Dolores

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Algernon Charles Swinburne
Tytuł Dolores
Podtytuł Urywek z poematu
Pochodzenie Życie dwutygodnik
Rok III (wybór)
Redaktor Stanisław Przybyszewski
Wydawca Stanisław Przybyszewski
Data wydania 1899
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Antoni Lange
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały wybór
Pobierz jako: Pobierz Cały wybór jako ePub Pobierz Cały wybór jako PDF Pobierz Cały wybór jako MOBI
Indeks stron
KAROL ALGERNON SWINBURNE:
DOLORES. (Urywek z poematu).

Zimne powieki, gdzie lśnią jak dyamenty
Surowe oczy, co chwilami miękną;
Ciało twe, pełne okrutnej ponęty,
Czerwonych ust twych jadowite piękno:
Gdy ta zagaśnie chwały twej purpura,
Mów, co zostanie z twej promiennej treści;
O tajemnicza Dolores, ponura,
O nasza pani boleści!

Siedm ran Dziewicy swojej dają księża,
Lecz grzechów twych jest siedmdziesiątkroć siedem;
Siedm wieków mało, by zdeptać ich węża.
Ścigać cię będą w niebiosa — po Edem
Ognistych nocy głodne przebudzenia,
I tych uścisków, żar co krew wysusza,
Wszystkie rozkosze ciała — i cierpienia
Wszystkie, jakie znosi dusza!

Suknio nie złota, ale pozłacana;
Ogrodzie, który dla wszystkich odkryty;
Wieżo nie z kości słoniowej, stawiana
Dłońmi, co z piekieł sięgają w błękity!
Mistyczna różo, ciemny kwiecie z błota,
Domie nie z złota — lecz z zysku bezcześci,
Z ognia, co skrami niewygaśle miota,
O nasza pani boleści!


O wargo, pełna śmiechu i swywoli,
Żmijo zwinięta, żyjąca mem łonem:
Gryź mię, by pamięć, co kiedyś zaboli
Nie gryzła w sercu przez ciebie gryzionem!
Bo pierś mi słodko drga pod tem kąsaniem,
Powieki moje wilgotnieją, gorą:
Ach, syć, rozkoszą napełniaj mię, zanim
Rozpaczą piersi me wzbiorą!

Wczoraj pochwytne, jutro niedojrzane,
Choć dzisiaj od nich bledną ust karminy:
Ach, były, będą, są niewyczerpane —
Bole, co gryzą — i drwią nie na drwiny!
Wzgardzone życie, miłość najgorętsza —
Jakże bezpłodnie rani nas i pieści,
O ty najmędrsza śród niewiast, najmędrsza —
O nasza pani boleści!

Któż tą mądrością spromienił ci lico,
Jakie marzenie w twoją krew się wżarło?
Mów, czy ty byłaś czystą i dziewicą,
Gdy pierwsze żądze paliły ci gardło
Jakiegoż kwiatu był ten pąk koroną,
Co wszystkim zsyła swą woń i uśmiechy?
Jakież karmiło cię mleko i łono,
Jakie poczęły cię grzechy?


My się chronimy — okrywamy w szaty,
Lecz tyś w klasycznej nagości widoma:
Libitina ci matką, a kosmaty
Pryap twym ojcem (Hellada i Roma).
Igramy z ogniem — u miłości bramy
Drżąc, się cofamy, aż padniem złamani:
Miłość umiera, ale ciebie znamy,
Żeś nieśmiertelna, o pani!

Miłość schnie, kwiaty więdną, czas upływa,
Lecz ty wieczysta w wieczystych pokusach —
I po tysiącznych zmianach zawsześ żywa
I zawsze świeża po śmierci całusach.
Od żądz płomienna, zmarszczona tęsknicą,
Od bezowocnych rozkoszy surową,
Sina bladością — potworna dziewico,
O jadowita królowo!

Jakież ty możesz zadać mi tortury?
Bo ten, co zazna twoich warg oddechu —
Wnet zmienia cnoty lilje i lazury
Na kraśne róże i zachwyty grzechu.
Róż czerwień drogę wonnym ci zasłała
Kobiercem, który więzi cię i pieści,
O bezowocna Dolores wspaniała,
O nasza pani boleści!


Są jeszcze grzechy, które można stworzyć!
Są jeszcze czyny, które porwać mogą —
Jakimże czynem chcesz kochanka zmorzyć,
Jaką namiętność wymyślić złowrogą?
Jakie uroki nieznanej natury
Dla tych, co żyją jak liście zeschnięte?
Jakie nieśnione przez nich śnisz tortury,
Niewymarzone, nietknięte!

O piękna, straszna bogini namiętna,
Której serc bicia nigdy nie zabolą;
Choć twe całunki noszą krwawe piętna,
Choć do konwulsyj ranią nas i kolą —
Nad miłość milej duch nasz ciebie liczy,
Bo w tobie serce ni mózg się nie mieści:
Czułości pełna, o, pełna goryczy,
O, nasza pani boleści!

Gdy twe uściski już mdleją i dwoją
Swą moc — w spienionych twoich warg obcęgach —
Czyż dziw, że ludzie nowe grzechy roją
I śnią o cierpień nieznanych potęgach?
Czyli słodyczą grzechów ery dawnej
Chcesz się nasycić i marzyć męczarnie?
Słodką łupina — rzecze mędrzec sławny —
Lecz wielka gorycz jest w ziarnie.

Ostatnim razem, czyś wszystką moc tajną,
Wszystkiego piękna czyś odkryła czary?

Jakąż znów rozkosz stworzysz niezwyczajną,
Gdy już najgorszej dokonano miary?
Na słodkie ziarno nasza pierś ochotna,
Więc objawieniem nas ucisz swej treści:
O, ty krwi żądna Dolores, przewrotna,
O nasza pani boleści!

O, na pragnienie wiecznie nowych wzruszeń,
Na głód niemożliwości, jęk rozpaczy,
Bliźniaczej siostry niebiańskich pokuszeń:
Na rozkosz, co nas ze wszech stron osaczy;
Na ową rozkosz, co żądze pochłania,
Na żądze, wyższe niż rozkoszy moce,
Na okrucieństwa głuche, jak łyskania
Ognia, a ślepe jak noce!

Na zęby, które gryzły niedaremnie
Pocałunkami, co jak róże kwitną;
Na słodycz warg, wysysanych wzajemnie,
Aż zalśnią pianą, krwawą i błękitną:
Na puls, co drganiem swojem krew nam żarzy,
Na dłoń omdlałą — ściśniętą kurczowo:
Ja cię odpycham! Mów mi z twych ołtarzy
Nasza bolesna królowo!

Czy mię powitasz uśmiechem pogardy
Dla purpurowych płomieni krwi męskiej?
Lecz jam jest smutny, jam szczery, nie hardy,
Zobojętniały na radość i klęski —
I mniej dbający o trudy i chwałę,
Niż ci, co krucze stracili kędziory:
Choć młody, myśli mam tak osiwiałe,
Jak glob, rozpaczą lat chory!

Od bramy idę tu najzewnętrzniejszej,
Tu gdzie modlitwą — grzech! do tej świątyni:
Mów, jaki czyn tu jest najśmiertelniejszy,
Jaki czyn, mów mi, o tortur bogini!
............

Z angielskiego przełożył Ant. Lange.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Algernon Charles Swinburne i tłumacza: Antoni Lange.