, produkcja przemysłowa natomiast o ponad 20 razy mniej, gdyż o niecałe 25%. Nawet zyski przedsiębiorstw, szczególnie w latach 1927—1929, wzrosły w mniejszym stopniu niż kursy giełdowe akcji.
Mimo to kryzys wybuchł zupełnie nieoczekiwanie. Burżuazyjni ekonomiści, zwłaszcza amerykańscy, do chwili jego wybuchu pisali o wyjątkowym charakterze amerykańskiej ekonomiki, o tym, że w USA kryzysy są niemożliwe. Wydana została nawet w 1929 r. praca grupy czołowych burżuazyjnych ekonomistów amerykańskich pt. O najnowszych zmianach w ekonomice Stanów Zjednoczonych. W książce tej stwierdzano, że ekonomika USA osiągnęła całkowitą równowagę, że kapitalizm amerykański jest wolny od właściwych mu gdzie indziej sprzeczności, m.in. sprzeczności między produkcją a spożyciem, że w Stanach Zjednoczonych została osiągnięta całkowita równowaga między podażą towarów a popytem, że więc nie należy w USA oczekiwać kryzysów nadprodukcji. W zakończeniu autorzy oświadczali: „Sytuacja nasza jest zadowalająca, szybkość naszego rozwoju jest zadziwiająca.”[2]
Tymczasem objawy nadprodukcji w Stanach Zjednoczonych zaczęły występować już w połowie roku 1929. Ogólny wskaźnik produkcji przemysłowej osiągnął swój najwyższy poziom w maju. Największe rozmiary miała wówczas m.in. produkcja surówki żelaza, stali, samochodów. Ceny towarów uzyskały szczytowy poziom w lipcu, a kursy akcji we wrześniu. W maju i czerwcu nastąpiło osłabienie aktywności gospodarczej. Początkowo, do października, proces ten toczył się dość wolno.
Początek katastrofy nastąpił 23 października 1929 r. W dniu tym na giełdzie nowojorskiej po gwałtownym spadku akcji wybuchła straszliwa panika, zakończona krachem giełdowym. To, co zaszło w dniach 23, a następnie 28 i 29 października nie da się porównać z niczym, co kiedykolwiek zdarzyło się na tej giełdzie. Już w pierwszym dniu, gdy wszyscy rzucili się, by zbyć swoje akcje, sprzedano ich blisko 13 milionów, a w 5 dni później w ciągu jednego dnia aż 16 milionów. Łącznie w ciągu 5 dni na giełdach Nowego Jorku 80 milionów akcji zmieniło właścicieli. Wtorek — 29 października stał się najczarniejszym dniem w historii giełdy. Kursy papierów wartościowych katastrofalnie spadły, nawet najbardziej pewne akcje obniżyły się niemal do połowy swego dotychczasowego poziomu. W południe, 31 października, nowojorska giełda pieniężna została zamknięta.
Kryzys pieniężny trwał przez kilka lat następnych. Wskaźnik kursów akcji spadał do czerwca 1932 r. i zmniejszył się aż o 84%, czyli ponad sześciokrotnie. M.in. od września 1929 r. do lipca roku 1932 akcje towarzystw przemysłowych spadły o 87%, to znaczy blisko ośmiokrotnie. W ciągu owych 4 lat ogłosiło upadłość prawie 6 tysięcy banków, których ogólna suma wkładów wynosiła 5 000 000 000 dolarów. Emisja nowych akcji i w ogóle papierów wartościowych niemal całkowicie zamarła. Już w 1931 r. była ona 20 razy mniejsza niż w roku 1929, a w 1932 — aż 200 razy mniejsza. W sierpniu 1929 r. ogólna wartość papierów wartościowych zarejestrowanych na nowojorskiej giełdzie pieniężnej wynosiła ponad 136 000 000 000 dolarów, a do końca 1932 r. ich wartość spadła do 53 000 000 000, czyli ponad 2 i pół raza.
