Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przestrzeni przeszło trzystu mil, przyczem nie opuszczono ni razu ani jednej z modlitw dziennych, nakazanych przez Mahometa.
„Wydobyłam się, z wielkim mozołem, z ciżby spiętrzonych i krwawiących trupów, i zawlokłam się pod drzewo pomarańczowe nad strumieniem; tam padłam zemdlona od grozy, znużenia, przestrachu, rozpaczy, wreszcie głodu. Niebawem, owładnął mną sen, podobniejszy do omdlenia niż do spoczynku. Pogrążona w tym stanie osłabienia i bezczucia, pomiędzy śmiercią a życiem, uczułam nagle ucisk czegoś poruszającego się na mem ciele; otwarłam oczy i ujrzałam białego, przyjemnej powierzchowności, który wzdychał i mruczał między zębami: O, che sciaqura d’essere senza coglioni![1].


XII. Dalszy ciąg nieszczęść staruszki..

„Zdumiona i uszczęśliwiona iż słyszę rodzinną mowę, zarazem zdziwiona treścią tego wykrzyknika, odpowiedziałam iż istnieją większe nieszczęścia niż to na które się żali; powiadomiłam go w krótkich słowach o okropnościach jakie przeszłam, i znowu popadłam w omdlenie. Zaniósł mnie do poblizkiego domu, kazał położyć do łóżka, nakarmić, usługiwał mi, pocieszał, pieścił, powiadał iż nic nie widział równie pięknego jak ja, i nigdy tyle nie żałował tego, czego nikt mu już nie może wrócić. „Urodziłem

  1. „Cóż za nieszczęście nie posiadać... męskich klejnotów“.