Ewa (Wassermann)/Nocne rozmowy/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jakób Wassermann
Tytuł Ewa
Podtytuł „Człowiek złudzeń“: powieść druga
Data wydania 1920
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy „Renaissance“
Druk Drukarnia Ludowa w Krakowie
Miejsce wyd. Warszawa — Poznań — Kraków — Lwów — Stanisławów
Tłumacz Franciszek Mirandola
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
29.

Weikhardt pracował od dwu już lat nad „Zdjęciem z Krzyża“, skończyć nie mogąc. Wyraz Chrystusa, mimo wszelakich wysiłków samotnych roztrząsali i zmagań się umykał mu ciągle.
Miłosierdzie i ból miało promienieć z tych rysów.
Niezliczone razy zeskrobywał płótno, brał modele, spędzał dni całe przed obrazami starych mistrzów, zrobił setki szkiców i studjów, próbował, próbował zawsze, ciągle bez skutku.
Z wiosną zaślubił Helenę Falkenhaus, o której mówił swego czasu Imhofowi i żył z nią cicho, skromnie, gdyż środki materjalne zmuszały do oszczędności. Helena znosiła to bez szemrania, w czem jej była pomocną prawdziwa, czysto płomienna religijność, tak że mąż nie odczuwał brzemienia odpowiedzialności.
Odczuwała sztukę głęboko. Pokazywał jej szkice, ona zaś uznawała, że chociaż są bliskie, nie sięgają zamierzonych wyżyn. Było tu cierpienie i miłosierdzie, ale nie chrystusowe jeszcze.
Przybyła w końcu do Monachjum polska hrabina, dla której wykonał cykl Luiniego i na danem przez nią przyjęciu, spotkał Weikhardt Sybilę Scharnitzer, którą mu pokazano przed laty w którejś pracowni, otoczoną pochlebcami i wielbicielami. Wówczas odniósł jeno ogólne wrażenie jej piękności.
Teraz popadł w magnetyczne podniecenie, jakby coś ją łączyło z dziełem jego. Stała mu się niezbędną. Podszedłszy, ujął ją zręczną konwersacją, sterując przezornie do upatrzonego celu. Wchłaniał każdy wyraz twarzy, gest, uświadamiając sobie coraz to jaśniej czego od niej chce i co mu dać może. W jej wilgotnych, szeroko rozwartych oczach jęły się kształtować rysy zaziemskie, które dotąd dostrzegał bardzo niejasno. Poprosił, by mu pozowała, ona zaś przyrzekła, po namyśle.
Przybyła istotnie. Odsłonił jej szyję i ramiona, owijając piersi czarna koronka wenecką. Przez dziesięć minut stał bez ruchu przed sztalugą, zapatrzony w nią. Potem wykreślił węglem linję głowy Chrystusa.
Sybila była zdumiona. Po godzinie podziękował jej i to były pierwsze słowa, jakie zamienili. Poprosił, by przyszła znowu. Gestem wielkiego zdumienia wskazała płótno, on zaś uśmiechnięty chytrze, powiedział, że jest to jeno droga okrężna i powinna być cierpliwą.
Po jej odejściu zjawiła się Helena. Powiedział jej jaki miał zamiar, ale nie pokonał tem wątpliwości. Podczas przyjęcia u hrabiny obserwowała ją chłodno, po kobiecemu, wiedząc co o niej sądzić. Na widok szkicu węglem długo nie rzekła słowa, potem, gdy spojrzał pytająco, zauważyła, spuszczając oczy:
— Nigdy chyba taki model nie służył do podobnego celu!
— Istotnie, nie wielu ludzi zrozumie to sięgnięcie za kulisy. Zwłaszcza żaden z malarzy. Widzę już, jak się żegnają i pienią ze złości!
— Mniejsza z tem! — powiedziała. — Co jednak znaczy owo sięgnięcie za kulisy?
— Za kulisy Boga.
To ją dotknęło.
— Zrozumiałabym cię — odparła po namyśle — gdyby twarz Sybili była prawdziwą. Wiesz sam jednak czem jest i kim jest, że poza przedziwną powłoką kryje się nicość absolutna. I w takiem to, oszukańczem zwierciedle dostrzegasz to, co w świecie najgłębsze, Zbawiciela i twój obraz jego? Chyba się zaprzedałeś kłamstwu?
— Nie, droga moja, — powiedział — nie sięgnęłaś do głębi. Wszystko to ma większy ze sobą związek, niż ci się wydaje, a stanowi jedno ciało, jeden żywioł, jeden prąd. Nicość bezduszna Sybili Scharnilzer jest mi odblaskiem tej formy, której wdzięczny być muszę, za przeczucie treści. Owo przeczucie, to rzecz najważniejsza. Czyż może być kłamstwem źdźbło trawy, lub muszla? Otóż, gdybym był dostatecznie silny, niewinny i ofiarny mógłbym w źdźble trawy, czy muszli odnaleźć miłosierdzie i cierpienie Chrystusa. Jest to jeno przypadek, a jeśli nie, natenczas jest wyrokiem Opatrzności.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Jakob Wassermann i tłumacza: Franciszek Mirandola.