Kryzys zakończył się tym, czym się rozpoczął, krachem pieniężnym. W lutym i marcu 1933 r. doszło do niesłychanej w dziejach kapitalizmu katastrofy bankowej. Zawieszenie wypłat w bankach było powszechne, zamknięto wszystkie banki. Przez 2 tygodnie trwał paraliż całego systemu bankowego Stanów Zjednoczonych. Oznaczało to kompletną dezorganizację życia gospodarczego. W 1933 r. zbankrutowało 3891 banków. USA zostały zmuszone do dewaluacji dolara i rezygnacji ze złotej waluty.
Krachy giełdowe oraz gwałtowny spadek kursów papierów wartościowych były spowodowane przez kryzys nadprodukcji. Szybki spadek wytwórczości przemysłowej rozpoczął się właśnie w październiku 1929 r. Od września do grudnia obniżyła się ona już o 22%. Najniższa produkcja przemysłowa przypadła na rok 1932, gdy ogólny jej indeks zmalał o 46% (!) w stosunku do indeksu z roku 1929. Był to zdecydowanie największy spadek produkcji w całej historii kryzysów. Dno kryzysu przypadło na lipiec 1932 r., kiedy produkcja przemysłowa była niższa niż w maju 1929 r. o blisko 56%. Jej spadek trwał aż 38 miesięcy.
Nie we wszystkie dziedziny produkcji kryzys uderzył z jednakową siłą. Lepiej wytrzymywały go nowe gałęzie lub te spośród starych, które nabrały większego znaczenia stosunkowo niedawno. Najmniejszy spadek zanotowano w wytwórczości sztucznego jedwabiu, który po raz pierwszy został dotknięty kryzysem i gdzie zmniejszenie produkcji wyniosło w skali rocznej niecałe 11%. Po raz pierwszy też w przemyśle elektroenergetycznym produkcja obniżyła się o blisko 15%, wydobycie ropy naftowej zaś zmniejszyło się o 22%.
Dotkliwie dał się kryzys we znaki całemu przemysłowi hutniczemu. Produkcja stali spadła w skali rocznej ponad czterokrotnie, surówki żelaza — blisko pięciokrotnie, miedzi — czterokrotnie, a związane z hutnictwem wydobycie rudy żelaznej zmniejszyło się ponad 6 razy. Poziom wytopu surówki w 1932 r. równał się poziomowi z 1890 r., stali — z 1901 r.
W mniejszym stopniu obniżyła się produkcja artykułów konsumpcyjnych, która nie przeżywała przed kryzysem fazy rozkwitu. Mimo to był to spadek nie spotykany w tej dziedzinie przemysłu. Wskaźnik produkcji przemysłu spożywczego obniżył się o 18%, a zużycie bawełny zmniejszyło się o 31%. Bardzo znacznie natomiast skurczyła się produkcja samochodów. W 1932 r. wynosiła ona 1370 tysięcy wobec 5360 tysięcy w 1929 r. Największy spadek zanotowano w przemyśle związanym z inwestycjami. Produkcja parowozów i wagonów towarowych w 1932 r. wynosiła zaledwie kilka procent poziomu z 1929 r. Podobnie kształtowała się sytuacja w dziedzinie budowy obrabiarek, budownictwie przemysłowym oraz mieszkaniowym. Niesłychany stan zaistniał w przemyśle stoczniowym. W 1933 i 1934 r. tonaż nowo zbudowanych statków był 25 razy mniejszy niż w roku 1930. W całym XIX w. nie zanotowano w USA tak niskiego poziomu budownictwa okrętowego.
O prawdziwej katastrofie gospodarczej świadczyły również inne zjawiska. Ceny hurtowe obniżyły się przeciętnie o 33%. Wartość produkcji przemysłowej spadła z 70 000 000 000 dolarów do około 31 000 000 000. Zbankrutowało ponad 86 tysięcy przedsiębiorstw przemysłowych, których zobowiązania przekroczyły kwotę 2 000 000 000 dolarów. W nie znanej dotąd skali skurczył się handel zagraniczny Stanów Zjednoczonych. Obroty jego spadły z 9640 milionów dolarów do 2934 milionów, przy czym eksport zmalał o prawie 76%, a import — o blisko 78%. Dochód narodowy USA z 81 000 000 000 dolarów w roku 1929 spadł poniżej 50 000 000 000 w roku 1932.
