Iliada (Dmochowski)/Xięga XXIV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Homer
Tytuł Iliada
Data wydania 1804
Drukarz w Drukarni Xięży Piarów
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Franciszek Ksawery Dmochowski
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

ILIADA.
XIĘGA XXIV.

Zakończone igrzyska, rozchodzę się ludy,
Po wieczerzy, w spoczynku dzienne topiąc trudy.
Sam Pelid, w łzach ustawnych, swe bole natęża,
I sen, co wszystkie rzeczy żyiące zwycięża,
Nie chwycił go: daremnie rzucił się na łoże,
Patrokla cnoty, męztwa, zapomnieć nie może:
Rozważa z nim dzielone wyprawy waleczne,
Spólne prace, przebyte morza niebezpieczne;[1]
To gdy rozpamiętywa, obfite łzy toczy,
Już bokiem, grzbietem pościel, iuż piersiami tłoczy.
To nagle się porywa, błędnym chodzi krokiem
Nad brzegiem, aż Jutrzenka piękném spoyrzy okiem:
Znowu zaprzęga bystre konie, i powrozem
Uwiązawszy trup nagi Hektora za wozem,
Zaiadły! trzykroć włóczy przy Patrokla grobie:[2]
Sam wraca do namiotu, aby spoczął sobie,
A trup rzuca na piasku smutnie rozciągnięty.
Lecz nad zmarłym Hektorem Feb litością tknięty,
Zelżone iego zwłoki od zepsucia bronił.
On bohatyra złotym puklerzem zasłonił,
Żeby nie był rozdarty, gdy go konie wlekły.
Tak Pelid nad Hektorem pastwił się zaciekły.

Okrutne to obeyścic bogów rozgniewało,        23
Chcieli więc, by Merkury skrycie uniósł ciało.
Już na to prawie była zgodna niebian rada,
Lecz się sprzeciwił Neptun, Juno i Pallada:
Im i Troia i Pryam w naywiększéy niechęci:
Jeszcze wyrok Parysa niestarty z pamięci,[3]
Nieprzepomną on krzywdę boginiom wyrządził.
Przyszły do iego chaty, by ich piękność sądził;
Odprawił ie z obelgą: téy przyznał dar złoty,
Która go nieszczęsnemi uwiodła pieszczoty.
Dwunasty raz powstała Jutrzenka różowa,
Gdy nieśmiertelnym rzecze Apollo w te słowa:
„Nielitośni bogowie! mszczący się bez miary!
Czy was Hektor mnogiemi nie błagał ofiary?
Wy się iednak pastwicie nad nędznym po zgonie,
Nie chcecie go powrócić oycu, matce, żonie,
Synowi i spółziomkom, aby ręką bratnią,
Złożywszy go na stosie, cześć dali ostatnią.
Pelid wam miły, człowiek bez czucia, bez duszy,
Którego twardych piersi żaden wzgląd nie ruszy.
Lwa srogość nosi w sercu: iako lew do stada,
W swéy sile dumnie ufny, zapalony wpada,
I pasące się woły zabiia przy żłobie;
Tak Achilles przytłumił wszelkie czucie w sobie.
Nie ma wstydu, skąd wielka i korzyść i strata,
Bo niechay kto postrada syna, albo brata,

Choć na taki cios, ludzie naywięcéy są czuli;        49
Jednak się napłakawszy, swe ięki utuli.
Wytrzymałą śmiertelnym duszę nieba dały:
Lecz ten człowiek okrutny i zapamiętały,
Nie dość ma, że Hektora zwalił swym orężem,
Włóczy go, nad umarłym natrząsa się mężem.
Mimo swą siłę, za to oburzy gniew boży.
Bo na cóżto? na ziemię nieczułą się sroży!„
Na te słowa, w Junony oczach gniew się pali.
„Jeśli Hektor i Pelid w jednéy u was szali,
Natenczas Apollina skarg słuchać możecie:
Lecz kto ten Hektor, chcieycie zważyć, bogi, przecie,
Wszak śmiertelny i piersi ssał śmiertelnéy matki,
Achilles syn bogini: téy liczne zadatki
Moiéy dałam przyiaźni, odemnie chowana,
I za miłego bogom Peleia, wydana.
Byliście na tych godach: Ty, dziś pełen zdrady,
Grałeś, i z namiś wspólnie używał biesiady.„
Wtedy rzekł chmurowładca: „Dość tego niech będzie,
Juno, miarkuy się w twoim na bogów zapędzie.
Nie iedna cześć dla obu: próżne więc niesnaski.
Ale i Hektor z Troian, godzien bogów łaski:
Ja go zawsze kochałem: on składał mi dary,
Od niego mi wspaniałe szły codzień ofiary,
Kurzył się wonnym dymem ołtarz méy świątnice:
Ten my hołd odbieramy Olimpu dziedzice.

Lecz Hektora unosić skrycie nie należy,        75
Wnetby się rycerz o téy dowiedział kradzieży:
Jest przy nim zawsze matka, ta mu prawdę powie.
Niechay Tetydę wezwie który z was bogowie:
Powiem iéy, co w méy radzie naylepszém się zdało,
By Pelid przyiął dary, oycu wydał ciało.„
Rzekł: a Jrys, co wiatrom wyrówna skrzydlatym,
Spieszy, i między Samem, Jmbrem chropowatym,
W czarne morza otchłanie z wielka mocą padnie:
Jękła woda, a ona tak się grąży na dnie,
Jako ołów do rogu wolego przypięty,[4]
Niosący głodnym rybom zwodnicze ponęty.
Tetys w jakini swoiéy ukryciu głębokiém,
Wpośród bogiń płakała nad syna wyrokiem,
Że go pod Troią wkrótce weźmie Parka sroga.
Do niey się przybliżywszy Jrys wiatronoga:
„Wstań, mówi, i czémprędzéy pośpieszay, bo ciebie
Jowisz, sprawca rad wiecznych, oglądać chce w niebie.„
„Za co mię pan naywyższy wzywa do swych progów?
Nie śmiem się pokazywać w zgromadzeniu bogów:
Jak tam chodzić, gdy serce ból okrutny ściska?
Póydę iednak, gdy każe: co chce, to pozyska.„
Wzięła czarną zasłonę bogini ozdobna,
Wszystkie przechodzi kiry iéy czarność żałobna:
Idą, Jrys poprzedza; a kiedy stąpały,
Morze przed niemi srebrne rozdzielało wały.

