Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jej swą miłość, zaklął się iż nazajutrz zaślubi ją w obliczu Kościoła, lub też inaczej, wedle tego jakie będzie życzenie jej wdzięków. Kunegunda poprosiła o kwadrans czasu, aby się mogła skupić, naradzić ze starą i powziąć postanowienie.
Stara rzekła: „Panno Kunegundo, masz pani siedmdziesiąt i dwa pokoleń i ani szeląga; od ciebie jedynie zależy zostać żoną najmożniejszego pana południowej Ameryki, który ma w dodatku bardzo piękne wąsy; tobież przystało bawić się w niedorzeczną wierność? Zgwałcili cię Bułgarzy; żyd i inkwizytor cieszyli się twymi łaskami; nieszczęście uprawnia człowieka do wielu rzeczy. Przyznaję, iż, gdybym była na twojem miejscu, nie wahałabym się zaślubić gubernatora, oraz, tą samą okazyą, zapewnić los kapitanowi Kandydowi“. Podczas gdy stara przemawiała w ten sposób, z całą roztropnością jaką daje wiek i doświadczenie, zawinął do portu mały okręcik, wiozący na pokładzie alkada i algazilów; i oto co się okazało:
Stara dobrze odgadła, że to ów Franciszkanin ukradł pieniądze i klejnoty w Badajos, wówczas gdy uciekali tak spiesznie z Kandydem. Mnićh próbował odprzedać nieco klejnotów złotnikowi. Złotnik rozpoznał je jako własność wielkiego Inkwizytora. Franciszkanin, nim go powieszono, przyznał się komu je ukradł; wskazał osoby i kierunek w którym się udały. Ucieczka Kandyda i Kunegundy była już wiadoma: tropiono ich aż do Kadyksu, oraz, nie tracąc czasu, wysłano okręt w pościg za nimi. Okręt ten