Kandyd, czyli Optymizm/XIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wolter
Tytuł Kandyd, czyli Optymizm
Podtytuł XIII. Jako Kandyd zmuszony był rozstać się z piękną Kunegundą i staruszką
Pochodzenie Powiastki filozoficzne /
Tom pierwszy
Data wydania 1922
Wydawnictwo Krakowska Spółka Wydawnicza
Drukarz Drukarnia »Czasu« w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

XIII. Jako Kandyd zmuszony był rozstać się z piękną Kunegundą i staruszką.

Piękna Kunegunda, wysłuchawszy dziejów staruszki, zaczęła się odnosić do niej ze względami należnymi osobie jej urodzenia i stanu. Podjęła propozycyę; wezwała wszystkich podróżnych, jednego po drugim, aby opowiedzieli swoje przygody. I Kandyd i ona sama musieli przyznać, że stara miała słuszność. „Wielka szkoda, rzekł Kandyd, że roztropnego Panglossa powieszono, wbrew obyczajom, w czas auto-da-fé; powiedziałby nam wspaniałe rzeczy o niedolach, od których roi się ziemia i morze; ja zaś zdobyłbym się na to, aby mu przedłożyć uniżenie niejakie wątpliwości“.
Podczas gdy każdy kolejno opowiadał swe dzieje, okręt posuwał się naprzód. Wylądowano w Buenos-Aires. Kunegunda, kapitan Kandyd i stara udali się do gubernatora, don Fernanda d’Ibaara y Figueora y Maskarenes y Lampurdos y Suza. Pan ów odznaczał się dumą, jaka przystała człowiekowi posiadającemu tyle imion. Przemawiał do ludzi z najszlachetniejszą wzgardą, zadzierając nos tak wysoko, podnosząc głos tak niemiłosiernie, przybierając ton tak górny i tak wyniosłą postawę, że wszyscy którzy składali mu pokłony, czuli niewymowną pokusę, aby wyłoić mu skórę. Dygnitarz ten lubił kobiety do szaleństwa. Kunegunda wydała mu się najpiękniejszą istotą na ziemi. Pierwszą rzeczą o którą zapytał było czy jest żoną kapitana. Ton, jakim zadał pytanie, przestraszył Kandyda: nie śmiał powiedzieć że jest żoną, ponieważ w istocie nią nie była; nie śmiał powiedzieć że siostrą, ponieważ nie była nią również; mimo że to wygodne kłamstwo było niegdyś bardzo w modzie u starożytnych i mogło się okazać z pożytkiem dla współczesnych, dusza jego była zbyt czysta, aby sprzeniewierzyć się prawdzie. „Panna Kunegunda, odpowiedział, ma zamiar zaszczycić mnie swą ręką, i błagamy Waszą Ekscelencyę aby raczyła zezwolić na nasz ślub“.
Don Fernando d’Ibaraa y Figueora y Maskarenes y Lampurdos y Suza podkręcił wąsa, uśmiechnął się dwuznacznie i nakazał kapitanowi Kandydowi, aby pospieszył odbyć przegląd swej kompanii. Kandyd usłuchał; gubernator został z Kunegundą. Wyjawił jej swą miłość, zaklął się iż nazajutrz zaślubi ją w obliczu Kościoła, lub też inaczej, wedle tego jakie będzie życzenie jej wdzięków. Kunegunda poprosiła o kwadrans czasu, aby się mogła skupić, naradzić ze starą i powziąć postanowienie.
Stara rzekła: „Panno Kunegundo, masz pani siedmdziesiąt i dwa pokoleń i ani szeląga; od ciebie jedynie zależy zostać żoną najmożniejszego pana południowej Ameryki, który ma w dodatku bardzo piękne wąsy; tobież przystało bawić się w niedorzeczną wierność? Zgwałcili cię Bułgarzy; żyd i inkwizytor cieszyli się twymi łaskami; nieszczęście uprawnia człowieka do wielu rzeczy. Przyznaję, iż, gdybym była na twojem miejscu, nie wahałabym się zaślubić gubernatora, oraz, tą samą okazyą, zapewnić los kapitanowi Kandydowi“. Podczas gdy stara przemawiała w ten sposób, z całą roztropnością jaką daje wiek i doświadczenie, zawinął do portu mały okręcik, wiozący na pokładzie alkada i algazilów; i oto co się okazało:
Stara dobrze odgadła, że to ów Franciszkanin ukradł pieniądze i klejnoty w Badajos, wówczas gdy uciekali tak spiesznie z Kandydem. Mnich próbował odprzedać nieco klejnotów złotnikowi. Złotnik rozpoznał je jako własność wielkiego Inkwizytora. Franciszkanin, nim go powieszono, przyznał się komu je ukradł; wskazał osoby i kierunek w którym się udały. Ucieczka Kandyda i Kunegundy była już wiadoma: tropiono ich aż do Kadyksu, oraz, nie tracąc czasu, wysłano okręt w pościg za nimi. Okręt ten był już w porcie Buenos-Aires. Rozeszła się pogłoska, że przybył alkad i poszukuje morderców wielkiego Inkwizytora. Przezorna staruszka osądziła w jednej chwili położenie. „Nie możesz uciekać, rzekła do Kunegundy: zresztą nie masz się czego obawiać; nie ty zabiłaś Jego Eminencyę. Gubernator kocha cię, nie pozwoli aby ci się stało co złego; zostań“. Następnie, stara pędzi co tchu do Kandyda: „Uciekaj, powiada, lub też, za godzinę, będziesz spalony żywcem“. Nie było chwili do stracenia; ale jak rozstać się z Kunegundą i gdzie się schronić?



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Franciszek Maria Arouet i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.