Z brzegu wskoczyły w niebo, gdzie na świetnym tronie,        101
Siedział władca piorunu w liczném bogów gronie.
Usiadła przy Jowiszu, Pallas mieysce dała,
Juno dla niéy boskiego napoiu nalała,[5]
I ciesząc smutną pełnym częstuie puharem;
Zasiliła się słodkim bogini nektarem.
A oyciec bogów zaczął mówić w tym sposobie:
„Choć w ciężkiéy pogrążona zostaiesz żałobie,
Pozwoliłaś, ażeby Olimp cię oglądał:
Znam twóy ból: ale słuchay, dla czegom cię żądał.
Dziewięć dni, iak bogowie rozjątrzeni sporem,
Jedni są za Achillem, drudzy za Hektorem:
Chcieli przez Merkurego ciało unieść skrycie.
Lecz ia, myśląc o syna twoiego zaszczycie,
I pragnąc ci okazać moie przywiązanie:
Zabroniłem podstępu, zganiłem ich zdanie.
Spiesz i powiedz synowi, że wszystkie niebiany,
A naybardziéy ia iestem na to zagniewany,
Że pastwi się zaciekle nad Hektora trupem,[6]
I nie chciał wrócić oycu, za drogim okupem.
Nie będzie się upierał, ieśli mnie się boi.
Ja zaraz prędką poślę Jrydę do Troi,
Aby poszedł po syna do naw Pryam stary,
I wielkiemi Achilla ułagodził dary.„
Rzekł: takie usłyszawszy bogów oyca słowa,
Szybkim lotem z Olimpu zbiegła wód królowa.

Wchodzi pod namiot syna: on w bolach usychał,        127
Jeszcze nieukoiony ięczał, płakał, wzdychał.
Ziomki ucztę gotuią: piękném runem kryta,
Dopiero owca w jego namiocie zabita.
Siada przy synu, pieści, pociesza w rozpaczy,
I naywyższego boga rozkazy tłumaczy.
„Dopóki się móy synu, będziesz smucić, kwilić?
Nie chcesz się ani iadłem, ani snem posilić,
Ani trosków rozerwać użyciem kobiety.
Ach! niedługi kres życia twoiego! Niestety!
Już, tobie śmierć zagraża niecofniętym razem.
Lecz słuchay, bo z Jowisza przychodzę rozkazem:
Bardzo, mówi, na ciebie srożą się niebiany,
A ze wszystkich naywięcéy on iest zagniewany,
Że się pastwisz zaiadle nad Hektora trupem.
Złóż tę z serca zaciekłość, i nie gardź okupem.„
„Jeśli, rzekł Pelid, tak się Jowiszowi zdało,
Niech przyydą, okup dadzą, i wezmą to ciało:
Monarchy niebios wolą iam spełnić gotowy.„
Takie mieli syn z matką w namiocie rozmowy.
Jowisz rzekł do Jrydy: „Biegniy szybkim lotem,
I odemnie Pryama uwiadomiy o tém,
Żeby z dary po syna śpieszył na okręty,
Przez któreby Achilles mógł zostać uięty.
Niech nikogo nie bierze: dość, że woźny wsiędzie,
Który do miasta z ciałem wóz prowadzić będzie:

Niech się nie lęka śmierci, nie poddaie trwodze,        153
Merkurego mu poślę przewodnika w drodze,
Stanie cały w namiocie: a gdy go waleczny
Pelid uyrzy, od wszystkich obelg iest bezpieczny.
Uczci, i przeciw drugim obrońcą się stanie,
Bo niepłochy, zna ludzkość, ma roztropne zdanie,
Pocieszy nieszczęsnego, pokornego dźwignie.„
Wraz Jrys, która wiatry swym lotem wyścignie,
Pośpiesza w dom Pryama; tam żal z ciężkiéy straty,
Syny siedząc przy oycu, łzą zlewaią szaty:
Starzec smutném rodzeństwa otoczony kołem,
Głowę płaszczem obwinął, osuł się popiołem,
Nagarnionym, gdy długo czołgał się spłakany.
Łkania cór i synowych odbiiały ściany:
Wspominaią imiona, z żałobnemi ięki.
Mężów, co w polu chwały z Greckiéy padli ręki.
Przybliża się do króla Jrys wiatronoga,
Łagodzi głos, bo starca zimna trzęsła trwoga.
„Ufay synu Dardana, nie bóy się daremnie,
Bo nie nowego smutku masz posłankę we mnie,
Ale dowód łaskawéy Jowisza opieki,
Który, chociaż od ciebie bardzo iest daleki,
Twoiego się nieszczęścia lituiąc niemało,
Każe ci iśdź odkupić Hektorowe ciało.
Z wielkiemi się darami wypraw na okręty,
Aby przez nie Achilles mógł zostać uięty:

Sam iedź, nie bierz nikogo: dość, że woźny wsiędzie,        179
Który do miasta z ciałem wóz prowadzić będzie.
Nie obawiay się śmierci, nie poddaway trwodze,
Merkurego ci pośle przewodnikiem w drodze.
Staniesz cały w namiocie: skoro cię waleczny
Pelid uyrzy, od obelg wszelkicheś bezpieczny.
Uczci, i przeciw drugim obrońcą się stanie,
Bo niepłochy, zna ludzkość, ma roztropne zdanie,
Pocieszy nieszczęsnego, pokornego dźwignie.„
Odchodzi bystra Jrys, i ledwo się mignie.
Pryam myśląc czémprędzéy iechać do obozu,
Każe zaprzęgać muły, nieść skrzynią do wozu:
Sam zaś do wonnéy z cedru zrobionéy komnaty
Idzie, gdzie były iego skarby, sprzęty, szaty,
I tam do siebie starą Hekubę przyzywa:
„Posłuchay, co ci powiem, żono nieszczęśliwa:
Posłanka mię wielkiego boga upomina,
Abym z okupem śpieszył po naszego syna,
I darami złagodził Achilla zacięcie:
Powiedz, iak ci się zdaie takie przedsięwzięcie.
Mnie móy umysł i serce taiemnie podwodzi,
Udać się, bez wahania, do Achayskich łodzi.„
Krzyknęła na te słowa Hekuba struchlała:
„Gdzież się więc, mężu, twoia roztropność podziała,
Którą obcy i swoi zwykli byli sławić?
Jak ty się sam do floty Greckiéy śmiész wyprawić,

