Człowiek o czterdziestu talarach/XIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wolter
Tytuł Człowiek o czterdziestu talarach
Pochodzenie Powiastki filozoficzne /
Tom drugi
Wydawca Krakowska Spółka Wydawnicza
Data wyd. 1922
Druk Drukarnia »Czasu« w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
XIII. Wypędzenie niegodziwca.

Sława, jaką zyskał p. Andrzej iż umie jednać spory dając dobrą wieczerzę, ściągnęła nań, w zeszłym tygodniu, osobliwą wizytę. Czarny człowieczek, dość licho ubrany, przygarbiony, z głową przekrzywioną na bakier, z błędnem okiem i bardzo brudnemi rękoma, przyszedł go zaklinać aby go zaprosił na wieczerzę wraz z jego wrogami.
„Kto są pańscy wrogowie, spytał p. Andrzej, i kto pan i jesteś?
— Ach, odparł, wyznaję że biorą mnie za jednego z owych hultajów, co to piszą paszkwile aby zarobić na chleb i krzyczą Bóg, Bóg, Bóg, religia, religia, aby schwycić ochłap jakiegoś beneficyum. Obwiniają mnie, iż spotwarzałem ludzi najprawdziwiej religijnych, najszczerszych czcicieli bóstwa, najuczciwszych ludzi w całem królestwie. Prawda, iż, w zapale pisania, wymykają się nieraz ludziom mego fachu drobne przeoczenia, które świat bierze za grube fałsze, omyłki które nazywają bezczelnem kłamstwem. Zapał nasz uważają za ohydną mięszaninę hultajstwa i fanatyzmu. Zapewniają, iż, o ile nam się udaje podejść dobrą wiarę paru starych idyotek, jesteśmy równocześnie przedmiotem wzgardy wszystkich uczciwych ludzi umiejących czytać.
„Moi wrogowie, to są wybitni członkowie najświetniejszych Akademii w Europie, czczeni pisarze, dobroczynni obywatele. Wydałem właśnie na świat dzieło, które nazwałem antyfilozofią[1]. Miałem najlepsze zamiary, ale nikt nie chciał kupować mojej książki. Ci, którym ją pokazałem, rzucili ją w ogień, ponieważ jest nietylko anty-rozumna, ale i anty-chrześcijańska i bardzo anty-uczciwa.
— Zatem, rzekł p. Andrzej, idź pan za przykładem tych którym pokazałeś swój paszkwil, rzuć go do ognia; niech już nie będzie o nim mowy. Chwalę wielce twoją skruchę, ale nie podobna mi zapraszać cię na wieczerzę ze światłymi ludźmi, którzy nie mogą być twymi wrogami, ile że nigdy nie będą cię czytali.
— Czy nie mógłby pan przynajmniej, rzekł ten płaz, pojednać mnie z rodziną nieboszczyka p. de Montesquieu, którego pamięć znieważyłem, aby wysławić wielebnego O. Routh, tego co to chciał go nękać w ostatnich chwilach i którego wyrzucono za drzwi?
— Do kroćset, rzekł p. Andrzej; wielebny O. Routh dawno już umarł; idźże wieczerzać z nim“.
P. Andrzej, kiedy ma do czynienia z tem złem i głupiem nasieniem, nie zna co to żarty. Czuł, że ten płaz chce wcisnąć się na wieczerzę z wybitnymi ludźmi jedynie poto aby wszcząć dysputę, aby ich potem spotwarzyć, pisać paszkwile, drukować nowe kłamstwa. Wypędził go z domu, tak jak wypędzono wielebnego O. Routh z pokoju prezydenta de Montesquieu.
Rano musiałby wstać, ktoby oszukał p. Andrzeja. Im bardziej był naiwny i prostoduszny jako człowiek o czterdziestu talarach, tem przezorniejszy stał się poznawszy ludzi.


Przypisy

  1. Słownik antyfilozoficzny benedyktyna Chaudon, wymierzony przeciw Wolterowi.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Franciszek Maria Arouet i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.