Człowiek o czterdziestu talarach/X

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wolter
Tytuł Człowiek o czterdziestu talarach
Pochodzenie Powiastki filozoficzne /
Tom drugi
Data wydania 1922
Wydawnictwo Krakowska Spółka Wydawnicza
Drukarz Drukarnia »Czasu« w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
X. O stosunkach.

Iloraz cyfr skrajnych w zrównaniu równy jest ilorazowi środkowych; ale dwa skradzione worki zboża nie są dla tych którzy je ściągnęli tem, czem strata ich życia dla osoby okradzionej.
Przeor z D***, któremu dwaj parobcy skradli dwa korce zboża, powiesił niedawno obu winowajców. Egzekucya ta kosztowała go więcej niż wart był cały jego zbiór; w dodatku, od tego czasu, nie może znaleźć służby.
Gdyby prawa nakazały, że ten, kto skradnie zboże swego pana, ma uprawiać jego pole całe życie, z kajdanami na nogach i dzwonkiem u szyi, przywiązany do pręgierza, przeor zyskałby na tem bardzo wiele.
Trzeba postrachu dla zbrodni; ale przymusowa praca i twardy wstyd bardziej przerażają niż szubienica.
Przed kilku miesiącami skazano pewnego zbrodniarza w Londynie na wywiezienie do Ameryki, iżby tam uprawiał, wraz z murzynami, plantacye cukru. W Anglii, jak w wielu innych krajach, każdy zbrodniarz ma prawo przedkładać królowi podanie, bądź aby uzyskać zupełne ułaskawienie, bądź też zmniejszenie kary. Ten wniósł prośbę aby go powieszono: oświadczał, iż śmiertelnie nienawidzi pracy, i że raczej woli dławić się minutę niż wyrabiać cukier całe życie.
Inni mogą myśleć inaczej, każdy ma swój gust; ale powiedziano to już i trzeba to powtarzać, że wisielec nie zda się na nic, kary zaś powinny być użyteczne.
Kilka lat temu, skazano w Tartaryi[1] dwóch młodych ludzi na pal, za to że nie zdjęli czapki patrząc na procesyę lamów. Cesarz chiński[2], który jest człowiekiem bardzo inteligentnym, rzekł iż skazałby ich na chodzenie z gołą głową za procesyą przez trzy miesiące.
Miarkujcie kary wedle występków, rzekł margrabia Beccaria[3]; ci, którzy tworzyli prawa, nie znali geometryi.
Jeżeli X. Guyan[4], albo Cogé, albo ex-jezuita Nonotte, albo ex-jezuita Patouillet, albo pastor La Beaumelle[5] klecą nędzne broszury, w których niema ani prawdy, ani rozsądku ani dowcipu, czy powiesicie ich, jak przeor z D*** swoich dwóch parobków, motywując to tem, że potwarz jest większym występkiem od kradzieży?
Czy skażecie samego Frerona[6] na galery, za to że obrażał dobry smak i kłamał całe życie w nadziei iż wypłaci się swemu szynkarzowi?
Czy każecie przykuć do pręgierza imć Larchera[7], za to że był ciężki i nudny, że piętrzył głupstwo na głupstwo, że nie umiał nigdy ocenić stopnia prawdopodobieństwa, za to że twierdzi, iż w starożytnem i olbrzymiem mieście, sławnem ze swego porządku i zazdrości mężów, słowem w Babilonie, gdzie kobiety były pod strażą eunuchów, wszystkie księżniczki obdarzały, z pobożności, swemi łaskami, w katedrze, publicznie, cudzoziemców za pieniądze? Zadowólmy się wysłaniem go w to miejsce iżby szukał szczęścia; bądźmy we wszystkiem umiarkowani; trzeba stosunku między winą a karą.
Darujmy temu biednemu Janowi Jakóbowi[8], kiedy sam sobie przeczy w każdem słowie; kiedy, wystawiwszy sam komedyę[9] wygwizdaną w teatrze w Paryżu, wymyśla tym, którzy wystawiają komedye o sto mil stamtąd; kiedy szuka protektorów i znieważa ich; kiedy deklamuje przeciw powieściom, a sam pisze powieść, której bohater, głupawy bakałarzyna, przyjmuje jałmużnę od Szwajcarki zrobiwszy jej dziecko i który idzie strwonić te pieniądze w zamtuzie paryskim; pozwólmy mu wierzyć, że przewyższył Fenelona i Xenofona, kształcąc młodego szlachcica w rzemiośle stolarza: te płaskie brednie nie zasługują na karę więzienia: szpital wariatów wystarczy zupełnie, wraz z krzepiącą polewką, puszczeniem krwi i dyetą.
Brzydzę się prawami Drakona, które jednako karały zbrodnie i błędy, złość i szaleństwo. Nie traktujmy jezuity Nonotte, który winien jest jedynie pisania głupstw i paszkwilów, tak jak potraktowano jezuitów Malagridę, Oldcorna, Garneta, Guignarda[10], Guereta, i jak powinno się potraktować jezuitę Le Telliera[11], który oszukał króla i zamącił spokój Francyi. Rozróżniajmy przedewszystkiem w każdym procesie, w każdej sprzeczce, w każdej zwadzie, napastnika od znieważonego, ciemiężcę od uciśnionego. Wojna zaczepna jest dziełem tyrana; ten, kto się broni, to człowiek sprawiedliwy.
Tonąłem w takich myślach, kiedy wpadł do mnie człowiek o czterdziestu talarach, cały zapłakany. Spytałem go z przejęciem, czy jego syn, który miał żyć dwadzieścia trzy lat, umarł. „Nie, odparł, malec ma się dobrze, i żona także; ale wezwano mnie jako świadka przeciw młynarzowi, którego poddano torturze zwyczajnej i nadzwyczajnej i który okazał się niewinnym; widziałem jak omdlał przy ponawianych torturach, słyszałem jak trzeszczą kości; słyszę jeszcze jego krzyki, wycia, prześladują mnie; płaczę z litości i drżę ze zgrozy“. Zacząłem płakać i drżeć również, jestem bowiem bardzo tkliwy.
Przypomniałem sobie wówczas okropną sprawę Kalasów[12], najzacniejszą matkę w kajdanach, córki uchodzące z płaczem z domu wydanego na grabież; czcigodnego ojca rodziny złamanego torturą, ginącego pod kołem i oddającego ducha w płomieniach; syna skutego w kajdany, zawleczonego przed sędziów, z których jeden rzekł: „Łamaliśmy kołem twego ojca, będziemy łamali i ciebie“.
Przypomniałem sobie rodzinę Sirwenów, którą jeden z moich przyjaciół spotkał w górach okrytych lodem, uchodzącą przed prześladowaniem niesprawiedliwego i ciemnego sędziego. „Sędzia ten (opowiadał mi przyjaciel) skazał całą tę niewinną rodzinę na męki, przypuszczając, bez cienia dowodu, że rodzice, przy pomocy dwóch córek, zamordowali i utopili trzecią, z obawy by nie poszła na mszę“. Jakiż bezmiar głupoty, niesprawiedliwości i barbarzyństwa ujrzałem w takich wyrokach!
Boleliśmy, wraz z człowiekiem o czterdziestu talarach, nad naturą ludzką. Miałem w kieszeni przemówienie generalnego adwokata w Delfinacie[13], tyczące częściowo tych doniosłych przedmiotów i odczytałem mu zeń następujące ustępy.
„Zaiste, byli to ludzie naprawdę wielcy, ci którzy odważyli się pierwsi objąć rząd nad swymi bliźnimi, i wziąć na barki brzemię powszechnego szczęścia; którzy, w imię dobra jakie chcieli świadczyć ludziom, wystawiali się na ich niewdzięczność, i, dla spokoju ludu, wyrzekli się własnego spokoju; stanęli niejako między ludźmi a Opatrznością, aby im sztuką stworzyć szczęście, które zdawało się im wzbronione.

· · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·

„Któryż urzędnik, nieco bardziej po ludzku biorący swoje obowiązki, byłby zdolny bronić tych pojęć? W zaciszu swego gabinetu, czyż zdoła, nie zadrżawszy od grozy i litości, rzucić okiem na te papiery, nieszczęsne pomniki zbrodni lub niewinności? Czy nie wyda mu się, że słyszy jęki wychodzące z tych złowrogich pism, i naglące go aby rozstrzygnął o losie obywatela, męża, ojca, całej rodziny? Jakiż bezlitosny sędzia (jeśli ma na barkach bodaj jeden kryminalny proces) potrafi z zimną krwią przejść pod bramą więzienia? Więc to ja, pomyśli, trzymam w tem ohydnem zamknięciu mego bliźniego, może równego mi, mego współobywatela, człowieka wreszcie! to ja go wiążę codzień, zamykam za nim te ohydne bramy! może rozpacz chwyciła się jego duszy; krzyczy ku niebu moje imię wśród przekleństw, i bezwątpienia wzywa na mnie wielkiego sędziego, który nas widzi i który ma sądzić nas obu.

· · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·

Tutaj, przerażający widok nastręczył się nagle mym oczom; sędzia, znużony badaniem słownem, postanawia badać przez męczarnie: zniecierpliwiony dociekaniami, może podrażniony ich bezowocnością, każe przynieść pochodnie, łańcuchy, obcęgi, wszystkie owe narzędzia wymyślone dla zadawania mąk. Kat wkracza w czynności sądowe i gwałtem kończy śledztwo rozpoczęte pod znakiem wolności.
„Słodka filozofio! ty, która, w szukaniu prawdy, posługujesz się jeno uwagą i cierpliwością, czy spodziewałaś się, iż, w twoim wieku, będą używać takich narzędzi do jej odkrycia?
„Czyż to jest istotny fakt, iż nasze prawa zatwierdzają tę niepojętą metodę, a zwyczaj ją uświęca?

· · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·

„Prawa ich idą śladem ich przesądów; kary publiczne nie ustępują w okrucieństwie postronnej zemście; czyny płynące z rozwagi niemniej są bezlitosne od wybryków namiętności. Jakaż jest przyczyna tego dziwnego przeciwieństwa? Ta, iż nasze przesądy są dawne, a nasza moralność nowa; iż jesteśmy równie przesiąknięci naszemi uczuciami jak niebaczni na nasze pojęcia; to iż gonitwa za przyjemnością nie pozwala się nam zastanowić nad naszemi potrzebami, i że bardziej nam jest pilno żyć niż dobrze żyć. Jednem słowem, obyczaje nasze są cywilizowane, ale nie są dobre; jesteśmy gładcy, ale nie jesteśmy nawet ludzcy“.
Urywki te, które wymowa podyktowała ludzkości, napełniły serce mego przyjaciela słodką pociechą. Podziwiał i roztkliwiał się. „Jakto! mówił z przejęciem, więc powstają takie arcydzieła na prowincyi! mówiono mi, że istnieje na świecie jedynie Paryż.
— Jedynie Paryż, rzekłem, gdy chodzi o opery komiczne; ale dziś jest na prowincyi wielu urzędników, którzy myślą równie zacnie, a wyrażają się równie silnie. Niegdyś orędzia sprawiedliwości, tak samo jak moralności, były jedynie śmieszne. Doktor Tępogłów miotał się na trybunie a Arlekin na kazalnicy. Wreszcie przyszła filozofia i rzekła: „Przemawiajcie publicznie jedynie poto, aby głosić nowe i użyteczne prawdy, obleczone w wymowę uczuć i rozumu.
— Ale jeżeli nie mamy nic nowego do powiedzenia? wykrzyknęli gaduły. — Milczcie wówczas, odparła filozofia; wszystkie te czcze oracye zawierające jedynie frazesy, są jak świętojański ogień, rozpalany w dobie w której najmniej trzeba gorąca; nie daje żadnej przyjemności i nie zostaje zeń nawet popiołu.
„Niech cała Francya czyta dobre książki. Ale, mimo postępu ludzkiego umysłu, czyta się bardzo mało; a pomiędzy tymi którzy się chcą niekiedy oświecić, większość czyta bardzo źle. Moi sąsiedzi grywają, po obiedzie, w angielską grę, którą z trudnością przychodzi mi wymówić, nazywa się bowiem whisk. Wielu dobrych obywateli, wielu przemądrych

Przypisy

  1. Aluzya do wyroku na kawalera de la Barre i d’Etallonde, których skazano na śmierć za to że nie skłonili się przed procesyą. D’Etallonde uciekł, de la Barre zniósł mężnie okrutną śmierć.
  2. Cesarz chiński = król pruski, Fryderyk.
  3. Beccaria (1738—1794) autor głośnego Traktatu o Zbrodniach i Karach, w którym atakuje przestarzałe środki procedury karnej, torturę, nadużywanie kary śmierci etc., głosząc w tej mierze nowoczesne pojęcia.
  4. X. Guyon, oratoryanin, autor pamfletów przeciw Encyklopedystom. — Cogé, autor broszury przeciw wspomnianemu Belizaryuszowi Marmontela.
  5. La Baumelle (1726—1773) literat francuski, który przeszedł na protestantyzm i ściągnął na siebie nieprzyjaźń Woltera krytyką jego historycznych prac.
  6. Fréron, parokrotnie cytowany wróg Woltera, redaktora Roku literackiego.
  7. Larcker (1726—1812) uczony helenista, stoczył zaciętą polemikę z Wolterem, którego obwiniał o błędy historyczne.
  8. Jan Jakób Rousseau.
  9. Narcisse ou l’amant de lui même, komedja w 1 akcie Russa, grana tylko raz jeden w Komedji Francuskiej, w r. 1752. W swoim Liście do d’Alemberta, Rousseau pomieścił gwałtowną filipikę przeciw teatrowi w ogóle.
  10. Guignard, powieszony w Paryżu w roku 1595 za to iż zachęcał do królobójstwa młodego Châtel, sprawcę zamachu na Henryka IV.
  11. Le Tellier, spowiednik Ludwika XIV po O. La Chaise, podżegał króla przeciw Jansenistom i uzyskał u papieża wydanie słynnej bulli Unigenitus, która na pół wieku rozdwoiła Francyę.
  12. Protestant Jan Calas, oskarżony, w 63 roku życia, iż zamordował swego syna, aby nie przeszedł na katolicyzm. (W istocie, syn Calasa, cierpiący na melancholję, sam sobie zadał śmierć.) Calasa skazano na łamanie kołem, wyrok wykonano w r. 1762. Wolter poświęcił trzy lata życia na „sprawę Calasa“, której domagał się wznowienia; napełnił wrzawą jej całą Europę, wreszcie, po trzech latach, uzyskał tyle iż wznowiono proces, dowiedziono niewinności straconego i zrehabilitowano jego pamięć.
  13. Servan, Rozprawa o wymiarze ustawodawstwa karnego.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Franciszek Maria Arouet i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.