Gospoda pod Aniołem Stróżem/X

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Sophie de Ségur
Tytuł Gospoda pod Aniołem Stróżem
Rozdział Kiedyż ślub nastąpi?
Data wydania 1887
Wydawnictwo Wydawnictwo Księgarni K. Łukaszewicza
Druk Drukarnia „Gazety Narodowej“
Miejsce wyd. Lwów
Tytuł orygin. L'auberge de l'Ange Gardien
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


X.
Kiedyż ślub nastąpi?

Generał nareszcie zaspokoił głód, przytem zaznajomił się z dziećmi, które też z nim poszły. Jakób poprowadził go do Proboszcza, żeby odwiedzić biednego Piotrka. Był on od pewnego czasu tak zmieniony, że go zaledwie poznali; już wcale nie zasługiwał na przydomek „gałganiarza“. Gospodyni Proboszcza, kobieta rzadkiej dobroci i uczciwości, troskliwie zajęła się sierotą, umyła go, uczesała, przebrała w świeżą bieliznę i nowiutką odzież. Piotrek zdawał się być niezmiernie kontent ze siebie a jeszcze bardziej, gdy ujrzał wchodzącego Jakóba z Generałem. Słuchał on z wielkiem zadowoleniem, jaką rolę odegrał Jakób i Moutier w oswobodzeniu Generała.
Generał serdecznie dziękował Proboszczowi za trudy poniesione około ukształcenia Jakóba i za ojcowską opiekę nad biednym Piotrusiem.
— Jesteś pan zacnym, uczciwym człowiekiem, mówił Generał, ściskając go za rękę i niezmiernie się z tego cieszę, że mogę to panu wyrazić słowami.
— Nie moje to dzieło, odparł skromnie Proboszcz, bo w niem po największej części brały udział pani Blidot i jej siostra.
— Doprawdy? zawołał Generał. Czy też ksiądz wiesz o tem, że wydałem za mąż siostrę pani Blidot?
— Elfy? Niepodobna.
— Tak jest; wyposażyłem jej przyszłego męża, gdyż biedaczysko byłby zrzekł się jej ręki, z tej przyczyny, że ona ma pieniądze, a on ich nie ma. To mię tak rozgniewało, że chcąc całą rzecz załatwić natychmiast, ofiarowałem mu 20 tysięcy franków. Takiego im wypłatałem figla! Teraz za to on bogatszy.
— Ale kogoż poślubia, ta moja pieszczotka? zawołał Proboszcz ze śmiechem; dotąd przynajmniej odmawiała wszystkim, mówiąc: Nie kocham pana. Skoro zaś nacierałem na nią, tłumaczyła się: Że kochać już nikogo nie może. To znowu śmiejąc się, twierdziła: że nie pójdzie nigdy za mąż.
— Nie można zbytecznie dowierzać młodym dziewczętom. Powtarzam księdzu, że poślubia Moutier, mojego wybawcę, jednego z najodważniejszych ludzi.
— Dzielnego Moutier! To mi się bardzo podoba, to mię nadzwyczaj cieszy.
— Kiedyśmy byli oba ranni, mówił w dalszym ciągu generał, ja jeniec wojenny i on mój przyjaciel, wówczas słyszałem często, z jakiemi pochwałami odzywał się o swoich przyjaciółkach, szczególniej zaś o miłej, dobrej i lubej Elfy. Wtenczas to nakłaniałem go do ożenienia się. Mój towarzysz wprawdzie nie odmawiał, ale zwlekał, gdyż przedewszystkiem chciał sobie uzbierać nieco grosza. Mówiąc między nami, przybyłem tutaj jedynie po to, aby doprowadzić do pomyślnego skutku ową sercową sprawę i po raz drugi zostałem przez niego uratowany, popadłszy w zastawione sieci tego niegodziwego Bournier. Czy to nie jawny znak opatrzności? Gdyby nie natrafił na Durakina, czy mógłby spełnić swe od tak dawna upragnione projekta.
— Któż to jest Durakin? pyta proboszcz.
— Ten, który ma zaszczyt mówić obecnie z księdzem, nazywam się Durakin; — nazwisko rzeczywiście śmieszne, bo u nas w rossyjskim języku, znaczy to: kiep!