Kryzys skazał miliony ludzi na głód i nędzę. Liczba zatrudnionych robotników przemysłowych znacznie zmalała. Zatrudnienie w przemyśle przetwórczym zmniejszyło się aż o blisko 40%, czyli 40% robotników wyrzucono na bruk! Tylko część z nich mogła znaleźć pracę w innych dziedzinach. Największe zmniejszenie zatrudnienia nastąpiło w metalurgii i przemyśle budowy maszyn, gdzie zwolniono z pracy ponad połowę robotników. Bezrobocie stało się masowe i tak powszechne, jak nigdy dotąd i nigdy potem. Według oficjalnych statystyk już w marcu 1930 r. było w Stanach Zjednoczonych 2964 tysiące bezrobotnych, w marcu 1931 r. — 6403 tysiące, w marcu 1932 r. — 10 477 tysięcy, a w marcu 1933 r. — aż 13 359 tysięcy. Oznaczało to, że około 25% robotników całkowicie nie miało pracy. Według innych danych już w 1932 r. było 13 milionów bezrobotnych, a w marcu roku następnego ich liczba doszła do 17 milionów. Najbardziej ucierpieli Murzyni. Zawsze najgorzej opłacani, mieli 2 razy większy odsetek bezrobotnych niż biali. Bezrobocie dotknęło również licznych rzesz pracowników umysłowych: inżynierów, techników, a nawet lekarzy i nauczycieli. W latach 1933—1934 w Stanach Zjednoczonych wśród inżynierów było 65% bezrobotnych, wśród nauczycieli — ponad 20%. Szczególnie tragiczny był los młodzieży, która dorastała w latach kryzysu. Pozostała ona bez pracy i nie mogła zdobyć zawodu. W końcu 1934 r. nie miało pracy 58% całej młodzieży Stanów Zjednoczonych w wieku od 16 do 25 lat, w tym 83% młodzieży murzyńskiej.
Ciężką sytuację bezrobotnych pogłębiał fakt, że dla większości z nich bezrobocie było długotrwałe. Za przykład posłużyć mogą badania przeprowadzone w jednym z największych ośrodków przemysłowych Stanów Zjednoczonych, w mieście Buffalo w stanie New York. W 1933 r. pozostawało tam przez okres ponad 20 tygodni całkowicie bez pracy aż 76% ogółu bezrobotnych. Buffalo nie stanowiło pod tym względem wyjątku.
Dalszym czynnikiem, który wybitnie pogarszał sytuację bezrobotnych, był niemal całkowity brak ustawodawstwa socjalnego. Najlepszy jeszcze stan panował w dziedzinie odszkodowań za wypadki przy pracy. W wyniku walki związków zawodowych w większości stanów wprowadzono ustawę o takich odszkodowaniach. Natomiast nie istniało w ogóle ustawodawstwo socjalne na wypadek chorób, przejścia na emeryturę oraz utraty pracy. Tylko niewielką liczbę robotników (kilka procent) objął system zapomóg udzielanych przez związki zawodowe bezrobotnym, emerytom i chorym. W tych warunkach bezrobotni w czasie kryzysu nie mogli właściwie liczyć na żadną pomoc.
Robotnik, pozbawiony pracy, musiał sięgać od razu do swych skąpych oszczędności, jeśli w ogóle je posiadał, gdy zaś oszczędności się wyczerpywały, skazany bywał na żebraninę i prywatną dobroczynność.
W licznych stanach przedsięwzięto w czasie kryzysu środki, mające zmniejszyć niepewność robotniczego jutra. Jednakże aż do roku 1935 były one daleko niewystarczające. Jeszcze w 1934 r. system zapomóg, udzielanych bezrobotnym przez związki zawodowe, obejmował zaledwie 100 tysięcy robotników.
