Kandyd, czyli Optymizm/XII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wolter
Tytuł Kandyd, czyli Optymizm
Podtytuł XII. Dalszy ciąg nieszczęść staruszki
Pochodzenie Powiastki filozoficzne /
Tom pierwszy
Data wydania 1922
Wydawnictwo Krakowska Spółka Wydawnicza
Drukarz Drukarnia »Czasu« w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

XII. Dalszy ciąg nieszczęść staruszki..

„Zdumiona i uszczęśliwiona iż słyszę rodzinną mowę, zarazem zdziwiona treścią tego wykrzyknika, odpowiedziałam iż istnieją większe nieszczęścia niż to na które się żali; powiadomiłam go w krótkich słowach o okropnościach jakie przeszłam, i znowu popadłam w omdlenie. Zaniósł mnie do poblizkiego domu, kazał położyć do łóżka, nakarmić, usługiwał mi, pocieszał, pieścił, powiadał iż nic nie widział równie pięknego jak ja, i nigdy tyle nie żałował tego, czego nikt mu już nie może wrócić. „Urodziłem się w Neapolu, rzekł; kapłoni się tam corocznie dwa do trzech tysięcy dzieci; jedne giną, inne zyskują głos piękniejszy niźli niewieści, niektórzy dochodzą do władztwa krajem[1]. Poddano mnie tej operacyi z najlepszym skutkiem; zostałem śpiewakiem w kaplicy księżnej Palestryny. — Mojej matki! wykrzyknęłam. — Twojej matki! zawołał zalewając się łzami: jakto! byłażbyś pani tą młodą księżniczką, którą wychowywałem aż do szóstego roku życia i która zapowiadała że będzie tak piękną jak ty właśnie jesteś! — To ja, ja sama; matka znajduje się o sto kroków stąd, pocięta w kawałki, na stosie trupów...“
„Opowiedziałam wszystko co mi się trafiło; on również opowiedział mi swoje przygody, a mianowicie, w jaki sposób pewna potęga chrześcijańska wyprawiła go do króla Marokko[2], iżby, jej imieniem, zawarł z tym monarchą traktat, mocą którego potencya owa miała mu dostarczać prochu, armat, okrętów, aby dopomódz do zniszczenia handlu innych chrześcijan. „Misya moja ukończona, rzekł zbożny eunuch; spieszę wsiąść na okręt w Ceucie i odwiozę cię do Włoch. Ma che sciagura d’essere senza coglioni!
„Podziękowałam ze łzami; on zaś, miast zawieźć mnie do Włoch, zawiózł do Algieru i sprzedał dejowi. Ledwie mnie tak zaprzedano, kiedy zaraza, która właśnie kolejno obiegła Afrykę, Azyę, Europę, wybuchła w Algierze z największą wściekłością. Widziałaś pani trzęsienia ziemi, ale czy zdarzyło ci się kiedy widzieć morową zarazę? — Nigdy, odparła baronówna.
„Gdybyś była widziała, podjęła stara, przyznałabyś, że to jest coś o wiele więcej niż trzęsienie ziemi. Choroba ta jest bardzo pospolita w Afryce; uległam jej. Wyobraź sobie, co za los dla córki papieża, w piętnastym roku życia, która, w ciągu trzech miesięcy, doświadczyła ubóstwa, niewoli, była gwałcona niemal codzień, patrzała jak ćwiartowano jej matkę, doznała głodu i wojny, i umierała na dżumę w Algierze! Nie umarłam wszelako; ale eunuch i dej i prawie cały seraj zginęli.
„Kiedy pierwsza groza straszliwej zarazy minęła, sprzedano niewolników deja. Pewien kupiec nabył mnie i zawiózł do Tunisu; tam sprzedał innemu kupcowi, który znowu odsprzedał mnie w Trypoli; z Trypoli sprzedano mnie do Aleksandryi; z Aleksandryi do Smyrny; ze Smyrny do Konstantynopola. Dostałam się w końcu pewnemu adze janczarów, którego wysłano niebawem aby bronił Azowu przeciw Rosyanom.
„Aga, który lubił dobrze żyć, zabrał z sobą cały seraj i umieścił nas w forteczce na Palus-Meotides, pod strażą dwóch czarnych eunuchów i dwudziestu żołnierzy. Narżnięto obficie Rosyan, ale oni oddali nam z nawiązką[3]: spustoszono Azów ogniem i mieczem, nie zważając na płeć ani wiek. Utrzymała się jedynie nasza forteczka; nieprzyjaciel zamierzył wziąć nas głodem. Dwudziestu janczarów przysięgło nie poddać się do ostatka. Przywiedzeni do ostateczności, zmuszeni byli zjeść dwóch eunuchów, aby ratować się od pogwałcenia przysięgi. Po upływie kilku dni, postanowili zjeść kobiety.