Proboszcz serdecznie się uśmiał i ulegając prośbie swego nowego znajomego, postanowił udać się do gospody pod Aniołem Stróżem, żeby złożyć życzenia obu siostrom.
Gdy obaj rozmawiali, Jakób i Piotr nie tracili czasu nadaremnie Piotr opowiedział Jakóbowi że nie ma już od dawna rodziców; że od ósmego roku życia, bawił u jednej wiejskiej kobiety, którą uważał za matkę. Ona to właśnie oddała go niegodziwemu Bournier. Skoro jednak śmiertelnie zachorowała, przyznała się chłopcu, że nie jest jego matką, lecz, że go ukradła dzieckiem jeszcze. Uczyniła to przez zemstę, gdyż rodzice Piotrusia odmówili jej jałmużny i wypędzili z domu. Po wyzdrowieniu zaś, ofiarowała się go odprowadzić do rodziców, chociaż nie zmieniło by to w niczem jego losu, gdyż rodzice Piotrka byli ludzie ubodzy i mieli więcej jeszcze dzieci. Wkrótce potem kobieta owa umarła, ale Piotrek wie, że Bournierowi wskazała i miejsce zamieszkania rodziców chłopca i ich nazwiska.
Na to Jakób odrzekł, że Piotrek powinien o wszystkiem zawiadomić proboszcza, a ten może skutecznie podziałać na Bouruier i dowiedzieć się od niego bliższych szczegółów.
Jakób i Piotr prosili, aby mogli razem pozostać na probostwie.
W skutek tego generał i proboszcz udali się sami do gospody pod Aniołem Stróżem, gdzie znaleźli Moutier rozmawiającego z Elfy, pani Blidot zajęta gospodarstwem od chwili do chwili mieszała się także do rozmowy.
— Patrz proboszczu, oto właśnie siedzi przy sobie zakochana para. Sądzę więc, że teraz wierzysz, iż się ze sobą połączą.
Proboszcz zbliżył się do Elfy, a pobłogosławiwszy ją, rzekł:
— Bądź szczęśliwą moja córko! Uczyniłaś jak najlepszy wybór. Człowiek ten jest pobożnym i rozsądnym. Poznałem to za pierwszą jego bytnością, w chwili, kiedy przyszedł do mnie, ażeby zasięgnąć o was wiadomości.
— Dziękuję panu, księże proboszczu, za pochlebną opinię i pragnę również otrzymać jego błogosławieństwo, mając zamiar połączyć się dozgonnie z moją drogą Elfy.
Moutier ukląkł a poczciwy proboszcz rozciągnął nad nim ręce błogosławiąc. Zanim powstał, pochwyciwszy dłoń Elfy, wyrzekł:
— Przysięgam przed Bogiem i tobą, księże proboszczu, że użyję wszelkich starań, ażebym życie mojej kochanej Elfy uczynił szczęśliwem, pomyślnem, jak również nigdy nie zapomnę, że szczęście nasze zawdzięczamy jedynie samemu Bogu.
Foczem powstał, całując w rękę Elfy. Pani Blidot płakała, Elfy łkała a nawet i generał nie mógł ukryć swego wzruszenia.
— Do licha, rzekł, widzę, że i ja muszę dobyć chustkę z kieszeni. Czy nie przestaniecie nareszcie? zawołał. Przyprowadziłem tutaj proboszcza, aby mu pokazać jak jesteście szczęśliwi, a tymczasem Moutier wyprawił nam taką scenę, że aż jego narzeczona i jej siostra spłakały się, a mnie mimowoli popłynęły łzy z oczów. Ksiądz proboszcz także ma mokre źrenice, widzę wreszcie że i Moutier nie pozostał równie obojętnym.
— Panie generale, łzy te, są łzami radości, pierwsze w mojem życiu, a panu zawdzięczam to słodkie wzruszenie. Jesteś moim dobroczyńcą, dodał ściskając serdecznie ręce generała.
Wówczas generał ucałował Moutier, a rzucając go w objęcia proboszcza, sam co żywo wybiegł, zatrzaskując drzwi za sobą.
Po niejakiej chwili proboszcz usiadł, to samo uczynili i inni, gdy nagle otworzyły się drzwi i pokazała się głowa generała:
— Kiedyż ślub nastąpi? zapytał.