I tylu mężnych synów oglądać mordercę!        205
Ach! ieśli to uczynisz, żelazne masz serce.
Schwyciwszy cię albowiem raz w obozie Greckim,
Gdy rzuci ten człek wzrokiem na ciebie zboieckim,
Nie będzie miał litości, ni względu nad tobą.
Płaczmy go w domu, czarną okryci żałobą:
Z łona matki wyszedłszy, gdy światło zobaczył,
Już wtedy zaraz wyrok okrutny przeznaczył,
By zdala od rodziców, sposobem niegodnym,
Oddał go człowiek srogi na pastwę psom głodnym.[7]
Obym się mogła pomścić na iego wątrobie!
Obym ią w zębach gryzła! takby on na sobie
Wziął odpłat za to wszystko, co synowi zadał!
Jednak Hektor nikczemnie życia nie postradał:
Za Troian, za Troianki, stanął iak mąż dzielny,
I bez zblednienia w piersi przyiął raz śmiertelny.„
„Nie zatrzymuy mię próżno, starzec żonie rzecze,
Nic więcéy przedsięwzięcia moiego nie zwlecze,
A ty mię niepomyślną wróżbą trwożysz ieszcze?
Gdyby mi to radzili sami ziemscy wieszcze,
Albo też ofiarnicy: ich kłamnemi usty
Wzgardziłbym, i nie słuchał, co mówią oszusty.
Lecz gdym słyszał, gdym widział boginią oczyma,
Póydę, póydę koniecznie, nic mię nie zatrzyma:
Chociaż tam bezpieczeństwa nie masz dla méy głowy.
Choć mię zabiią Grecy, na wszystkom gotowy:

Niechby zaraz Achilles miecz we mnie utopił,        231
Bylem uściskał syna, i łzą moią skropił.„
Od wielkiéy skrzyni wieków uchylił srebrzystych,
Wziął szub dwanaście, tyleż zasłon przeźroczystych,
Tyleż, płaszczów ozdobnych, dar bardzo bogaty.
W téyże liczbie kobierce i prześliczne szaty,
Dziesięć talentów złota ściśle odważone,
Dwa troynogi, a cztery naczynia złocone,
I od ślachetnych Traków dany mu w ofierze,
Gdy byl u nich w poselstwie, pyszny puhar bierze:
Drogi sprzęt, lecz i tego nie oszczędzil stary,
Bo chciał syna odkupić przez naywiększe dary.
A bolem rozjątrzony, swoie narzekania
Na Troian zwraca, łaie, z przysionku odgania.
„Zli ludzie! czy was własna strata nic nie boli!
Czemuż przyszliście zwiększać srogość moiéy doli?
Nie znacie klęski, którą Jowisz mię uderza,
Żem z synów naywiększego utracił rycerza!
Ale ią wam da uczuć moment niedaleki,
Łatwo, po iego zgonie, zwyciężą was Greki!
Ja, nim Troia się zmieni w gruzy, w opaliska,
Prędzéy odwiedzę czarne Plutona siedliska.„
To mówiąc, z berłem pędził: mnóstwo precz odchodzi.
Potém na syny starzec swe żale rozwodzi:
Deifoba, Pammona, Agatona łaie,
Na Polita, Parysa, Helena powstaie,

Na Dya Antyfona i na Hyppotoia.        257
„Spieszcie się gnuśne syny, niegodna krwi moia![8]
Oby zamiast w Hektorze, w was Grek oręż zbroczył!
Biedny ia oyciec! iaki wyrok mię przytłoczył!
Miałem syny waleczne, lecz wszystkie poległy,
Dzielny Mastor i Troil, z wozu walczyć biegły,
I Hektor, bóg wśród ludzi: świat się nad nim dumiał,
I nie ludzkim go synem, lecz boskim rozumiał:
Mars ich wziął, a zostawiłl dla moiéy sromoty,
Kłamcę, skoczki, żarłoki, wydzierce, niecnoty.
Nie zaprzężecież wozu, nie włożycie sprzętów,
Abym mógł iak nayprędzéy iechać do okrętów?„
Rzekł: oni wolą oyca w takiéy słysząc grozie,
Wynoszą wóz i skrzynią ładuią na wozie,
Taki wóz muły ciągną, (dzieło ieszcze nowe:)
Skrzętni biorą ze ściany iarzmo bukszpanowe,
Które zdobi i pierścień i pukiel okrągły.
Wzięli także na dziewięć łokci leyc przeciągły,
Do końca dyszla koniec leyca iest przypięty,
Pierścień zaś iarzma ćwiekiem dyszlowym uięty.
A gdy leycami pukiel po trzykroć okrążą.
Pod kątem węzeł z drugich końców leyca wiążą.
Potém szacowne sprzęty wynoszą z komnaty,
Przeznaczone dla ciała Hektora opłaty,
I zaprzęgaią muły z twardemi kopyty:
Od Mizów Pryam zyskał ten dar znakomity.

Konie prowadzą, które tyle oyciec sobie        283
Podobał, ze swą ręką sypał obrok w żłobie.
Myśląc starzy, by swego zamiaru dosięgli,
Sami ie pod wspaniałym przysionkiem zaprzęgli.
Wtedy Hekuba, ciężkim ściśniona kłopotem,
Wino słodkie w naczyniu trzymaiąca złotém,
Staie przed iarzmem koni, i męża nakłania,
Aby się nie ruszyli bez bogów wezwania.
„Wezwiy, mówi, Jowisza, gdyś iechać się zaciął,
By cię zdrowym powrócił z pośród nieprzyiaciół.
Pomimo mnie, twóy umysł téy wyprawy żąda.
Więc boga, który z Jdy na Troię pogląda,
A czarną straszy chmurą ziemnego mieszkańca;
Proś, aby ci na wieszczbę swego dał posłańca.
Niech, po prawicy, ptaków król skrzydła roztoczy:
Jeśli taki obaczysz znak na własne oczy,
Możesz iechać z ufnością między Greckie straże:
Jeśli Jowisz posłańca swego nie pokaże;
Choć ten zamysł u ciebie mocno przedsięwzięty,
Zaklinam cię, móy mężu, nie iedź na okręty.„
„O! małżonko; rzekł starzec, spełnię radę twoię,
I troski trwożliwego serca zaspokoię.
Dobrze iest podnieść ręce do boga z pokorą.
Może te modły skutek pomyślny odbiorą.„
Zaraz kazał lać słudze wodę na prawicę,
Przyszła, niosąc nalewkę razem i miednicę.

Umyty, bierze złotą czarę z rak małżonki,        309
I między wspaniałemi pałacu przysionki,
Leie wino, i ręce ku niebu podnosi:
„Boże! którego z Jdy świat wielmożność głosi,
Nie miéy nędznego człeka płaczu w poniewierce,
Prowadź mię doAchilla, i zmiękcz iego serce.
Niechay ptak, co powietrznych kraiów berło trzyma,
Przeleci po prawicy przed memi oczyma.
Gdy tą pomyślną wieszczbą raczysz mię ucieszyć,
Będę mógł do naw Greckich z ufnością pośpieszyć.„
Skłonił się na wezwanie iego bóg przychylny,
I zaraz Pryamowi przysłał znak niemylny,
Orła, ptaka łowczego: A iak rozłożyście,
Dwa obszerne podwoie zamykaią wniście
Domu opatrzonego w dostatki bogacza;
Tak on szeroko skrzydła ogromne roztacza.
Po prawicy przeleciał nad wieżami miasta.
Na to we wszystkich radość i nadzieia wzrasta:
Siadł król na świetnym wozie, dobrze sobie tuszył,
I z brzmiącego przysionku z pośpiechem wyruszył.
Z wozem cztérokołowym idą muły przodem,
Jdey niemi kieruie: tuż równym zawodem
Poieżdża Pryam, biczem zacinaiąc konie.
Zebrani przyiaciele iego w liczném gronie,
Odprowadzaią, cała zapłakana rzesza,
Jak gdyby na śmierć iechał. Król w pole pośpiesza,

