Album biograficzne zasłużonych Polaków i Polek wieku XIX/Oskar Kolberg

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
<<< Dane tekstu >>>
Autor Hieronim Łopaciński
Tytuł Oskar Kolberg
Pochodzenie Album biograficzne zasłużonych Polaków i Polek wieku XIX
Wydawca Marya Chełmońska
Data wydania 1901
Drukarz P. Laskauer i W. Babicki
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom pierwszy
Pobierz jako: Pobierz Cały tom pierwszy jako ePub Pobierz Cały tom pierwszy jako PDF Pobierz Cały tom pierwszy jako MOBI (testowo)
Indeks stron
Oskar Kolberg.
* 1814 † 1890.

«P

«Przędzę myśli i kwiaty uczuć» ludu naszego zaczęto badać i zbierać dopiero w początkach bieżącego stulecia. Doniosłość badania zwyczajów, wierzeń i utworów ludu pierwsi u nas zrozumieli i wypowiedzieli tacy mężowie, jak Hugo Kołłątaj i Jan Paweł Woronicz. Pierwszy z nich w liście d. 15 lipca 1802 r. do księgarza krakowskiego Jana Maja pisanym, podał wcale dokładny nawet na dziś plan dzieła: «O obyczajach, zwyczajach i obrządkach narodu polskiego»[1]. Drugi zaś w Towarzystwie warszawskiem przyjaciół nauk przemawiał w r, 1803 i 1805 o znaczeniu naukowem pieśni ludowych. Chociaż próby gromadzenia właściwości ludowych posiadamy z przed lat 100 prawie, gdyż pierwszy opis obrzędów weselnych u ludu ruskiego wraz z pieśniami podał nieznany nam z nazwiska autor w «Pamiętniku warszawskim» Dmochowskiego w r. 1805; potem Ignacy Lubicz Czerwiński opisał obyczaje ludu z nad Dniestru, w książce drukowanej w 1811 r. we Lwowie p. n. «Okolica za—Dniestrska między Stryjem i Łomnicą czyli opis ziemi i dawnych klęsk lub odmian tej okolicy, tudzież jaki jest lud prosty dla religii i dla pana swego; zgoła, jaki on jest w całym sposobie życia swego lub w swych zabobonach albo zwyczajach,» — pierwszym jednak najbardziej znanym zbieraczem rzeczy ludowych był Adam Czarnocki, głośniejszy pod nazwą Zoryana Dołęgi Chodakowskiego, następnie Kazimierz Władysław Wójcicki, Łukasz Gołębiowski, Wadaw z Oleska (Zaleski), wreszcie Żegota Pauli. Działalność na polu badań etnograficznych, przez tych mężów podjęta, rozbudziła cały zastęp zbieraczy, pomiędzy którymi najwybitniejsze zajął stanowisko Oskar Kolberg, który, śmiało rzec można, rozpoczął u nas nowy okres wszechstronnej uprawy ludoznawstwa, jako umiejętności samoistnej i wyzwolonej od służenia zadaniom i celom historycznym i literackim, co w dziełach jego poprzedników wielką jeszcze grało rolę. Jakie zasługi dla nauki położył Kolberg przez badanie ludu, jakim sposobem do tego doszedł, że dziś bez dzieł jego obejść się nie może nikt, kto pragnie z życiem ludu naszego się zapoznać, postaramy się tutaj w krótkości czytelnikowi przedstawić.

Rodzina Kolbergów (ma to być rodzina lechickich Kołobrzegów z dawnego Pomorza, następnie zniemczona), aczkolwiek obcego pochodzenia, zapisała się niezatartemi głoskami w dziejach umysłowości naszej; ojciec Oskara i dwaj jego bracia należą każdy w swej specyalności do wybitniejszych ludzi bieżącego stulecia. Juliusz Kolberg, ojciec Oskara, urodzony w mieście Woldegk w w. księstwie Meklemburg-Strelickiem, a wykształcony w Berlinie, przybył za czasów pruskich do kraju naszego, jako inżynier-topograf. Gdy utworzone zostało ks. Warszawskie, Kolberg już tak się przywiązał do nas, że Warszawy nie opuścił, lecz przeszedł do służby ks. Warszawskiego i otrzymał miejsce inspektora pomiarów. Następnie zamianowany został geometrą przysięgłym w Przysusze w powiecie Opoczyńskim, gdzie był zarazem głównym nadzorcą okolicznych fabryk żelaza, dzierżawionych przez bankiera warszawskiego Fraenkla. Żoną Juliusza była Karolina de Mercoeur, córka, szlachcica francuskiego, emigranta z czasów wielkiej rewolucyi, urodzona z matki polki i wychowana od dzieciństwa po polsku.
