Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 02.djvu/204

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

196

nie są dobre; jesteśmy gładcy, ale nie jesteśmy nawet ludzcy“.
Urywki te, które wymowa podyktowała ludzkości, napełniły serce mego przyjaciela słodką pociechą. Podziwiał i roztkliwiał się. „Jakto! mówił z przejęciem, więc powstają takie arcydzieła na prowincyi! mówiono mi, że istnieje na świecie jedynie Paryż.
— Jedynie Paryż, rzekłem, gdy chodzi o opery komiczne; ale dziś jest na prowincyi wielu urzędników, którzy myślą równie zacnie, a wyrażają się równie silnie. Niegdyś orędzia sprawiedliwości, tak samo jak moralności, były jedynie śmieszne. Doktor Tępogłów miotał się na trybunie a Arlekin na kazalnicy. Wreszcie przyszła filozofia i rzekła: „Przemawiajcie publicznie jedynie poto, aby głosić nowe i użyteczne prawdy, obleczone w wymowę uczuć i rozumu.
— Ale jeżeli nie mamy nic nowego do powiedzenia? wykrzyknęli gaduły. — Milczcie wówczas, odparła filozofia; wszystkie te czcze oracye zawierające jedynie frazesy, są jak swiętojański ogień, rozpalany w dobie w której najmniej trzeba gorąca; nie daje żadnej przyjemności i nie zostaje zeń nawet popiołu.
„Niech cała Francya czyta dobre książki. Ale, mimo postępu ludzkiego umysłu, czyta się bardzo mało; a pomiędzy tymi którzy się chcą niekiedy oświecić, większość czyta bardzo źle. Moi sąsiedzi grywają, po obiedzie, w angielską grę, którą z trudnością przychodzi mi wymówić, nazywa się bowiem whisk. Wielu dobrych obywateli, wielu przemądrych pyszał-