A lud wraca do miasta, z nim zięcie i syny.        335
Jowisz postrzegł ich obu w pośrodku równiny,
Ulitował się starca nieszczęsnego doli,
Więc głosi Merkuremu wyrok swoiéy woli.
„Synu, wszak w tobie ludzi naywiększa otucha,
Ty na ich prośby chętnie nadstawuiesz ucha,
Spiesz na ziemię, Pryama nie odstępuy krokiem:
Tak prowadź, by go żaden Grek nie dostrzegł okiem,
Póki pod Achillesa namiotem nie stanie.„
Zlecił: Merkury pełni oyca rozkazanie.
Zaraz do nóg przywiązał skrzydła złote, wieczne,
Na których ziemi, morza, krańce ostateczne,
Równy wiatrom przelata. Wziął laskę, tą ludzi
Jednych, gdy chce, usypia, drugich ze snu budzi.[9]
Z tą puszcza się Merkury bystrolotnm biegiem,
I staie nad obszernym Hellespontu brzegiem:
W okazałéy postaci idzie, iak król młody,
Gdy mu piérwszy włos kryie kwitnące iagody.
Pryam z woźnym za Jla grobem chwilę stoią,
Gdzie i konie i muły w brodach Xantu poią.
Już i noc czarnym cieniem kray ziemski powleka,
Wtém woźny idącego postrzega człowieka:
„Synu Dardana, rzecze, radź o sobie pilnie,
Idzie człowiek, obudwu zgubi nieomylnie:
Uciekaymy, lub chwyćmy pokornie za nogi,
Może sie nam da zmiękczyć, i cios cofnie srogi.„

Na ten głos zadrżał Pryam, członki mu zdrętwiały,        361
I z boiaźni na głowie zjeżył się włos biały.
Wtém zbliża się Merkury, za rękę go chwyta,
Słodkiemi zabezpiecza słowami, i pyta:
„Dokąd się wyprawuiesz, oycze, tak niewcześnie,
Gdy noc wszystkich żyiących pogrążyła we śnie?
Nie uważasz, o starcze, że tu niedalecy,
Sprzysięgli na twą zgubę, znayduią się Grecy?
Niechże postrzeże który, że skarby prowadzisz,
Niech na ciebie napadnie, iak sobie poradzisz?
Już niemłody, niewiele możesz ufać dłoni,
Ten też starzec zapewne ciebie nie obroni:
Ja ci nic złego nie chcę, i drugich w téy dobie
Odeprę, widzę bowiem obraz oyca w tobie.„
„Prawda, że niebezpieczną przedsiębiorę drogę,
Rzekł król, wszystkiego, synu, obawiać się mogę:
Lecz widzę, że móy ieszcze los bogów dotyka,
Gdy mi daią takiego w tobie przewodnika.
Jaki kształt! iaki umysł! iak ślachetne lice!
O! nie z ziemi, lecz z nieba są twoi rodzice!„
„Nie mylisz się, bogowie maią cię na pieczy:
Ale mi powiedz szczerze, gdzie wieziesz te rzeczy?
Prowadziszli te skarby, że się wam nie szczęści,
Do obcych ludzi, chcąc ie ocalić choć w części?
Czyli, gdy śmiercią syna chciał los cię zasmucić,
Wszyscy myślicie Troię z boiaźni porzucić?

Jaki rycerz! nayśmielszych on w boiu wyścigał,        387
I całą moc Achiwów na swych barkach dźwigał.„
„Jak zacna krew, młodzieńcze, w żyłach twoich płynie!
Rzekł Pryam, gdy z tém czuciem mówisz o mym synie!„
Bóg na to: „Ty mię starcze, doświadczasz w téy porze,
Takie czyniąc pytania o wielkim Hektorze.
O! nieraz ia go w polu Marsowém widziałem,
Szczególniéy, gdy nadludzkim uniesion zapałem,
Rżnął Greki, na okręty śmiałym wpadał krokiem:
Myśmy na to zdumionem poglądali okiem.
Gniewny na króla Pelid wstrzymał nas od boiu,
Któremu ia w ryrerskim towarzyszę znoiu;
W jednéy przybyłem nawie: oyciec móy bogaty
Poliktor, i długiemi obciążony laty.
Sześciu miał synów: innych trzyma dom spokoyny,
Mnie iednego z Achillem los wysłał do woyny.
Wyszedłem nieprzyiaciół obrotów dociekać.
Już Grecy dłużéy szturmu nie myślą przewlekać,
Jutro idą, bezczynność umysły ich zżyma,
Ledwie królów powaga ten zapał utrzyma.„
„Gdy w tobie towarzysza Achilla oglądam,
Rzekł Pryam, mów rzetelnie, co ia wiedzieć żądam:
Jestli móy syn u floty, powiedz mi otwarcie,
Czy go w sztuki pociąwszy, dał psom na pożarcie?„
A Merkury: „Rzuć, starcze, troski nadaremne,
Nie tknęły się go ptaki, ni bestye ziemne:

Dwunaste słońce, nocne rozpędza pomroki,        413
Jak leżą przy namiocie nieuczczone zwłoki:
Jednak ani robactwo dotąd ich nie iadło,
Ani żadne skażenie na członki nie padło.
Skoro światu Jutrzenka twarzy swéy udziela,
Włóczy go koło grobu swego przyiaciela,
Ale ciału nie szkodzi. Zdziwisz się, iak świeży,
Jak piękny, bez żadnego oszpecenia, leży.
Wszystkie rany zamknięte, z krwi cały obmyty,
Wielą bowiem razami twóy syn był przebity.
W szczególnéy on zostaie u bogów obronie,
Kochali go za życia, kochaią po zgonie.„
Rzekł: a starzec z radosném czuciem odpowiada:
„Dobrze czyni, kto bogom winne dary składa.
Nigdy móy syn, (ach! smutna wzięła go potrzeba!)
Nie zapomniał w swym domu o mieszkańcach nieba.
Oni, na łonie śmierci, względni nań wzaiemnie.
Lecz proszę, chciey tę piękną czarę wziąć odemnie.
Bądź mi wsparciem, bogowie błogosławią cnocie,
Jedź, i postaw mię w samym Achilla namiocie.„
Na to Merkury: „Starcze, kusisz móy wiek młody.
Ale żadne nie mogą skłonić mię powody,
Wziąć, z darów dla Achilla, iaki upominek.
Miałby złe bardzo skutki takowy uczynek.
I iażbym, z jego krztwdą, bogacić się życzył?
Tobie, choćby do Argów będę przewodniczył,