W Przysusze d. 22 lutego 1814 r. przyszedł na świat Henryk Oskar Kolberg. Najdawniejsze wspomnienia Kolberga, jako 76-letniego starca, sięgały tej chwili dzieciństwa, gdy przysłuchywał się piosnkom ludowym, śpiewanym przez piastunkę jego Zuzkę, wieśniaczkę sandomierską. W r. 1819 ojciec Oskara powraca do Warszawy na stanowisko profesora geodezyi, miernictwa i topografii w uniwersytecie, dokąd powołał go Staszyc. Taki zaszczyt spotkał go za prace nad geometrycznemi pomiarami kraju, kształcenie pomocników i ogłaszanie cennych źródłowych dzieł, podręczników i map w języku polskim. Jako profesor, Kolberg zamieszkał w jednym z pawilonów pałacu Kazimierowskiego, dzisiejszego uniwersytetu, pod jednym dachem z Kazimierzem Brodzińskim i Mikołajem Szopenem, ojcem Fryderyka. Już od najmłodszych lat Oskara okoliczności tak się składały, że pacholę, wrażliwe na dźwięki śpiewu i muzyki, miało możność rozwijania swych zdolności muzycznych. Ulubiona Zuzka przybyła z Kolbergami do Warszawy i przez lat jeszcze parę piastując dziecię, usypiała je dźwiękami melodyj rodzimych; mistrzowska gra młodego Fryderyka Szopena, zaprzyjaźnionego z rodziną Oskara, wabiła go jak czarem często na drugie piętro do miłych sąsiadów. Wpływ duchowy musia1 też wywierać na rodzinę kolegi Kazimierz Brodziński, który nadzwyczajnie polubił Juliusza, jak o tem sam świadczy w swoich wspomnieniach, wyrażając się o ojcu Oskara z uwielbieniem dla zalet jego charakteru i podniosłości ducha. Wiemy też, że pomimo zajęć praktycznych, mozolnego rysowania map i obliczań matematycznych, wcale poezyi nie sprzyjających, Juliusz był zamiłowanym w muzyce i poezyi, sam układał hymny pod muzykę Elsnera, tłómaczył na język niemiecki i ogłaszał wiersze Karpińskiego i Brodzińskiego, a między niemi «Wiesława.» Rzecz godna uwagi, że rodzina Kolbergów tak całkowicie i tak prędko spolszczała, iż nietylko młodszy ich syn Oskar, ale nawet najstarszy Wilhelm w r. 1807 urodzony, słyszał w domu tylko mowę polską.[2] Nie dziw, że pod światłym kierunkiem takiego ojca, wzorowej i wysoce wykształconej matki, która była powszechnie poważaną matroną polską, oraz w otoczeniu ludzi niepospolitych, zaprzyjaźnionych z jego rodziną, dusza Oskara rozwijała się tylko w kierunku dodatnim, oddychała, jak jej otoczenie, wonią sztuki. Od r. 1824—1830 widzimy Kolberga na ławie szkolnej w liceum warszawskiem, którego rektorem był wtedy Samuel Bogumił Linde; ponieważ zaś rodzice wcześnie zauważyli w dziecku zdolności i zamiłowanie do muzyki, przeto równocześnie dali mu za nauczyciela niejakiego Vettera, rodem z Łużyc. Po wyjściu Oskara z liceum, ojciec umieścił go w kantorze bankowym Fraenkla; idąc zaś za przyjacielską radą Elsnera, kształcił go dalej w muzyce, Mistrzami Oskara byli: naprzód przez rok jeden sam Elsner, a później Feliks Dobrzyński, sławny kapelmistrz opery warszawskiej i fanatyczny zwolennik muzyki klasycznej. Pod przewodnictwem takich nauczycieli, młodzieniec doszedł do tego w grze na fortepianie, że w 19-ym roku życia zaczął marzyć o kompozytorstwie. Dla studyów nad teoryą wyższej muzyki, dzięki zasiłkowi rodziny, udał się w r. 1834 na dwa lata do Berlina, gdzie pracował pod kierunkiem najsławniejszych nauczycieli ówczesnych: Girschnera i Rungenhagena, który wkrótce potem kształcił i Moniuszkę. Wtenczas to roił sobie przyszły etnograf plany uprawiania wyłącznego niwy kompozytorskiej w duchu pieśni ludowych, które czarowały go oryginalnością, bogactwem melodyi i różnorodnością rytmiki. Powróciwszy do Warszawy, zajmował się dawaniem lekcyj muzyki; w r. 1838—1839 przebywał jako nauczyciel domowy na Białorusi. Nużące i z wielu względów niewdzięczne zajęcie nauczyciela muzyki sprzykrzyło się Kolbergowi po latach dziesięciu. Otrzymał tedy wr. 1845 za staraniem starszego brata swego Wilhelma posadę buchaltera w zarządzie nowo budującej się wówczas drogi żelaznej Warszawsko-wiedeńskiej i zostawał na niej do r. 1857, poczem przeniósł się do komisyi skarbu, w której urzędował do r. 1861; wtedy ostatecznie służbę rządową porzucił, aby oddać się wyłącznie ulubionym pracom naukowym i literackim. Od czasu powrotu z Berlina, co właściwie przypadło w okresie wielkiego rozwoju u nas poezyi romantycznej i rozbudzenia zapału do zbierania pieśni, podań i baśni ludowych, Kolberg pomimo zajęć nauczycielskich i biurowych oddawał się twórczej pracy, której owocem był spory szereg utworów muzycznych. Zachęcony zaś przez Wójcickiego i Dobrzyńskiego, jął się spisywania melodyj ludowych, co uskuteczniał w częstych wycieczkach w bliższe i dalsze okolice Warszawy, Ponieważ większą zdobycz, składającą się z pieśni i melodyj ludowych, zdarzyło mu się posiąść w r. 1839 w Wilanowie, przeto w roku 1889-ym, t. j. na rok przed śmiercią, obchodził pięćdziesiątą rocznicę niestrudzonej działalności na tem polu.