Wszystkie zdobycze socjalne klasa robotnicza musiała wywalczyć. Główną bazą społeczną walki klasowej stali się bezrobotni. Partia Komunistyczna, Liga Jedności Związków Zawodowych i komitety bezrobotnych organizowały dziesiątki potężnych demonstracji. Do największych należały demonstracje bezrobotnych, z udziałem 1250 tysięcy osób, w dniu 6 marca 1930 r. w dziesiątkach miast Stanów Zjednoczonych oraz ogólnokrajowe marsze głodowe na Waszyngton w 1931 i 1932 r. Demonstranci żądali przede wszystkim ubezpieczenia na wypadek bezrobocia i zasiłków. Bezrobotnych poparli robotnicy pracujący.
W czasie kryzysu, do wiosny 1933 r., liczba członków związków zawodowych wzrosła o około 50% i wynosiła 3144 tysiące. W latach 1933—1934 wybuchały liczne strajki, które ogarnęły łącznie ponad 2,6 miliona osób.
Największe zwycięstwo klasa robotnicza odniosła w czasie wyborów w listopadzie 1932 r., kiedy naród amerykański odrzucił kandydaturę reakcjonisty Hoovera i wybrał — nie spotykaną dotąd większością głosów — na prezydenta Roosevelta. Od marca 1933 r., czyli od chwili objęcia rządów przez nowego prezydenta, datuje się era tzw. Nowego Ładu (New Deal). Pod silnym naciskiem robotników, farmerów, średniej burżuazji i drobnych przedsiębiorców Roosevelt przy współpracy ekonomistów zasypywał Kongres projektami ustaw, mającymi na celu poprawę sytuacji ekonomicznej, a w ślad za tym i mas pracujących. Członkowie Kongresu, pod wrażeniem przebytej katastrofy gospodarczej i chęci wydobycia się z niej, uchwalali wszystkie ustawy Roosevelta z takim pośpiechem, iż ledwie zdążyli je przeczytać.
Na realizację szeroko zakrojonego programu poprawy sytuacji przeznaczono 16 000 000 000 dolarów, m.in. na roboty publiczne i pomoc dla głodujących bezrobotnych. Ale zasadnicza zmiana dla bezrobotnych nastąpiła dopiero po kryzysie, w 1935 r. Wówczas to podjęto prace nad ustawodawstwem socjalnym. Powstał państwowy Powszechny Zakład Ubezpieczeń. Największej poprawie uległ system emerytur, nie wprowadzono natomiast nadal ubezpieczeń na wypadek choroby. Ubezpieczenia na wypadek bezrobocia wprowadziło państwo, lecz posiadały one wiele braków. Wypłacane zasiłki były niewielkie, ich wysokość i czas pobierania zależały od władz stanowych. Okres pobierania zasiłku był krótszy niż w niektórych krajach europejskich. Kiedy mijał, pozostawały bezrobotnym jedynie instytucje dobroczynne.
W czasie kilka lat trwającego kryzysu sytuacja bezrobotnych przedstawiała się katastrofalnie, byli skazani na nędzę i głód. Miliony robotników przymierały głodem, a wielu ginęło śmiercią głodową. Setki tysięcy ludzi zostało bez dachu nad głową, nie mieli bowiem czym opłacać komornego. Liczne rzesze bezrobotnych wędrowały bez celu z miejsca na miejsce, a w każdym mieście wyrastały nędzne „miasteczka hooverowskie”, w których dziesiątki tysięcy bezdomnych mężczyzn, kobiet i dzieci gnieździły się w ziemiankach i budach skleconych z puszek od konserw.