Morzem, lądem, iak zechesz: a przy takiéy straży,        439
Nikt się na ciebie ręki podnieść nie odważy.„
Po téy rozmowie lekkim skokiem na wóz wsiada,
Bierze bicz z ręki starca, leycem żywo włada,
A i w muły i w konie, wlewa zapał nowy.
Widzą przed sobą wieże i głębokie rowy,
Tam ucztę gotowały straż maiące Greki:
Im słodki sen Merkury spuszcza na powieki.
Już wrzeciądze odięte, iuż otwarta brama,
Z bogatemi darami wprowadza Pryama.
Otóż namiot Achilla: w górę go wywiodły
Wierne Ftyoty, ściąwszy niebotyczne iodły:
Lud mieszkanie rycerza balami ukrzepił,
A dach, zebraną trzciną na łąkach, zasklepił.
Z gęstych go palów parkan otaczał dokoła,
Rygiel drzwi ledwie mężów trzech podważyć zdoła:
Pelid się tylko nad nim bynaymniéy nie silił,
Sam i łatwo go zamknął, i łatwo odchylił.
Merkury, co go twórcą korzyści świat głosi,
Wtenczas ciężką zaporę dla starca podnosi,
Wprowadza wiozącego upominek drogi,
Skacze z wozu, i takie daie mu przestrogi.
„Jam Merkury: przyszedłem z rozkazu Jowisza,
Abym ci w twoiéy drodze był za towarzysza:
Odchodzę, od Achilla nie chcąc bydź widziany.
Nie zgadza się z godnością, ażeby niebiany

Miały tak oczywiście śmiertelnym pomagać.        465
Ty chwyć nogi rycerza, nie przestaway błagać,
Przez oyca i przez matkę, pięknym kształtną włosem,
I przez syna, by nad twym zlitował się losem.„
Gdy tak razem ostrzeże starca i pocieszy,
Merkury do Olimpu wyniosłego śpieszy.
Pryam wysiadł na ziemię, został Jdey czuły,
Aby pilnował z wozem rumaki i muły.
Do mieszkania Achilla starzec prosto zmierza.
Zastaie: towarzysze zdala od rycerza,
Sam tylko Automedon wierny, Alcym drugi,
Szczep Marsa, blizko stali dla iego usługi.
Stół nakryty, dopiero naiadł się i napił.
Wszedł Pryam cicho, ukląkł, za nogi obłapił,
I rękom srogim, które w podziemne otchłanie
Tylu wtrąciły synów, dał pocałowanie.[10]
Jako gdy kto zabiie gwałtownie człowieka,
Przed zemstą prawa, w obce krainy ucieka,
Wszystkich zdumi, w dom wszedłszy, gdzie schronienia żąda,
Tak Pelid na Pryama zdumiony pogląda.
Zdziwieni towarzysze patrzaią po sobie:
Gdy starzec zaczął, W ciężkiéy pogrążon żałobie:
„Pomniy na oyca twego, boski Achillesie,
W równym on ze mną wieku, w ostatnich lat kresie:
Może niesprawiedliwi cisną go sąsiedzi:
Nie ma, ktoby złe odparł, pod którém się biedzi.

Jednak słysząc, że żyiesz; wolny od rozpaczy,        491
Krzepi się tą nadzieią, że syna obaczy,
Gdy z Troi do oyczystéy powrócisz krainy.
Lecz ia naynieszczęśliwszy, miałem dzielne syny,
Z których podobno żaden żywy nie zostaie.
Piędziesiąt ich liczyłem, nim przyszły Danaie:
Z tych wyszło dziewiętnastu z łona iednéy matki,
W innych dały niewiasty swych uczuć zadatki.
Większą liczbę Mars krwawy w polu poobalał:
Ostatni, co ich bronił, i miasto ocalał,
Hektor, zginął od ciebie, walcząc za oyczyznę.
Po niego tu przychodzę, uczciy mą siwiznę,
Masz okup wielkiéy ceny, masz drogie ofiary:
Szanuy bogi, Achillu, nie gardź memi dary.
Przypomniy oyca, obu nas ciężar lat gniecie.
Możeż bydź kto odemnie biednieyszy na świecie?
Jam usta . . . tegom wreście nieszczęśliwy dożył!
Na ręce synów moich zabóycy położył!„
Rzekł: na wspomnienie oyca rycerz czule wzdycha,
Więc zwolna rękę starca od siebie odpycha.
Ten Hektora wspomniawszy, w nim państwa nadzieie,
Leżąc u nóg Achilla, rzęsiste łzy leie:
Tamten na dwie osoby swą czułość rozdziela,
Już płacze oyca, znowu płacze przyiaciela.
Spólne ich narzekania, i płacz pomieszany,
Smutném echem namiotu powtarzały ściany.

Pofolgowawszy sercu łzami obfitemi,        517
Wstał, i podaiąc rękę, podniósł starca z ziemi:
Wzruszyła go poważna głowa, broda siwa,
Nakoniec się do niego w tych słowach odzywa:
O nieszczęśliwy starcze, coś ty nędzy zażył!
Jakżeś się sam przez obóz Grecki przeyśdź odważył?
Ażebyś przed obliczem rycerza się stawił,
Którym cię tylu synów walecznych pozbawił?
Gdyś to zrobił, z żelaza kute serce w tobie.
Lecz siądź, uspokoymy się obadwa w żałobie:
Na co się mamy dręczyć! próżne nasze smutki,
Żadne z nich dobre dla nas nie wynikną skutki.[11]
Smutek dostali ludzie od bogów podziałem,
Oni się tylko cieszą szczęściem doskonałém.
Dwoiste pod Jowisza tronem iest naczynie,
Z jednego złe, z drugiego dobre dla nas płynie.
Czyie losy z obudwu naczyń Jowisz miesza,
Tego naprzemian smuci, naprzemian pociesza.
Komu ze złego czerpa, ten skazan na nędzę,
W ohydzie, wzgardzie, smutną ciągnie życia przędzę,
Błąka się, pod ciężarem zgryzoty się trudzi,
Równie znienawidzony od bogów i ludzi.
Dla Peleia bogowie szczodrzy od początku,
Zdziwiał wszystkich skarbami, wielkością maiątku,
I przemożném się berłem nad Ftyoty chlubił,
Choć śmiertelny, boginią za żonę poślubił.