Liczne dzieła muzyczne Kolberga, według zdania znawców, świadczą o niepoślednim talencie i gruntownem ukształceniu muzycznem. Należą do nich: opera w jednym akcie p. t. Król pasterzy, w której wszystkie melodye oparte są wyłącznie na charakterystycznej nucie pieśni ludowej; operę tę grano z powodzeniem w r. 1857 na scenie warszawskiej 7 razy, a wydano w druku w 1860; za motyw do niej posłużył obrząd rolniczy na Kujawach, gdzie w Zielone Świątki odbywa się zabawa, podczas której pasterze króla sobie obierają. Napisał też Kolberg muzykę do popularnej niegdyś operetki «Janek z pod Ojcowa» do słów J. K. Gregorowicza, rozpoczął operę «Wiesław,» do słów Seweryny Pruszakowej (Duchińskiej), wedle sielanki Brodzińskiego. Z bardzo licznych drobniejszych utworów, tchnących życiem właściwem i przechowujących wiernie ducha ludowego, wymienimy sześć zeszytów kujawiaków, kilka etiud, ofiarowanych Szopenowi, wiele mazurów, krakowiaków i pieśni, z których kilka niemałą w swoim czasie cieszyło się popularnością.
Pierwszem dziełem Kolberga, stanowiącem owoc jego pracy nad gromadzeniem pieśni ludowych i ich melodyi, były nuty ze słowami litografowane u Żupańskiego w Poznaniu w roku 1842 p. n. Pieśni ludu polskiego. (Oddział I, «poświęcony Wacławowi Zaleskiemu, K. Wł. Wójcickiemu, Żegocie Pauli, Józefowi Konopce, niezmordowanym współpracownikom w odgrzebywaniu skarbów umysłowych ludu,» We wstępie do tego dzieła autor wypowiada swój pogląd na muzykę ludową: «Melodya jest duszą pieśni gminnej, w niej poznasz myśl i serce, jak w źwierciadle; ona znamionuje ducha każdego pokolenia. Muzyka polska wśród całej Słowiańszczyzny najsamoistniej się rozwinęła; widać to szczególnie na mazurach, najoryginalniej malujących krzepki charakter ludu tego, oraz w krakowiakach, odznaczających się już to niezakłóconą pogodą, już szumną wesołością, to znów lekką tęsknotą. Od roku wydania «Pieśni» Kolberg przedsiębierze dalsze i dłuższe wycieczki w celu gromadzenia melodyj ludowych, zbierając na podróż środki z oszczędzonej z największą zabiegliwością płacy nauczycielskiej i urzędniczej: zwiedził okolice Krakowa, a mianowicie Modlnicę i Mogilany, gdzie bliżej się zaprzyjaźnił ze znajomym już od roku zamiłowanym, jak Oskar, badaczem ludu Józefem Konopką; w r. 1843 widzimy go znowu w Krakowskiem, na Podgórzu Beskidowem, Podhalu, Szląsku i w Kaliskiem; w latach 1844, 1845 i 1847 poznał siedziby Kurpiów; w r. 1846 i 1847 był w Radomskiem, w r, 1848 i 1849 zwiedza Lubelskie, w 1853 okolice Częstochowy i Ojcowa, w r. 1854 Sandomierskie i Radomskie, w 1855 i 1856 Radomskie, Kieleckie, Krakowskie w granicach Królestwa i Płockie; w r. 1857 znajduje się po raz trzeci w Krakowskiem i zwiedza Wiedeń, Chorwacyę, Tryest i Wenecyę; w roku 1858 bawi Augustowskiem, w 1859 powtórnie w Lubelskiem i Radomskiem, w r. 1860 na Kujawach i w Łęczyckiem, w r. 1861 zwiedza po raz czwarty okolice Krakowa, dalej Galicyę wschodnią i Węgry, w roku zaś 1862 widzimy go na Wołyniu.
