Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 02.djvu/216

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

208

psze zamiary, ale nikt nie chciał kupować mojej książki. Ci, którym ją pokazałem, rzucili ją w ogień, ponieważ jest nietylko anty-rozumna, ale i anty-chrześcijańska i bardzo anty-uczciwa.
— Zatem, rzekł p. Andrzej, idź pan za przykładem tych którym pokazałeś swój paszkwil, rzuć go do ognia; niech już nie będzie o nim mowy. Chwalę wielce twoją skruchę, ale nie podobna mi zapraszać cię na wieczerzę ze światłymi ludźmi, którzy nie mogą być twymi wrogami, ile że nigdy nie będą cię czytali.
— Czy nie mógłby pan przynajmniej, rzekł ten płaz, pojednać mnie z rodziną nieboszczyka p. de Montesquieu, którego pamięć znieważyłem, aby wysławić wielebnego O. Routh, tego co to chciał go nękać w ostatnich chwilach i którego wyrzucono za drzwi?
— Do kroćset, rzekł p. Andrzej; wielebny O. Routh dawno już umarł; idźże wieczerzać z nim“.
P. Andrzej, kiedy ma do czynienia z tem złem i głupiem nasieniem, nie zna co to żarty. Czuł, że ten płaz chce wcisnąć się na wieczerzę z wybitnymi ludźmi jedynie poto aby wszcząć dysputę, aby ich potem spotwarzyć, pisać paszkwile, drukować nowe kłamstwa. Wypędził go z domu, tak jak wypędzono wielebnego O. Routh z pokoju prezydenta de Montesquieu.
Rano musiałby wstać, ktoby oszukał p. Andrzeja. Im bardziej był naiwny i prostoduszny jako człowiek o czterdziestu talarach, tem przezorniejszy stał się poznawszy ludzi.