Ale mu niebo w innym uskąpiło względzie,        543
Tronu iego potomstwo, po nim nie osiędzie.
Jednego spłodził syna, i ten prędko zgine.
Oto pędzę dni smutne w dalekiéy krainie,
Żadném nie będąc wsparciem dla starego oyca,
Tu siedzę twóy niszczyciel, twych synów zabóyca,
I na ciebie bogowie wylali swe dary,
Co tylko dzierży Lesbos, gdzie rządził Makary,
Frygiia i Hellespont, toś wszystko posiadał,
Nadto świetne i liczne potomstwo bóg nadał.
Lecz twoie szczęście w jednéy nie trzyma się mierze,
Wre bóy przy murach miasta, giną wam rycerze.
Znoś więc! żaden od nędzy nie wyięty człowiek,
Przytłum w sercu boleści, i otrzyy łzy z powiek.
Bo nie odzyskasz syna, który iuż w Erebie,
Nie cofniesz go, a płaczem gubisz ieszcze siebie.„
„Nie wyciągay, bym siedział, rzekł mąż równy bogu,
Póki Hektor niegrzebny przy twym leży progu:
Odday ciało niezwłocznie, o tę łaskę proszę,
Chciéy przyiąć liczne dary, które ci przynoszę.
Obyś ich użył, miłą obaczył oyczyznę,
Gdyś mi życie zachował, uczcił mą siwiznę:
Przez ciebie ieszcze słońca cieszę się widokiem.„
Pelid na niego patrząc zapaloném okiem:
Nie chciéy mię gniewać starcze, nie bądź mi natręny:[12]
Nimeś przyszedł, Hektora oddać byłem chętny:

Matka, co na morskiego starca łonie wzrosła,        569
Tetys mi od Jowisza ten rozkaz przyniosła.
Ale widzę, Pryamie, i nic mię nie zwodzi,
Że cię z bogów kto przywiódł do Achayskich łodzi.
W sile wieku tu człowiek weyśdź się nie odważy,
Aniby mógł oszukać oka czuynéy straży:
Ani namiotu mego wrzeciądza odchylić.
Nie wzbudzay we mnie gniewu, przestań mi się kwilić,
Żebym cię stąd nie wypchnął; tak, winny dwa razy,
Zgwałciłbym ludzkość, złamal Jowisza rozkazy.„
Drżący król woli iego poddać się nie zwłóczył,
Z prędkością lwa, z namiotu Achilles wyskoczył,
Lecz nie sam: Automedon, Alcym za nim śpieszy,
Ich przyiaźnią po stracie Patrokla się cieszy.
Konie i muły z jarzma wyprzągłszy, prowadzą
Woźnego do namiotu, i na krześle sadzą:
A z wozu ładownego biorąc sprzęt bogaty,
Przeznaczony dla ciała Hektora opłaty,
Dwa zostawuią płaszcze na iego pokrycie,
I szatę, którą zdobi prześliczne wyszycie.
Brankom ciało myć kazał i maścić na boku,
Chcąc oycu bolesnego oszczędzić widoku;
Mógłby ięczyć, w nim wzbudzić gniew przez swoie żale,
I zabiłby go, z wzgardą boga, w tym zapale.
Miękka dłoń dziewic myie ciało i namaszcza,
Okrywa piękną szatą i obwodem płaszcza:

Pelid ie na pogrzebne łoże dźwignął z ziemi,        595
I na wozie położył z towarzyszmi swemi,
A wzywając Patrokla wpośród ięków wielu;
„Nie miéy mi tego za złe, miły przyiacielu,
Jeśli się w piekle dowiesz o moim uczynku.
Wziąłem okup za ciało w drogim upominku:
Ale mam obowiązki przyiaźni w pamięci,
I większą część tych bogactw Achil ci poświęci.„
Powróciwszy, naprzeciw Pryama usiada,
I co uczynił, temi słowy opowiada.
„Masz syna, byłem twemu powolny życzeniu,
Rano go przy Jutrzenki obaczysz promieniu.
Teraz przyymiy posiłek, uśmierz serca mękę.
I Niiobe ściągnęła do pokarmu rękę.
Chociaż dwunastu dzieci żałowała straty.
Sześć miała cór, sześć synów, iakby świeże kwiaty.
Synów iéy brzmiąca Feba zabiła cięciwa,
Córy strzałą Dyana obaliła mściwa,
Za to, że matka śmiała równać się Latonie:
Bogini dwoie, rzekła, poczęła w swem łonie,
A ona mogła liczném potomstwem się chlubić.
Lecz płód Latony, łatwo mógł iéy dzieci zgubić.
Przez dziewięć dni leżały wśród własnéy posoki,
Niegrzebne, Jowisz w twarde lud zmienił opoki:
Dziesiątego dnia, bogi złożyły ich w grobie.
Po łzach matka pokarmu nie przeczyła sobie,

Choć tak srodze bolała, że w Sypil pustyni,        621
Gdzie mieszkaiące Nimfy, każda w swéy iaskini,
Na brzegach Acheloiu lekkim tańczą skokiem;
Zmieniona, w skałę, ieszcze łzy leie potokiem;
My, zacny starcze, ból nasz zwyciężmy nareście:
Napłaczesz się dość syna, gdy iuż będzie w mieście,
Tam niech nic nie tamuie biegu łzom rzęsistym.„
Wstaie prędko, i owcę rżnie z runem srebrzystym,
Odarli towarzysze, na sztuki posiekli,
I przyprawiwszy mięso, na rożnach upiekli.
Kładą na stół: chleb, który w pięknych koszach mieli,
Automedon rozdaie, Pelid mięso dzieli.
Przygotowana uczta do smaku przypadła.
A kiedy iuż dość mieli napoiu i iadła,
Stary Pryam nie spuszczał z Achillesa oka,
Dziwi go kształt nadludzki i postać wysoka:
Żądza poznania starca w Achillu taż sama,
Zadziwia go powaga i mądrość Pryama.
W zadumieniu wzaiemném przepędzili chwilę,[13]
„Pozwól, piérwszy rzekł Pryam, niech się snem zasilę.
Odtąd, iak zginął Hektor z tobą w poiedynku,
Nie tylko nie użyłem żadnego spoczynku,
Alem, na ziemi leżąc, w popiele się taczał,
Łzy lał bez przerwy, ięczał, wzdychał i rozpaczał:
U ciebie wziąłem Bacha i Cerery dary,
Dotąd nie iadlem, do ust nie przytknąłem czary.„