Część nagromadzonego w tych wycieczkach olbrzymiego materyału etnograficznego wyzyskał Kolberg w dziele pierwszorzędnej wartości, dziele, które, według zdania najpoważniejszych etnografów naszych, otwiera nową epokę w dziejach ludoznawstwa polskiego; ma ono tytuł: Pieśni ludu polskiego, serya I (Warszawa 1857). W porównaniu z wydaniem z r. 1842 praca ta jest już rozszerzeniem widnokręgu naukowego; nie same już w niej podane piosnki pojedyńcze, ale zestawienie porównawcze, licznych odmianek i melodyj tej samej pieśni. Oto słowa autora o celu książki i metodzie podawania pieśni, wypowiedziane w przedmowie. Mówiąc o tem, że w zbiorach jego poprzedników mało zwracano uwagi na muzykę, melodyę pieśni, dodaje: «A tak, prawie bez muzyki, rzec można, że zbiory ich objawiły się tylko w półżyciu, w połowie swojej istoty: bo treść i melodya uzupełniają się, podnoszą wzajemnie, jedną wspólną stanowiąc całość; a często melodya, ta część mniej określona, mniej materyalna, stanowi całą piękność pieśni, Muzyka jest głównym przedmiotem niniejszego zbioru. Do każdej pieśni dołączano właściwą jej nutę. Uderzony wcześnie oryginalnością i krzepkością pieśni ludowych, od lat kilkunastu robiłem wycieczki po kraju w celu skrzętnego i wiernego ich spisywania; to też pochlebiam sobie, że w nieprzebranem u nas źródle melodyi zaczerpnąłem najciekawszy jej zapas, taki przynajmniej, jaki już potrafi dokładnie odznaczyć muzykalność ludu naszego, oddaje nutę w nieskażonej prostocie (t. j. o ile skażenie nie pochodzi z winy śpiewających) tak, jak wybiegła z ust ludu, bez żadnego przystroju harmonijnego, bo mam przekonanie, że najdzielniejszą jest w samorodnej, niczem nie zmąconej czystości, jak ją natura natchnęła. Brzmi pieśń nieprzerwanie po naszych niwach i gajach, płynie z wodą i wiatrem, odbija się o ściany nazych karczem, dworów i chat, a tam, gdzie powstała, najsilniej za serce chwyta. Stając się wiernym jej tłómaczem, wszędzie wskazałem miejsce, gdzie wysłuchaną została.»
Dzieło Kolberga składa się z dwóch części: w pierwszej podał 41 pieśni najbardziej rozpowszechnionych z niezliczonemi waryantami ich tekstu i melodyi, sama np. pieśń «Jasio konie poił, Kasia wodę brała» posiada tu 52 odmianki. Druga część zawiera 466 tańców, ułożonych na nuty, wraz z należącemi do nich przyśpiewkami. Ozdabiają dzieło piękne ryciny kolorowane, w liczbie 10-ciu, przedstawiające jaknajwierniej lud wiejski z okolic Warszawy i Krakowskiego.
Autor w przedmowie zapowiedział ciąg dalszych tomów; nie wydał ich jednak, gdyż zmienił metodę ogłaszania zbiorów swoich i odtąd nie tematycznie, lecz geograficznie począł podawać pieśni, dołączając do nich wszystkie inne utwory ludu, oraz opis jego życia, zwyczajów, obrzędów, wierzeń, przesądów i t. p., słowem przekształcił monografię muzykalną pieśni ludowej na wszechstronną etnografię polską. Pozwólmy samemu Kolbergowi wyjaśnić genezę i przekształcenie pierwotnego planu dzieła; oto, co o tem mówi w przedmowie do I-go tomu Mazowsza (Kraków, 1885 r.): «Około roku 1840, czy też rokiem wcześniej, poczęliśmy zbierać pieśni i muzykę ludową w okolicach Warszawy. Wkrótce dostrzegliśmy ścisłą tych utworów z obrzędami, zwyczajami i całem bytem ludu łączność. Wzgląd ten nakazywał nam przy spisywaniu pieśni i ich melodyj notować także i ich akcesorya (wedle ówczesnych naszych pojęć), t. j. uwydatnić całą sytuacyę, która je zrodziła, lub do działania powoływała. Powoli w miarę rozrostu zbiorów i różnorodności nabywanych materyałów, siłą rzeczy parci, nadaliśmy wydawnictwom naszym kierunek i zakrój, jaki nam dyktowało doświadczenie i który im dotychczas przewodniczy.» Rozszerzywszy tak znacznie ramy swego dzieła, nadał mu Kolberg nowy tytuł, pod którym od r. 1865 do 1890, t. j. do śmierci autora wyszło 23 tomy: Lud, jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce. W pierwszej seryi tego wydawnictwa (a właściwie drugiej, bo «Pieśni» wydane w r. 1857 uważa później za I-szą seryę całego dzieła) dał nam monografię Sandomierskiego. Dotyka tu autor wszystkiego, co może dać nam dokładny obraz charakterystyki ludu w danej okolicy i być rzeczywistym materyałem do etnografii krajowej. Wkrótce potem, bo w r. 1867 wydał Kolberg w Warszawie III-cią i IV-tą seryę «Ludu,» dodawszy ogólniejszy jeszcze tytuł: Materyały do etnografii słowiańskiej. Dwa te tomy obejmują opis Kujaw. Z postępem czasu ulepszając ciągle plan swego dzieła, Kolberg opisał w tych książkach lud od Włocławka, Bydgoszczy i Inowrocławia: jego ubiór, pokarmy, napoje, budowle, sprzęty, naczynia gospodarskie, przesądy i zabobony; przytoczył pieśni, klechdy, przysłowia, zdania, zagadki, przedstawił zwyczaje przy rozmaitych uroczystościach, gry, obrzędy polne i domowe, podał spory słowniczek wyrazów gwarowych. Obfity dodatek rycin i drzeworytów, według rysunku Wojciecha Gersona, znacznie wartość dzieła podnosi.
