Strona:Życie dwutygodnik. Rok III (1899) wybór.djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Są jeszcze grzechy, które można stworzyć!
Są jeszcze czyny, które porwać mogą —
Jakimże czynem chcesz kochanka zmorzyć,
Jaką namiętność wymyślić złowrogą?
Jakie uroki nieznanej natury
Dla tych, co żyją jak liście zeschnięte?
Jakie nieśnione przez nich śnisz tortury,
Niewymarzone, nietknięte!

O piękna, straszna bogini namiętna,
Której serc bicia nigdy nie zabolą;
Choć twe całunki noszą krwawe piętna,
Choć do konwulsyj ranią nas i kolą —
Nad miłość milej duch nasz ciebie liczy,
Bo w tobie serce ni mózg się nie mieści:
Czułości pełna, o, pełna goryczy,
O, nasza pani boleści!

Gdy twe uściski już mdleją i dwoją
Swą moc — w spienionych twoich warg obcęgach —
Czyż dziw, że ludzie nowe grzechy roją
I śnią o cierpień nieznanych potęgach?
Czyli słodyczą grzechów ery dawnej
Chcesz się nasycić i marzyć męczarnie?
Słodką łupina — rzecze mędrzec sławny —
Lecz wielka gorycz jest w ziarnie.

Ostatnim razem, czyś wszystką moc tajną,
Wszystkiego piękna czyś odkryła czary?