Człowiek o czterdziestu talarach/VI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wolter
Tytuł Człowiek o czterdziestu talarach
Pochodzenie Powiastki filozoficzne /
Tom drugi
Data wydania 1922
Wydawnictwo Krakowska Spółka Wydawnicza
Drukarz Drukarnia »Czasu« w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
VI. Nowe boleści spowodowane przez nowe systemy.
(Ten ustęp wyjęty jest z rękopisów starego samotnika.)

Widzę że bardzo dobrzy obywatele bawili się w rządzenie państwem i stawiali się w miejsce królów; inni chcieli rywalizować z Tryptolemem i Cererą; jeszcze dumniejsi stawiali się bez ceremonii w miejsce Boga, i stwarzali świat piórem, jak Bóg stworzył go niegdyś słowem.
Jednym z pierwszych który zjednał sobie mój podziw, był potomek Talesa, nazwiskiem Telliamed[1]; on-to pouczył mnie, że góry i ludzie powstali z wody morskiej. Najpierw byli nadobni ludzie morscy, którzy zmienili się potem w amfibie. Piękny rozszczepiony ogon przekształcił się w uda i nogi. Byłem jeszcze pod wrażeniem Metamorfoz Owidiusza, oraz książki, w której było udowodnione, że rasy ludzkie są bękarcią odroślą pawianów; wolałem już pochodzić od ryby niż od małpy.
Z czasem nabrałem pewnych wątpliwości co do tej genealogii, a nawet co do tworzenia się gór. „Jakto, mówił, nie wiesz, że prądy morskie, które miotają wciąż piasek na prawo i lewo conajwyżej na dwanaście stóp wysokości, wydały, w nieskończonym ciągu wieków, góry, na dwadzieścia tysięcy stóp wysokie, nie będące z piasku? Wiedz, że, z wszelką pewnością, morze pokrywało całą kulę ziemską. Dowód tego, to iż widziano kotwice okrętowe na górze św. Bernarda, znajdujące się tam na kilka wieków wprzód nim ludzie mieli okręty. Wyobraź sobie, że ziemia to szklana kula, którą przez długi czas była całkowicie przykryta wodą.
Im bardziej mnie przekonywał, tem bardziej byłem niewierny. Jakto, mówił, nie widziałeś w Turenii ławic miazgi z muszli o trzydzieści sześć mil od morza? Jestto miał skorup, którym użyźnia się ziemię jak nawozem. Otóż, jeżeli morze złożyło, z biegiem czasu, całą kopalnię muszli o trzydzieści sześć mil od Oceanu, czemu, w ciągu wielu wieków, nie miałoby zapuścić się w nasz szklany glob na trzy tysiące mil?“
Odparłem: „Panie Telliamed, są ludzie którzy robią pieszo piętnaście mil dziennie, ale nie mogą zrobić pięćdziesięciu. Nie sądzę, aby mój ogród był ze szkła; co zaś do pańskiej ławicy, powątpiewam mocno aby to był pokład muszli morskich. Mógłby to być snadnie pokład małych wapiennych kamyków, które przybierają często kształt muszli, tak jak istnieją kamienie w kształcie języków, mimo iż nie są językami; w kształcie gwiazd, mimo iż nie są gwiazdami; w kształcie zwiniętych wężów, mimo iż nie są wężami; w kształcie przyrody żeńskiej, mimo iż nie są szczątkami dam. Widuje się dendryty, kamienie przybierające postać drzew i domów, mimo iż nigdy kamyczki te nie były ani domem ani drzewem.
„Gdyby morze złożyło tyle ławic muszli w Turenii, czemużby pominęło Bretanię, Normandyę, Pikardyę i wszystkie inne wybrzeża? Mocno się boję, że ten wysławiany nawóz tak samo nie pochodzi z morza jak ludzie. A gdyby nawet morze rozlało się na trzydzieści sześć mil, to nie znaczy aby miało dojść na trzy tysiące a nawet na trzysta, i aby wszystkie góry powstały z wód[2]. Z tą samą racyą możnaby powiedzieć że Kaukaz wydał morze, jak że morze wydało Kaukaz.
— Ale, mości niedowiarku, co odpowiesz na skamieniałe ostrygi, które znaleziono na szczycie Alp?
— Odpowiem, mości Stwórco, że równie nie widziałem na szczycie Mont-Cenis skamieniałych ostryg jak kotwic okrętowych. Odpowiem to co już powiedziano, że znaleziono skamieniałe ostrygi (które łatwo kamienieją) w wielkich odległościach od morza, tak jak wygrzebano medale rzymskie o sto mil od Rzymu; wolę raczej przypuszczać że pielgrzymi św. Jakóba zostawili parę muszel około Saint-Maurice, niż roić że morze utworzyło górę św. Bernarda.
„Muszle są wszędzie, ale czy jest pewne, że to nie są szczątki skorupiaków z naszych rzek i jezior, równie dobrze jak rybki morskie?