Ale wróćmy do przerwanego wątku żywota znakomitego ludoznawcy. Po wyjściu w r. 1861 ze służby oddaje się Kolberg, nie krępowany już obowiązkową pracą, działalności kompozytorskiej, opracowywaniu i wydawaniu nagromadzonych przedtem i ciągle zbieranych materyałów, współpracownictwu we wszystkich niemal poważnych pismach, wydawnictwach zbiorowych i wielkiej «Encyklopedyi powszechnej» Orgelbranda, która zawdzięcza mu artykuły podpisane literami O. K., tyczące się mitologii, muzyki i życia sławnych muzyków, wreszcie odbywa coraz dłuższe wędrówki po kraju. W latach 1863——1865 zwiedza powtórnie Kujawy, Łęczyckie, Kaliskie i Płockie, poraz piąty okolice Krakowa, Beskidy, Tatry, Sanockie, w r. 1866—1868 Poznańskie, Chełmskie i Podlasie, w 1869 i 1870-ym Chełmskie, Lubelskie i Augustowskie. Niech sobie jednak czytelnik nie wyobraża, że Kolberg podobnie, jak to czynili Chodakowski i inni badacze ludu, w wycieczkach swych wędruje od wsi do wsi z kosturem pielgrzymim w ręce i torbą na plecach. Kolberg inny sobie obrał sposób: osiedlał się on na pewien czas u osób znajomych, a dobrze lud okoliczny znających i mogących mu wszelką pomoc okazać, zapoznawał się z miejscowemi grajkami i śpiewaczkami, wyszukiwał starych bajarzy, swatki weselne, lekarki i t. p., i zdobywszy sobie ich usłużność, wyzyskiwał, co się dało zebrać na jednem miejscu. Gdy w danej miejscowości materyał się wyczerpał, przenosił się na inne miejsce, gdzie zawczasu już upatrzył sobie kogo znajomego, w miejscu zaś poprzedniego pobytu starał się pozyskać stałego na przyszłość korespondenta, któryby według danych wskazówek materyału mu dostarczał. Nie należy jednak sądzić, że ten sposób badań etnograficznych bardzo jest łatwy: największą trudność stanowi wypytywanie wieśniaków o to, czem niechętnie z obcym się dzielą, a co jednak zbieracz umiejętnie wybadać musi. Gdy Kolbergowi brakło funduszów na wydawanie dalszych seryj rozpoczętego dzieła, bo nakład wyłożony na wydanie książek poprzednich bardzo powolnie się wracał, opuszcza w r. 1871 Warszawę, otrzymawszy przyrzeczenie zapomogi na wydanie 4-ch tomów «Krakowskiego» od Towarzystwa naukowego krakowskiego (teraźniejszej Akademii umiejętności). Osiadł Kolberg naprzód pod Krakowem w Modlnicy u dawnych swych przyjaciół Konopków, później zaś w samym Krakowie, Tutaj w nieprzerwanym ciągu przez lat kilkanaście zajmował się opracowywaniem i wydawaniem swych monografij, przedsiębiorąc dla rozszerzenia i pogłębienia swoich poprzednich spostrzeżeń i zbiorów podróże naukowe: w r. 1875 był w Poznańskiem, Prusach zachodnich i wschodnich, w r. 1876, 1877, 1880 na Pokuciu i Podolu galicyjskiem, wreszcie w latach 1883—1885 zwiedzał Przemyskie i Sanockie. Tym więc sposobem Kolberg zwiedził w ciągu lat 50-ciu i zbadał pod względem etnograficznym rozległy bardzo obszar kraju.