— Ślub? rzekła Elfy jakby zdumiona, nie mieliśmy jeszcze czasu pomyśleć nad tem.
— Ja zaś o wszystkiem myśleć muszę i chcę koniecznie wiedzieć o dniu ślubu, żebym na czas u Chevet mógł zamówić kolacyę cukrową.
— Za pozwoleniem pana generała, odpowiedział Moutier, zanadto pan się spieszysz i zapominasz o naszej podróży do kąpieli i o naszych ranach.
— Wcale nie zapominam ani o jednem ani o drugiem, ale przedewszystkiem musisz odbyć wesele.
— O bynajmniej, wtrąciła Elfy, Józef ma słuszność, musisz pan naprzód pojechać do kąpiel a my będziemy panu towarzyszyli, abyś nie pozostał bez należytej opieki.
— Tak jest moja droga Elfy, dodał Moutier. Postanowienie twoje bardzo rozsądne. Musimy rozdzielić się na chwilę, aby już potem nie rozstawać się ze sobą.
— Hm! hm! bąknął generał. A za kogóż to wy mnie macie? Któż to śmie brać mię w kuratelę jak niedorostka! I ty Moutier i twoja Elfy macie słuszność, lecz i ja przecież jestem już w wieku dojrzałym. Czy myślicie, że w 63 roku życia, już się nie wie co się czyni? A jeżeli się uprę i dopiero pojadę do kąpiel po ślubie? To co?
— To pan tu pozostaniesz pod naszą opieką, a Józef pojedzie do kąpieli, aby się wyleczył całkowicie z ran i żeby nie był zmuszonym później odjeżdżać odemnie.
— Gadajże tu z nimi, rzekł generał. Oto co zrobi z człowieka kobieta. Ha! trudno, nie opieram się, lecz poddaję woli pani i jutro wraz z Józefem odjeżdżamy a sądzę, że wkrótce wygoi się on zupełnie.
— O jutro nie, zawołała Elfy, niezmiernie przerażona tak pospiesznym rozdziałem. Dopiero zaledwie kilka słów mówiłam z Józefem a moja siostra jeszcze nie przygotowała wszystkiego jak należy. Nie chcę, żeby tak prędko odjeżdżał... Mój Boże, jak to trudno zdecydować się na coś podobnego... Księże proboszczu, kiedy rzeczywiście mogłabym go puścić od siebie?
Generał zatarł ręce z radości, mówiąc:
— Aj! aj! Na myśl o odjeździe rozum się miesza a na placu boju jako zwycięzca staje miłość Hurra! kiedyż tedy ślub nastąpi?
— Ależ nikt zupełnie o tem nie myśli, odparła Elfy. Jaki z pana generała gorączka. Czy już nie można odnaleźć jakiej pośredniej drogi? Przy pańskich żądaniach przyspieszenia ślubu i przy chęci nagłego odjazdu, wszystkim nam przekręciło się w głowie. Ja sama nie wiem co mówię, rzeczywiście Józef nie może oddalać się, dopóki nie złoży zeznania w sprawie Bournier i pan, panie generale, także będziesz słuchany. Nie prawdaż księże proboszczu?
Moutier uśmiechnął się i nawet po części był uradowany, że dłużej pozostanie przy Elfy.
— Nic zgoła na to nie odpowiem, wyrzekł Moutier, gdyż tak dzielnie bronisz naszej wspólnej sprawy i tak mówisz pięknie, że z prawdziwą przyjemnością słucham cię i słuchać będę całe moje życie.
— Masz zupełną słuszność Elfy, odezwał się proboszcz, trzeba powstrzymać się z podróżą do czasu powołania sądowego, które zapewne za kilka dni nastąpi.
— Zupełnie podług mego zdania, wtrąciła teraz pani Blidot. Chciałam to samo powiedzieć, miałam już te wyrazy na języku.
— Dla czegoż zatem dotąd powstrzymałaś się? zapytała Elfy.
— Alboż miałam czas po temu! rzekła ze śmiechem pani Blidot. Mówisz ciągle sama i z takiem rozognieniem, że nawet Moutier nie mógł przyjść do słowa.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Sophie de Ségur.