Tragiczny zwłaszcza był los ludzi starszych. W XX w. górna granica wieku zatrudnienia szybko spadała. Starsi nie mogli często nadążyć za wzmożonym tempem procesu produkcyjnego. Przedsiębiorcom bardziej opłacało się przyjmować do pracy ludzi młodszych. Starzy i wyczerpani robotnicy rzadko otrzymywali renty starcze, kryzys zaś, który poprzedził ich ostateczne zwolnienie z pracy, odarł ich z resztek oszczędności. Jeśli takiemu robotnikowi nie pomogły dzieci, skazany bywał na powolne dogorywanie, nawet jeżeli dostał się do przytułku dla starców. „Niedostateczne i niezdrowe odżywianie, brud i sprzyjające powstawaniu chorób warunki mieszkaniowe — oto charakterystyczne cechy większości tych przytułków. Tam nawet, gdzie warunki sanitarne i stan budynku nie budzą zastrzeżeń, wspólnie ze starcami mieszkają kretyni oraz ludzie chorzy umysłowo i fizycznie.”[3]
Nędza dotknęła nie tylko bezrobotnych. Wielkie rozmiary przybrało częściowe zatrudnienie, czyli półbezrobocie. Pewien ekonomista burżuazyjny, który badał warunki bytu robotników przemysłu węglowego w dwóch stanach, w Wirginii Zachodniej i Kentucky, stwierdził, że 16% pracowało tylko 1 dzień w tygodniu, 41% — 2 dni, 29% — 3 dni, a ponad 3 dni jedynie 14%. Pisał on w związku z tym, że „różnica pomiędzy górnikami zatrudnionymi a bezrobotnymi ma charakter jedynie formalny”.
Częściowe bezrobocie szczególnie się rozpowszechniło w przedsiębiorstwach monopolistycznych, zatrudniających bardzo znaczną liczbę robotników. W czasie kryzysu w największym amerykańskim zrzeszeniu monopolistycznym, w truście stalowym, 82% robotników zostało półbezrobotnymi. W skali całego kraju w latach 1932—1933 częściowo pracowało 21% robotników. Tak więc blisko połowa została w czasie tego kryzysu pozbawiona całkowicie lub częściowo pracy.
Również sytuacja robotników w pełni zatrudnionych nie była łatwa. Korzystając z istnienia masowego bezrobocia kapitaliści systematycznie obniżali płace. Jak obliczył Jürgen Kuczyński, wskaźnik przeciętnych nominalnych płac robotników w Stanach Zjednoczonych w przemyśle i komunikacji podczas kryzysu obniżył się o 30%. Przeciętna roczna płaca robotnika, wynosząca w 1929 r. ponad 1500 dolarów, spadła w roku 1933 do 900 dolarów. W 1929 r. ogólna suma wypłat dla robotników przemysłowych wyniosła ponad 20 000 000 000 dolarów, a 4 lata później tylko 8 000 000 000, czyli 2 i pół raza mniej. Wypłaty w przemyśle stalowym i budowy maszyn oraz w górnictwie stalowym zmniejszyły się pięciokrotnie.
Tak znaczne obniżenie przekraczało spadek kosztów utrzymania, który wynikał z kolei ze spadku cen. Stąd też płace realne ogółu robotników przemysłowych (zatrudnionych i niezatrudnionych) w 1929 r. były wyższe o 35% niż 4 lata później. Oznacza to, że podczas kryzysu lat 1929—1933 płace spadły do poziomu z czasów kryzysu 1921 r., a tym samym do pozioma płac w latach poprzedzających pierwszą wojnę światową. Obraz ten jest jeszcze bardziej drastyczny, gdy weźmiemy pod uwagę również płace pracowników rolnych. Ich sytuacja pogarszała się nawet w stosunku do robotników przemysłowych. Gdy w latach 1915—1919 płaca robotnika rolnego wynosiła przeciętnie 45% płacy robotnika przemysłowego, to w latach 1930—1934 zaledwie niecałe 28%. Stąd też płace realne wszystkich pracowników osiągnęły w latach 1932—1933 najniższy poziom w ciągu całego XX w.
Każdy ekonomiczny kryzys nadprodukcji przynosił klasie robotniczej ogrom nieszczęść, nigdy jednak ciężar tej klęski nie był tak wielki jak w latach 1929—1933, nigdy dotąd zubożenie nie osiągnęło takiego stopnia.


Przypisy

  1. H. Gliwic, Sprawa surowców w gospodarce światowej, wyd. 2, Warszawa 1935, s. 289.
  2. Cyt. za I. Trachtenberg, Powszechny kryzys kapitalizmu a burżuazyjna ekonomia polityczna, Warszawa 1948, s. 45.
  3. Cyt. za J. Kuczyński, Położenie robotników w Stanach Zjednoczonych, Warszawa 1950, s. 331.


Tekst udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.