W dalszym ciągu «Ludu» wyszły w Krakowie od r. 1871-go: 4 tomy Krakowskiego, 7 tom Poznańskiego (1875—82), 2 tomy Lubelskiego (1883—4), 2 tomy Kieleckiego (1885—6), 2 tomy Radomskiego (1887—8), po jednym tomie Łęczyckiego i Kaliskiego w r. 1890 (jako serya XXIII); oprócz tego pod osobnym tytułem 4 tomy Pokucia (1882—89) i 5 tomów Mazowsza (1885—90); w ostatnich chwilach przed śmiercią wydał pierwszy tom Chełmskiego (Obraz etnograficzny); z pozostałych materyałów drugi tom wyszedł już po śmierci autora w roku 1891, przez nieżyjącego już najznakomitszego antropologa polskiego ś. p. Izydora Kopernickiego przygotowany do druku; tenże uczony wydał jeszcze tylko jeden tom w r. 1891 p. n. Przemyskie, zarys etnograficzny, z którego 2 arkusze korekty były jeszcze stygnącą już ręką Kolberga poprawione; byłby niewątpliwie Kopernicki resztę pozostałych po nim rękopisów opracował i wydał, gdyby, niestety, i jego wkrótce po zgonie Kolberga śmierć nie zabrała w r. 1891 dnia 25 września. Wydano zatem dotąd 35 tomów wielkiego dzieła! Czyż nie budzi podziwu taka biblioteka, stworzona przez jednego pracownika! Ile musiał on wyłożyć pracy i pieniędzy, aby zebrać i obrobić tak obfity materyał! Ile cierpliwości kosztowało go wydobycie tylu utworów z ust ludu, nie rozumiejącego celu i zadania takich badań! Samych melodyj ludowych przytoczono w dziełach Kolberga przeszło 9 tysięcy! To, co w innych krajach robi się siłami zbiorowemi przy pomocy całych towarzystw naukowych, tego u nas dokonał skromny jeden pracownik. Spytajmy specyalistów, jaka jest wartość tych olbrzymich zbiorów, a odpowiedzą nam: «Jest to nieoceniony materyał do ludoznawstwa polskiego, nieoceniony dlatego, że wszystko, co Kolberg zapisywał, jest czystem złotem etnograficznem: nie pozwalał on sobie żadnych dodatków, żadnych retuszów, żadnych ogładzań ani poprawek; pisał pieśń, podanie, przysłowie, melodyę i t. d., jak słyszał, i to nie z jednych ust, ale kilku i kilkunastu, ażeby każdą rzecz sprawdzić i przekonać się, czy śpiewający i mówiący sam siebie lub słuchacza nie łudził.» (Słowa dr. Jana Karłowicza w «Wiśle» z r. 1889, str. 472). «Dotychczasowe prace Oskara Kolberga — mówi dr. Izydor Kopernicki — stanowią niezmiernie bogatą skarbnicę materyałów etnograficznych i są tak świetnym nabytkiem dla etnografii ojczystej, słowiańskiej i powszechnej, jakim jeszcze w żadnym narodzie nie obdarzyła nauki praca jednego człowieka[3]
A jednak, nawet gdy dołączymy do tego obszerne monografie etnograficzne, ogłaszane bądź w czasopismach, np. «Bibliotece warszawskiej, » bądź w «Zbiorze wiadomości do antropologii krajowej, » będzie to dopiero więcej niż połowa tego, co Kolberg w rękopisach zgromadził. Przytoczymy tutaj zawartość dotąd niewydanych tek Kolberga, które oby jak najprędzej doczekały się światła dziennego! 1) Materyały zebrane z Mazowsza, oprócz 5 wydanych dotąd tomów, wystarczą jeszcze na przygotowane już do druku 2 tomy; 2) Mazury pruskie (Ełk, Lec, Ostroda, ku Królewcowi); 3) Prusy zachodnie (Toruń, Malborg, Elbląg); 4) Kaliskie (oprócz wydanego jednego tomu jeszcze jest materyał na jeden tom); 5) Szląsk pruski i austryacki; 6) Górale tatrzańscy i nowotarscy; 7) Spiż; 8) Podgórze krakowskie; 9) Kraków i okolice — materyały, które nie weszły do wydanych już 4 tomów Krakowskiego» i nowo zebrane; 10) Tarnów, Rzeszów, część Jasielskiego i Nowo-Sądeckiego; 11) Ruś Czerwona I: Jasło, Sanok, Sambor, Łemki; 12) Ruś Czerwona II: Lwów, Żółkiew, Złoczów; 13) Ruś czerwona III: Podole galicyjskie, Tarnopolskie, Brzeżany, Stryjskie, Bojki; 14) Hucuły; 15) Podole rosyjskie; 16) Ukraina; 17) Wołyń; 18) Polesie wołyńskie i Pińszczyzna; 19) Biała Ruś; 20) Litwa. Oprócz tego jest nadto 12 tek z rozmaitemi materyałami, mającemi związek z pracami etnograficznemi Kolberga.
Czyż nie należy chylić czoła przed zasługą takiej pracowitości olbrzymiej! Uczyć się należy od niestrudzonego Kolberga, jak trzeba zdolności i czas swój spożytkowywać! Nie dość na tem, że najskrupulatniej zapisywał on z ust ludu wszystko, cokolwiek rzuca na jego zwyczaje, pojęcia i utwory jakiekolwiek światło, ale nadto mozolnie szperał, szukając rzeczy ludowych po niezliczonej ilości książek, pism zbiorowych, a nawet po gazetach i kalendarzach, aby podać jaknajdokładniej bibliografię opisywanej okolicy.
