Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/362

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ciela i twój obraz jego? Chyba się zaprzedałeś kłamstwu?
— Nie, droga moja, — powiedział — nie sięgnęłaś do głębi. Wszystko to ma większy ze sobą związek, niż ci się wydaje, a stanowi jedno ciało, jeden żywioł, jeden prąd. Nicość bezduszna Sybili Scharnilzer jest mi odblaskiem tej formy, której wdzięczny być muszę, za przeczucie treści. Owo przeczucie, to rzecz najważniejsza. Czyż może być kłamstwem źdźbło trawy, lub muszla? Otóż, gdybym był dostatecznie silny, niewinny i ofiarny mógłbym w źdźble trawy, czy muszli odnaleźć miłosierdzie i cierpienie Chrystusa. Jest to jeno przypadek, a jeśli nie, natenczas jest wyrokiem Opatrzności.

30.

Owo... „Potem“ nic dawało Krystjanowi spokoju.
Pracując przez dzień cały, wyszedł dopiero o siódmej z instytutu fizjologicznego, zjadł skromną kolację w małej restauracyjce przy Lothringerstrasse, wrócił pieszo do domu, legł na sofie znużony i zasnął.
Zbudził się wśród głębokiej nocy. W całym domu było cicho. Zaświecił i spojrzał na zegarek. Było pół do dwunastej. Po chwili namysłu postanowił iść do Karen, niemal pewny, że jeszcze nie śpi, gdyż teraz czasem haftowała do drugiej w nocy. Twierdziła, że musi coś zarobić, coprawda nie bardzo się o zbyt troszcząc.
Przeszedłszy podwórze, wszedł po ciemnych schodach na trzecie piętro i stanął przy otwartem oknie kurytarza. Noc była duszna, przepaście czarnych murów rozwierały się w nieskończoność. Strome ich skały, wyrastające z ziemi, kędyś w głąb zapadłej, zwieńczone