— Mości niedowiarku, okryję cię śmiesznością w świecie który zamierzam stworzyć.
— Wolno panu, mości stworzycielu, każdy jest panem w swoim świecie; ale nie wmówisz we mnie nigdy, aby ten na którym żyjemy był ze szkła, ani żeby kilka muszel było dowodem że morze wydało Alpy i górę Taurus. Wiesz, że niema żadnych muszli w górach Ameryki. Widocznie to nie pan stworzyłeś tę półkulę; zadowoliłeś się uczynieniem starego świata: i to już wcale ładnie.
— Panie drogi, jeżeli nie odkryto muszli na górach w Ameryce, odkryją je.
— Mówisz pan jak stwórca który zna swój sekret i pewien jest faktów. Ustąpię panu, jeśli pan chcesz, pański nawóz morski, byleś mi pan zostawił moje góry. Jestem zresztą bardzo powolnym i uniżonym sługą Waszej Opatrzności“.
W czasie kiedym wiódł takie pouczające rozmowy z Telliamedem, pewien jezuita irlandzki[3], przebrany za człowieka, poza tem tęgi obserwator i posiadający dobre mikroskopy, sporządził węgorze z mąki zakażonego zboża. Z tą chwilą, nikt nie wątpił, że będzie można zrobić ludzi ze zdrowej pszenicy. Jakoż wnet stworzono cząsteczki organiczne, które utworzyły ludzi. Czemu nie? Toć wielki geometra Fatio[4] wskrzeszał umarłych w Londynie, można było tedy równie łatwo sporządzić w Paryżu żywych za pomocą organicznych cząstek: ale, na nieszczęście, nowe węgorze Nedhama znikły, i nowi ludzie znikli także, uciekli między monady, które spotkali w samem wnętrzu materyi subtelnej, kulistej i żłobkowanej.
Nie znaczy to, aby ci twórcy systemów nie oddali wielkich usług fizyce; niech mnie pan Bóg broni abym miał zapoznawać ich prace! porównywano ich do Alchemistów, którzy, robiąc złoto (rzecz nie do zrobienia), znaleźli dobre lekarstwa, lub conajmniej bardzo ciekawe rzeczy. Można być bardzo utalentowanym człowiekiem, a mylić się co do powstawania zwierząt i budowy świata.
Ryby zmienione w ludzi, a wody zmienione w góry, nie wyrządziły mi tyle złego co p. Boudet. Ograniczyłem się spokojnie do wątpienia, kiedy pewien Lapończyk[5] wziął mnie pod swoją opiekę. Był to głęboki filozof, ale nie przebaczał nigdy ludziom, którzy poważyli się nie być jego zdania. Ukazał mi najpierw jasno przyszłość, wprawiwszy moją duszę w stan zachwycenia. Wysiliłem tak wyobraźnię, iż rozchorowałem się; wyleczył mnie, powlekając mnie żywicą od stóp do głów. Ledwie mogłem chodzić, zaproponował mi podróż do ziem podbiegunowych aby tam sekcyonować głowy olbrzymów, co miało nam dokładnie wyjaśnić naturę duszy. Nie mogłem znosić morza; był tak uprzejmy iż zawiózł mnie lądem. Kazał wykopać wielką dziurę w ziemnowodnym globie: dziura ta szła prosto do Patagończyków. Ruszyliśmy; złamałem nogę wchodząc do dziury; wiele było kłopotu z zestawieniem złamania; utworzył się kalus który przyniósł mi wielką ulgę.
Mówiłem już o tem wszystkiem w moich diatrybach[6], aby pouczyć świat, mocno ciekawy tych wielkich rzeczy. Jestem bardzo stary; lubię niekiedy powtarzać swoje opowiastki, aby je lepiej wrazić w głowę chłopczyków dla których pracuję od tak dawna.


Przypisy

  1. Telliamed, anagram B. de Maillet (1656—1738), autora książki p. t. Rozmowy o zmniejszaniu się morza, tworzeniu się ziemi i pochodzeniu człowieka (1748).
  2. Była to myśl znakomitego przyrodnika Buffona. W całej tej polemice geologicznej Wolter nie był zbyt szczęśliwy.
  3. Needham, fizyk angielski (1713—1781) zwolennik teorji samorodztwa.
  4. Fatio de Duiller (1664—1753) uczony geometra, przerzucił się później do roli cudotwórcy i proroka i rzekomo podejmował się wskrzeszać zmarłych. Gdy mu się nie powiodło, uwięziono go i postawiono pod pręgierz.
  5. „Lapończykiem“ przezywa Wolter geometrę i astronoma Maupertuis (1698—1759) który odbył podróż w okolice podbiegunowe i przywiózł z niej dwóch Lapończyków.
  6. Diatryba doktora Akakia, satyryczny utwór Woltera wymierzony przeciw Maupertuisowi.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Franciszek Maria Arouet i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.