Działalność Kolberga wywarła wpływ znaczny na rozbudzenie w młodszem pokoleniu popędu do badań etnograficznych, a co więcej, wskutek znakomitych jego prac i przy osobistym udziale utworzona została w Akademii umiejętności w Krakowie komisya antropologiczna, która stała się ogniskiem naukowem dla pracowników na polu etnografii. Osiemnaście wydanych dotąd tomów «Zbioru wiadomości do antropologii krajowej» (1875 — 1895), oraz cztery tomy «Materyałów antropologiczno-archeologicznych i etnograficznych» (1896—1900) i 13 tomów «Wisły» zawierają cenne i umiejętnie opracowane materyały ludoznawcze, a bez wahania rzec można, że znaczna większość z pomiędzy osób, pracujących dziś u nas nad ludoznawstwem, wzięła pochop do swych studyów z dzieł Kolberga i jemu zawdzięcza metodę badań. Jako uczony, cenionym był Kolberg bardzo w świecie naukowym zagranicznym: w literaturze etnograficznej wszystkich słowian, a nawet niemieckiej i francuskiej, w każdem prawie dziele poważniejszem, którego autor występuje z faktami porównawczemi, bywają prace jego niejednokrotnie przytaczane. Znamiennym jest fakt, że znakomity etnograf portugalski, prof Z. Consiglieri-Pedroso nauczył się po polsku jedynie dla korzystania z dzieł naszego badacza. W uznaniu zasług powołano Kolberga na członka-korespondenta Akad. umiejętności w Krakowie, honorowego członka Towarzystwa tatrzańskiego, członka Towarzystw naukowych geograficznych i etnograficznych w Paryżu, Petersburgu, Moskwie, Lizbonie, Towarzystw muzycznych we Lwowie i Warszawie.

Osobistość Kolberga pod każdym względem szacunek i uwielbienie wzbudzała dla niepospolitego jego charakteru. Pomimo nieocenionych zasług, okazanych społeczeństwu i nauce, cechowała zacnego starca rzadka skromność. A ileż to rysów szlachetnych tkwi w tem jego zaparciu się dla nauki! Niezmordowana wytrwałość, ciche


Podług fotografii z natury (ze zbiorów prof. Jana Karłowicza).
Album p476a - Oskar Kolberg - podpis.png
poświęcenie bez granic i bezdenna miłość, jaką przejęty był dla swego przedmiotu, w kim nie rozbudzi czci ku niemu? Kolbergowi nie chodziło nigdy o osobiste potrzeby i wygody, bo nie żył on dla siebie: nie usłał nawet gniazda rodzinnego, bo miał w życiu jeden tylko cel, obok którego wszystkie inne wydawały mu się egoistycznemi. Mamy w nim rzadki obraz człowieka, który zaparł się siebie dla nauki; podaje on pokoleniu obecnemu wzór szlachetnego i bezinteresownego poświęcenia się wyższej idei. Posiadając środki bardzo ograniczone, otrzymując bardzo nieznaczne zapomogi na wydawanie części tylko swego olbrzymiego dzieła, potrafił zbogacić piśmiennictwo nasze aż trzydziestoma pięcioma pokaźnemi tomami, które wydawał z wielkiem staraniem, ozdobione są bowiem rysunkami, chromolitografiami i nutami, co, jak wiadomo, koszty wydawnictw w dwójnasób podnosi. W jaki więc sposób był w stanie Kolberg takie wydawnictwo kosztowne prowadzić? Oto w ten, że obok zasiłku czy to Akademii umiejętności, czy kasy im. Mianowskiego, poświęcał na nie cały dochód ze sprzedaży dzieł, które, niestety, jak to u nas z większą częścią poważnych wydawnictw się dzieje, mało są rozkupywane, dla siebie zaś poprostu skąpił we wszystkiem. Gdy zwrócimy uwagę na to, że Kolberg, będąc już 76-letnim starcem, ciężko pracował nad porządkowaniem swych materyałów i ostatecznem przygotowaniem ich do druku, to zaiste smutno się robi, że taką nagrodę zgotowało mu społeczeństwo nasze. Mając jeszcze taką moc dzieł do wydania, skazany był zacny starzec na niepewność, azali za życia uda mu się dzieła swego dokończyć. Ale Kolberg takim odznaczał się hartem i pogodą duszy, że znosił to ze spokojem stoickim: pracował lat 50 dla kraju, a przez myśl mu nie przeszło żądanie od ogółu jakiejś nagrody, a nawet wdzięczności, dość mu było, że w czyn wprowadził to, o spełnieniu czego od lat najmłodszych marzył.

