Strona:Życie dwutygodnik. Rok III (1899) wybór.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


My się chronimy — okrywamy w szaty,
Lecz tyś w klasycznej nagości widoma:
Libitina ci matką, a kosmaty
Pryap twym ojcem (Hellada i Roma).
Igramy z ogniem — u miłości bramy
Drżąc, się cofamy, aż padniem złamani:
Miłość umiera, ale ciebie znamy,
Żeś nieśmiertelna, o pani!

Miłość schnie, kwiaty więdną, czas upływa,
Lecz ty wieczysta w wieczystych pokusach —
I po tysiącznych zmianach zawsześ żywa
I zawsze świeża po śmierci całusach.
Od żądz płomienna, zmarszczona tęsknicą,
Od bezowocnych rozkoszy surową,
Sina bladością — potworna dziewico,
O jadowita królowo!

Jakież ty możesz zadać mi tortury?
Bo ten, co zazna twoich warg oddechu —
Wnet zmienia cnoty lilje i lazury
Na kraśne róże i zachwyty grzechu.
Róż czerwień drogę wonnym ci zasłała
Kobiercem, który więzi cię i pieści,
O bezowocna Dolores wspaniała,
O nasza pani boleści!