„Był z nami pewien iman, bardzo pobożny i miłosierny; ten wygłosił do janczarów piękną oracyę, w której skłonił ich aby nie zabijali nas całkowicie. — Wytnijcie, rzekł, każdej z pań na razie po jednym pośladku, będziecie mieli bardzo smaczną biesiadę; jeśli trzeba będzie powtórzyć, za kilka dni możecie znowuż sobie wyciąć porcyę; niebo poczyta wam za dobre tak litościwy uczynek i pewnie doznacie odeń pomocy.
„Iman był bardzo wymowny; przekonał ich. Poddano nas tej strasznej operacyi; iman przyłożył nam balsam którym opatruje się dzieci świeżo obrzezane: byłyśmy wszystkie wpół żywe.
„Ledwie janczarowie uporali się z posiłkiem, jakiegośmy im dostarczyły, Rosyanie wdarli się po pomostach do fortecy: ani jeden janczar nie uszedł. Rosyanie nie zwracali najmniejszej uwagi na nasz stan. Niemasz miejsca na świecie, gdzieby się nie znalazł chirurg francuzki: jeden taki, bardzo biegły w swej sztuce, zaopiekował się nami, uleczył nas: i, nie zapomnę tego póki życia, skoro rany moje zabliźniły się, uczynił pewne wymowne propozycye. Zresztą, tłómaczył nam, byśmy nie martwiły się zbytnio; upewnił, że podobne rzeczy dzieją się nieraz w czasie oblężenia, i że to jest prawo wojenne.
Skoro moje towarzyszki mogły chodzić, przepędzono je do Moskwy; ja przypadłam w udziele pewnemu bojarowi, który mnie zrobił ogrodniczką i dawał mi po dwadzieścia batogów dziennie; ponieważ jednak, w dwa lata później, magnatowi temu, wraz z trzydziestoma innymi bojarami, ucięto głowę, z przyczyny jakiejś dworskiej intrygi, skorzystałam z tej przygody i uciekłam. Przewędrowałam całą Rosyę; byłam długo służącą w szynkowni w Rydze, potem w Rostoku, Wismarze, Lipsku, Kassel, Utrechcie, Leydzie, Hadze, Rotterdamie: zestarzałam się w nędzy i hańbie, mając jedynie pół pośladka i pamiętając ciągle że jestem córką papieża; po sto razy chciałam się zabić, ale kochałam jeszcze życie. Ta śmieszna słabostka jest może czemś najbardziej opłakanem w naszej naturze; czyż może bowiem być co głupszego, niż dźwigać nieustannie ciężar który co chwilę chciałoby się zrzucić, mieć wstręt do swego jestestwa i upierać się przy niem; pieścić węża, który nas pożera, póki nie przeżre się aż do serca?
„W krajach, przez które los mnie przepędził i w karczmach w których sługiwałam, zdarzyło mi się widzieć niezliczoną mnogość osób czujących nienawiść do swej egzystencyi; ale spotkałam między niemi ledwie dwanaście, któreby dobrowolnie położyły koniec swej nędzy; trzech murzynów, czterech Anglików, czterech Genewczyków, i profesora niemieckiego nazwiskiem Robeck[4]. W końcu, dostałam się w służby żyda Issachara; umieścił mnie u ciebie, piękna panienko; przywiązałam się do ciebie i bardziej byłam przejęta dolą twą niż własną. Nie wspomniałabym nawet o swoich nieszczęściach, gdybyś mnie nie podrażniła nieco, i gdyby, podczas jazdy okrętem, nie było w zwyczaju opowiadać sobie historyjek dla rozrywki. Słowem, moja panienko, mam doświadczenie, znam świat; zrób sobie tę przyjemność, wezwij każdego z podróżnych aby opowiedział swe dzieje; jeżeli znajdzie się bodaj jeden któryby często nie przeklinał życia, ktoremuby się nie zdarzyło powiadać sobie w duchu że jest najnieszczęśliwszym z ludzi, wrzuć mnie, proszę, na łeb do morza“.


Przypisy

  1. Farinelli (1705-1782), śpiewak włoski, władał formalnie Hiszpanią pod Ferdynandem VI-tym.
  2. Podczas wojny sukcesyjnej hiszpańskiej król portugalski wyprawił istotnie do Marokko misyę tego rodzaju.
  3. Rosyanie zdobyli Azow w r. 1696 za Piotra Wielkiego, oddali go na mocy traktatu pokojowego w r. 1711, ale odebrali znowuż w 1739.
  4. Utopił się w r. 1739.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Franciszek Maria Arouet i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.