Bajki ucieszne/Bajeczka codzienna

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jerzy Bandrowski
Tytuł Bajeczka codzienna
Pochodzenie Bajki ucieszne
Data wydania 1910
Wydawnictwo Nakładem L. Chmielewskiego
Druk I. Jaegera
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
BAJECZKA CODZIENNA.

Był sobie pewien chłoptaś. Bardzo go lubiano.
Sława jego zdolności wszystkim była znaną.
I choć chłopak był mały, za ósmy cud świata
Okrzyczały go: ciocia, babcia, mama, tata.
Wprawdzie rzeczy niezwykłych dopatrzeć się zgoła
Obcy nie mógł, lecz obcy czyż zrozumieć zdoła?
Czyż może odkryć te zdolności tajne,
Co z chłopczyka robiły dziecię nadzwyczajne?
Obcy widział, że malec darł buty, majteczki,
Mamusię okłamywał, i śmiał się z cioteczki,
Uwielbiała go jednak powszechnie rodzinka
Po nad wszystkich stawiając wyżej Benjaminka.
Owszem: chłopak był miły, obrotny i żwawy,
Skłonny tak do swawoli, jak i do zabawy,
Nie unikał też książek i czytał dość wiele,
Nad Robinsonem całe spędzając niedziele.

— Co z niego będzie? Biskup, jenerał, uczony?
Zwykł był wieczorem mawiać ojczulek do żony.
— Nie wiadomo; to pewne, obiecuje dużo,
I jeśli naszych planów złe losy nie zburzą,
Jestem pewną, że Bogu wyrośnie na chwałę.
Posłano go do szkoły — porteczki już całe
Miewał; a choć się pracy imał niezbyt chętnie,
To, że przynajmniej słuchać umiał dość pojętnie
I opowiadał żywo, a sprytnie i śmiało,
Z najcięższych tarapatów wychodził z pochwałą.
Profesorowie wprawdzie trochę się nań chmurzą —
— Próżniak — mówią— lecz zdolny, obiecuje dużo!
I tak, szczęśliwie zdawszy liczne egzamina,
Chłoptaś prawnicze studja gorliwie zaczyna;
Czasu wiele nie było, bo wieczorki, bale
Zajmowały go nadto, tak, że prawie wcale
Książek nawet nie tykał; że jednak był znany,
W świecie bardzo obyty, nadto wygadany,
Przeto łatwo szedł naprzód; przyjaciele mili
Tu i owdzie się za nim wstawili, prosili;
(Wszak przyjaciele swoim też chętnie usłużą).
Młodzieniec był tak zdolny, obiecywał dużo
Po ukończonych studjach, człowiek już skończony,
Zaczął szukać karjery, pieniędzy i żony.
Nic nie robił, zaś wszystko, zaczynał, więc z tego,
Każdy się dopatrywał w nim wprost niezwykłego

Człowieka, co góruje zdolnością nad tłumem,
Wyższy odeń i sercem, taktem i rozumem
Tak, że kto tylko nie był złą ślepotą kurzą
Dotknięty, twierdził o nim: — Obiecuje dużo,
I obiecywał dużo tak przez długie lata;
Wreszcie nadeszła chwila wzdarzenia bogata:
Oto obiecujący, świetny ludu Koryfeusz
Swych ogromnych obietnic sławił jubileusz.
Obietnic! Bo choć skronie zdobił mu wawrzynu
Wieniec — nie spełnił nigdy ni jednego czynu!

Cóż w tem nadzwyczajnego, mili przyjaciele?
U nas geniuszów takich jest aż nazbyt wiele.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jerzy Bandrowski.