W opisie powierzchowności znakomitego etnografa wyręczymy się słowami ś. p. prof. Kopernickiego, który w cytowanej książeczce tak o nim mówi: «Jedną z postaci, które od lat kilkunastu spotykać się zwykło w Krakowie, dawniej parę razy na tydzień, a od lat kilku codziennie, jest mężczyzna odziany zawsze nader skromnie, a nawet ubogo, przygarbiony wiekiem i nałogową pracą przy biurku. Pomimo tej powierzchowności, zacierającej jego osobistość wśród snujących się ludzi, zastanawia on każdego niepospolitym wyrazem swej myślącej fizyognomii i właściwym jej wzrokiem, rzucanym przez okulary ze strudzonych oczu, do którego dołączywszy również właściwą postać głowy, wyciągniętej naprzód i niby w coś się wsłuchującej, mamy przed sobą typową, niezmiernie wyrazistą postać badacza i szperacza naukowego. Przed tym szanownym staruszkiem, znanym niewątpliwie połowie krakowskiej inteligencyi, każdy znający go przechodzi z cichem uszanowaniem, żaden zaś znajomy nie pominie go przy spotkaniu bez serdecznego powitania i pokłonu, należnego cichej a wielkiej jego zasłudze.»
Wspomnieć tu wreszcie należy o ostatnich chwilach życia tego niepospolitego starca. Na rok przed jego śmiercią urządzono w Krakowie w d. 31 maja 1889 roku obchód jubileuszowy 50-letniej działalności naukowej wielce zasłużonego pracownika. Uroczystość ta miała bardzo podniosły, a zarazem rzewny charakter, a brali w niej udział nie tylko uczeni i literaci, ale i inne stany, młodzież uniwersytecka i przedstawiciele ludności włościańskiej, której badaniu życie prawie całe poświęcił. Już wtenczas jednak bardzo słabe miał siły życiowe, a od stycznia r. 1890, czując blizki swój koniec, śpiesznie gotował do druku swe prace i dawał wskazówki zacnemu przyjacielowi swemu ś. p. dr-owi Izydorowi Kopernickiemu, co ma począć z jego puścizną naukową. Nie tracąc aż do ostatniej chwili zupełnej przytomności umysłu i pamięci i czując, że niewiele chwil na ziemi już mu pozostaje, wyrzekł do przyjaciół swoich: «Umieram, Bogu dzięki, z tą pociechą, że według sił moich zrobiłem za życia, co mogłem, że nikt mnie za próżniaka nie ma i mieć nie będzie, a to, co po sobie zostawiam, przyda się ludziom na długo.»
Po przekazaniu swych rękopisów Akademii umiejętności i rozporządzeniu niewielką gotówką, uzbieraną dzięki bezprzykładnej oszczędności, oraz pozostałemi wydrukowanemi dziełami, zgasł dnia 3 czerwca 1890 roku bez żadnych cierpień, cicho i pogodnie, jak żył otoczony czcią powszechną, która się wyraźnie ujawniła na pogrzebie, podobnie jak rokiem przedtem na obchodzie jubileuszowym.
Jak wyżej wspomnieliśmy, po śmierci Kolberga dwa tomy dalsze dzieł jego wydał Ś. p. I. Kopernicki. Od zgonu tego zacnego przyjaciela Kolberga napróżno w ciągu 10-ciu blizko lat czekamy na dalsze wydawnictwa tego najznakomitszego etnografa polskiego. Może ta wzmianka o życiu i dziełach jego w dziesięć lat po zgonie przypomnieć zdoła o długu wdzięczności, jakiśmy zaciągnęli względem nieodżałowanego ludoznawcy, zwróci znowu uwagę na pozostałą po nim obfitą puściznę i wydobędzie na jaw choć cząstkę jego zbiorów przynajmniej z takich stron ziemi polskiej, które dotąd mniej, niż inne, są zbadane i znane.

Hieronim Łopaciński.





Przypisy

  1. Ks. Hugona Kołłątaja «Korespondencya listowna, t. I, str. 21—23 (Kraków, 1844).
  2. Starszy brat etnografa Wilhelm Kolberg przeszedł korpus inżynierów, szkołę artyleryi i uniwersytet warszawski. Należał później z Janem Pawłem Lelewelem do budowy kanału Augustowskiego, był jednym z członków zarządu budowy pierwszej u nas kolei Warszawsko-wiedeńskiej. Ogłosił on kilka prac specyalnych, dotąd przez znawców cenionych, a między innemi plan Warszawy w r. 1848. Najmłodszym z braci był Antoni, który zasłynął jako malarz obrazów religijnych, historycznych i rodzajowych, a zwłaszcza jako portrecista, Dotychczas w sali głównej Towarzystwa kredytowego ziemskiego w Warszawie można oglądać wykonane przez niego i przez Marconiego wyraziste figury alegoryczne miesięcy.
  3. Patrz artykuł Kopernickiego w «Encyk. wychowawczej.» t. III, «Etnografia i etnologia, » str. 640 i 641 i broszurkę jego: «Oskar Kolberg» (Kraków, 1889), str. 25.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Hieronim Łopaciński.