Rycerz młodzi i brankom daie rozkazanie        647
By miękkie pod przysionkiem zrobili posłanie,
Ze skór i sztuk szkarłatnych, i z przecudnym wzorem
Kobierców, i nakrycia z wełnianym kędziorem.
Wyszli natychmiast, w ręku trzymaiąc pochodnie,
Scielą łoża, gdzie starcy będą spać wygodnie.
Kryiąc, czemu w namiocie mieścić ich nie może,
Tak mówi: „Pod przysionkiem gotowe iest łoże:[14]
Mógłby tu przyyśdź kto z Greków: i w noc wiele razy
Przychodzą, szukać rady, albo brać rozkazy:
Gdyby się twoia bytność do króla doniosła,
Nowaby do okupu zawada urosła.
Ale mi powiedz, iak ci potrzebny czas długi,
Do oddania synowi ostatniéy usługi.
Abym lud wstrzymał, i sam nie myślał o woynie.„
„Gdy mi pozwolisz pogrzeb odprawić spokoynie,
Rzekł Pryam, i powściągniesz Greki przez tę porę:
Nową od ciebie łaskę, Achillu, odbiorę.
Wiesz, żeTroian zamkniętych w mieście trzyma trwoga,
A na górę po drzewo dość daleka droga.
Dziewięć dni w domach naszych płakać go zasiędziem,
Dziesiątego pogrzebną biesiadę ieść będziem:
Potém dźwigniem grobowiec: a gdy trzeba, zbroie
Na nowo wdzieiem, nowe rozpoczniemy boie.„
„Będziesz miał czas żądany do pogrzebnéy cześci,
Wszystko daie, Pryamie, dla twoiéy boleści.„

To rycerz powiedziawszy, rękę starca bierze,        673
Aby zaufał iego szczerości i wierze.
Zaraz Pryam i woźny pod przysionek wyśli,
Kładą się, oba pełni niespokoynych myśli.
Pelid wgłębi namiotu do spoczynku idzie,
I słodko śpi przy swoiéy pięknéy Bryzeidzie.
Tak spoczywał ród bogów i ród ludzi ziemny,
Merkurego nie chwycił powiek sen przyiemny,
I cały w różnych myślach, nie przestawał radzić,
Jak straż podeyśdź, Pryama skrycie wyprowadzić.
Więc, stanąwszy nad głową, mówi poseł boski:
„Toż cię, starcze, iuż żadne nie zaymuią troski?
Że Pelid cię oszczędził, uczcił wiek dostoyny.
Możesz wśród nieprzyiaciół bawić się spokoyny?
Drogąś opłatą syna lubego odkupił,
Ale się lękay, by cię więcéy Grek nie złupił.
Niech się o tobie Atryd, niech się obóz dowie,
Trzykroć tyle za ciebie muszą dadź synowie.„
Zląkł się, wzbudził woźnego: Merkury do wozu
Zaprzągł konie i muły, i ruszył z obozu.
Spieszą się: ich wyiazdu nie poczuły Greki.
Gdy do krętéy Skamandru zbliżyli się rzeki,
Która z nieśmiertelnego Jowisza się rodzi,
Merkury bystrym lotem do nieba odchodzi.
Już Jutrzenka szkarłatne ukazała skronie:
Oni ku miastu z jękiem popędzaią konie.

Na przodzie z martwém ciałem postępuią muły.        699
Nikt nie byl z mężów, z niewiast, tak ranny, tak czuły,
Jak Kassandra: ta pierwsza na zamek pobiegła,
Ta woźnego i oyca lubego postrzegła,
I na wozie złożone ciało woiownika.
Jęczy, na wszystkie strony żałobnie wykrzyka:
„Troianie i Troianki! nuż więc teraz śpicie!
Jak zwycięzcę Hektora witaliście w mieście,
Gdy z tryumfem powracał z woiennego trudu:
Idźcie! on był zaszczytem oyczyzny i ludu!„
Wszystkich żal przeiął, całe miasto się wyrusza,
Męże, niewiasty, żadna nie została dusza:
Pod bramą na trup żona i matka upada,
Rwą włosy: a płacząca ciśnie się gromada.
Tak, nad wielkim Hektorem, byliby zapewne
Aż do zachodu słońca, ronili łzy rzewne;
Gdy Pryam rzecze z wozu: „Ustąpcie Troianie,
Daycie mi wolne przeyście: kiedy w domu stanie,
Tam będziecie nad ciałem do woli płakali.„
Rozstąpili się, mułom z wozem mieysce dali.
W domu złożone ciało na łoże ozdobne:
Wtedy śpiewaki pieśni zaczęły żałobne,
Dla ostatniéy zmarłego bohatyra cześci:
Ich głosom towarzyszy w koley ięk niewieści.
Andromacha Hektora głowę w rękach trzyma,
Zaczyna żal z pełnemi łez rzewnych oczyma:

„Giniesz, kochany mężu, w samym wieku kwiecie!        725
Mnie wdową zostawuiesz! . . nasz syn ieszcze dziecię,
Któreśmy nieszczęśliwi rodzice wydali.
Nie dorośnie lat! . . prędzéy to miasto się zwali:
Nie ma w tobie, Hektorze, naywiększéy obrony,
Tyś sam ocalał dzieci i cnotliwe żony.
Wszystkie teraz zwycięzca weźmie na swe statki!
Ty synu, lub popłyniesz w towarzystwie matki,
Gdzie, iakiż widok moie zasmuci oblicze!
Twardy cię pan na prace skaże niewolnicze!
Albo tu który z wodzów Achayskich zaiadły,
Że ich liczne, Hektora ręką, męże padły,
Na tobie brata, oyca, syna, mszcząc się zgonu,
Zepchnie na zatracenie z wieży Jlionu!
Na nas cały obrócą gniew nieprzyiaciele,
Bo oyciec twóy był straszny w krwawém Marsa dziele.
Dlategoć we łzach po nim są wszystkich zrzenice.
W jakimeś żalu twoie pogrążył rodzice!
Lecz mię nędzną skazałeś na dozgonne ięki!
Konaiąc nie ściągnąłeś z łoża do mnie ręki,
Aniś wyrzekł iakiego roztropnego słowa,
Któreby, iak ostatnią pamiątkę, twa wdowa
Rozmyślała, łzy leiąc i we dnie i w nocy!„[15]
Tak biedna narzekała na swóy stan sierocy,
A niewiasty łączyły głębokie wzdychania.
Hekuby żal gwałtowne przerywaią łkania:

„Nayukochańszy z synów, móy Hektorze drogi!        751
Póki byłeś przy życiu, kochały cię bogi,
I po śmierci doznałeś wzgłędnéy ich opieki.
Innych synów przedawał Pelid w kray daleki:
Słał do Jmbru, lub Samu, lub na wyspę twardą
Lemnu, gdzie żyli w więzach i okryci wzgardą.
Tyś padł w ślachetnym boiu. Prawda, iż się srożył.
Żeś mu Patrokla trupem twą włócznią połóżył,
Włóczył cię koło grobu! . . O! zemsta zaciekła!
Jednak go tą srogością nie przywołał z piekła.
Ciebie oglądam świeżym, masz twą piękność całą,
Jakbyś nayłagodnieyszą poległ Feba strzałą.„
We wszystkich ciężkie ięki wzbudził płacz królowy.
Trzecia Helena temi żal zaczyna słowy:
„Hektorze! z braci męża naywięcéy mi luby!
Z pięknym bowiem Parysem związały mię śluby:
Ach! czemum nie zginęła piérwéy nieszczęśliwa!„
Dwudziesty rok pobytu mego tu upływa,
Odtąd gdym się ważyła oyczyznę porzucić;
Nigdy mię przykrém słowem nie chciałeś zasmucić![16]
Owszem, kiedy bratowe moie, albo siostry,
Albo świekra, czyniły iaki wyrzut ostry,
Bo świekr był zawsze oycem: tyś biedną zasłaniał,
Tyś do ludzkości, twoią łagodnością skłaniał.
Płacząc nad tobą, siebie nieszczęśliwa płaczę,
Już takiego obrońcy w Troi nie obaczę:

Dzisiay bez przyiaciela, wzgardzona, obrzydła,        777
Będę u wszystkich nakształt iakiego straszydła.„
 Tak narzeka, a z oczu iéy strumień łez ciecze,
Wzdycha z nią cała Troia; gdy Pryam tak rzecze:
„Pośpieszcie się, Troianie, zwieźcie drzewo z lasu,
Nie bóycie się zasadzek w tym przeciągu czasu.
Przyrzekł Pelid, nie piérwéy zwrócić broń do miasta,
Aż na niebie zaświéci Jutrzenka dwunasta.„
Zaraz lud woły, muły, do wozów zakłada,
Z murów nieprzeliczona wychodzi gromada,
Dziewięć dni ięczy Jda pod toporów ciosem.
Gdy dziesiąta Jutrzenka z pięknym wstała włosem,
Wynieśli ciało z płaczem spółziomkowie mili,
I złożywszy na stosie, ogień podniecili.
Ale gdy piérwsze zorze płomieniami błyśnie.
Wielkie mnóstwo do stosu Hektora się ciśnie:
Zgasili go, czarnego wina leiąc wiele.
Potém bracia i wierni iego przyiaciele,
Zebrali białe kości, łzy leiąc potokiem,
W głębi serca tak smutnym wzruszeni widokiem.
Składaią w złotą puszkę ostatki żałobne,
Którą kryią z purpury zasłony ozdobne.
Wreście w rowie głębokim umieszczaią zwłoki,
Toczą głazy, i wznoszą grobowiec wysoki:
A na Achiwów śpiegi uważaią wszędzie,
By nie wpadli, gdy w świętym zabawni obrzędzie.

Tak kiedy rycerzowi grobowiec wynieśli,        803
Do królewskiego domu gromadnie się ześli:
Swietną ucztę ludowi dał Pryam w swym dworze.
Ten był obchód pogrzebny po wielkim Hektorze.        806





Przypisy

  1. Widzieliśmy w xiędze IX., że Achilles dzieła bohatyrów opiewał. Tu sobie przypomina prace z Patroklem podeymowane. Jest on wielkim w saméy boleści, i charakter iego zupełnie utrzymany.
  2. Zemsta, gniew, uczucie krzywdy, mówi Marmontel, są w naturze ludzi tkliwych, i przez dobroć charakteru skłonnych do cnoty. Ta czułość i dobroć nawet iest początkiem i karmią tych namiętności: co Homer przedziwnie w swoim Achillesie wystawił. Zaiadłość, z którą mści się śmierci swego przyiaciela, nie czyni go nienawistnym; ponieważ wynika z przyiaźni; a zbytek nawet w cnotliwém uczuciu, uymuie serca.
  3. Zdaie się, że ten wiersz i dwa po nim następuiące, były późniéy przydane: gdyby Homer znał tę baykę, zapewneby o niey piérwéy wzmiankę uczynił.
  4. Ten róg zasłaniał sznurek, że go ryby przegryźć nie mogły.
  5. Tetys po części winna względy, z któremi tu przyięta, że była matką Achillesa.
  6. Trzeba było rozkazu boga, do przełamania tak zaciętego człowieka, iakim iest Achilles: lubo przeyście od zemsty do litości, w umysłach wyniosłych, nie ma nic przeciwnego naturze. Podobnie choć Pryama miłość oycowska, pociągnęła do obozu Greków, postępek atoli tak nadzwyczayny, musiał bydź ułatwiony przez wprowadzenie bogów.
  7. Tu iest prawdziwy ięzyk natury, i czytaiąc to mieysce, każdy sobie wystawić powinien, że Hekuba nie inaczéy, tylko rzewnemi zalawszy się łzami, te słowa wymawiać musiała.
  8. Nieszczęście może zaostrzyć naysłodszy charakter: cała Jliada wystawia Pryama, iak pełnego dobroci.
  9.  
    Ille patris magni parere parabat
    Imperio: et primum pedibus talaria nectit
    Aurea, quæ sublimem alis, sive æquora supra,
    Seu terram rapido pariter cum flamine portant.
    Tum virgam capit: hac animas ille evocat orco
    Pallentis: alias sub Tartara tristia mittit.

    Æneid: Libr: IV. v. 233.

     
    „On podług woli oyca, nie odwłóczy drogi,
    „Naprzód zaciąga złote obuwie na nogi,
    „I w niém, idąc z bystremi wiatrami w zawody,
    „Lekkiém wznosi się skrzydłem nad ziemie i wody,
    „Bierze laskę, nią dusze wywołuie ciemne
    „Z piekła, inne posyła w krainy podziemne.

  10. Scena ta iest naytkliwsza w całéy Iliadzie. Mowa Pryama do Achillesa, uważana była od wszystkich za wzór rozrzewniaiącéy i przenikaiącéy serce wymowy. Wolter w 80. przeszło roku życia swoiego, pięknym ią wierszem naśladował.
  11. Achilles ciesząc Pryama, i nieiako dzieląc iego boleść, prawie zagładza pamięć barbarzyństwa swego nad Hektorem.
  12. Jaka porywczość i gwałtowność! Homer nawet wystawuiąc skłonnym Achillesa do litości, zachował iego charakter.
  13. Ta scena niema między dwoma osobami, tak dopiero sobie nienawistnemi, a teraz z wzaiemném na siebie patrzącemi zadziwieniem, iest bardzo interessuiąca.
  14. Nie byłoby przyzwoicie, żeby Pryam w jednym namiocie ze sprawcą tylu swoich nieszczęść, noc przepędził. Lecz żeby się nie obrazał, że mu pod przysionkiem posłanie przygotowano, dał tego Achilles bardzo zręczną przyczynę.
  15. Jaka czułość! iaki głos żalu! tego mieysca bez rozrzewnienia czytać nie można.
  16. Trudno dadź lepsze wyobrażenie o dobroci serca i łagodności charakteru Hektora.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Homer i tłumacza: Franciszek Ksawery Dmochowski.